08/06/2026
📣Wyspaliśmy się i dojechaliśmy do domu 😎.
Obiecaliśmy napisać coś o naszym ostatnim wydarzeniu kilka słów a chodzi oczywiście o udział w ultra maratonie kolarskim ULTRA Duch Puszczy na dystansie 275km w podlaskiej krainie 🚴♀️🚴♂️👻🦬🌳🤩.
Podoba się dla nas🥰? Tak jak najbardziej, Podlasie i Białowieski Park Narodowy to obszar, do którego udało nam się dotrzeć po raz pierwszy 🥇.
Dlaczego i za sprawą kogo/czego wylądowaliśmy na Podlasiu? Jest taki gość jak Cycleblood - maniak kolarstwa ultro-romantycznego, który organizuje imprezę rowerową na trzy fajery na Podlasiu. To właśnie to wydarzenie i chęć sprawdzenia się na dłuższym dystansie doprowadziły nas do krainy żubra i ducha puszczy 🦬👻🚴♂️🚴♀️.
Jest coś dla tych co lubią po lesie czyli dystanse gravelowe oraz nasze kochane klepanie asfaltów 🚴♀️🚴♂️. Wybieramy dystans 270 czyli 3 z 4 szosowych dystansów - 560 zostawiamy w sferze marzeń 😉 na kolejne lata 😉.
Na Podlasie docieramy już w środę wieczorem na aklimatyzację do wyjątkowego miejsca jakim okazał się - to nie reklama - zwyczajnie cenię ludzi którzy dobrze potrafią prowadzić swój biznes i przyciągać do siebie turystów - nocleg z polecenia od znajomej to strzał w dziesiątkę 🎯.
Po drodze do Narewki zajrzeliśmy do jednego z największych sklepów rowerowych w Polsce czyli sprint-rowery.pl i tu miłe zaskoczenie bo co prawda Kamila nie było ale udało się spotkać drugiego z gwiazdorów nieKamila (kto ogląda kanał na Yt ten wie o kogo chodzi 😜). Po pytaniu czy szukamy jakiegoś roweru powiedzieliśmy, ze przyjechaliśmy pozwiedzać jako fani kanału na Yt 😉. Byliśmy świetnie oprowadzeni po sklepie a przy okazji udało się przetestować dwie fajne maszyny 🚲.
Wracając do tematu wizyty na Podlasiu i aklimatyzacji to zaliczyliśmy wizytę w pokazowej zagrodzie żubrów, muzeum przyrodniczym BPN w Białowieży i ścieżce przyrodniczej Królewskich Dębów.
Wracając do startu w naszym pierwszym rowerowym ultra to już w czwartek po południu w miasteczku działo się dużo: start dystansu 75 km i tu zwycięski świętokrzyski akcent - wielkie brawa 👏.
Jak miasteczko startowe to i musiały być ciekawe prelekcje z ludźmi z rowerowej branży: Jerzy Kuczko - były kolarz prowadzący obecnie Zajazd myśliwski u kolarza w Budach między Hajnówka a Białowieżą - byliśmy dzień przed startem na ładowaniu węgli regionalną kuchnią😜. Był także Kluk z kapitalnego rowerowego sklepu w Częstochowie czyli Fabrykarowerow.com - nawet jeśli nie planujecie zakupu roweru to kawę i burgera polecam ☕️🍔. Trzecia prelekcja to spotkanie z rowerowym ultrasem Łukasz Kalicki. Już wiem, że przed startem w takim ultra trzeba pojeść pizzy 🍕. Wszystkie rozmowy były prowadzone przez jeden z najbardziej rozpoznawalnych komentatorskich głosów kolarstwa czyli
No dobra czas na nasz sobotni poranek czyli nasz start w szosie 275km. Przy zapisach na imprezę kilka miesięcy temu zadeklarowaliśmy, że będziemy jechać maksymalny limit czasu czyli 30h ⏰. Po takiej deklaracji organizator zakwalifikował nas do pierwszej grupy startujących o godzinie 9:30 i tak kolejno do godziny 11 wypuszczano kolejne grupy coraz to mocniej zadeklarowanych uczestników 🚴♀️🚴♂️🚴♀️🚴♂️🚴♀️.
Ruszamy z Hajnówki z terenu Nadleśnictwo Hajnówka, Lasy Państwowe na swoją podlaską przygodę. Chyba trzeba napisać, że byłem niemal pewny, że uruchomi się zew rywalizacji i nie odpuszczenia mocniejszym jeźdźcą. Po pierwszych światłach na skrzyżowaniu formuje nam się grupa 4 a za chwilę 6 osobowa łącznie z nami 🚴♀️🚴♂️🚴♀️🚴♂️🚴♀️🚴♂️ - 3 kobiety i 3 mężczyzn. Jak na pierwsze km robi się grubo i zastanawiam się czy jest sens, żebyśmy się szarpali od pierwszych km trasy na taki wysiłek. Jedzie się świetnie - współpraca się układa i śmiało powiem, że jako najsłabsi z grupy także dajemy zmiany 🤩. Tempo 31/32km/h - jedzie się bajecznie i po godzinie jazdy wszystko się sypie w całej układance 😢. Wjeżdżając do Narewki na jednym z progów zwalniających odpada mi z mocowania tylni radar i muszę dać po hamulcach by zebrać z asfaltu drogocenna zgubę - krzyczę do Beaty, która wyszła na zmianę, że musimy się zatrzymać 🤯. Zbieram lampkę z asfaltu i ruszamy dalej ale wiemy, że już naszej grupki nie dogonimy - odbieramy to jako znak z nieba - zwolnijcie bo w takim tempie nie dojedziecie do końca 😜. Ruszamy na własny rachunek i własne tempo. Po chwili docierają do nas samochodem znajomi Monika, Krzysio i Gerard w samochodzie gdzie przez kilka minut nas dopingują i robią kilka pamiątkowy zdjęć i filmików 📸. Po chwili mówią paaa i jadą realizować swój krajoznawczy plan na Podlasiu. Zostajemy na trochę sami. Na 40 km trzeba się zatrzymać bo pęcherz ciśnie i tak chyba do 100 km nie wiem co tak goniło na sikundę 😜. Jakoś tak jazda idzie, ze nie udaje nam się znaleźć partnerów do jazdy po zmianach. Albo ktoś za wolno albo ktoś za mocno. I tak w większości daje koło Beacie, która debiutuje na dystansie 200plus, ja w karierze tylko raz chyba 3 lata temu robię taki dystans 🙃. 70 km czas na uzupełnienie bidonów, później lecimy pod granicę z Białorusią a trasa na chwilę zmienia się w zaplanowane prze organizatorów piekło 😈 - bruk i szutr więc rozpoczyna się „ojcze nasz-zdrowaś Mario” by tylko nie złapać kapcia 🥹. Nam się udaje przejechać bez przygód choć na tym segmencie widzimy dwóch pechowców, którzy są w trakcie wymiany przebitej dętki 🥲. Kolejny cel to dotrzeć do ok 145 km do jedynego i dobrze zaopatrzonego puntku odżywczego na trasie: kawa na start, pierogi i babka ziemniaczana z pączkami przygotowanymi przez miejscowe KGW dają podkład na dalszą jazdę 🚴♂️🚴♀️😎. Dłuższa chwila oddechu i posilenia się zażegnuje chwilę wcześniejszy kryzys, który wiadomo, że musiał przyjść gdzieś na trasie 🗺️. Podlasie miało być płaskie a okazało się pagórkowate a o wietrze w pierwszej połowie trasy nie wspomnę 😜.
Na punkcie kontrolnym Beata jeszcze podpytuje uczestników czy ktoś śpi w trakcie trasy 🛏️🙃. Jak się okazuje nikt tego nie planuje i dociera do nas, że nasz piekielny plan z noclegiem spowoduje że będziemy ostatni na mecie 😂. Czas ruszyć w dalszą drogę gdzie kolejnym celem jest 205 km i miejscowość Michałów. Jak to z samego rana napisała nam zwyciężczyni wśród kobiet dystansu 560 km - nasza świętokrzyska duma narodowa - Izabela Lis 🦊 - trzeba jechać swoje 🚴♀️🚴♂️🙃. Tak też robimy i wyznaczamy sobie godzinę 19 by podjąć co robimy dalej. Wpadając do Michałowa zatrzymujemy się pod znanym marketem z czerwonym owadem 🐞. Spotykamy sporo uczestników, którzy uzupełniają płyny, coś tam podjadają na co dusza ma ochotę 🍕. My też uzupełniamy bidony i ładujemy kalorie hotdogami i croissantami 🌭🥐😉. Po przerwie jest godzina 19 z minutami i wiemy że realnie jest jakieś max 3 godziny jazdy z przerwami do mety 🚴♂️🚴♀️🏁. Realnie 22 z minutami i jest po robocie - duch będzie nasz 👻.
Ruszamy ku zachodowi słońca - robi się bajeczna podlaska sceneria 🌄. Trasa mocno się wypłaszczyła w porównaniu do środka trasy, wiatr też już tak nie dokucza jak w środku dnia 😉. Z minuty na minutę, z kilometra na kilometr wiemy, że meta jest coraz bliżej. Jedzie się wręcz znakomicie jak na taki dystans - jesteśmy w szoku bo i średnia prędkość potrafi wzrosnąć 🚴♂️🚴♀️. Chcieliśmy uniknąć ciemności niestety się nie udaje i jakieś 15 km przed metą zapada noc - kolejne mega doświadczenie i wspaniałe wrażenia jaką atmosferę na rowerze daje nocny klimat 🤩. 22 jesteśmy na obrzeżach Hajnówki gdzie zlokalizowana jest duchowa meta. Wiemy że się udało, emocje adrenalina trzyma tempo i tak o to coś po 22:15 wpadamy z pełnym uśmiechem na metę 🏁🚴♀️🚴♂️. Na mecie organizatorzy wręczają nam duchowy plecak wypchany mnóstwem podlasko duchowych suvenirow 🍺🍫🧢🎒.
Finalnie średnia prędkość ruchu 25,6, czas z przerwami 12:47h co daje 159 i 160 miejsce na 237 osób startujących ⏱️. Jak na 1600 km treningowych na rowerze w tym roku pokazuje to, że wszystko siedzi w naszej głowie 💀. Czy ciężko przejechać taki dystans po tej próbie stwierdzamy, że wszystko jest do zrobienia jeśli się tego bardzo chce 😜.
W tym miejscu podziękujemy naszemu kolarskiemu mentorowi Michałowi z makra-sport.pl, który od miesięcy pracuje z nami nad naszymi idealnymi pozycjami na rowerze i moja największa zmorą czyli bolącymi 4literami - chwilę przed startem udało nam się finalnie dobrać odpowiednie siodło i pozycję na rowerze 🚴♂️. Niby rower to rower - dwa kółka, rama i kierownica ale my cenimy, że jeździmy na długodystansowych modelach od BMC Switzerland. Ostatnie tygodnie to także przerzucanie żelaza z trenerem personalnym Damianem z - nie uwierzylibyśmy ile może dać trening siłowy gdybyśmy sami nie spróbowali 🤩. Diabeł tkwi w szczegółach dlatego na ostatniej prostej odwiedziliśmy Olga Pierzak - Wypych, która zabezpieczyła nasze mięśnie przed przeciążeniem.
Ultra duch puszczy 👻 był odległym planem zapisując się w 2025, który dwa dni temu zakończył się finiszem, którego nigdy byśmy nie zaplanowali w dniu zapisów 💻.
Jaki kolejny cel - trening trening trening i przekroczenie 300 km, jak szaleć to szaleć 😅.