Skaði Peak Adventures

  • Home
  • Skaði Peak Adventures

Skaði Peak Adventures Kameralne wyprawy w góry
Warsztaty outdoorowe
Weekendy na dziko
Góry bez pośpiechu

* Dla każdego *
* Dla dużych i małych *
* Albo.. Walia. Szkocja. Anglia.

tylko dla kobiet *

Z myślą o samodzielności w terenie. Bez presji. Z uważnością. W górach.

Czy Wam też już tęskno do wiosny?🌿Lutowa, kilkudniowa wędrówka na terenie Cairngorms National Park. To nasz ulubiony kie...
15/03/2026

Czy Wam też już tęskno do wiosny?🌿

Lutowa, kilkudniowa wędrówka na terenie Cairngorms National Park. To nasz ulubiony kierunek. Tu wracamy regularnie, i nigdy nie mamy dość. To jeden z większych i najbardziej dzikich obszarów górskich w Wielkiej Brytanii – ogromne płaskowyże, wzgórza, szerokie doliny i przestrzenie, którymi można iść godzinami, nie spotykając nikogo. No i szczyty, zwane munro (czyli punkty o wysokości powyżej 914 m n.pm.) - ale o nich będzie innym razem.

Cairngorms mają w sobie coś wyjątkowego. Z jednej strony są surowe i wymagające, z drugiej – niezwykle spokojne. To miejsce, gdzie naprawdę czuje się góry, przestrzeń i naturę. Nasze wędrówki tutaj zazwyczaj trwają kilka dni, bo odległości są duże, a krajobraz zachęca, żeby po prostu iść dalej.

Najlepsze w takich wyprawach są noclegi w chatkach zwanych bothy. Bothy to małe, kamienne chatki (czasem raptem na 2 osoby) rozsiane po szkockich górach. Mają one swój wyjątkowy klimat – drewniana lub kamienna podłoga, kominek, czasem stół i ławki, a za drzwiami tylko wiatr i ogromna przestrzeń. Nie ma tu prądu ani bieżącej wody, rzadko kiedy jet zasięg.

Większością z nich opiekuje się Mountain Bothies Association – organizacja wolontariuszy, która od lat utrzymuje te miejsca otwarte i dostępne dla wędrowców. Nocleg w bothy to przestrzeganie pewnych zasad i reguł (więcej o nich znajdziecie na stronie MBA). Nie musisz rezerwować ani płacić za nocleg, ale może też się zdarzyć, że nie będzie w bothy miejsca. Z racji tego, że jest to organizacja charytatywna, warto rozważyć członkostwo i wspomagać ich działalność w inny sposób (np. można pomóc przy remoncie domku).

Kilka dni marszu przez Cairngorms to prawdziwy reset. Rano gorąca kawa lub herbatka, potem długa droga przez przepiękne doliny, a wieczorem światło kominka w bothy i rozmowy z ludźmi, którzy tak samo jak my kochają góry i naturę.

A że nam już tęskno i do wiosny, i do Cairngorms, to już planujemy kolejną, tym razem wiosenną wędrówkę w tym uroczym miejscu!

Cóż to był za intensywny i wspaniały weekend! Dołączyło do mnie 7 cudownych kobiet, każda z nich to prawdziwa miłośniczk...
10/03/2026

Cóż to był za intensywny i wspaniały weekend! Dołączyło do mnie 7 cudownych kobiet, każda z nich to prawdziwa miłośniczka wędrówek górskich i chwil spędzanych na łonie natury :).
Zaczęłyśmy już w piątek, bo materiału do omówienia było naprawdę dużo. Dziewczyny zapoznały się z mapami, legendą, skalą, uczyły się podawać pozycje na mapie i odszukiwać ukryte pod symbolami niebezpieczeństwa, ciekawostki i wskazówki... Mowa oczywiście o małych obrazkach, które często zaskakiwały i nie zawsze przedstawiały to, czego mogłybyśmy się spodziewać.
Było trochę o przepisach, o organizacjach, które działają w środowisku górskim, o systemie ratownictwa w UK. Było też planowanie trasy, dzielenie jej na odcinki, najczęściej popełniane błędy, strategie i techniki nawigacji. Oczywiście, nie tylko przy stole, kawie i ciasteczkach, ale również w terenie!
Podczas praktycznych zajęć każda z dziewczyn miała zadanie - nawigować do wybranego punktu. Reszta grupy określała swoją pozycję. Były pułapki, drogi, których nie było w terenie, lub na mapie... Było błoto, zniszczony mostek, wyznaczanie azymutu... I przede wszystkim mnóstwo śmiechu i niesamowitej energii :)
Wieczory natomiast umilał nam kominek i kalambury, Taboo, Dixit i inne gry :)

A Wy? Odróżnicie obrazek plaży od symbolu farmy fotowoltaicznej? Wiecie, dlaczego są dwa odcienie zielonego na mapie? I kiedy wejście na szczyt będzie przyjemnym spacerkiem, a kiedy zadyszka murowana? I jak wrócić, jak nagle szczyt pokryje gęsta mgła i nie będzie widać ścieżki?

04/03/2026

Taniec na ścianie.
Więcej rocka.
Mniej grawitacji.





03/03/2026

Odliczamy!
Zostało kilka dni do specjalnej edycji warsztatów z nawigacji.
Tylko dla pań.
Kamienna chatka z kominkiem, z dala od cywilizacji, gdzieś w Brecon Beacons.
Duuuużo teorii... i dużo praktyki.
Dziewczyny już się pakują!

Zostało nam 1 miejsce. Dla Ciebie?
Jeśli myślisz, że zdążysz wrzucić do plecaka ciuchy wodoodporne, mapę, kompas, czołówkę, prowiant, śpiwór i dobry nastrój - to zapraszamy :)

25/02/2026

Specjalnie dla Kobiet.

Specjalnie taniej.

Ostatnie miejsca w tej cenie.

I ostatnie miejsca na warsztaty!

W tym tygodniu - tylko do 27 lutego - specjalna cena - £100 (zamiast £150) - obowiązuje do północy w piątek. Zapisz się ...
24/02/2026

W tym tygodniu - tylko do 27 lutego - specjalna cena - £100 (zamiast £150) - obowiązuje do północy w piątek.

Zapisz się i opłać udział, zanim wyjdziesz na piątkową imprezę!

A co w cenie?
2 noclegi w uroczej, kamiennej chatce w Brecon Beacons (kominek, wyposażona kuchnia, do wyłącznej dyspozycji cały domek). I co najważniejsze - z dala od cywilizacji (nawet dojazd nie jest taki łatwy - ale dostaniesz dokładne instrukcje!)

2 wieczory spędzone na nauce teorii, luźnych rozmowach o górach, bezpieczeństwie, przepisach, nawigacji...

Kameralne, małe grono z ogromną kobiecą energią, mnóstwo śmiechu i pozytywnych wrażeń!

i 2 dni w terenie - żebyś miała szansę nauczyć się, jak planować trasę z mapą papierową.
No i oczywiście tego:
- jak odnaleźć sie w terenie
- jak odczytać to, co widzisz i znaleźć to na mapie
- kiedy i jak wykorzystać kompas
- co zrobić, jak coś pójdzie nie tak i będzie Ci się wydawało, że zdubiłaś drogę
- jak uniknąć niebezpieczeństw

A jeśli masz pytania, to napisz do nas!

21/02/2026

Wyjątkowo. Intensywnie.
Tylko z mapą. Tylko dla kobiet.

Kiedy ostatnio miałaś taki Dzień Kobiet?

A tymczasem w Szkocji było tak: 03:00 pobudka. Otwieramy oczy i sprawdzamy prognozę pogody i informacje na temat lawin. ...
11/02/2026

A tymczasem w Szkocji było tak:

03:00 pobudka. Otwieramy oczy i sprawdzamy prognozę pogody i informacje na temat lawin. Prognoza bez niespodzianek i zmian, czyli trzeba się wygramolić z ciepłego łóżka.
03:50 wyjście na przystanek autobusowy. Wychodząc, mijamy się ze współlokatorem wracającym właśnie z imprezy. Szybkim krokiem dochodzimy na przystanek. 04:30 - nadjeżdża autobus.
O 06:50 dojeżdżamy do Tyndrum. Ubieramy się w ciuchy wodoodporne (nie tylko kurtka, ale też spodnie i stuptuty) i wychodzimy na szlak. Po około 1,5 godzinie dochodzimy do miejsca, w którym teren zaczyna się w końcu wznosić. Ale śniegu nie ma, a po to tu przyjechaliśmy.
O 09:00 znajdujemy pierwszy fajny żleb (fajny, bo zaśnieżony). Wyciągamy sprzęt i zaczynamy zdobywać wysokość trochę szybciej, niż do tej pory. Tuż pod koniec pierwszej części tego żlebu jest przed nami pionowa ściana śniegu, ale tuż pod nim – jak się okazuje – ściana błota! Pierwsza osoba - hop na górę, ale druga nie daje rady. Więc w ruch idzie lina, robię stanowisko (może nie jest idealne, ale na tyle nam pozwoliły warunki) i asekuruję drugiego. I wychodzimy razem na półkę.
Niby półka, a taka, że jej nie widać (w sumie nie jest to wina półki, że mamy mleko wokół siebie). Widoczność może na 15 m i chyba płasko. Więc wyjmujemy GPS-a (tak, tym razem na łatwiznę, mapa i kompas w klapce czekają awaryjnie) i idziemy wzdłuż naszej trasy. Po drodze zdobywamy jeszcze około 100 m przewyższenia.
Po 30 m „nie-błądzenia” we właściwym kierunku dochodzimy do naszej drogi. Jedynka, bo jedynka, ale to nadal droga wspinaczkowa, więc jest dość pionowo. Co za tym idzie, czujemy nasze mięśnie w łydkach.
Po 100 m przewyższenia był pierwszy zjazd. A warunki takie, że sam czekan to za mało, aż było trzeba rakami się trochę wspomóc.
Ciut później dochodzimy do pionowej ściany, gdzie żleb się zwęża i robi się jeszcze bardziej stromo. Stwierdzamy, że łydki muszą trochę odpocząć. W tym czasie dogania nas grupka z przewodnikiem. Jak się okazało, planowali zrobić ten sam żleb, co my. Im też pogoda nie ułatwiała wspinaczki, wykorzystali więc to, że nasze ślady były świeżutkie.
Po krótkiej chwili ruszamy dalej, już w fajnie wykopanych w śniegu schodkach. Widoki bez zmian, ale dobry nastrój nas nie opuszczał.
Około 50 m przed szczytem rozstajemy się z grupą z przewodnikiem. Małe okienko pogodowe - więc stwierdzamy, że trzeba spróbować trochę inną drogą, wyglądającą nieco fajniej (po prostu z drugiej strony dużego kamienia 😉). I takim oto sposobem zdobywamy szczyt. No, prawie :D wychodzimy bowiem 10 m na lewo od stożka z kamieni na szczycie (a przynajmniej czegoś, co w lato jest stożkiem usypanym kamieni) – i trzeba jeszcze ten kawałeczek przejść!
Teraz już tylko droga w dół. Pierwsze 500 m - biało i kamieniście, więc kompas do ręki. Potem nadal biało, ale bez kamieni. Więc, jak każdy górołaz lubi (ale nie zawsze się do tego przyznaje), zjeżdżamy na tyłkach. I tak, najpierw po śniegu, potem po mokrej trawie. A potem po ścieżce-nie ścieżce, aż do drogi leśnej, którą przyszliśmy. I ostatnie 6 km po drodze, w mokrych ciuchach, z bananem na twarzy wracamy, a myśli zaczynają krążyć wokół pubu. I tak po 10,5 godzinach, 21 km, 1200 m przewyższenia i 3500 kcal spalonych, koniec. No i kolejne 3 godziny czekania na autobus. Jak nic, należy się Guinness, porządny burger i frytki!

Przygoda zakończona. Trzeba planować kolejną!

Address


PH22 1

Alerts

Be the first to know and let us send you an email when Skaði Peak Adventures posts news and promotions. Your email address will not be used for any other purpose, and you can unsubscribe at any time.

  • Want your business to be the top-listed Travel Agency?

Share