22/06/2026
🌵☕ Pod koniec maja odwiedziłam Techalutę i Amacuecę w stanie Jalisco - dwa niewielkie miasteczka, które o tej porze roku żyją jednym owocem: pitayą. Dla wielu rodzin w Techalucie sezon pitayi to jeden z najważniejszych momentów w roku. Owoce pojawiają się tylko na kilka tygodni, dlatego mieszkańcy wykorzystują ten czas maksymalnie. Właśnie wtedy odbywa się Feria de la Pitaya - święto, na które przyjeżdżają ludzie z całego regionu.
To, co najbardziej podoba mi się w takich wydarzeniach, to ich autentyczność. Oczywiście jest to atrakcja turystyczna, ale przede wszystkim dla Meksykanów. Można poczuć prawdziwą atmosferę regionu i jednocześnie wesprzeć lokalną społeczność, bo większość sprzedawców to mieszkańcy, którzy sami uprawiają pitaye albo przygotowują produkty na ich bazie.
Na stoiskach można kupić pitaye w wielu kolorach i odmianach, domowe dżemy i marmolady, pan de pitaya, lody, raspados, a także margarity i inne napoje przygotowywane z pitayi. Nie brakuje też lokalnego ponche - tradycyjnego alkoholu owocowego przygotowywanego według rodzinnych receptur. Do tego kolczyki, magnesy, breloczki i mnóstwo innych ręcznie robionych pamiątek inspirowanych tym owocem. 🌵
Ciekawostka - nazwa Techaluta pochodzi z języka nahuatl i oznacza „miejsce dziewięciu wiewiórek”. Właśnie dlatego symbolem miasteczka jest wiewiórka, którą można zauważyć niemal na każdym kroku. 🐿️
Kilka kilometrów dalej znajduje się Amacueca. Tam również odbywa się mniejsza feria pitayi, ale miejscowość słynie przede wszystkim z kawy. Wiele rodzin zajmuje się jej uprawą od pokoleń, a świeżo palone ziarna można kupić bezpośrednio od producentów.
Takie miejsca przypominają mi, że podróżowanie to nie tylko znane atrakcje, ale też poznawanie lokalnych tradycji, smaków i ludzi.
A teraz jestem ciekawa Was 👇
Próbowaliście kiedyś pitayi? Jakie są Wasze odczucia? 😄