25/06/2026
Równo 3 lata temu - 25 czerwca 2023, wraz z Wisłą wpłynęłam do morza.
Po 21 dniach wiosłowania przez Polskę, po pokonaniu 950 kilometrów, i po wielu trudach, z którymi przyszło mi się mierzyć - dotarłam do końca... do końca rzeki?
Przecież rzeka się nie kończy, rzeka transformuje się w coś większego.
Kropka.
🔥 ZROBIŁAM TO !!! 🔥
Przepłynęłam kajakiem całą Polskę aż do Bałtyku!
Nie chcę pisać 'udało się', bo samo się nie udało i nie było wynikiem jakiejś wypadkowej i zrządzeniem losu. Kosztowało mnie to wiele wysiłku, dyscypliny i automotywacji w trudnych chwilach, gdzie byłam tylko ja i rzeka. Oczywiście, nie mogę też napisać, że mój sukces jest wyłącznie mój, bo płynęła ze mną cała Polska! Na każdym etapie wyprawy dostawałam od Was masę wiadomości z zapytaniem 'Potrzebujesz czegoś?', 'Co Ci przywieźć?'. Mnóstwo osób oferowało nocleg, pomoc, dowiezienie obiadu. Wiele z Was przychodziło nad Wisłę czasem tylko po to, żeby przybić symboliczną piątkę. Ci, co nie mieszkają przy Wiśle - pisali wiadomości, dopingowali, czytali moje relacje i stawiali kawy na https://buycoffee.to/gonnatravel. To niesamowite i nie spodziewałam się, że tyle wspaniałych ludzi będzie mi towarzyszyć.
Byłam i jestem pod ogromnym wrażeniem tego, ile osób się angażowało i tym samym ile z Was płynęło ze mną. To tylko pozornie był spływ solo - w rzeczywistości wszyscy płynęliście ze mną! Chociaż były ciężkie chwile, nigdy nie zadałam sobie pytania 'Ada, dasz radę przepłynąć?', co najwyżej pytałam siebie 'JAK dasz radę to zrobić?' i szukałam rozwiązań, możliwości i sposobów.
Od samego początku mentalnie byłam nastawiona bardzo mocno, że robię, to co robię i nic mnie nie powstrzyma. Fizycznie było gorzej. Przed spływem nie trenowałam w ogóle, bo wyobrażałam sobie, że przecież rzeka będzie mnie nieść. Już po pierwszych dniach zaczęły drętwieć mi w nocy palce u dłoni. Przez cały spływ to właśnie ten ból budził mnie każdego dnia rano. Trzymanie wiosła przez 10 godzin dziennie nie było dla mojego ciała czymś normalnym.
Ale dałam radę. Pokonałam wszystkie trudne chwile i udowodniłam sobie swoją siłę. Zżyłam się z rzeką i z przyrodą, która mnie przez 3 tygodnie otaczała. Będę tęsknić za wypatrywaniem bobrów wieczorami, za kaczkami, które nigdy nie chowały się przed deszczem, za znajdywaniem muszli małż na piaszczystych plażach Wisły.
Cały czas zastanawiałam się co będę czuć w momencie gdy będę wpływać do morza. Wyobrażałam sobie ogrom emocji, które pewnie pojawią się w tym momencie. A tak nie było. Czułam totalny wewnętrzny spokój i czułam, że zasłużyłam na bycie na rzece. Towarzyszyłam rzece w momencie, gdy stała się morzem, a rzeka towarzyszyła mi w momencie, gdy wzrastałam przez te całe 3 tygodnie, przesuwałam swoje granice i odkrywałam swoją moc. Gdy pokonywałam ostatnie kilometry po falach Bałtyku - w ogóle nie czułam, że to koniec. Wręcz przeciwnie - czułam, że to tak naprawdę początek. Nie wiem czego, ale to dopiero początek.
Jestem niesamowicie dumna z Was, z mojego kraju, z MOICH ludzi, że tak mocno wspieraliście i wierzyliście we mnie. Bez Was byłoby cholernie trudno 💙
Mam naprawdę długą listę podziękowań, ale pozwólcie, że podziękowania napiszę w osobnym poście.
Ściskam!!!