05/02/2026
📢 USTAWA „ŁAŃCUCHOWA” – MEDIALNY SZUM I PRAWDZIWA SENSYBILIZACJA?
Ustawa potocznie nazywana „łańcuchową” wywołała w ostatnim czasie ogromne poruszenie medialne i polityczne. Reportaże, felietony, marsze, wypowiedzi celebrytów, polityczne przepychanki – każdy chce coś powiedzieć, każdy chce się podpiąć, a wielu próbuje zbić na tym kapitał wizerunkowy lub polityczny. Emocje sięgają zenitu i w sumie… trudno się dziwić. Temat psów, zwierząt, relacji człowiek–pies jest dla wielu bardzo osobisty.
Ale jak to zwykle bywa: gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą. I mam wrażenie, że w całym tym hałasie jest więcej pustych słów i emocjonalnych haseł niż rzeczowej, pragmatycznej dyskusji. A najgorsze jest to, że kolejny raz wszystko zostało zrobione „na kolanie”.
I w tym całym bałaganie… zapominamy o tych, których ta ustawa ma rzekomo chronić – o psach.
Bo oczywiście możemy mówić, co one „czują”, „myślą” i „czego potrzebują”. Możemy nawet zapytać psa o zdanie… tylko odpowiedzi raczej nie dostaniemy. Chyba że wygenerowaną przez AI. I paradoksalnie – taka odpowiedź mogłaby być najbardziej obiektywna, bo pozbawiona emocji, ideologii i potrzeby moralnego wywyższania się.
Ciągle słyszę, że: – „ciemnogród na wsi znęca się nad psami”,
– „pies w budzie to patologia”,
– „pies musi spać na kanapie, w domu, w cieple”.
No i może tak. A może… nie zawsze?
Serio pytam: który pies będzie szczęśliwszy?
Ten, który całe życie spędza na 40–50 m² w czterech ścianach, wychodzi 3–4 razy dziennie na szybkie „siku za róg”, bo zimno, bo pada, bo nie ma czasu?
Czy ten, który ma kontakt z powietrzem, słońcem, przestrzenią i swoim opiekunem – nawet jeśli mieszka w budzie i bywa na łańcuchu?
Czy ten pierwszy naprawdę ma „idealne życie”?
I dlaczego tego pierwszego nikt nie chce odbierać i umieszczać w cudownie „przytulnym” schronisku, które – jak wiemy – są niemal hotelami 5★… przynajmniej w narracji medialnej?
I tu dochodzimy do sedna:
kto i na jakiej podstawie będzie oceniał, czy pies ma dobrze i czy jest szczęśliwy?
Urzędnik? Strażnik? Sąd?
Sądy już dziś są niewydolne, sprawy ciągną się latami, a my dokładamy im kolejne obowiązki oparte na uznaniowości i emocjach.
Jest też drugi koniec kija.
W 2020 roku w Polsce było ponad 1,3 mln gospodarstw rolnych. Przyjmijmy bardzo ostrożnie, że w każdym był choć jeden pies. To daje ponad milion psów, które nie żyją „kanapowo”.
I teraz przypomnijmy sobie, skąd w ogóle wzięły się psy w ludzkim otoczeniu. Zostały oswojone i udomowione w celach: – obronnych,
– ostrzegawczych,
– pasterskich,
– myśliwskich.
Tak, psy były hodowane do konkretnych zadań. I zanim ktoś się oburzy, że „pies to nie przedmiot” – dokładnie: hodowane, bo skąd niby biorą się yorki, maltańczyki czy chihuahua? Z hodowli. To proces, który trwa tysiące lat.
Czy naprawdę ktoś wierzy, że ludzie na wsiach to urodzeni sadyści, którzy po wstaniu z łóżka zastanawiają się tylko, jak dziś znęcać się nad swoim psem?
W wielu przypadkach pies w budzie i na łańcuchu to nie fanaberia, tylko konieczność. Bo „postaw kojec” brzmi dobrze na Instagramie, ale w praktyce często oznacza klatkę z siatki. I z perspektywy psa – to wcale nie musi być lepsze. Patrzenie na świat zza metalowych krat… z czym nam się to kojarzy?
Ustawa zakłada odbieranie psów właścicielom, którzy nie spełnią norm kojca „proporcjonalnego do wagi psa”. I co dalej?
Te psy trafią do schronisk, które już teraz są przepełnione. Do boksów 2×3 m, często po dwa psy. I nagle to ma być lepsze życie?
Do tego dochodzą wysokie kary, presja społeczna i medialna nagonka. Dla wielu ludzi – szczególnie starszych, samotnych – pies jest jedynym towarzyszem życia. Ta mieszanka strachu i presji może być wybuchowa. Jedni nie udźwigną tego psychicznie. Inni zaryzykują i będą żyć w ciągłym strachu. Jeszcze inni… niestety mogą porzucić psa gdzieś w lesie. I nie, to nie jest teoria – to się już dzieje.
I teraz pytanie kluczowe:
gdzie tu jest złoty środek?
Kto ma rację?
Czy pies naprawdę wolałby być „numerkiem” w schronisku, czy kochanym – choć nieidealnie – u swojego pana?
Piszę to z własnego doświadczenia. Miałem wiele psów. Każdy był inny. Jeden źle znosił kojec i stawał się agresywny i nawet mnie raz pogryzł, za to funkcjonował spokojnie na łańcuchu. Życie nie jest czarno-białe.
Wiem, że to temat kontrowersyjny.
Ale bez uczciwej, spokojnej dyskusji nie da się dojść do sensownych rozwiązań.
A tej dyskusji – moim zdaniem – zwyczajnie zabrakło.
To są moje osobiste przemyślenia. Nie muszą się wszystkim podobać.
Dajcie znać w komentarzach, co Wy o tym myślicie.
🤔🐶
Będzie się dla Was podobało albo i nie 🤔