Szerszeń Gastronomiczny

Szerszeń Gastronomiczny Kulinarne przygody z podróży po Polsce. Może dzięki temu komuś uda się nie stracić pieniędzy na beznadziejne jedzenie albo trafić do kulinarnego raju.

Moje osobiste, subiektywne doświadczenie z wizyty w karczmie, restauracji, kawiarni, które spotkałem na swojej drodze podczas podróży po Polsce. Opisuję dany posiłek, który danego dnia otrzymałem. W żaden sposób nie przedstawiam generalnej opinii o danym lokalu ani nie stwierdzam, że inne potrawy są takiej samej jakości, jak ta którą spożywałem.

Doszły mnie słuchy, że na ul. Solskiego we Wrocławiu podają dobrą zupę rybną w   Bar&Market. A ponieważ bardzo lubię tak...
06/12/2019

Doszły mnie słuchy, że na ul. Solskiego we Wrocławiu podają dobrą zupę rybną w Bar&Market. A ponieważ bardzo lubię taką potrawę, więc chyżo ruszyłem sprawdzić, czy naprawdę jest taka dobra. Od razu po wejściu trafiłem do baru, gdzie zamówiłem jedzonko. Nie czekałem długo i na mój stół wjechał talerz gęstej czerwonej zupy rybnej. Bardzo pomidorowa, powiedziałbym to nie rybna z pomidorami, tylko pomidorowa z dodatkiem ryb i owoców morza. Lubię pomidory, więc tak bardzo mi to nie przeszkadzało ale wolałbym dostawać, to co zamawiam. Od razu też zrodziło się w mnie pytanie, co kucharz chciał ukryć pod smakiem pomidorów...? Zupa bogata w dodatki, kawałki ryb, krewetki, warzywa i inne atrakcje..., dwie kromki białego chleba (szkoda że nie podgrzany) - naprawdę można najeść się do syta. Tylko jakim kosztem? Pomijając 19 zł za zupę, to tak później gazowałem, że mógłbym nająć się do napełniania balonów na Placu Solnym... Proponuję zmienić nazwę zupy na "POMIDOROWA z OPOROWA" albo "ZUPA NA GAZ."

Dzisiaj tylko deserek zjedzony w Nowej Rudzie. Chociaż nie po torach kolejowych to trafiłem do Białej Lokomotywy.... a t...
13/09/2019

Dzisiaj tylko deserek zjedzony w Nowej Rudzie. Chociaż nie po torach kolejowych to trafiłem do Białej Lokomotywy.... a tam siedzą same grubasy i jedzą wielkie tłuste kiełbasy - chciałoby się powiedzieć. Ale nie, nie można tak...!!!! Miejsce bardzo klimatyczne, kompetentny personel, kelner przy zamawianiu dokładnie prezentuje każdy rodzaj kawy i każde ciasteczko... Co tu dużo mówić, POEZJA! W klimacie i w smaku, uff - para w ruch! Co jadłem - kawę z.. (zgadnijcie) i szarlotkę na ciepło z owocami i lodami - popatrzcie sami..

Po euforyczno-depresyjnym zwiedzaniu Klasztoru Cystersów w Lubiążu (wyobraźcie sobie, że kubatura to 3 x Wawel!) przysze...
09/08/2019

Po euforyczno-depresyjnym zwiedzaniu Klasztoru Cystersów w Lubiążu (wyobraźcie sobie, że kubatura to 3 x Wawel!) przyszedł czas na posiłek. Przewodnik wspomniał, że Cystersi dbali o swoją dietę, więc oczywistą oczywistością stało się poszukiwanie Karczmy Cysterskiej. Na szczęście znajdowała się nieopodal, w starej stajni. Oczywiście koni nie było, nie trąciło nawozem i nic nie rżało…. Naprawdę pięknie wyremontowane miejsce, aż chce się usiąść i coś przekąsić.

Przy barze przejrzałem menu i zamówiłem coś na ząb, czyli pierś z kurczaka z ananasem przykrytym serem, kluski śląski, surówkę z marchewki i kawę czarną. Młoda kelnerka, uprzejma i kompetentna, poprosiła osobę z kuchni, aby potwierdziła, że kluski śląskie są robione w 100% z mąki ziemniaczanej. Niektórzy kucharze dodają również mąki pszennej i jeśli ktoś jest uczulony na gluten, to może mieć problem po zjedzenie takiego posiłku.

W ramach przystawki dostałem kawę. Trochę się zdziwiłem, bo przeważnie podaje się ją na końcu ale może to taki XV zwyczaj cysterski….? Piłem powolutku, aby coś zostało w filiżance po skończonym posiłku…. jeśli zdąży zostać podany…. Zdążył! Byłem w połowie kawy, gdy na stół wjechał piękny talerz z daniem głównym i liściem na głowie oraz drugi z surówką. Od razu zacząłem od klusek. Nie były z tych gumowatych, które lubię najbardziej ale również smaczne. Szkoda, że dali tylko 5 sztuk. Wybornie smakowała pierś z kurczaka ale należało ją jeść z wszystkim dodatkami jednocześnie, bo ananas nadawał jej słodycz i soczystość a ser trzymał to wszystko w ryzach. Surówka z marchewki zbyt słodka, wolałbym też drobniej tartą. Kelnerka polecała jeszcze świeżo upieczony sernik ale ponieważ kawa już wystygła (i tak zostało jej niewiele) i byłem najedzony, odłożyłem deser na kolejną wizytę, jeśli kiedyś wiatr znowu mnie zagna do Lubiąża. Kto wie…

Na trasie z Poznania do Gorzowa Wlk. trafia się na miejscowość Przytoczna. Ciekawski kierowca będzie zezował na piękne j...
29/07/2019

Na trasie z Poznania do Gorzowa Wlk. trafia się na miejscowość Przytoczna. Ciekawski kierowca będzie zezował na piękne jeziorko po lewej stronie i przegapi Zajazd „Zielona Gęś”, leżący po prawej tuż przy drodze. Moje jedno oko patrzyło na Maroko a drugie na Kaukaz i dzięki temu w samą porę skręciłem szybko w prawo i zaparkowałem koło bramy. Nie byłem bardzo głodny ale pomyślałem, że warto odpocząć i może coś przekąsić. A przede wszystkim poznać smaki „Zielonej Gęsi”, której wcześniej nie miałem przyjemności (albo nie, to się okaże… 🧐) poznać bliżej. Na dworze upał a w środku przyjemny chłodek. Żeby było bardziej przyjemnie usiadłem tuż pod klimatyzacją 😀 Szybko nadeszła młoda kelnerka, podała menu i po chwili przyjęła zamówienie: pierogi z kapustą i grzybami a na deser galaretkę. Chwilę poczekałem delektując się wodą mineralną z lodówki i zaraz otrzymałem talerz pierogów. Ręcznie robione z dużą ilością nadzienia. Grube ciasto ale mięciutkie. Osobiście wolę cieniutkie ciasto i mięciutkie ale nie miałem prawa narzekać. Farsz z odpowiednią proporcją kapusty i grzybów. Wszystko przykryte skwarkami z odpowiednią ilością tłuszczu, w którym pierogi nie musiały pływać kraulem, aby utrzymać się na powierzchni. Bardzo smaczne danie chociaż mogłoby być trochę bardziej posolone. Ostatecznie każdy może sobie dosolić, jak chce…

Deserek pyszniutki - świeże owoce i rozpływająca się w ustach galaretka (czasami trafia się tyle żelatyny, że galaretkę trzeba gryźć jak starego kabanosa). Poezja.

Miło znajdować w podróży takie perełki. Następnym razem kupię coś z gęsi…. 😃

,

Jeżowce - wyjątkowy przysmak dla smakoszy. Napiszę więcej, jak tylko dojdę do siebie... Niestety jeżowiec mnie pokonał.....
20/10/2017

Jeżowce - wyjątkowy przysmak dla smakoszy. Napiszę więcej, jak tylko dojdę do siebie...

Niestety jeżowiec mnie pokonał... :( Nie, nie stanąłem ani nie usiadłem na nim... Raczej ostry zapach jodu... i jak dla mnie trochę nijaki smak...nie zachwyciły mnie...

Wybrałem starannie całą ikrę ze skorupki, rozcierałem na podniebieniu, aby doszukać się wyrafinowanego smaku ale moje kubki smakowe są chyba jeszcze zbyt prymitywne dla takiego dania, którym zachwycają się Włosi, czy Francuzi i Japończykach nie wspominając.... Ale i tak jestem bardzo zadowolony z takiej kulinarnej przygody.... :)

Przepyszna świeże ostrygi skropione cytrynką..... trudno się opanować przed zjedzenie.... dopiero po dwóch połkniętych z...
17/10/2017

Przepyszna świeże ostrygi skropione cytrynką..... trudno się opanować przed zjedzenie.... dopiero po dwóch połkniętych zachłannie dotarło do mnie, że muszę przecież zrobić zdjęcie i podzielić się z Wami..... do tego białe winko do popicia... :)

Gdzie podają takie smaczne jedzonko? W centrum Paryża.....

 , hej! i   z blachy ze skwarkami w   w  ! Czy  ? Już wkrótce napiszę...No to piszę....Wracałem ze Słowacji i z głodu ju...
31/07/2016

, hej! i z blachy ze skwarkami w w ! Czy ? Już wkrótce napiszę...

No to piszę....

Wracałem ze Słowacji i z głodu już mi ćmy latały przed oczami.... Wreszcie granica i Korbielów... Teraz tylko znaleźć coś do jedzenia! Wreszcie jest! Widzę po lewej stronie... ładna drewniana karczma , duży parking... Zatrzymałem się i rzuciłem do najbliższego stolika.... Zaraz podeszła miła kelnerka w regionalnym stroju, powiedziała: "Witamy Wos" i podała kartę. Zauroczony jej strojem wybrałem coś regionalnego: kwaśnicę i placki ziemniaczane z blachy ze skwarkami. Coś co podadzą szybko i zdążę nie umrzeć z głodu.

I tak było! Tu przed śmiercią przyniesiono mi kwaśnicę. Kwaśna jak trzeba, słona jak powinna, kapusta krucha, skwarki dla smaku ale nie za dużo. W sam raz, aby zachować wyjątkową i głęboką kwaśność zupy. Niebo w gębie!

Po zupie, w odpowiednim odstępie czasowym, podano placki z blachy ze skwarkami. Raczej ze skwarami.... Osobiście wolałbym skwarki mniejsze i bardziej wysmażone... sam placek perfekcyjnie odsączony z oleju, odpowiednio usmażony, chociaż mógłby być jeszcze 1-2 min na blasze do pełniejszego zarumienienia. Trochę dosoliłem i zjadłem z dużym smakiem... nawet skwary mi nie przeszkadzały...

Polecam. Smaczne jedzenie i miła obsługa!

Już niedługo   z odwiedzin w pizzerii   (nadal nie rozumiem, co mnie opętało..) Na razie tylko zdjęcie pizzy... A teraz ...
09/07/2016

Już niedługo z odwiedzin w pizzerii (nadal nie rozumiem, co mnie opętało..) Na razie tylko zdjęcie pizzy... A teraz relacja....

Tknięty chyba potrzebą ekstremalnej przygody kulinarne pomieszanej z nadzieją napotkania miłej niespodzianki wkroczyłem w świat pizzerii Dominium na ul. Bajana we Wrocławiu......

Wczesne po południe, pora obiadowa, w lokalu chyba z 20 stolików, duży taras - wszędzie pusto.... pusto.... Kelner od razu rzucił gromkie "Dzień Dobry" z lekkim wschodnim zaśpiewem.... zaproponował stolik i podał menu. Bardzo dużo pozycji, pizze, sałatki, desery, napoje.... naprawdę duży wybór....

Po namyśle wybrałem wybrałem pół pizzy Vegetariana i pół Rustica, sałatkę Verdę, wodę oraz na deser kawę i mus czekoladowy w zestawie.

Uprzejmy kelner zaraz przyniósł sztućce i talerz, którym zgrabnie zakrył ogromną plamę na obrusie (chyba po keczupie....).

Następnie podał szklanę z 0,5 l wody (nie spodziewałem się takiej ilości) i po 20 minutach na stole pojawiła się pizza (jak na zdjęciu)... gorąca, pachnąca z dużą ilością świeżych warzyw i zielonej pietruszki na cienkim cieście.... smaczna, chociaż zbyt łagodna, przydałaby się jakaś ostrzejsza nuta....

W połowie pizzy przypomniałem sobie o zamawianej sałatce... Zawołałem kelnera, który trochę się zmieszał i pobiegł do kuchni..... Wrócił zaraz z informacją, że sałatka będzie za 5 minut a tymczasem przyniósł kawę i mus.... Jak mus to mus, jadłem pizzę, popijając kawą (była tak włoska, jak moje włosy nad uszami...)....

Im dłużej jadłem pizzę, tym ciasto stawało się chłodniejsze, twardsze, gumowate... czyżby było wcześniej głęboko mrożone...? I do spożycia drugiej części właśnie było potrzebne 0,5 l wody! Kelner wiedział co robi :)

A jak zjadłem, to przyniesiono sałatkę. I tak miałem przed sobą mus i sałatkę. Chociaż zgodnie z menu miała być w niej czerwona cebula, to po długich i dogłębnych poszukiwaniach nie znalazłem nawet odrobiny... Dużo sałaty, trochę oliwek, pomidory itp.... nic specjalnego, szczególnie, że jest sezon warzywny i wszystkie składniki mogłyby być duże lepszej jakości....od jakiegoś lokalnego rolnika..... może wtedy pomidor smakowałby pomidorem, pietruszka pachniałaby pietruszką a oliwki przypominałyby wakacje w Grecji...

Mus za to był wyśmienity w smaku, chociaż mam wrażenie, że czekał na mnie od wczoraj.... z wyraźną nuta czekoladową, delikatnie rozpływał się na języku... Król tego posiłku...

Podsumowując: pizzę trzeba kupować koniecznie w zestawie z 0,5 l wody, jeść szybko, aby nie wystygła (szachista nie ma szans), samemu napisać zamówienie i wręczyć kelnerowi z podaniem kolejności serwowania; nie zamawiać kawy w zestawie, bo podła...

15/03/2016

w pociągu relacji Lublin - Warszawa.

Wyjątkowo zamieniłem auto na pociąg. EIC - nowy, czysty, pachnący, wygodny... Nie chodzi o to, że mój samochód śmierdzi i jest niewygodny, bo nie jest ale po kilku latach przerwy taki "dziwny" pociąg to jednak szok.

Pani o aksamitnym głosie informowała przez głośnik, że w pociągu jest "usługa ", więc nie mogłem nie skorzystać.

W barze miły pan dał mi menu, przejrzałem i zamówiłem zupę pomidorową. Usiadłem przy jednym z dwóch stolików i czekałem. Po krótkiej chwili barman przyniósł mi zupę w plastikowym talerzu. No i zacząłem... spożywać.

Smak barowo-plastikowy, zapach warsowy, konsystencja proszkowa, pomidory - nieznane. Chyba to była pomidorowa z rosołu z wczoraj, przedwczoraj i jeszcze przedwczoraj i jeszcze... w sam raz dla zaprawionych podróżników żądnych wrażeń albo nostalgicznych osobników. Ale uwaga: koło Warsu toaleta jest tylko jedna.

11/03/2016

Old Pub - Lublin

Wstąpiłem przypadkowo, ot tak po drodze. Kelner przy drzwiach zachęcił mnie jedyną w Lublinie soljanką, podawaną tylko u nich. Lubię tę zupę, ostatnio jadłem w Rosji, więc wspomnienia zachęciły mnie do wejścia. Zamówiłem i.... czekałem, czekałem, czekałem... aż w końcu przynieśli.... letnią!

W wielkim talerzu (jak na kapuśniak), wielka ilość zupy, z wielką ilością mięsa, grubo krojonego - nie w malutkie kosteczki! Nie wiem, gdzie kucharz poznawał zasady sztuki kulinarnej soljanki ale to co było w talerzu powinno się nazywać np. gulaszjanka, albo mięsjanka ale nigdy, przenigdy soljanka...

Żaden ze składników nie był marynowany, zupa nie była kwaskowa, dominowała niskiej jakości wieprzowina (łatwa do poznania po zapachu, brrr), bez ogórków kiszonych itp, smak: nijaki, mięsny, gulaszowy.....

Lepiej niech Old Pub dołączy do tych restauracji w Lublinie, które nie podają soljanki.... może w innych potrawach będą mieli więcej szczęścia... Ja w każdym razie wyszedłem głodny i już tam nie wrócę...

24/02/2015

(Magda ) - Warszawa

Miałem dobre wspomnienia sprzed kilku lat, więc postanowiłem ponownie odwiedzić Polkę.

Pierwsze wrażenie? Mniej klientów niż kiedyś.... pewnie przez zimę.

Zamówiłem zupę pomidorową, pstrąga w migdałach, surówkę z marchewki z odrobiną chrzanu i śmietany...

Nawet szybko podano w ładnej białej czarce zupę pomidorową. Wyglądała jak zupa ale w smaku raczej przypominała zupę z przecieru pomidorowego z dużą ilością śmietany; makaron nitki na pewno nie ręcznej roboty, zwykły sklepowy (Lubelski?). Zupę dało się zjeść ale nie było to nic wyjątkowego. Gdy się przygotowuje taką zupę zimą, to albo trzeba do tego sprowadzać świeże pomidory np. z Włoch albo skupić się na żurku...

w migdałach podano z brokułami.
R O Z G O TO W A N Y M I ! W takiej restauracji nie potrafią przypilnować paru brokułów w garnku??? Smakowały obrzydliwie...

Pstrąg był bardzo smaczny, świeży, soczysty...

Surówka z marchewki - raczej śmietana z dodatkiem startej na papkę marchewki z odrobiną chrzanu. Za mało smaku marchewkowego - rozczarowujące.

Podsumowując: Polka potwierdziła tylko moją opinie, że polskie nie potrafią trzymać poziomu przez długi czas...

To były moje drugie odwiedziny i ostatnie. Nie warto płacić tyle pieniędzy za tak przeciętną jakość.

Mogliby też odmalować salę, bo farba odłazi w wielu miejscach.

Adres

Lubiaz

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Szerszeń Gastronomiczny umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Szerszeń Gastronomiczny:

Udostępnij