Tripy Z Krisem

Tripy Z Krisem Grupa pozytywnie zakręconych ludzi która lubi wycieczki górskie jak i inne ciekawe Tripy

☀️ Kawałek słonecznej Hiszpanii tuż pod Krakowem! 🇪🇸🌴​Dzisiaj w Przegini Duchownej u Palmiarze  działo się absolutnie ws...
24/05/2026

☀️ Kawałek słonecznej Hiszpanii tuż pod Krakowem! 🇪🇸🌴
​Dzisiaj w Przegini Duchownej u Palmiarze działo się absolutnie wszystko! Żar dosłownie lał się z nieba, a gorące, muzyczne rytmy w tle tylko podkręcały ten niesamowity, wakacyjny klimat. 🎶🔥
​Na miejscu czekała na nas prawdziwa strefa relaksu – plaża, leżaki i oczywiście niesamowite otoczenie potężnych, egzotycznych palm. 🥥🌊 Co najważniejsze, to nie była tylko zwykła niedziela z pięknymi widokami. Mogliśmy wziąć udział w świetnej loterii, a całe to wydarzenie było połączone z pięknym celem – zbiórką charytatywną. ❤️
​Połączyć niesamowity, śródziemnomorski relaks z pomaganiem innym? Taki weekend to czysta przyjemność!

​🌴 Kim są Palmiarze?
​Palmiarze to słynne centrum roślin egzotycznych zlokalizowane w Przegini Duchownej pod Krakowem. To zespół prawdziwych pasjonatów, którzy łamią stereotypy i udowadniają, że uprawa śródziemnomorskich gatunków jest w naszym kraju możliwa. Specjalizują się w sprowadzaniu i sprzedaży mrozoodpornych palm, okazałych juk, eukaliptusów, a także wiekowych drzew oliwnych i cytrusów. Oprócz samych roślin dostarczają ogromną dawkę praktycznej wiedzy o tym, jak skutecznie je pielęgnować i zabezpieczać na polską zimę.

Nocna "wycieczka po Krakowie", która skończyła się... we Włoszech! 🇮🇹✈️Ten wyjazd to był totalny spontan i nasz pomysł n...
17/05/2026

Nocna "wycieczka po Krakowie", która skończyła się... we Włoszech! 🇮🇹✈️
Ten wyjazd to był totalny spontan i nasz pomysł na przyspieszony Dzień Dziecka! 🎁 Żeby niespodzianka się udała, musieliśmy trochę pokombinować. Wcisnęliśmy dzieciakom niezły kit, że jedziemy na nocne zwiedzanie Krakowa. Do samego końca nic nie podejrzewały, aż nagle... zaparkowaliśmy pod terminalem na Balicach! 🤫
Dopiero tam odkryliśmy karty i kazaliśmy im zgadywać, gdzie tak naprawdę lecimy. Kiedy prawda wyszła na jaw, radość była po prostu ogromna! 🥰 O 23:20 wsiedliśmy do samolotu, a kierunek to: Pescara! 🍕
We Włoszech wylądowaliśmy o 1:05 w nocy i... tutaj zaczęła się nasza prawdziwa, lekko ekstremalna przygoda. 😅 Z lotniska do centrum nie było daleko, więc stwierdziliśmy, że zrobimy sobie nocny spacer, żeby od razu poczuć klimat miasta.
W egipskich ciemnościach dotarliśmy nad morze. Zamiast włoskiego ciepełka przywitał nas jednak coraz mocniejszy wiatr, a temperatura spadła do 13 stopni! 🥶 Sytuacja zrobiła się – delikatnie mówiąc – napięta. Zmęczenie wygrało i zaczęliśmy po prostu zasypiać na ławce niedaleko deptaka przy plaży. Żeby było zabawniej, zrobiło się jeszcze zimniej i zaczął padać deszcz. 🌧️
Szybka ewakuacja! W poszukiwaniu jakiegokolwiek schronienia trafiliśmy na pobliskie blokowisko i koczowaliśmy pod balkonami. Poczuliśmy się trochę jak bezdomni... Wokół ciemno, zimno, dzieci zmęczone, a w głowie tylko jedna myśl: CO TERAZ?! 🤷‍♂️
Wtedy z pomocą przyszedł wujek Google. Znaleźliśmy kawiarnię otwieraną o 6:30, do której mieliśmy jakieś 40 minut drogi na pieszo. Kiedy deszcz trochę odpuścił, ruszyliśmy przed siebie ostrym tempem. Cel był jeden: przetrwać i się ogrzać.
To był prawdziwy marsz po ratunek! W drodze do kawiarni przeszliśmy przez ten najbardziej słynny most w Pescarze – Ponte del Mare, który jest przeznaczony wyłącznie dla pieszych i rowerzystów. 🌉 (Ciekawostka: to jeden z największych tego typu mostów w całej Europie – ma aż 466 metrów długości, a jego zakrzywiony kształt ma przypominać żagiel statku!)
I wiecie co? Los się w końcu do nas uśmiechnął! Po drodze, zupełnie niespodziewanie, trafiliśmy na otwartą wcześniej, megaprzytulną, lokalną kawiarnię. Dostaliśmy tam przepyszne, świeżutkie croissanty i absolutnie ZAJEBISTĄ włoską kawę. ☕🥐 Jak oni to robią – nie mamy pojęcia, ale to było jak zbawienie! Od razu wróciły nam siły i humor.
Po solidnym posiłku i zastrzyku kofeiny postanowiliśmy wrócić do centrum i w stronę plaży. Ruszyliśmy przed siebie w delikatnym deszczu, zwiedzając Pescarę już w świetle dnia. Kiedy na horyzoncie pojawiła się kolejna fala ulewy, musieliśmy szybko szukać schronienia. I tak oto, w ucieczce przed deszczem, wylądowaliśmy w markecie Conad! 🛒 Jak na prawdziwych turystów przystało, od razu rzuciliśmy się na regały: do koszyka wpadły lokalne makarony, prawdziwe włoskie salami i kilka innych pyszności. 🍝🇮🇹
Gdy tylko pogoda dała nam małe okienko, w końcu zameldowaliśmy się na słynnej plaży w Pescarze (Spiaggia di Pescara). Trafiliśmy na potężny sztorm! Wiatr rzucał nami na wszystkie strony, a dzieciaki miały wręcz problem z utrzymaniem równowagi na tym ksawerym wietrzysku! 🌊💨
Sama plaża wywarła na nas gigantyczne wrażenie – jest po prostu OGROMNA, pierwszy raz widzieliśmy coś takiego na własne oczy. Ciągną się tam dosłownie tysiące równo poustawianych parasoli! 🏖️ (Ciekawostka: wybrzeże Pescary ma ponad 10 kilometrów długości, a sama plaża w niektórych miejscach jest szeroka na ponad 100 metrów! To jeden z najpopularniejszych i najlepiej zagospodarowanych kurortów nad całym Adriatykiem).
Chodząc po tym mieście człowiek po prostu się nie nudzi – za każdym rogiem trafia się na coś nowego. Nie są to może jakieś spektakularne, zabytkowe zachwyty, ale takie bardzo przyjemne, regularne doznania typu „WOW”. 😍
W ten sposób, klucząc uliczkami, dotarliśmy w końcu do pięknej, szerokiej arterii, której chodnik ułożony jest w charakterystyczną, elegancką biało-czarną szachownicę. ♟️🚶‍♂️ (Dla ciekawskich: to słynna ulica Via Firenze, która krzyżuje się z głównym deptakiem Corso Umberto I i prowadzi do serca miasta, czyli Placu Odrodzenia – Piazza della Rinascita. Mieszkańcy mówią na ten obszar po prostu „Salotto di Pescara”, czyli salon Pescary).
Niedaleko tego placu, tak już czysto dla rozgrzewki, znowu ulegliśmy pokusie i podelektowaliśmy się kolejną pyszną, włoską kawą. ☕🤤 Ponieważ w pobliżu znajdował się główny dworzec, postanowiliśmy zrobić mały rekonesans logistyczny. I tu nasz wewnętrzny Janusz i Grażyna biznesu poczuli ogromną dumę! 😎 Dowiedzieliśmy się, jak wrócić na lotnisko autobusem. Za taksówkę dla naszej paczki zapłacilibyśmy jakieś 35-40 euro, a miejskim busikiem wyszło nas... uwaga... całe 7 euro za całą naszą piątkę! 🚌💶
Zaoszczędzone euro miały iść na lody, ale plany uległy zmianie, bo nadszedł czas na punkt kulminacyjny całego wyjazdu... PIZZĘ! 🍕🔥 No umówmy się, nie można być we Włoszech i nie zjeść tego legendarnego placka. To, co robią tamtejsi pizzaiolo, to jest jakiś absolutny kosmos. Każdy z naszej piątki zamówił zupełnie inną pozycję z menu. Wszystkie były po prostu perfekcyjne, ciasto idealne, składniki świeże, a całość dosłownie rozpływała się w ustach. Powiem krótko: to była chwila totalnego gastroorgazmu! Hahahah! 😂🤤👌
Na sam koniec, tuż przed wyjazdem na lotnisko, los postanowił nas przeprosić za nocne przygody. Nagle wyszło piękne słońce i zrobiło się cudownie ciepło! ☀️ Aż z żalem musieliśmy opuszczać tę "słoneczną Italię". 💔
Naszym zdaniem Pescara absolutnie zasługuje na uwagę. Miasto ma w sobie coś niesamowicie autentycznego, wręcz trochę dziewiczego. W kawiarniach i barach rządzili sami lokalsi, a z angielskim u obsługi było... ciężko. 🕵️‍♂️ Mało kto potrafił cokolwiek wykrztusić w tym języku, więc dogadywanie się "na migi" i łamanym włoskim było kolejną genialną przygodą! W tej pierwszej porannej kawiarni byliśmy chyba dla nich lokalną atrakcją turystyczną – rzadko widują tam kogoś spoza Włoch. 😉
Samo miasto urzeka też klimatem na ulicach i deptakach – pełno tu pięknej roślinności, dumnie rosną platany, palmy, gdzieniegdzie drzewka pomarańczowe, a najwięcej jest tam zjawiskowego tamaryszka. 🌴🍊🌿
Wracając, poczytaliśmy trochę o tym miejscu i okazało się, że Pescara ma naprawdę fascynującą, choć burzliwą historię! 📜
Rzymskie korzenie: W starożytności miasto nazywało się Aternum i było strategicznym portem Imperium Rzymskiego. Dopiero w średniowieczu zmieniono nazwę na Piscaria, co nawiązywało do ogromnej ilości ryb w tutejszych wodach. 🐟
Wojenne blizny: Nowoczesny wygląd miasta (mało tu typowych, ciasnych włoskich starówek) to wynik tragicznej historii. W czasie II wojny światowej Pescara została zrównana z ziemią przez ciężkie bombardowania alianckie. Miasto odbudowano od zera, stawiając na przestrzeń i szerokie aleje. 🏙️
Kolebka Formuły 1: To potężna ciekawostka! Mało kto wie, że to właśnie na ulicach Pescary w 1957 roku odbyło się oficjalne Grand Prix Formuły 1! Tor drogowy Circuito di Pescara miał aż 25 km długości i do dziś pozostaje najdłuższym torem, na jakim kiedykolwiek rozegrano wyścig F1 w historii. Ścigały się tu takie legendy jak Enzo Ferrari czy Juan Manuel Fangio! 🏎️💨
Mimo trudnego początku, polubiliśmy to miejsce. Już teraz wiemy, że chcemy tu wrócić, żeby jeszcze raz poczuć ten niesamowity, nienaruszony przez masową turystykę klimat. To był niezapomniany, pełen wrażeń Dzień Dziecka! 🎒❤️

Skoro wszyscy się tam wybierają, to i Tripów z Krisem nie mogło zabraknąć! 🤩 Obowiązkowy meldunek z wieży widokowej w Ch...
10/05/2026

Skoro wszyscy się tam wybierają, to i Tripów z Krisem nie mogło zabraknąć! 🤩 Obowiązkowy meldunek z wieży widokowej w Chełmku (na wzgórzu Grodzisko) oficjalnie zaliczony! ✔️
Powiem Wam krótko: jesteśmy bardzo pozytywnie zaskoczeni! Sama konstrukcja robi fajne wrażenie, a widoki z góry są naprawdę niezłe. Bądźmy jednak szczerzy – byłoby jeszcze bardziej spektakularnie, gdyby nie unosząca się w powietrzu para wodna. Trafiliśmy na cieplutki, piękny dzień, więc ta letnia "mgiełka" trochę ograniczyła przejrzystość powietrza, ale absolutnie nie żałujemy, że tam weszliśmy! ☀️🌫️
Zastanawiacie się, co właściwie można wypatrzeć z samej góry? 👀 Krajobraz jest bardzo zróżnicowany i przy dobrej widoczności możecie podziwiać:

⛰️ Górskie pasma i... Tatry! – wieża to genialny punkt obserwacyjny. Jak na dłoni macie Beskid Mały, Beskid Śląski oraz potężny Beskid Żywiecki z dumnie królującą Babią Górą. Przy wybitnie przejrzystym powietrzu (gdy jest totalna "żyleta"), na horyzoncie pojawiają się nawet poszarpane szczyty Tatr!

💧 Zalew Dziećkowice i doliny rzek – z góry doskonale widać potężną taflę wody pobliskiego Zalewu Dziećkowice, która w słońcu wygląda niesamowicie. Do tego dochodzi panorama na dolinę Przemszy i Wisły oraz okoliczne lasy i stawy.

🏙️ Industrialny klimat i sąsiednie miasta – świetnie widać pobliski Oświęcim, Bieruń, a także potężne kominy Elektrowni Jaworzno, które przypominają o charakterze tego pogranicza.

🏗️ Dlaczego ta wieża tu stanęła?
To nie jest tylko atrakcja turystyczna! Wieża na wzgórzu Grodzisko powstała przede wszystkim jako dostrzegalnia przeciwpożarowa. Leśnicy wypatrują z niej dymu, aby chronić okoliczne lasy przed ogniem. 🔥🚒 Dzięki temu, że udostępniono ją zwiedzającym, możemy cieszyć się tymi widokami zupełnie za darmo!

🎖️ Ślady historii – II wojna światowa
Wzgórze to niemy świadek historii. Spacerując wokół wieży, natkniecie się na tablice upamiętniające wydarzenia z okresu II wojny światowej. To właśnie tutaj znajdowały się niemieckie stanowiska obronne i system okopów. Do dziś w lesie można wypatrzeć charakterystyczne zagłębienia w ziemi – pozostałości po dawnych liniach umocnień z 1945 roku. 🪖🕯️

🏺 Tajemnice archeologiczne – co kryje ziemia?
Nazwa „Grodzisko” nie wzięła się znikąd! Badania archeologiczne (prowadzone m.in. w latach 60. XX wieku) potwierdziły, że to miejsce przyciągało ludzi już tysiące lat temu.

Odkryto tu ślady osadnictwa kultury łużyckiej (tej samej, która zbudowała Biskupin!), co oznacza, że ludzie mieszkali tu już w epoce brązu i żelaza!

Archeolodzy znaleźli fragmenty dawnej ceramiki i pozostałości kamienno-ziemnych wałów obronnych. 🏺🧱
Wzgórze pełniło funkcję strategicznego gródka strażniczego, który dzięki swojemu położeniu pozwalał kontrolować całą okolicę.

Zdecydowanie warto wpaść tu nie tylko dla zdjęć, ale też na krótką lekcję historii w terenie. My bardzo polecamy! 🔭📸

🏔️ Dzień 3: Wielki finał, spontaniczny "Plan B" i kosmiczne racuchy! 🥞☀️​Wszystko, co dobre, szybko się kończy. Ostatni ...
03/05/2026

🏔️ Dzień 3: Wielki finał, spontaniczny "Plan B" i kosmiczne racuchy! 🥞☀️
​Wszystko, co dobre, szybko się kończy. Ostatni dzień naszej majówki zaczęliśmy klasycznie – pobudka po 6:00 rano. Szybkie, własnoręcznie zrobione śniadanko dało nam kopa do działania. Pokoje musieliśmy opuścić do 10:00, ale nasza ekipa uwinęła się tak sprawnie, że już po 8:00 byliśmy spakowani i gotowi do wyjścia! 💪
​Zeszliśmy na parking na Przełęczy Glinka (845 m n.p.m.), ale zamiast wracać do domu, odpaliliśmy plan awaryjny. Szybka decyzja: jedziemy do Soblówki (ok. 650 m n.p.m.), a stamtąd uderzamy na Rycerzową! 🚗💨
​To, co działo się na górze, to był już czysty chillout. Pogoda postanowiła dorzucić do pieca – skwar z nieba, okrągłe 25°C i zero wiatru! 🌡️ Rozbiliśmy obóz pod Bacówką PTTK na Rycerzowej (1120 m n.p.m.). Zamiast zdobywać szczyt Wielkiej Rycerzowej (1226 m n.p.m.), postawiliśmy na regenerację – rzuciliśmy się na trawę, delektując się panoramą Tatr i Małej Fatry.
​Wjechało zasłużone, zimne piwko i absolutny król schroniskowej kuchni – KOSMICZNE racuchy z polewą jagodową. 🥞🫐 Posiedzieliśmy tam naprawdę dłuuugo, łapiąc słońce (które solidnie nas "przypaliło" 🦀), zanim ostatecznie ruszyliśmy w stronę domów.
​To były niesamowite trzy dni. Dzięki ekipa za ten czas! 🏔️❤️

​🔍 Garść ciekawostek na zakończenie wyprawy:
​Bacówki-Bliźniaczki: Co łączy Krawców Wierch i Rycerzową? Oba schroniska powstały w połowie lat 70. w ramach akcji budowy małych bacówek turystyki kwalifikowanej. Miały być proste, drewniane i klimatyczne – i takie zostały do dziś!

​Jagodowy Skarb: Racuchy z Rycerzowej są tak słynne, że doczekały się wpisu na listę produktów tradycyjnych. Jagody do nich zbierane są na okolicznych halach, co czuć w każdym kęsie.

​Wielka Rycerzowa (1226 m n.p.m.): Choć wydaje się łagodna, jej stoki opadają bardzo stromo do doliny Rycerki. Jest jednym z najlepszych punktów widokowych w Beskidzie Żywieckim – przy dobrej widoczności widać stąd nawet odległe o 100 km pasma górskie w Czechach.

​Soblówka: Ta miejscowość to jedna z najstarszych osad pasterskich w regionie. Nazwa pochodzi prawdopodobnie od "sobola" lub nazwiska dawnego zasadźcy. Dziś to jedna z najpiękniej położonych wsi w sercu Worka Raczańskiego.

🏔️ Dzień 2: Wielka Słowacka Pętla, dzika przyroda i pogoda jak marzenie! 🇵🇱☀️Majówka trwa w najlepsze! Po wczorajszym og...
02/05/2026

🏔️ Dzień 2: Wielka Słowacka Pętla, dzika przyroda i pogoda jak marzenie! 🇵🇱☀️
Majówka trwa w najlepsze! Po wczorajszym ognisku obudziliśmy się o 6:00 rano. O dziwo, wstawało się całkiem rześko! 😅 W schronisku do 22:00 głośno grała muzyka, ale ostatecznie spaliśmy jak susły.
Z samego rana zaserwowaliśmy sobie własne, mistrzowskie śniadanie: świeże bułeczki, ser, wędlina, pomidorek, ogórek, a do tego gwóźdź programu – słynna golonka z puszki! 💪 Po takim potężnym ładowaniu węgli i białka byliśmy w pełni gotowi na podbój szlaków.
Dzisiejszy cel to potężna pętla słowacka w kierunku Mutniańskiej Piły. Jako że dziś 2 maja, czyli Święto Flagi Rzeczypospolitej Polskiej, przed wyruszeniem obowiązkowo zrobiliśmy sobie pamiątkowe grupowe zdjęcie z naszą biało-czerwoną! 🇵🇱 Z taką motywacją ruszyliśmy w trasę.
Od samego rana pogoda to po prostu totalna "igła"! Zero wiatru, bezchmurne niebo i cieplutko. Początek na niebieskim szlaku zafundował nam niesamowite widoki. Przy tak genialnej przejrzystości powietrza mogliśmy podziwiać rozległą panoramę Beskidu Żywieckiego z potężnym masywem Pilska na pierwszym planie, Babią Górę, a w oddali dumnie majaczyły szczyty słowackiej Małej Fatry.
Oto nasza dzisiejsza trasa w pigułce:
Mijamy Krawców Wierch (1075 m n.p.m.) i mkniemy dalej niebieskim szlakiem.
Meldujemy się kolejno na szczytach Gruba Buczyna (1132 m n.p.m.) oraz Wielki Groń (1075 m n.p.m.).
Na Przełęczy Bory Orawskie (930 m n.p.m.) obieramy zielony szlak. Tu trzeba przyznać szczerze – ten odcinek był trochę monotonny i ciągnął się cały czas prosto przez las.
W końcu jednak docieramy do słowackiej miejscowości Mútne (787 m n.p.m.).
Tutaj zaczęła się najciekawsza część dnia poza utartym szlakiem. Odbiliśmy w prawo, wkraczając na nieoznakowane ścieżki. Szliśmy przez malownicze pola, urocze gaiki, hale i lasy. To właśnie na tym etapie góry pokazały nam swoje dzikie oblicze! Po drodze spotkaliśmy wygrzewającą się jaszczurkę żyworodną, a zaraz potem trafiliśmy na spektakularny widok – splątane, "tańczące" żmije zygzakowate! 🐍 Na halach towarzyszyły nam z kolei sielskie widoki: liczne, leniwie pasące się krowy i przepiękne konie.
W takich okolicznościach przyrody zrobiliśmy sobie przerwę obiadową, na którą wjechał... nasz własny, domowy bigos! 🍲 Zjedzony na trawie, w sercu natury, smakował po prostu wybitnie. Posileni, skierowaliśmy się na wzniesienie Galisov vrch (880 m n.p.m.), by ostatecznie zatoczyć koło i połączyć się z powrotem z naszym niebieskim szlakiem.
Po powrocie do bazy czekała na nas zasłużona nagroda – wjechało zimne piwko i obłędne ciasto czekoladowe z bitą śmietaną! 🍺🍰 Po chwili błogiego odpoczynku i regeneracji zmęczonych nóg przeszliśmy do wieczornych rytuałów. Na kolację, już standardowo, wleciały pieczone kiełbaski z ogniska. 🔥🌭 Nogi trochę czują te kilometry, jednak uśmiechy nie schodzą z twarzy!

🔍 Czy wiedzieliście, że...? (Dzisiejsze ciekawostki ze szlaku):
🐍 "Taniec godowy" żmij to... męskie zapasy! To, co wygląda jak romantyczny taniec dwóch żmij zygzakowatych splatających się ze sobą, to w rzeczywistości rytualna walka dwóch samców. Rywalizują one o terytorium i dostęp do samicy, próbując przycisnąć głowę przeciwnika do ziemi. Zazwyczaj obywa się bez użycia jadu!

🦎 Ciąża w świecie gadów: Jaszczurka żyworodna (którą dziś spotkaliśmy) to prawdziwy górski twardziel. Ponieważ w wyższych partiach jest za zimno, aby jaja mogły się wykluć w ziemi, samica nosi je w sobie i "rodzi" młode, które wykluwają się z błon płodowych w momencie porodu lub tuż po nim.

🐴 Żywa kultura pasterska: Orawa (region, po którym dziś wędrowaliśmy na Słowacji) to obszar o niezwykle bogatych tradycjach pasterskich. Widok krów, owiec i koni swobodnie wypasających się na halach to od wieków naturalny element tego krajobrazu, który skutecznie zapobiega zarastaniu polan przez las.

🏔️ Górski reset czas start! Dzień 1 naszej majówki na Krawcowym Wierchu! 🌲​Nasza trzydniowa ucieczka od cywilizacji właś...
01/05/2026

🏔️ Górski reset czas start! Dzień 1 naszej majówki na Krawcowym Wierchu! 🌲
​Nasza trzydniowa ucieczka od cywilizacji właśnie się rozpoczęła! Wybiliśmy z Mysłowic o 8:00, żeby punkt 10:00 zameldować się na parkingu na Przełęczy Glinka (845 m n.p.m.). 🚗💨
​Plecaki wypchane po brzegi, pełen rynsztunek na plecy i ruszyliśmy na niebieski szlak. Po drodze zaliczyliśmy szczyt Pienkula (1042 m n.p.m.), a równo o 12:00 zrzuciliśmy wreszcie balast w Schronisku PTTK Krawców Wierch (1038 m n.p.m.). 🎒⛰️
​A w schronisku? Prawdziwe oblężenie! ⛺️ Wszystkie pokoje wypełnione po brzegi, ekipy śpiące „na glebie” na korytarzach, a wokół budynku wyrosło małe miasteczko namiotowe. Widać, że nikt nie chciał zostać w domu w tę majówkę – klimat nie do podrobienia!
​Po szybkiej kawce zebraliśmy się na spacer. Oczywiście nie mogło być zbyt prosto – musieliśmy wrócić na parking, bo telefon został w aucie... 😅📱 Dodatkowe metry przewyższenia wpadły do licznika gratis! Cel? Słowacja i wieża widokowa w miejscowości Novoť (ok. 850 m n.p.m.). Tam pod wiatą wjechał obiad mistrzów: zupka chińska i bułki z pasztetem. W tych okolicznościach przyrody smakowało to jak gwiazdka Michelin! 🍜🥖
​Wieczór to już czysta celebracja. Po powrocie zasłużone piwko i długa zasiadka przy ognisku pod rozgwieżdżonym niebem. Pieczone kiełbaski i góry – to jest to! 🔥🌭 Teraz regeneracja, bo jutro dzień nr 2 naszej świątecznej wyprawy!

​🔍 Czy wiedzieliście, że...?
​Schronisko na Krawcowym Wierchu: Powstało w 1976 roku jako bacówka turystyki kwalifikowanej. Co ciekawe, zbudowano je według projektu Edwarda Moskały, który chciał, by takie małe obiekty służyły prawdziwym wędrowcom, a nie masowej turystyce. Jak widać po dzisiejszym "fullu", chętnych nie brakuje!

​Przełęcz Glinka: Dawniej nazywana była "Ujsolską". To historyczne miejsce styku kultur, przez które od wieków pasterze przepędzali swoje stada.

​Novoť: Ta słowacka wieś została założona w 1691 roku. Słynie z przepięknych widoków na Tatry i Beskidy, a wieża, na której byliśmy, pozwala przy dobrej widoczności policzyć niemal wszystkie okoliczne szczyty!

Znacie ten moment, kiedy budzicie się rano i po prostu czujecie, że musicie wyrwać się z miasta, odetchnąć pełną piersią...
19/04/2026

Znacie ten moment, kiedy budzicie się rano i po prostu czujecie, że musicie wyrwać się z miasta, odetchnąć pełną piersią i posłuchać szumu lasu? Właśnie tak było dzisiaj! Bez długiego planowania, szybkie pakowanie plecaków i w drogę.
Spod domu wyruszyliśmy o 10:10. Droga minęła nam na wesołych rozmowach, a punktualnie w samo południe zameldowaliśmy się na parkingu przy polu biwakowym w Koszarawie. Powietrze pachniało już budzącą się do życia naturą. Szybkie sznurowanie butów i ruszyliśmy na szlak! 🥾
Na rozgrzewkę wybraliśmy zielony szlak w kierunku szczytu Czerniawa Sucha (1062 m n.p.m.). To był strzał w dziesiątkę.
Ciekawostka: To dość dziki i rzadziej uczęszczany szczyt Pasma Jałowieckiego, idealny dla tych, którzy szukają w górach prawdziwej ciszy i ucieczki od tłumów. Choć większość jego zboczy porasta gęsty, mroczny las, to z prześwitów i polan roztaczają się wspaniałe, nagradzające wysiłek widoki. I rzeczywiście, widoki nas nie zawiodły! Zobaczyliśmy stamtąd przepiękną, rozległą panoramę na majestatyczną Królową Beskidów, czyli Babią Górę, oraz jej dumną siostrę – Pilsko. Pogoda rozpieszczała nas na każdym kroku: pełne słońce, ani grama wiatru, a temperatura odczuwalna na pewno mocno przekraczała 15°C. Kurtki szybko wylądowały w plecakach, bo poczuliśmy prawdziwy powiew ciepłej wiosny! 🌷
Po chwili odpoczynku i nacieszeniu oczu panoramą, zmieniliśmy szlak na żółty. Szło się rewelacyjnie, a po niedługim czasie naszym oczom ukazał się rozległy, słoneczny Jałowiec (1111 m n.p.m.).
Ciekawostka: Wiedzieliście, że przed I wojną światową przez szczyt Jałowca przebiegała historyczna granica galicyjsko-węgierska? Dziś to absolutnie jeden z najlepszych punktów widokowych w tej części Beskidów!

Z ogromnej polany szczytowej roztacza się fenomenalna, dookolna panorama. Oprócz potężnego masywu Babiej Góry i Pilska, jak na dłoni widać stamtąd szczyty Beskidu Żywieckiego, Śląskiego (widać było nawet charakterystyczną sylwetkę Skrzycznego!), a przy dobrej widoczności także Beskid Mały.
Na szczycie znajduje się fantastycznie przygotowana, duża wiata i paleniska – miejsce wręcz stworzone na zasłużony relaks. Zrobiliśmy sobie tam dłuższą, królewską wręcz przerwę. Wyobraźcie to sobie: siedzicie na szczycie góry, słońce grzeje w twarz, a Wy wyciągacie z plecaka... domowe ciasto drożdżowe z truskawkami i malinami 🍓🍰! Do tego zaparzyliśmy w kubkach pyszną, aromatyczną kawę i herbatę (nic nie smakuje w górach tak dobrze, jak ciepły napój z termosu), przybiliśmy obowiązkową, pamiątkową pieczątkę do książeczki PTTK i po prostu delektowaliśmy się chwilą i ciszą.

Droga powrotna w dół, niebieskim szlakiem, okazała się prawdziwym, wiosennym spektaklem botanicznym. Czuliśmy się trochę jak w dzikim ogrodzie botanicznym. Mijaliśmy całe polany uroczych, fioletowych krokusów, ale las obfitował w o wiele więcej skarbów:
Zawilec gajowy – tworzył na poszyciu leśnym przepiękne, gęste, białe dywany. Ciekawostka: Choć wygląda niezwykle niewinnie i delikatnie, w stanie świeżym jest rośliną trującą!

Podbiał pospolity – Ciekawostka: To prawdziwy spryciarz! Jego słonecznie żółte kwiatki pojawiają się wczesną wiosną jako absolutnie pierwsze, na długo przed tym, zanim roślina wypuści zielone liście. Od wieków to znane i cenione zioło na kaszel.

Pierwiosnek lekarski – Ciekawostka: Dawniej był niezwykle popularnym surowcem zielarskim (jak sama nazwa wskazuje), a jego żółte, zwisające dzwoneczki przepięknie i delikatnie pachną miodem.

Lepiężnik biały – Ciekawostka: Teraz podziwialiśmy jego ciekawe kwiatostany, ale latem ta roślina wypuszcza gigantyczne liście, przez które często nazywana jest przez turystów "beskidzkim rabarbarem".

Knieć błotna (czyli popularny Kaczeniec) – Ciekawostka: Jej intensywnie żółte, mocno błyszczące kwiaty to nieomylny znak rozpoznawczy mokradeł – roślina ta rośnie niemal wyłącznie tam, gdzie podłoże jest mocno wilgotne i stoi woda.

Żywiec gruczołowaty – Ciekawostka: To bardzo charakterystyczna, fioletowo-różowa ozdoba karpackich buczyn, bez której wiosna w Beskidach nie byłaby taka sama. 🌸

Nasz wyjazd był zupełnie spontaniczny, ale trafiliśmy w przysłowiową "dziesiątkę", zwłaszcza jeśli chodzi o warunki. Na samym końcu wyprawy, kiedy zeszliśmy już niżej, postanowiliśmy zwieńczyć ten wspaniały dzień ogniskiem i pieczeniem kiełbasek 🔥🌭. Pachnący dym, zmęczone, ale szczęśliwe nogi i pyszne jedzenie.
Mieliśmy przy tym wszystkim niesamowitego, filmowego wręcz farta do pogody! Dosłownie w momencie, w którym zgasiliśmy ogień, posprzątaliśmy po sobie i zaczęliśmy wsiadać do auta, z nieba zaczął kropić pierwszy, drobny deszczyk. 🌧️ Timing po prostu idealny!

Lepiej tej niedzieli nie dało się spędzić. A jak Wasz weekend? Kto z Was też ładował dzisiaj baterie na łonie natury? 👇 Dajcie znać w komentarzach!

Lany Poniedziałek – Jaskiniowe mroki, amerykański sen i pożegnanie ze Słowacją 🐣🚗Świąteczny poranek i wykwaterowanie ☕🎒O...
06/04/2026

Lany Poniedziałek – Jaskiniowe mroki, amerykański sen i pożegnanie ze Słowacją 🐣🚗
Świąteczny poranek i wykwaterowanie ☕🎒
Ostatni dzień naszego wielkanocnego wyjazdu rozpoczął się bardzo spokojnie. Po pobudce zaparzyliśmy poranną kawę i zjedliśmy leniwe śniadanie, po którym przyszedł czas na nieuniknione – pakowanie walizek. Pożegnaliśmy się z naszym wspaniałym pokojem z widokiem na góry, zdaliśmy klucze w Penziónie za Vodou i ruszyliśmy po ostatnią dawkę liptowskich atrakcji.

Z czołówkami pod ziemię – Stanišovská jaskyňa 🔦🦇
Zanim opuściliśmy Dolinę Jańską, skierowaliśmy się do wyjątkowego miejsca na mapie regionu – Stanišovskiej Jaskini (Stanišovská jaskyňa), gdzie spędziliśmy około godziny na fascynującym spacerze pod ziemią.
O jaskini: To miejsce jest absolutnie unikatowe! W przeciwieństwie do większości komercyjnych jaskiń, Stanišovská nie ma sztucznego, elektrycznego oświetlenia ani wybetonowanych chodników. Przed wejściem każdy turysta otrzymuje na głowę latarkę-czołówkę, co nadaje zwiedzaniu niesamowicie surowy, odkrywczy klimat. Jaskinia ma łącznie ponad 3 kilometry długości, z czego turyści pokonują nieco ponad 400 metrów. Spacer z przewodnikiem (często urozmaicony świetnym, słowackim humorem) pozwala z bliska podziwiać naturalne rzeźbienia wodne i poczuć się jak prawdziwy speleolog. To jedyna jaskinia na Liptowie, która jest czynna przez cały rok, każdego dnia!

Amerykański obiad na słowackiej Route 66 🍔🇺🇸
Po wyjściu z podziemi zgłodnieliśmy, więc obraliśmy kurs na pobliski Liptovský Mikuláš. Na obiad wybraliśmy absolutnie wyjątkowe miejsce – Bar & Restaurant ROUTE 66.
Klimat i jedzenie: Knajpa okazała się strzałem w dziesiątkę! Zamówiliśmy solidne, świetnie zrobione burgery i po prostu przepyszne żeberka BBQ. To, co jednak najbardziej rzuciło nam się w oczy, to niesamowity wystrój. Amerykański klimat lat 50. i 60. został tu oddany w stu procentach. Motocykle, skórzane kanapy, neony, tablice rejestracyjne ze wszystkich stanów i pamiątki związane z legendarną Drogą 66 sprawiały, że przez chwilę czuliśmy się, jakbyśmy przenieśli się ze Słowacji prosto do przydrożnego "dinera" gdzieś w Arizonie. 🎸🏍️

Spacer po Starym Mieście i słodkie pożegnanie 🚶‍♂️🍰
Najedzeni do syta, postanowiliśmy rozchodzić obiad i udaliśmy się na spacer po Starym Mieście Liptowskiego Mikułasza.
Samo centrum nie jest może imponująco duże i nie oszałamia architektonicznym przepychem, ale po wczorajszym rozczarowaniu Popradem, Mikułasz wypadł zdecydowanie na plus! Jest tu całkiem urokliwie, a rynek (Námestie osloboditeľov) z fontannami i kamienicami ma swój przyjemny, kameralny klimat.

Naszą wielkanocną przygodę postanowiliśmy zakończyć słodkim akcentem. Usiedliśmy w restauracji Yuza (którą pieszczotliwie zapamiętaliśmy jako Yazu 😅), znajdującej się tuż przy rynku. Wypiliśmy tam doskonałą kawę i zjedliśmy pyszny deserek, ostatecznie żegnając się ze Słowacją.

Droga do domu 🛣️🏠
Z pełnymi brzuchami, naładowanymi bateriami i świetnymi wspomnieniami ruszyliśmy w drogę powrotną. Po zaledwie 3 i pół godzinach jazdy autem, szczęśliwie zameldowaliśmy się z powrotem w domu. To był naprawdę udany, świąteczny wyjazd! 🌷✨
💡 Czy wiesz, że...? (Ciekawostki z 3. dnia)
Zimno przez cały rok: Jeśli zastanawialiście się, dlaczego w Stanišovskiej Jaskini było tak rześko – temperatura wewnątrz utrzymuje się przez cały rok na stałym poziomie około 6°C. Dlatego nawet uciekając tam przed letnimi upałami, zawsze trzeba mieć ze sobą kurtkę! 🥶

Proces Jánošíka: Spacerując po rynku w Liptowskim Mikułaszu, chodziliście śladami najsłynniejszego karpackiego zbójnika. To właśnie tutaj, w dawnym domu żupnym przy dzisiejszym rynku, w marcu 1713 roku odbył się proces Juraja Jánošíka, po którym skazano go na śmierć przez powieszenie za żebro. ⚖️🪝

Amerykańska legenda na Słowacji: Prawdziwa Route 66 w USA (tzw. Mother Road) ciągnie się przez blisko 4000 km z Chicago do Santa Monica. Słowacka "Route 66" w Mikułaszu to hołd dla tej legendy, a lokal zyskał taką renomę, że często jest odwiedzany przez zloty motocyklowe z całej Europy Środkowej, stając się nieformalną bazą dla fanów jednośladów i rock'n'rolla. 🍔🛣️

Niedziela Wielkanocna – Wiosna na zaśnieżonym Chopoku i popołudnie w Popradzie 🐣🏔️Świąteczny poranek i wielkanocne śniad...
05/04/2026

Niedziela Wielkanocna – Wiosna na zaśnieżonym Chopoku i popołudnie w Popradzie 🐣🏔️

Świąteczny poranek i wielkanocne śniadanie 🥚☕
Drugi dzień naszego pobytu rozpoczęliśmy bardzo wcześnie – pobudka o 7:00 rano pozwoliła nam w pełni wykorzystać ten piękny dzień. Zgodnie z tradycją przyszykowaliśmy uroczyste śniadanie z wcześniej poświęconych pokarmów. Po tak dobrym starcie i obowiązkowej, porannej kawie, ruszyliśmy samochodem w stronę ośrodka Jasná, aby zdobyć jeden z najsłynniejszych szczytów Tatr Niżnych.

Zdobycie Chopoka i alpejskie słońce 🚠☀️
Podróż na górę była atrakcją samą w sobie. Zdecydowaliśmy się na wjazd systemem nowoczesnych kolejek linowych.
O wjeździe na Chopok: Podróż z dolnej stacji w dolinie Demianowskiej to fascynujące doświadczenie. System składa się z kilku etapów przesiadkowych, a na samą górę dowozi supernowoczesna, odporna na wiatr gondola typu Funitel. Kolejka wwozi turystów na wysokość 2004 m n.p.m., tuż pod sam szczyt, do stacji górnej połączonej z restauracją Rotunda. Od najwyższego punktu, czyli szczytu Chopoka (2024 m n.p.m.), dzieli nas stamtąd zaledwie kilkadziesiąt metrów skalistego podejścia.

Pogoda tego dnia była po prostu "igła"! Choć znajdowaliśmy się na ponad dwóch tysiącach metrów, temperatura mocno szybowała na plusie. W pełnym słońcu odczuwalnie było z pewnością powyżej 10°C, więc bez problemu można było się opalać.

Mimo tak sprzyjającej aury, podejście na sam, kamienisty czubek góry okazało się sporym wyzwaniem. Szlak był mocno oblodzony, a w nasłonecznionych miejscach śnieg stawał się niebezpiecznie grząski i puszczał pod nogami. Ostatecznie tylko mi udało się wejść na sam wierzchołek, ale widoki wynagrodziły każdy wysiłek!

Panorama ze szczytu: Widoki zapierały dech w piersiach. Z Chopoka roztacza się jeden z najpiękniejszych widoków na Słowacji. Na północy jak na dłoni widać było ostre, ośnieżone szczyty Tatr Wysokich i Zachodnich górujące nad Kotliną Liptowską i taflą jeziora Liptovská Mara. Na południe ciągnęły się bezkresne lasy i doliny regionu Horehronie.

Spędziliśmy na górze dość długi czas, chłonąc te niesamowite widoki. Nawet naszej córce mega się podobało, co było fantastycznym zwieńczeniem tej górskiej wycieczki.

Zjazd, koszty i regeneracja 💸🍲
Gdy nasyciliśmy się widokami i słońcem, wsiedliśmy w gondolę i zjechaliśmy na dół. Będąc na miejscu, warto odnotować koszty takiej wyprawy: bilet na wjazd i zjazd dla naszej trójki wyniósł 87 euro, a do tego doszło 20 euro za parking u podnóża góry. Po powrocie do naszego pokoju zjedliśmy obiad i zrobiliśmy sobie chwilę zasłużonego odpoczynku na regenerację.

Malownicza trasa nr 18 i rozczarowujący Poprad 🚗🍦
Po południu ruszyliśmy w stronę Popradu, wybierając malowniczą drogę krajową nr 18.

Widoki na trasie: Ten odcinek drogi to prawdziwa uczta dla oczu. Jadąc na wschód, równolegle do autostrady D1, mieliśmy po lewej stronie niesamowity spektakl – monumentalne, skaliste szczyty Tatr Wysokich, w tym charakterystyczną sylwetkę Krywania czy najwyższy Gerlach, majestatycznie wyrastały z równiny, dominując nad całym krajobrazem.
Sam Poprad okazał się jednak sporym zawodem. Szczerze mówiąc, to dość słabe miasteczko do zwiedzania. Doszliśmy do wniosku, że gdyby nie te obłędne, tatrzańskie widoki w tle, Poprad prawdopodobnie w ogóle nie istniałby na turystycznej mapie Słowacji. Pokręciliśmy się trochę po głównym rynku (Plac św. Idziego), zjedliśmy lody, po czym uznaliśmy, że czas wracać.

Pełni wrażeń – tych górskich i tych nieco mniej ekscytujących miejskich – wróciliśmy do pensjonatu, by odpocząć przed kolejnym, trzecim dniem naszej świątecznej wyprawy. 🌙😴

💡 Czy wiesz, że...? (Ciekawostki z naszej wyprawy)
Chopok – król wiatrów: Choć my trafiliśmy na idealną, bezwietrzną pogodę typu „igła”, Chopok jest uznawany za jedno z najwietrzniejszych miejsc na Słowacji. Wieją tu wiatry, które potrafią osiągać prędkość ponad 200 km/h, dlatego nowoczesna kolejka Funitel, którą jechaliśmy, jest zamocowana na dwóch linach – to sprawia, że może bezpiecznie kursować nawet przy bardzo silnym wichurze. 💨🎡

Tajemnica nazwy Popradu: Choć samo miasto nas nie zachwyciło, jego nazwa ma bardzo starą historię. Wywodzi się od prasłowiańskiego słowa „prada”, co oznaczało wartki, szybki strumień. Miasto jest nazywane „Bramą do Tatr”, bo choć samo w sobie jest dość industrialne, to właśnie z jego ulic widać góry najlepiej na całym świecie – różnica wysokości między rynkiem a szczytami wynosi ponad 2000 metrów w linii prostej! 🏔️🚪

Droga nr 18 – historyczny trakt: Droga, którą jechaliśmy do Popradu, to dawny fragment historycznego szlaku handlowego, który łączył zachód ze wschodem. Zanim wybudowano autostradę D1, to właśnie ta trasa była główną arterią Słowacji. Dzięki temu, że teraz ruch jest tam mniejszy, mogliśmy na spokojnie podziwiać panoramę Tatr, która z tej perspektywy wygląda najbardziej majestatycznie. 🚗🛣️

Górskie słońce zdradza bardziej: Opalanie się na Chopoku przy +10°C jest znacznie intensywniejsze niż na dole przy +25°C! Wynika to z faktu, że na wysokości 2000 m n.p.m. atmosfera jest rzadsza i słabiej filtruje promienie UV, a śnieg odbija aż 80% promieniowania słonecznego. Nasze wielkanocne „kąpiele słoneczne” miały więc podwójną moc! ☀️😎

Kosztowny parking: Parking pod Jasną jest jednym z najdroższych na Słowacji (20 euro!). Wynika to z faktu, że dolina Demianowska jest bardzo wąska i każda piędź ziemi jest tam na wagę złota, a opłata ma zachęcać turystów do korzystania z lokalnych skibusów. My jednak postawiliśmy na komfort i niezależność! 💶

Adres

Rzyki

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Tripy Z Krisem umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij