17/05/2026
Nocna "wycieczka po Krakowie", która skończyła się... we Włoszech! 🇮🇹✈️
Ten wyjazd to był totalny spontan i nasz pomysł na przyspieszony Dzień Dziecka! 🎁 Żeby niespodzianka się udała, musieliśmy trochę pokombinować. Wcisnęliśmy dzieciakom niezły kit, że jedziemy na nocne zwiedzanie Krakowa. Do samego końca nic nie podejrzewały, aż nagle... zaparkowaliśmy pod terminalem na Balicach! 🤫
Dopiero tam odkryliśmy karty i kazaliśmy im zgadywać, gdzie tak naprawdę lecimy. Kiedy prawda wyszła na jaw, radość była po prostu ogromna! 🥰 O 23:20 wsiedliśmy do samolotu, a kierunek to: Pescara! 🍕
We Włoszech wylądowaliśmy o 1:05 w nocy i... tutaj zaczęła się nasza prawdziwa, lekko ekstremalna przygoda. 😅 Z lotniska do centrum nie było daleko, więc stwierdziliśmy, że zrobimy sobie nocny spacer, żeby od razu poczuć klimat miasta.
W egipskich ciemnościach dotarliśmy nad morze. Zamiast włoskiego ciepełka przywitał nas jednak coraz mocniejszy wiatr, a temperatura spadła do 13 stopni! 🥶 Sytuacja zrobiła się – delikatnie mówiąc – napięta. Zmęczenie wygrało i zaczęliśmy po prostu zasypiać na ławce niedaleko deptaka przy plaży. Żeby było zabawniej, zrobiło się jeszcze zimniej i zaczął padać deszcz. 🌧️
Szybka ewakuacja! W poszukiwaniu jakiegokolwiek schronienia trafiliśmy na pobliskie blokowisko i koczowaliśmy pod balkonami. Poczuliśmy się trochę jak bezdomni... Wokół ciemno, zimno, dzieci zmęczone, a w głowie tylko jedna myśl: CO TERAZ?! 🤷♂️
Wtedy z pomocą przyszedł wujek Google. Znaleźliśmy kawiarnię otwieraną o 6:30, do której mieliśmy jakieś 40 minut drogi na pieszo. Kiedy deszcz trochę odpuścił, ruszyliśmy przed siebie ostrym tempem. Cel był jeden: przetrwać i się ogrzać.
To był prawdziwy marsz po ratunek! W drodze do kawiarni przeszliśmy przez ten najbardziej słynny most w Pescarze – Ponte del Mare, który jest przeznaczony wyłącznie dla pieszych i rowerzystów. 🌉 (Ciekawostka: to jeden z największych tego typu mostów w całej Europie – ma aż 466 metrów długości, a jego zakrzywiony kształt ma przypominać żagiel statku!)
I wiecie co? Los się w końcu do nas uśmiechnął! Po drodze, zupełnie niespodziewanie, trafiliśmy na otwartą wcześniej, megaprzytulną, lokalną kawiarnię. Dostaliśmy tam przepyszne, świeżutkie croissanty i absolutnie ZAJEBISTĄ włoską kawę. ☕🥐 Jak oni to robią – nie mamy pojęcia, ale to było jak zbawienie! Od razu wróciły nam siły i humor.
Po solidnym posiłku i zastrzyku kofeiny postanowiliśmy wrócić do centrum i w stronę plaży. Ruszyliśmy przed siebie w delikatnym deszczu, zwiedzając Pescarę już w świetle dnia. Kiedy na horyzoncie pojawiła się kolejna fala ulewy, musieliśmy szybko szukać schronienia. I tak oto, w ucieczce przed deszczem, wylądowaliśmy w markecie Conad! 🛒 Jak na prawdziwych turystów przystało, od razu rzuciliśmy się na regały: do koszyka wpadły lokalne makarony, prawdziwe włoskie salami i kilka innych pyszności. 🍝🇮🇹
Gdy tylko pogoda dała nam małe okienko, w końcu zameldowaliśmy się na słynnej plaży w Pescarze (Spiaggia di Pescara). Trafiliśmy na potężny sztorm! Wiatr rzucał nami na wszystkie strony, a dzieciaki miały wręcz problem z utrzymaniem równowagi na tym ksawerym wietrzysku! 🌊💨
Sama plaża wywarła na nas gigantyczne wrażenie – jest po prostu OGROMNA, pierwszy raz widzieliśmy coś takiego na własne oczy. Ciągną się tam dosłownie tysiące równo poustawianych parasoli! 🏖️ (Ciekawostka: wybrzeże Pescary ma ponad 10 kilometrów długości, a sama plaża w niektórych miejscach jest szeroka na ponad 100 metrów! To jeden z najpopularniejszych i najlepiej zagospodarowanych kurortów nad całym Adriatykiem).
Chodząc po tym mieście człowiek po prostu się nie nudzi – za każdym rogiem trafia się na coś nowego. Nie są to może jakieś spektakularne, zabytkowe zachwyty, ale takie bardzo przyjemne, regularne doznania typu „WOW”. 😍
W ten sposób, klucząc uliczkami, dotarliśmy w końcu do pięknej, szerokiej arterii, której chodnik ułożony jest w charakterystyczną, elegancką biało-czarną szachownicę. ♟️🚶♂️ (Dla ciekawskich: to słynna ulica Via Firenze, która krzyżuje się z głównym deptakiem Corso Umberto I i prowadzi do serca miasta, czyli Placu Odrodzenia – Piazza della Rinascita. Mieszkańcy mówią na ten obszar po prostu „Salotto di Pescara”, czyli salon Pescary).
Niedaleko tego placu, tak już czysto dla rozgrzewki, znowu ulegliśmy pokusie i podelektowaliśmy się kolejną pyszną, włoską kawą. ☕🤤 Ponieważ w pobliżu znajdował się główny dworzec, postanowiliśmy zrobić mały rekonesans logistyczny. I tu nasz wewnętrzny Janusz i Grażyna biznesu poczuli ogromną dumę! 😎 Dowiedzieliśmy się, jak wrócić na lotnisko autobusem. Za taksówkę dla naszej paczki zapłacilibyśmy jakieś 35-40 euro, a miejskim busikiem wyszło nas... uwaga... całe 7 euro za całą naszą piątkę! 🚌💶
Zaoszczędzone euro miały iść na lody, ale plany uległy zmianie, bo nadszedł czas na punkt kulminacyjny całego wyjazdu... PIZZĘ! 🍕🔥 No umówmy się, nie można być we Włoszech i nie zjeść tego legendarnego placka. To, co robią tamtejsi pizzaiolo, to jest jakiś absolutny kosmos. Każdy z naszej piątki zamówił zupełnie inną pozycję z menu. Wszystkie były po prostu perfekcyjne, ciasto idealne, składniki świeże, a całość dosłownie rozpływała się w ustach. Powiem krótko: to była chwila totalnego gastroorgazmu! Hahahah! 😂🤤👌
Na sam koniec, tuż przed wyjazdem na lotnisko, los postanowił nas przeprosić za nocne przygody. Nagle wyszło piękne słońce i zrobiło się cudownie ciepło! ☀️ Aż z żalem musieliśmy opuszczać tę "słoneczną Italię". 💔
Naszym zdaniem Pescara absolutnie zasługuje na uwagę. Miasto ma w sobie coś niesamowicie autentycznego, wręcz trochę dziewiczego. W kawiarniach i barach rządzili sami lokalsi, a z angielskim u obsługi było... ciężko. 🕵️♂️ Mało kto potrafił cokolwiek wykrztusić w tym języku, więc dogadywanie się "na migi" i łamanym włoskim było kolejną genialną przygodą! W tej pierwszej porannej kawiarni byliśmy chyba dla nich lokalną atrakcją turystyczną – rzadko widują tam kogoś spoza Włoch. 😉
Samo miasto urzeka też klimatem na ulicach i deptakach – pełno tu pięknej roślinności, dumnie rosną platany, palmy, gdzieniegdzie drzewka pomarańczowe, a najwięcej jest tam zjawiskowego tamaryszka. 🌴🍊🌿
Wracając, poczytaliśmy trochę o tym miejscu i okazało się, że Pescara ma naprawdę fascynującą, choć burzliwą historię! 📜
Rzymskie korzenie: W starożytności miasto nazywało się Aternum i było strategicznym portem Imperium Rzymskiego. Dopiero w średniowieczu zmieniono nazwę na Piscaria, co nawiązywało do ogromnej ilości ryb w tutejszych wodach. 🐟
Wojenne blizny: Nowoczesny wygląd miasta (mało tu typowych, ciasnych włoskich starówek) to wynik tragicznej historii. W czasie II wojny światowej Pescara została zrównana z ziemią przez ciężkie bombardowania alianckie. Miasto odbudowano od zera, stawiając na przestrzeń i szerokie aleje. 🏙️
Kolebka Formuły 1: To potężna ciekawostka! Mało kto wie, że to właśnie na ulicach Pescary w 1957 roku odbyło się oficjalne Grand Prix Formuły 1! Tor drogowy Circuito di Pescara miał aż 25 km długości i do dziś pozostaje najdłuższym torem, na jakim kiedykolwiek rozegrano wyścig F1 w historii. Ścigały się tu takie legendy jak Enzo Ferrari czy Juan Manuel Fangio! 🏎️💨
Mimo trudnego początku, polubiliśmy to miejsce. Już teraz wiemy, że chcemy tu wrócić, żeby jeszcze raz poczuć ten niesamowity, nienaruszony przez masową turystykę klimat. To był niezapomniany, pełen wrażeń Dzień Dziecka! 🎒❤️