21/11/2025
Dzisiaj stanąłem nad grobem Pona. Cisza, która tam panowała, była cięższa niż słowa. Żegnałem człowieka, który współtworzył fundament polskiego rapu — legendę, która odeszła zdecydowanie za wcześnie, w wieku 49 lat. To, jak nagle potrafi przerwać się życie, wciąż nie mieści mi się w głowie.
Na pogrzeb przyjechało bardzo dużo ludzi — fani, przyjaciele, osoby z całej sceny. Widziałem nawet Ryśka i DJ Dexta, którzy dotarli z Poznania. Ich obecność mówiła jedno: Pono był kimś więcej niż tylko raperem. Był historią, relacją, wspomnieniem zapisanym w setkach ludzi.
Był też moment, który zostanie ze mną na długo — kiedy zabrzmiała jego muzyka. Jakby na chwilę przemówił sam Pono. Ten głos do nas wrócił, wybrzmiał ostatni raz w miejscu, gdzie wszyscy przyszliśmy powiedzieć „do zobaczenia”.
To był dzień, który wprowadza człowieka w głęboką zadumę. Dzień, który przypomina, jak kruche jest życie, jak łatwo je stracić, jak niewiele mamy czasu. Wracałem stamtąd z jedną myślą: doceniać mocniej. Żyć bardziej. Nie odkładać niczego „na potem”, bo „potem” nie zawsze przychodzi.
Dziękuję, że mogłem tam być.
Dziękuję, Pono — za każdy wers, każdą inspirację. Twoja legenda zostanie w nas.