26/07/2025
Tyle się działo! Wspominamy, a Was zapraszamy do czytania 🙂
20.07 niedziela
Początek - to asfalt do Bukówki. Znajduję uderzonego autem wróbla, jeszcze ciepłego i bez widocznych uszkodzeń, więc dość długo sprawdzam czy na pewno już nie żyje. Za Bukówką zaczyna się długie i momentami strome podejście na Zadzierną. Nie wiem czemu moje myśli idą w stronę żmij - że na następnym wyjeździe muszę uczulić dzieci, by zanim wlezą w chaszcze sprawdziły czy tam nie ma jakiejś żmii.
Na Zadziernej fantastyczny punkt widokowy, na szczycie skałki. Widać naprawdę kawał terenu. Schodzimy do Paprotek, gdzie szlak zupełnie nie pokrywa się z tym, co na jego temat uważa aplikacja mapy.cz. Na szczęście napotkani turyści upewniają nas którędy pójść. Wpada nam do głowy, że skoro jesteśmy pół kilometra od zalewu, to może by się tak wykąpać? Idziemy na dziką plażę. Przed nią - kilometrowy sznur samochodów. Na plaży ignorowany przez wszystkicy zakaz kąpieli, dołączamy do tłumu i po raz pierwszy na tym wyjeździe mamy okazję chwilę popływać. Potem wracamy do Paprotek i mijamy niezliczone sowy- doniczki, w najróżniejszych kolorach. Zaraz za wsią odbieram telefon: moją córkę ugryzła żmija. Mniej więcej wtedy, gdy myślałam o żmijach...
Podchodzimy pod Świerczynę, w międzyczasie aktualizuję wiedzę o antytoksynie. Po minięciu szczytu droga jest już zupełnie łatwa, a potem przechodzi w asfalt. Docieramy na nocleg do Szarocina, gdzie znajduję wyjatkowo dobrze zaopatrzony sklep. Jemy królewską kolację.
21.07 poniedziałek
Wstajemy i ruszamy na Liściastą. Podejście jest dość wygodne, zabawne jest tylko, że na szczycie są wyłącznie świerki. Dalej szlak prowadzi grzbietem, przez kilka niewielkich wzniesień i przełęczy, by w końcu wspiąć się już dość stromo na Małą Ostrą. Powiedziałabym, że jest bardziej ostra niż mała... Na szczycie jest kolejny świetny punkt widokowy, znów na skałach. W międzyczasie dopadają mnie rodzinne trudności organizacyjne, a zasięg jest w tym miejscu wyjątkowo beznadziejny. Udaje się wszystko jakoś okiełznać, ale jest jednak dość nerwowo i nie mam pełnej przyjemności z chodzenia. No cóż. Mijamy źródełko z żabą, kilka kolejnych niedużych wzniesień i docieramy na nocleg do Bukowca. Chwilę po nas dociera tam oberwanie chmury. I leje aż do późnej nocy.
22.07 wtorek
Moje urodziny. Mamie los dał w prezencie koncert organowy, co ja dostanę?
Na początek - dobre śniadanie, w cenie noclegu. To nasze drugie dobre śniadanie na wyjeździe, więc bardzo doceniamy. Potem - piękny park, wchodzący chyba niegdyś w skład kompleksu parkowo-pałacowego. A chwilę później - wycinkę drzew na szlaku. Droga jest przegrodzona setkami ściętych gałęzi i drobnych drzew z przecinek. Da się przez nie przejść, ale wymaga to trochę wysiłku. Jakaś maszyna hałasuje tuż przy szlaku, dłuższą chwilę sprawdzamy czy nie wycina właśnie kolejnego drzewa, które na nas runie. Ale nie, obrabia te już wycięte. Omijamy, schodzimy już blisko granicy lasu, gdzie szlak skręca. A tam... droga rozjeżdżona przez maszyny, po wielogodzinnej ulewie. Błoto - powyżej kostek. Obejścia nie ma, więc idziemy, a raczej brodzimy w koleinie, wydając przy każdym kroku bardzo dziwne dźwięki. Uf. Wychodzimy do Mysłakowic. Po raz pierwszy od dawna cieszę się z asfaltu. Uzupełniamy zapasy w aptece, a szlak prowadzi nas dalej to asfaltem to przez bagniste tereny, gdzie strasznie nas gryzą komary. Docieramy do Głębocka, kończy nam się woda, więc prosimy o nią panią w napotkanym domu. Pani Alicja częstuje nas nie tylko wodą, ale i fantastycznym kozim serem! Dziękujemy! Chwilę za wsią na drodze pojawia się traktor, a na asfalcie przed nim coś nieporadnie pełza. Robię szybki skok i podnoszę ropuchę szarą. To jeszcze nie czas na bycie płaskim, ty płazie!
Szlak prowadzi dalej wzgórzami i choć omij wszystkie szczyty - jest na nim sporo podejść. Już dość zmęczone docieramy do pierwszej z ulic Karpacza, ale do przejścia mamy jeszcze jedno wzniesienie - Karpatkę. Tu podejście jest znacznie szybsze niż zejście, ale na zejściu doceniamy umiejętności tyczenia szlaku. Są zakosy - więc choć zbocze jest strome, nie ma ani jednego trudnego momentu. Da się? Da! Schodzimy do zapory wodnej i docieramy na miejsce noclegowe. Jeszcze tylko kolacja i można paść!