TouchShortTV

TouchShortTV Typowy imprezowy weekend w Berlinie zaczyna się w czwartek, a kończy we wtorek.

14/11/2024
21/09/2024

From now on, this page will change its name to "TouchShortTV" to serve business purposes

W związku z tym, że każdy Typowy weekend w Berlinie kończy się w Berghain, rozważania nt. lineupu w moim przypadku mijaj...
10/11/2017

W związku z tym, że każdy Typowy weekend w Berlinie kończy się w Berghain, rozważania nt. lineupu w moim przypadku mijają się z celem. Może gdyby na wzór imprezy wytwórni Drumcode była WIXAPOL S.A. Night, to pewnie zacząłbym poważnie się zastanawiać, czy tym razem jednak sobie nie odpuścić, ale np. słynny z występu na Audioriver Festival DJ Czarek w ogóle by mnie nie zniechęcił. Pomijając, że DJ Czarek to nie Klock i nie grałby osiem (albo i więcej) godzin, i że jak nie Berghain, to Panorama, jak nie Panorama, to latem ogródek, a jak nie ogródek, to zawsze można zwyczajnie posiedzieć na dupsku i gapiąc się na ludzi zastanowić się nad sensem istnienia, to coś jest w tym miejscu, że dje grają tu tak, jak tylko potrafią najlepiej. Jasne, że jedne sety podobały się bardziej, inne mniej, a w przypadku niektórych pamięć o mentalnych orgazmach wówczas doświadczonych do dziś powoduje gęsią skórkę, lecz nie przypominam sobie jakiegoś kiksu. A musiałbym pamiętać, bo te zazwyczaj bardzo nieprzyjemnie wytrącają z tanecznego transu. Raz w Panoramie, właśnie podczas Drumcode Night, Ida Engberg, wtedy jeszcze narzeczona Adama Beyera, wmiksowała „I Wanna Dance With Somebody” Whitney Houston powodując u wielu tańczących (i u mnie) co najmniej konfuzję, lecz w tym wypadku to była kwestia chwilowej (na szczęście) utraty wyczucia miejsca i świadomości tańczących, a nie techniki.
O ile za deckami w Panoramie można jeszcze wyczuć jakiś luz, o tyle w Berghain pełna powaga i skupienie. Zero tanich gestów pod publiczkę, czy nawet jakichkolwiek gestów w jej kierunku. Dje tam nawet się nie uśmiechają (z czym osobiście nie mam żadnego problemu, bo nie cierpię, kiedy robi się „show” za deckami – no cóż, może czasami brak mi dystansu do techno). W sumie to im się nie dziwię, bo powodów do śmiechu raczej nie mają – grać w Berghain i nie dać rady w takim miejscu, przed tak wyselekcjonowanymi tancerzami…
Potwierdza to w książce "Zagubieni w dźwięku. Berlin, techno i technoturyści.” Len Faki: „Kontakt z publiką sięga tu nowych wyżyn. Tutaj ludzie, którzy gdzie indziej byli uważani za gwiazdy i grali w najlepszych porach, muszą zaczynać od nowa. Berghain wymaga od didżeja sto procent zaangażowania, ale wynagradza to w dwustu procentach.”

Co mam więc napisać o lineupie, w którym już na samym początku jest DJ Nobu, TR-101, Fiedel (pierwszy z rezydentów), Jay Clarke, a później prawdziwe The Best of Berghain: Boris, Dettmann, Faki i Klock? Że sorry Edward, The Black Madonna i Steffi - Wy w Panoramie to marzenie, ale niestety, nie tym razem? Że do ogródka to w ogóle nie ma po co i światła słonecznego szybko się nie zobaczy? Że nabyta z wiekiem i coraz bardziej uciążliwa tolerancja na używki tu przestaje mieć znaczenie i po przerzuceniu się z chemii na jagery, podwójne esspresso i banany (błogosławiony Ice Bar…) w nocy z niedzieli na poniedziałek dochodzi się do wniosku, że nie tylko można jeszcze tańczyć, ale można tańczyć jak nigdy do tej pory, chociaż 21-godzinną „życiówkę” poprawiło się jakieś dwie godziny temu? Że Klock nigdzie i nigdy nie zagra tak jak tu? Że całkowicie traci się poczucie czasu i że bardzo dobrze, że tym razem nikt coraz bardziej zdenerwowany nie czeka w hostelu? Że nie-wiadomo-dokładnie-kiedy grupa lokalsów, swoistych domowników tego miejsca, zacznie traktować jak swojego, a jej nieformalna przywódczyni od czasu do czasu łaskawie pozwoli wchodzić na podest pod warunkiem, że będzie tańczyć się ściśle wg jej wskazówek? Że owszem, można zorientować się, kiedy Klock zacznie kończyć set, ale nie można spodziewać się, że będzie go kończył jeszcze przez kolejne trzy godziny? Że kiedy wreszcie skończy, to będzie się przekonanym, że jest 6, maks. 7 rano, a okaże się, że właśnie wybija południe? W poniedziałek? Że spędziło się w tym miejscu 33 godziny i 3 kwadranse? Że „zamknęło się” Berghain?

Ciekawych wnętrza Berghain odsyłam do opisu w Zagubieni w dźwięku. Berlin, techno i technoturyści. Od wydania książki ni...
26/10/2017

Ciekawych wnętrza Berghain odsyłam do opisu w Zagubieni w dźwięku. Berlin, techno i technoturyści. Od wydania książki niewiele się zmieniło: na parterze wygospodarowano dodatkową przestrzeń Säule (i z tego powodu w tej części parteru niestety nie już tak hmm…. „zacisznie" - stojące tam kiedyś betonowe sofy często skłaniały do romantycznych zachowań 😉), w Panorama Bar doskonały system Meyer Sound zamieniono tego lata na jeszcze lepszy małej drezdeńskiej firmy Studt-Akustik, zaś na ścianie z tyłu za barem już jakiś czas temu podmieniono pracę autorstwa Wolfganga Tillmansa na inną tego samego artysty, ale moim zdaniem nieco słabszą (kto pamięta, co przedstawiała poprzednia praca? 😉).

Ciekawostki: 1. Tillmans jest chyba jedynym fotografem, któremu oficjalnie pozwolono zrobić zdjęcie podczas imprezy w Panorama Bar - praca nosi tytuł „Sweaty Window” i można ją obejrzeć tu: http://www.db-artmag.com/archiv/2005/e/4/1/341.html; 2. wnętrza nie tylko Berghain i Panorama Bar, lecz również mieszczącego się w tym samym budynku i dostępnego tylko dla gejów bezkompromisowego klubu Lab.Oratory można obejrzeć na stronie Studia Karhard odpowiedzialnego za adaptację przestrzeni i wystrój wnętrz: http://www.karhard.de/architektur/barclub.html; 3. tajemniczość miejsca sprawiła, że w sieci (np. tu: http://travelalatendelle.com/berghain-floor-plan/) krąży kilka rysunków przedstawiających plan klubu; niemiecki tabloid Bild pokusił się nawet o przygotowanie stosownej infografiki.

Nadal na bramce przechodzi się najbardziej drobiazgową kontrolę w Berlinie. Z jednej strony może to dziwić, z drugiej - wymusza pomysłowość i jest niczym memento: „Żyjesz w opresyjnym systemie prawnym, więc bądź ostrożny” (chociaż akurat obywatele Niemiec w porównaniu z nami mają naprawdę lajtowo). Podobno tak dokładne kontrole wytrącają policji z ręki przynajmniej jeden argument – zarzut pobłażliwości ze strony zarządzających klubami.
Jeszcze tylko krótka kolejka do szatni (numerek dostaje się na gumowym sznurku, który w formie wisiorka - jak kiedyś klucze do domu - można zawiesić na szyi albo przewiązać przez szlufkę w spodniach i dopiero wtedy schować do kieszeni – 100% pewności, że po kilku/nastu godzinach tańczenia z szansą zgubienia nie tylko własnej świadomości, lecz i ważnych drobiazgów wyjdzie się z klubu z tym wszystkim, co w szatni zostało) i już można wchodzić po schodach prowadzących do głównej sali swojego ulubionego kościoła na tym ziemskim łez padole.

Mam to ogromne szczęście w życiu, że nie muszę stać w kolejce do Berghain. Nie ma sensu opisywać teraz, jak do tego dosz...
22/09/2017

Mam to ogromne szczęście w życiu, że nie muszę stać w kolejce do Berghain. Nie ma sensu opisywać teraz, jak do tego doszło (to wszystko kwestia tylko i wyłącznie przypadku oraz właśnie szczęścia, chociaż zaczęło się od fatalnego pecha – długa historia), w każdym razie mam taką możliwość i mam nadzieję, że ją będę miał dopóty klub będzie istniał, a ja będę miał ochotę w nim się zatracać. Nie piszę o tym dlatego, żeby się chwalić, tylko żeby usprawiedliwić, że nie opiszę emocji, jakie wiążą się ze staniem po 3-4 godziny w tej słynnej kolejce z prostej przyczyny – nie mam o tym pojęcia. Dwa razy stanąłem w kolejce "dla sportu" w niedzielne poranki, wszedłem, lecz emocje z tym związane były letnie: to nie były moje „pierwsze razy” w Berghain, na bramce nie było pracującego tylko nocami Svena (chociaż jego nieobecność podobno nie sprawia, że łatwiej wejść), a kolejki były króciutkie, tak na kwadrans stania, więc ewentualna odmowa aż tak bardzo by nie bolała. Czekając na swoją kolej nawet czułem już ambiwalentną ulgę, że jeśli nie wejdę, to w końcu z czystym sumieniem będę mógł pójść gdzieś indziej, bo przecież świetnych imprez i dobrych klubów w Berlinie nie brakuje.
Problem polega na tym, że w Berghain jest po prostu najlepiej. Absolutnie pod każdym względem. BEZDYSKUSYJNIE. Kiedy więc przyszła na mnie kolej spojrzałem bramkarzowi prosto w oczy, moje z widocznymi śladami trzech ostatnich nocy spędzonych w innych klubach wytrzymały jego świdrujące spojrzenie, uśmiechnęliśmy się lekko do siebie… i znów byłem w środku. Na pewno pomogło, że stałem sam (towarzyszącą mi tym razem grupę podzieliłem na pary – niektórzy weszli, inni nie) i nie zaszkodziła nonszalancja w ubiorze. Co śmieszne, czarnego koloru były tylko buty – znoszone, sprawdzone na niejednym dancefloorze tanie adidasy. W dostaniu się do środka nie przeszkodziła poprzecierana niebieska ortalionówka w zielone pasy i pospolite granatowe dżinsy. Jak widać wiara w zbawienną moc czerni na berghainowskiej bramce to zwykły przesąd. Może pomogło, że wyglądałem nie jak wystylizowany wręcz do śmieszności technoturysta z Rzymu, Barcelony czy Lizbony, tylko jakbym był kumplem tego selekcjonera z jego post-NRDowskiego osiedla? (Marquardt, jak wyznaje w Sven Marquardt "Noc jest życiem" zazwyczaj na swoich pomocników wybiera „Wschodniaków”, którzy tak jak on urodzili się w NRD). W sumie z berghainowskiej bramki tylko Marquardt stylizuje się, jakby właśnie wybierał się na czarny odpust. Jego pomocnicy to z wyglądu zwyczajne berlińskie chłopy.

Tym razem, w tę sobotnią czerwcową noc, na stanie w przeraźliwie długiej kolejce nie miałem najmniejszej ochoty – chciałem jak najszybciej znaleźć się w środku. I po krótkiej chwili tam byłem.

Typowy weekend w Berlinie jest schematyczny, jednak czasami ten schematyzm poddawany jest pewnym modyfikacjom. Na przykł...
22/09/2017

Typowy weekend w Berlinie jest schematyczny, jednak czasami ten schematyzm poddawany jest pewnym modyfikacjom. Na przykład wtedy, gdy serdeczna warszawska przyjaciółka pisze, że też jest w Berlinie i że z kolei ze swoją przyjaciółką z chęcią dołączą do mnie tej nocy, tylko później, bo najpierw chcą wybrać się do Anomalie Art Club, nowego miejsca o tyle ciekawego, bo zlokalizowanego na „grzecznym i drobnomieszczańskim” Prenzlauer Bergu, tym bardziej, że mieszkają po sąsiedzku. Jasne, nie ma problemu. Zrobimy sobie delikatny bifor z sektem i w podgrupach rozejdziemy się w swoje strony, bo ja będąc w sobotnią noc w Berlinie mam tylko jeden klubowy priorytet. Kilka razy próbowałem to zmienić – kończyło się tak samo, czyli wychodzeniem nad ranem z klubów i przemieszczaniem się u-bahnami w stanie mocno wskazującym, w dodatku na granicy cierpliwości, bo podróż, jak zwykle w tego typu stanach świadomości odbywała się pod hasłem „daleko jeszcze?” (o zwiększonym ryzyku pomylenia numeru kolejki, a nawet peronu i co za tym idzie kierunku podróży i w związku z tym jej dodatkowym wydłużeniu już nie wspominając).
Po delikatnym biforze wsiadłem więc w tramwaj nr 10 i przyjemnie nastrojony bąbelkami sekta pojechałem z „grzecznego i drobnomieszczańskiego” Prenzlauer Bergu w kierunku Friedrichshain. Gdy dojeżdżałem do przystanku Grünberger Strasse dochodziła 1-a w nocy. Kiedyś byłbym poirytowany, że jestem już „spóźniony” (natręctwo klubowego raptusa, który nie może spokojnie usiedzieć na tyłku, „bo przecież już jest impreza, a mnie tam jeszcze nie ma!”), jednak teraz latały mi tylko w brzuchu znajome przedimprezowe motylki. To nie będzie mój pierwszy raz i dobrze wiedziałem, co mnie czeka.

Arena Club, ARENA BERLIN Hotel Die Fabrik
10/09/2017

Arena Club, ARENA BERLIN Hotel Die Fabrik

Jeśli ktoś ma ochotę na tradycyjny porządny berliński obiad, nadal jest w okolicach Potsdamer Platz i nie jest jeszcze b...
12/07/2017

Jeśli ktoś ma ochotę na tradycyjny porządny berliński obiad, nadal jest w okolicach Potsdamer Platz i nie jest jeszcze bardzo głodny, to… Z Potsdamer Platz powinien iść Leipziger Str. w kierunku wschodnim, skręcić w prawo we Friedrichstraße, dojść do skrzyżowania z Zimmerstraße, gdzie znajduje się Checkpoint Charlie (chyba najbardziej znane z czasów zimnej wojny przejście graniczne - można dostać odcisk pieczątki granicznej; obecnie to również Mauermuseum - Museum Haus am Checkpoint Charlie - Muzeum Muru Berlińskiego), wrócić tą samą Friedrichstraße i dalej iść nią w kierunku północnym do Unter der Linden (alei-wizytówki starego Berlina); będąc na Unter der Linden za punkt orientacyjny obrać wieżę telewizyjną i skierować się na Wschód; po lewej stronie minąć Wyspa Muzeów i za chwilę wbić z prawej strony na Alexanderplatz Berlin; tam odstać swoje w kolejce do Berliner Fernsehturm - wieży telewizyjnej; można też kupić bilety w automacie i czekając na swoją godzinę wjazdu iść za Alexanderplatz Bahnhof, by obejrzeć Urania-Weltzeituhr (symboliczny zegar pokazujący aktualny czas w 24 strefach czasowych świata) i Brunnen der Völkerfreundschaft - Fontannę Przyjaźni (nazywana przez berlińczyków „broszą kurw”, jak wspomina autor w Sven Marquardt "Noc jest życiem"), wrócić do wieży, cieszyć się panoramą miasta i okolic (uważając, co mówi się w windzie – jeden ze starych windziarzy zna polski); po wyjściu z wieży idąc Rathausstraße zrobić pamiątkową fotę w automacie ustawionym przy sklepie z suwenirami przy centrum handlowym RathausPassagen (czytając ze zrozumieniem, że automat nie wydaje reszty, dzięki czemu uniknie się wykonania najdroższej fotopocztówki ever), minąć po lewej stronie ratusz zwany Czerwonym (nie od przeważającej w berlińskich władzach miejskich opcji politycznej, lecz od koloru fasady), szybciutko (bo to bardzo małe jest) przejść przez Nikolaiviertel, najstarszą część Berlina z kościołem św. Mikołaja w roli głównej, dojść do Szprewy, skręcić w prawo, minąć pomnik rycerza na koniu walczącego ze smokiem (tak, to św. Jerzy; mieszkańcy Tychów obowiązkowo wykonują pamiątkową fotę - autor pomnika urodził się w Paprocanach) i zasiąść w Brauhaus Georgbræu do wspomnianego na początku tradycyjnego porządnego berlińskiego obiadu złożonego z: golonki, puree z grochu, zasmażanej kapusty, gotowanych ziemniaków, kufelka warzonego na miejscu piwa i schnapsa (a to wszystko za jedyne 11 euro). A potem z poczuciem w pełni spełnionego obowiązku normalnego turysty (bo w centrum Berlina, biorąc pod uwagę pierwszą część spaceru z Berlin Hauptbahnhof do Potsdamer Platz, zobaczyło się już wszystko, a wciąż jest dopiero czwartek) udać się na drzemkę do hostelu, łamiąc sobie po drodze głowę, od którego klubu rozpocząć główną część programu swojej wycieczki.

Adresse

Berlin

Webseite

Benachrichtigungen

Lassen Sie sich von uns eine E-Mail senden und seien Sie der erste der Neuigkeiten und Aktionen von TouchShortTV erfährt. Ihre E-Mail-Adresse wird nicht für andere Zwecke verwendet und Sie können sich jederzeit abmelden.

Teilen

Kategorie