BartTocz na Camino de Santiago

BartTocz na Camino de Santiago Czym jest BartTocz na Camino? To dwoje przyjaciół z Białegostoku, którzy w lipcu wyruszają po raz drugi na Camino del Norte.

Takie piękno zastało dziś nas na "końcu świata".
31/07/2018

Takie piękno zastało dziś nas na "końcu świata".

Hola !Wreszcie nadszedł dzień, w którym możemy napisać ten post.Po 27 dniach wędrówki jesteśmy w Santiago de Compostela ...
30/07/2018

Hola !

Wreszcie nadszedł dzień, w którym możemy napisać ten post.

Po 27 dniach wędrówki jesteśmy w Santiago de Compostela !

Dziękujemy Wszystkim, którzy pomogli nam w naszej Drodze ! Osobom spotkanym podczas wędrówki, w schroniskach, za każde miłe słowo, wiadomość, lajk, za okazaną pomoc !

W Hiszpanii jesteśmy jeszcze do 6 sierpnia, zatem będziemy jeszcze pisać zarówno o naszych wrażeniach i emocjach związanych z Camino de Santiago, jak i o tym, co się będzie u nas działo w te dni, zatem możecie nas jeszcze nie odlajkowywać ! :D

Siemano ! Po kilku dniach ciszy znowu jesteśmy.Santiago już tuż tuż... zostało mniej niż 70 km !!! Ale zaczynając od poc...
26/07/2018

Siemano ! Po kilku dniach ciszy znowu jesteśmy.

Santiago już tuż tuż... zostało mniej niż 70 km !!!

Ale zaczynając od początku:

Dzień 23. Grandas de Salime - A Fonsagrada (32 km).
Dzień 24. A Fonsagrada - Castroverde (34 km)
Dzień 25. Castroverde - Lugo (22 km)
Dzień 26. Lugo - As Seixas (34 km)

Ostatnie dni idzie się bardzo dobrze, mimo że czasem już by się po prostu chciało TAM być ! Pogoda nam sprzyja - nie pada, jest ciepło, a za ciepło dopiero robi się w momencie, gdy dochodzimy do schroniska, więc idealnie ! :D
W A Fonsagradzie mieliśmy okazję wziąć udział w konkursie tapas, który polegał na tym, że wszystkie miejscowe knajpki robiły swój jeden popisowy tapa za 1,50 euro, klienci mogli go ocenić i pod koniec tygodnia knajpa najlepiej oceniona bedzie zwycięzcą - co będzie nagrodą - nie wiadomo, kto wygra - tego też sie juz raczej nie dowiemy. 🙈 Wiemy natomiast, że było smacznie !

Dzień 25. był niezwykłym dniem, gdyż było to święto św. Jakuba - dzień wolny od pracy w calej Galicji. Mieliśmy szczęście, że mogliśmy ten dzień spędzić w Lugo, które jest jednym z większych miast Galicji, oraz w którego centrum stoi piękna katedra łudząco przypominająca tę, do której zmierzamy juz 4. tydzień - katedry w Santiago de Compostela. W Lugo wydarzyła się jeszcze jedna rzecz - pobiliśmy swój rekord ! :D 22 km przeszlismy w 3,5 h !

Dzisiejszy dzień spędziliśmy w As Seixas - wioseczce, w której jest nasz albergue, kilka domów i bar, którego właściciel postanowił we czwartek nie otwierać - bo po co ?! Na szczęście zaraz po przyjściu do schroniska naszą miejscowość odwiedził sklep obwoźny, w którym na szczęście znaleźliśmy wszystko, żeby ugotować całkiem niezły makaron :D. Wieczorem mieliśmy przyjemność uczestniczyć w mszy świętej odprawianej przez księży, których spotkaliśmy na Drodze. To był bardzo ciekawy dzień - dzień, w którym mogliśmy odpocząć zarówno fizycznie jak i psychicznie.
Jutro ruszamy do Arzua - tam połączymy sie szlakiem z pielgrzymami podążającymi Camino Frances oraz Camino del Norte. Mamy nadzieję, że jutro ponownie zobaczymy się z Agnieszką i Kasią, z którymi spędziliśmy 4 dni na Camino del Norte i już razem wkroczymy do Santiago de Compostela.

Do zoba :)

Dzień 21. i 22. za nami. Do Santiago de Compostela zostało nam 182 km. Zgodnie z naszym planem jutro wchodzimy do Galicj...
22/07/2018

Dzień 21. i 22. za nami. Do Santiago de Compostela zostało nam 182 km. Zgodnie z naszym planem jutro wchodzimy do Galicji.

Dzień 21. - Campiello - Berducedo (28 km). Dotychczas najpiękniejszy dzień na Camino Primitivo. Do wyboru były dwie opcje trasy - standardowy szlak albo pierwotny szlak Hospitalero z XV wieku, podczas którego można było znaleźć ruiny dawnych szpitali, w których mieli schronienie tamtejsi pielgrzymi. Jak łatwo się domyślić, wybraliśmy szlak Hospitalero i sie nie zawiedliśmy. Większość dnia spędziliśmy w górach, najwyższy szczyt tego dnia to 1284 m n.p.m. Było zimno i przepięknie. Ruiny szpitali okazały się rzeczywiście RUINAMI, jednak wybranie tej trasy opłacało się szczególnie ze względu na naturę, którą mogliśmy podziwiać z góry.

Dzień 22. Berducedo - Grandas de Salime
(21 km).
Bardzo krótki i równie piękny odcinek. W schronisku byliśmy już po 11. Mówiąc prawdę nie posunęliśmy sie bardzo do przodu, bo duża część trasy polegała na obejściu rzeki, która stanowiła naturalną przeszkodę. Większość trasy prowadziła przez góry i las. No i pierwszy raz na Primitivo pojawiło sie słońce ! Grandas de Salime to urokliwe miasteczko. Mimo niedzieli było bardzo żywe, trafiliśmy nawet na jakąś lokalna imprezę w plenerze ! W takich miejscowościach czujemy sie dość dziwnie, ale jednocześnie super - jestesmy tu pierwszy raz, ale gdy chodzimy po ulicach ciagle spotykamy kogos znajomego - to pielgrzymi, którzy stanowią 50 % populacji takich miejscowości :D W Grandas de Salime mieliśmy jeszcze okazję wziąć w udział w mszy, była po hiszpańsku, ale mimo to był to miły element niedzieli. Kuba był zirytowany brakiem pewnych detali, co akurat było słuszne, no ale jak to mówią - co kraj to obyczaj. :D

Siema ! Tak jak pisaliśmy wcześniej - z Irún do Gijón szliśmy Camino del Norte, z Oviedo podążamy Camino Primitivo.Primi...
20/07/2018

Siema !

Tak jak pisaliśmy wcześniej - z Irún do Gijón szliśmy Camino del Norte, z Oviedo podążamy Camino Primitivo.
Primitivo jest inne. Pogoda jest inna. Krajobraz jest inny. My pewnie też - wszystko, co nas w życiu otacza, ma na nas wpływ, a przecież Camino to takie życie w pigułce ! Poniżej możecie zobaczyć różnicę w krajobrazie - totalnie różne, totalnie piękne ;) (na górze - Norte, na dole - Primitivo).

Dzisiaj już 20. dzień wędrówki, jesteśmy w Campiello. Poszło dość sprawnie, 25 km praktycznie bez przerwy - tak naprawdę to nawet nie było gdzie jej zrobic, wszystko dookoła było mokre, a barów po drodze nie było wcale. 🙈
Teraz odpoczywamy, pranie sie suszy, brzuchy pełne, łóżko wygodne, więc czego chcieć więcej ! :D
Do Santiago już niewiele, zaledwie 250 km.

Besos. Trzymajcie się !

Jak na razie, dotychczasowe posty były dziełem Krystiana. Jednak 2 ostatnie dni i zmęczenie, które z nich wynikło, spowo...
19/07/2018

Jak na razie, dotychczasowe posty były dziełem Krystiana. Jednak 2 ostatnie dni i zmęczenie, które z nich wynikło, spowodowały, że muszę wylać swoją gorycz.

18 lipca (18 dzień wędrówki) Oviedo - San Juan de Villapañada. 32 kilometry.

Zostaliśmy obudzeni przez nieciekawą pogodę, a obleśne schronisko nie dało szansy wypoczęcia. Jednak już po kilku godzinach chmury zniknęły, a nas zaczęło znowu przypalać. Okazało się to szczególnie trudne, w kontekście tego, co nastąpiło później. Naszym celem tego dnia była miejscowość Grado, leżąca 4,5 km przed punktem, do którego doszliśmy i przy okazji 350 metrów niżej. Gdy doszliśmy wymęczeni do Grado, Pani prowadząca schronisko powiedziała, że właśnie przed chwilą skończyły się miejsca. Wyglądało to jak rozstrzelanie pełne humoru, gdyż Pani powiedziała o braku miejsc, z pełnym uśmiechem na buzi. Dodatkowo, w dalszej miejscowości nie było sklepu, więc każdy z nas niósł dodatkowe 3 kg, co było okrutne dla pleców. Ostatnie 4 km to agonia. Jednak udało się nam dojść, a rekompensatą za podjęty trud, był piękny widok, który ukazał się nam po dojściu do albergue. Albergue było położone na górze, a roztaczał się z niego przepiękny widok, który możecie zobaczyć na zamieszczonych zdjęciach.

Kolejny etap
San Juan - La Espina

Dzisjeszy dzień złamał nas psychicznie. Od rana pogoda była fatalna i szło nam się bardzo wolno. Opady zmusiły nas do ciągłych postojów.
Deszcz docierał do każdego zakamarka naszego ciała i w połączeniu z potem powodował mało komfortowy efekt. Dodatkowo przewyższenia dały niesamowicie w kość. Musieliśmy się wspinać 400 metrów w górę, przy skałach i błocie i przy braku uwagi mogło skończyć się upadkiem.
Na szczęście dotarliśmy. Pisząc ten post leżymy na łóżkach, a za chwilę będziemy przygotowywać późną kolację, gdyz wcześniej ucięliśmy sobie porządna drzemkę. Śpimy w Albergue prowadzonym przez Polkę, która zaczęła swoją działalność po rzuceniu pracy w banku i od marca przyjmuje pielgrzymów. Warunki całkiem konkretne, gdyż w końcu nie śpimy w sali zbiorowej.

Do usłyszenia. Pomódlcie się tam byśmy mieli lepsza pogodę.

Hola amigos ! Znowu się meldujemy. Nasze plany się trochę zmieniły - nie bylismy w Sebrayo, lecz w Priesce (z poprzednie...
17/07/2018

Hola amigos !

Znowu się meldujemy. Nasze plany się trochę zmieniły - nie bylismy w Sebrayo, lecz w Priesce (z poprzedniej miejscowości - Cuerres - 41 km). Próbowaliśmy zdążyć na finał Mundialu - zdążyliśmy na 38 minutę 🙈 W Priesce nie było nic oprócz schroniska, w którym spaliśmy. Ale to nam wystarczyło - miłe hospitalerki, kuchnia, wygodne łóżko i prysznice.

Następnego dnia ruszyliśmy w dobrych humorach (mimo że każdemu coś dolegało :D) na Camping Deva w okolice Gijòn. Tego dnia trasa trasa wynosiła 30 km, ale nie należała do najprostszych. Ten odcinek szliśmy razem z dziewczynami z Nie idź tam, człowieku. Camping Deva nie był tym campingiem, który pamiętaliśmy sprzed 2 lat, ale i tak było spoko :D 2 lata temu mieszkaliśmy w domkach letniskowych, teraz w takim pomieszczeniu specjalnie wyznaczonym dla pielgrzymów. Ale basen i słońce było ! 🐳🏕🏝 tylko te ceny...

Właśnie teraz musieliśmy sie pożegnać z Agnieszką i Kasią. Dziewczyny kontynuują Camino del Norte, a my postanowiliśmy zboczyć do Oviedo, by rozpocząć Camino Primitivo. Do zobaczenia na pewno !

Oviedo to miasto z niezwykłym klimatem. Sam spacer uliczkami starego miasta jest bardzo ciekawym doświadczeniem. Sporo czasu spędziliśmy w katedrze, która jest jedną z piękniejszych, jakie kiedykolwiek widzieliśmy. W katedrze znajduje się słynna chusta (Sudarium z Oviedo), którą według tradycji zawinięto w grobie głowę Jezusa Chrystusa. Wnętrze katedry robi wrażenie zarówno pod względem architektonicznym jak i bardzo wyczuwalnej sfery sacrum. W Oviedo odwiedziliśmy jeszcze muzeum. Właściwie bylismy pozytywnie zaskoczeni, gdyż nie spodziewaliśmy sie takich zbiorów. Była to przede wszystkim sztuka hiszpańska, jednak również takie nazwiska jak: Goya, Picasso czy Dali. Niestety zgodnie z naszym fartem część wystawy była częściowo zamknięta (i jak sie możecie domyślić, ta jedna z ciekawszych części :D).

Jutro ruszamy do San Juan de Villapañada (30 km). Jesteśmy ciekawi co przyniesie nam Camino Primitivo, to zupełnie nowa przygoda - odbiliśmy bardziej w ląd i będziemy sie wspinać. Camino Primitivo jest podobno niczym nasze Bieszczady, góry nie są bardzo wysokie, ale są odczuwalne. Pogoda również jest inna, mogliśmy już to dostrzec w Oviedo.

No nic, kurujemy się, odpoczywamy, żeby dalej ruszać. Już sporo za nami, jeszcze sporo przed nami ! 🌍🌎🌏

Do usłyszenia 💪

Kolejne dni za nami, kolejne cudowne dni... Etap Santillana del Mar-Serdio to aż 40 km, było ciężko, ale daliśmy radę. O...
15/07/2018

Kolejne dni za nami, kolejne cudowne dni...

Etap Santillana del Mar-Serdio to aż 40 km, było ciężko, ale daliśmy radę. Organizm chyba już pojął, co mu zafundowalismy, więc tak sie nie buntuje ! ;)

Do Serdio doszliśmy dość późno. Była to naprawdę mała mieścina, w której nie było żadnego sklepu, ale zgodnie z hiszpańskim zwyczajem były dwa bary. Serdio bardzo dobrze wspominamy głównie przez to, że mogliśmy tam poznać dwie fantastyczne osoby - Agnieszkę i Kasię (Nie idź tam, człowieku).

Etap Serdio-Pendueles to tylko 22 km, więc daliśmy sobie trochę odpocząć. Wyruszyliśmy wcześnie rano, więc w schronisku byliśmy już przed 12. Niestety okazało się, ze schronisko, do którego zmierzaliśmy, akurat w piątek było zamknięte. Właściwie trochę zmuszeni poszliśmy do innego schroniska w tym samym miasteczku - potwierdziła się tutaj zasada "nigdy nie mów nigdy", gdyż na trasie zarzekaliśmy się, że tam nie pójdziemy, jednak w razie małego kryzysu musieliśmy to schronisko przeprosić i tam spać :D Nie było rewelacyjne, było OK. W Pendueles sporą część dnia spędziliśmy na plaży, która z minuty na minutę się zmniejszała ze względu na przypływ.

Jeśli ktoś spyta, dlaczego nie szliście dalej ? 22 km to nie za dużo, a godzina 12 to dopiero pół dnia. To wszystko prawda, ale czasami nasza trasa jest uzależniona od rozłożenia albergów (schronisk) na trasie. Naszym planem był nocleg z Cuerres, gdzie sie obecnie znajdujemy, dlatego te kilometry musiały być ułożone w taki sposób.

Jak juz wspomniałem dzisiaj jesteśmy w Cuerres. Dwa lata temu trafiliśmy tu zupełnie i przypadkiem i to właśnie tutaj poznaliśmy Agnieszkę i Arka, z którymi dotarliśmy aż do Santiago. Wtedy był z nami jeszcze Marek. W tym roku Cuerres nas również nie zawiodło. Niestety schronisko prowadzone przez parę z Hamburga zostało akurat w tym roku zamknięte (to właśnie dlatego tu zmierzaliśmy !), jednak to potwierdziło tylko magię tego miejsca, które ponownie powitało nas niezwykłą gościnnością. Albergue to tak naprawdę ecofriendly house z dość ścisłym zasadami, które mają służyć jak najlepszemu wypoczynkowi naszego ciała. Wieczór spędziliśmy wszyscy wspólnie przy stole. Na koniec zagraliśmy w "grę" polegająca na spisaniu wszelkich pozytywnych rzeczy, które wydarzyły sie nam podczas wędrówki (zgodnie z zasadą, że bardziej w pamięci zostają nam te grosze myśli - i coś w tym jest ! 🙈). Cuerres opuszczamy z nadzieją, że jeszcze tu wrócimy (ciekawe, czym następnym razem nas zaskoczy !).

Dzisiaj czeka nas jeden z dluższych odcinków na naszej trasie - Sebrayo, ok. 40 km. Wy trzymajcie kciuki, my będziemy po prostu iść - w końcu po coś tu jestesmy !

Un abrazo

Nie idź tam, człowieku - blog, który warto odwiedzić ! pozdrawiamy większą ekipą z Pendueles !
13/07/2018

Nie idź tam, człowieku - blog, który warto odwiedzić ! pozdrawiamy większą ekipą z Pendueles !

Siemano ! Kolejne dni za nami. Byliśmy w Güemes, dzisiaj opuściliśmy Santa Cruz de Bezana, a właśnie przed chwilą doszli...
11/07/2018

Siemano ! Kolejne dni za nami. Byliśmy w Güemes, dzisiaj opuściliśmy Santa Cruz de Bezana, a właśnie przed chwilą doszliśmy do Santillana del Mar. Oba schroniska - i w Güemes i w Santa Cruz de Bezana to najlepsze miejsca, jakie można znaleźć na trasie Camino del Norte. W Güemes nie mogliśmy spędzić dużo czasu, ale w Santa Cruz de Bezana byliśmy już po 14, więc spędziliśmy tam prawie cały dzień ! To nasz drugi raz w tym schronisku i trzeba przyznać, że drugi raz sie nie zawiedliśmy, było cudownie ! Chodzi przede wszystkim o niezwykłą atmosferę tworzoną przez gospodarzy - Nieves i Jose. Droga do Güemes zajęła nam trochę czasu, mimo że odcinek nie był bardzo długi. Jednym z powodów była walka z żywiołem :D (uświadomiliśmy sobie jak mali jestesmy w starciu z naturą... 🌊🌊🌊). Na szczęście nic nikomu się nie stało, ale warto pamiętać, że im plaża piękniejsza, tym bardziej niebezpieczna 🏖😁. Odcinek do Güemes przeszlismy razem z Caminowiczkami poznanymi w Laredo - Cristel z Libanu oraz Nel z Niemiec.

Ostatnio mamy trochę więcej czasu na regenerację oraz chill poza trasą, gdyż idzie sie znacznie lepiej niż na początku, zarówno organizm przestawił się już na inny tryb jak i ostatnie dwa odcinki były prostsze. Kraj Basków był piękny, ale również górzysty, a przez to dużo cięższy do przejścia.

Dzisiaj w Santillana jesteśmy naprawdę wcześnie, zatem nasz plan to na początku odwiedzić Museo de Altamira, a potem mecz Chorwacja-Anglia !

Saludos

[post został przez przypadek usunięty]Za nami tydzień Camino. Dzień 4. to odcinek Guernica-Bilbao (31 km). Ten dzień nie...
11/07/2018

[post został przez przypadek usunięty]

Za nami tydzień Camino. Dzień 4. to odcinek Guernica-Bilbao (31 km). Ten dzień nie należał do najcięższych, kryzys na trasie zawsze jest, ale ogólnie szło się przyjemnie. Jedynie zejście do Bilbao stanowiło nie lada wyzwanie, gdyż nie dość, że były to ostatnie kilometry, to jeszcze było ono bardzo strome. Ostatnie kilometry najlepiej idzie sie po płaskim terenie, gdyż wtedy zawsze włącza nam się niezły speed ! Schronisko w Bilbao było OK, ciężko powiedzieć o nim więcej, bo mieliśmy tam po prostu te podstawowe rzeczy, których zawsze potrzebujemy, tj. łóżko i prysznic. Miasto nam sie bardzo podobało, żalowaliśmy, że nie mogliśmy tam zostać trochę dłużej. Najładniejsza część miasta jest położona wzdłuż rzeki Nervión. Ponadto w mieście znajduje się Muzeum Guggenheima w Bilbao (muzeum sztuki współczesnej, budynek projektu Franka O Gehry'ego) - naprawdę robi wrażenie !
Dzień 5. to Bilbao-Pobeña (34 km). Było bardzo gorąco, ale teren był dość sprzyjający. Pobeña to nieduże, ale piękne miasteczko, przez krótki odcinek szliśmy nawet bezpośrednio plażą. Wieczorem obejrzeliśmy sobie część meczu Rosja-Chorwacja, przy okazji zjedliśmy obiadokolację, która była trochę parszywa :D tak sobie czasami gadamy, że nie doceniamy polskiej kuchni, u nas naprawdę można dobrze zjeść (i jeszcze stosunek jakości do ceny jest bardzo dobry) ! 😋
Dzień 6. to Pobeña-Laredo (44 km !). Był to jak dotychczas najcięższy dzień na trasie. Wstaliśmy o 4:16 (dokładnie !), po 5 ruszyliśmy, a w schronisku byliśmy dopiero na 16:30. Mówiąc szczerze, lepiej sobie takiej dawki nie serwować, gdyż od 13/14 słońce było tak wysoko, że znalezienie cienia graniczyło z cudem (a spory kawałek prowadził przez asfalt). Mimo wszystko to był ciekawy dzień - spotkaliśmy po drodze sporo Polaków (nie Caminowiczy). W jednym momencie postanowiliśmy delikatnie skrócić sobie trasę, co okazało się niestety błędne, gdyż ze względu na przypływ woda uniemożliwiła nam przejście na drugą stronę. Chęci na powrót nie było wcale, więc posiedzieliśmy chwilę, gdy w oddali zobaczyliśmy łódkę ratowników wodnych - od razu lampka sie zapaliła: może nas wezmą ? I wzieli ! Krzyknęliśmy, poprosiliśmy i panowie po nad podpłynęli - ciekawe doświadczenie :D (ludzie na plaży byli trochę w szoku jak tak wyskoczylismy z tej łódki wprost na plażę 👻 Laredo było również przepiękne, niestety po tylu kilometrach mogliśmy to miasto tylko zobaczyć, a nie je poczuć ;) to tyle na teraz ! Dzisiaj ruszamy krótszą trasą - 29 km - do Güemes !
Pozdrawiamy,
KrystBart/JakTocz

Tu znowu my ! Wreszcie mamy normalne wifi, żeby móc coś nowego napisać. Musimy jednak przyznać, że brak internetu to nie...
05/07/2018

Tu znowu my ! Wreszcie mamy normalne wifi, żeby móc coś nowego napisać. Musimy jednak przyznać, że brak internetu to nie jedyny powód, przez który nie opisywaliśmy poprzednich 2 dni - po prostu nie mieliśmy siły :D 🙊(serio, zapomnieliśmy jak to jest 💩). Odcinki San Sebastián-Zumaia (dzień 2 - 34 km) Zumaia-Markina Xemein (dzień 3 - 36 km) były solidne ! Dorzucamy kilka zdjęć z trasy - tło zdjecia, na którym jesteśmy w koszulkach Camino de Santiago, to Smocza Przystań z 'Gry o Tron' niestety nie mieliśmy jak zejść na dół, ale z góry prezentowała sie wyśmienicie 😎 Wczorajsza trasa do Markiny była chyba najcięższa jak dotąd, szliśmy, szliśmy, szliśmy, szliśmy... :D ale będą jeszcze dłuższe odległości ! Na trasie spotykamy ludzi z całego świata, coraz częściej są to znajome twarze.
Dzisiaj śpimy w Gernice, trasa była dość przyjemna, śpimy w pokoju 15 m2 z 10 łóżkami, więc liczymy, że trochę tlenu uda nam sie ukraść :D zaraz szykujemy się na wycieczkę, jak nam sie uda, to będziecie o tym wiedzieć !
Besos 😌

Dirección

Espanha Finisterra
Finisterre
15155

Página web

Notificaciones

Sé el primero en enterarse y déjanos enviarle un correo electrónico cuando BartTocz na Camino de Santiago publique noticias y promociones. Su dirección de correo electrónico no se utilizará para ningún otro fin, y puede darse de baja en cualquier momento.

Compartir