26/07/2026
Kupić dom/mieszkanie w Hiszpanii czy jednak poznać obowiązujące przepisy i prawo ❓❓❓
Polecam 😁
Fajnie facet pisze
Pedro i Juan kupili luksusowe, nowo wybudowane apartamenty premium na Costa Blanca – jeden nad drugim.
Po miesiącu spotykają się przy basenie. Pedro jest blady, niewyspany i cały się trzęsie.
– Juan, amigo... – wzdycha ciężko Pedro. – Te nowe bloki to jakiś koszmar. Ściany są tak cienkie, że dzisiaj w nocy słyszałem, jak myślisz!
Juan patrzy na niego ze zdziwieniem:
– Niemożliwe, Pedro! A o czym niby myślałem?
– Myślałeś o tym, żeby rano usmażyć churros!
– ¡Madre mía! – łapie się za głowę Juan. – To niesamowite! Masz rację, dokładnie o tym myślałem! Ale poczekaj... dlaczego przez to nie spałeś całą noc?
Pedro patrzy na niego z wściekłością:
– Bo tak głośno myślałeś, że aż mi się twój olej rozgrzewał w mojej patelni piętro wyżej! A poza tym, jak drapałeś się po głowie zastanawiając się nad przepisem, to tynk leciał mi prosto do łóżka!
Na to zza rogu wybiega przerażony deweloper i krzyczy:
– Panowie, błagam, ciszej! Nie rozmawiajcie o oleju i churros, bo od samego zapachu waszych słów właśnie stopiła się izolacja akustyczna w całym bloku i sąsiad z naprzeciwka dostał zgagi!
----------------------‐---
Pedro i Juan siedzą o 6:00 rano na tarasie nowego apartamentu premium pod Alicante. Ściany są tak cienkie, że słyszą, jak piętro wyżej wibracja w telefonie Helmuta przesuwa szklankę na stole.
Nagle w kompletnych ciemnościach na dole słychać specyficzny dźwięk: klap, klap, klap. To Helmut w klapkach zasuwa nad basen.
– Juan, patrz na tego wariata – szepcze Pedro. – Jest szósta rano, ciemno jak w kopalni, a Helmut już rzuca ręcznik na najlepszy leżak przy basenie.
Juan macha ręką:
– Pedro, ty nic nie rozumiesz. On nie rezerwuje leżaka. On tam koczuje, bo o 9:00 otwiera się biuro Comunidad de Propietarios (wspólnoty mieszkaniowej). Chce być pierwszy w kolejce, żeby złożyć oficjalną skargę, że wczoraj o 22:05 rozmawiałeś przez telefon na tarasie i przekroczyłeś normę hałasu o dwa decybele.
W tym momencie przez papierową ścianę z apartamentu obok odzywa się głośny, zirytowany głos Helmuta:
– Nein! Słyszę was! Przez wasz szept nie mogę wypełnić formularza online dla Ayuntamiento! Poza tym, wasz pies wczoraj szczeknął z hiszpańskim akcentem, to jest niedopuszczalne!
Juan puka w ścianę i krzyczy:
– Helmut, wyluzuj! Idź rano do knajpy, zjedz coś lokalnego, napij się sangrii!
Na to Helmut odpowiada zza ściany lodowatym tonem:
– Nigdy w życiu! Byłem wczoraj w hiszpańskiej restauracji. Poprosiłem o Hoja de Reclamaciones (książkę reklamacji), bo kelner przyniósł mi krewetki z głowami, a one patrzyły na mnie z wyrzutem sumienia! W tym kraju nie ma żadnych zasad! Wracam do mieszkania, a tam w kuchni patelnia krzywo stoi, bo wasz deweloper nie potrafi utrzymać pionu w ścianach!
Nagle zza rogu wybiega polski „Janusz inwestor” – właściciel obu apartamentów – blady jak ściana, trzymając w ręku telefon i krzyczy szeptem:
– Panowie, na miłość boską, zamknijcie się wszyscy! Żadnych słów na „H”! Ani Hoja de Reclamaciones, ani Hacienda! Policía Local właśnie wjechała na rondo przy osiedlu, a ja mam pięć apartamentów zgłoszone na jednej licencji kuzyna z Radomia! Helmut, błagam, zwiń ten ręcznik, bo jak policja zobaczy, że rezerwujesz leżak bez unijnego certyfikatu, to dowalą nam mandat za nielegalne zajęcie pasa nadmorskiego i zamkną mi ten biznes!
-------‐-----------------
Dowcip oparty w 100% na autentycznych i bezwzględnych hiszpańskich przepisach – w tym na słynnym Real Decreto-ley 2/2026 (nowej ustawie o dzikich lokatorach) oraz art. 172 Kodeksu Karnego (przestępstwo przymusu ze strony właściciela).
Ten prawny absurd przeraża właścicieli i jednocześnie bawi publiczność na Costa Blanca:
Pedro i Juan siedzą w kawiarni pod Alicante i obserwują Janusza – polskiego „inwestora”, który właśnie płacze na krawężniku. Przed jego apartamentem stoi ślusarz, patrzy na drzwi i kręci głową.
Juan pyta z zaciekawieniem:
– Pedro, co tam się znowu stało? Turyści zamknęli się w środku?
Pedro dopija espresso, uśmiecha się i mówi:
– Żeby tylko się zamknęli! Sytuacja jest w pełni legalna i zgodna z najnowszym hiszpańskim prawem. Wczoraj para turystów wynajęła od niego mieszkanie przez portal na jedną dobę. Weszli o 15:00, a o 15:20 wezwali ślusarza i legalnie wymienili wkładkę w zamku.
Juan łapie się za głowę:
– ¡Madre mía! Ale przecież Janusz ma klucze, niech po prostu rozwierci zamek albo wezwie Policía Local!
Pedro parska śmiechem:
– Co ty, oszalałeś?! Jeśli Janusz dotknie zamku albo odetnie im prąd, to zgodnie z art. 172 hiszpańskiego Kodeksu Karnego (CP) popełni przestępstwo przymusu (delito de coacciones). Grozi mu za to od 6 miesięcy do 3 lat więzienia! Policja przyjechała, poklepała Janusza po plecach i powiedziała: „Panie Januszu, oni weszli na podstawie umowy, więc to jest teraz ich prawnie chronione lokum (morada). Jeśli wejdzie pan siłą, oskarżymy pana o naruszenie miru domowego (allanamiento de morada)”.
Juan aż dławi się rogalikiem:
– To co on ma teraz zrobić?! Niech ich eksmituje!
Pedro uśmiecha się jeszcze szerzej:
– No i Janusz poszedł do sądu! Ale lokatorzy natychmiast pobrali z internetu zaświadczenie o braku dochodów. Zgodnie z najnowszym Real Decreto-ley 2/2026, hiszpański rząd przedłużył pełną ochronę lokatorów w trudnej sytuacji (vulnerabilidad) do 31 grudnia 2026 roku! Sędzia właśnie zawiesił sprawę eksmisji na następne kilkanaście miesięcy, dopóki opieka społeczna (Servicios Sociales) nie znajdzie dla tych turystów innego luksusowego lokalu zastępczego z widokiem na morze!
W tym momencie otwiera się okno apartamentu. Wygląda przez nie turysta w szlafroku Janusza i krzyczy:
– Ej, Janusz! Kup nam na dole pięć butelek wody i zostaw pod drzwiami! Bo jak dostaniemy odwodnienia, to zgłosimy do Ayuntamiento, że nękasz nas psychicznie i wynajmujesz mieszkanie z lewą licencją!
Komendant policji podchodzi do zapłakanego Janusza, wyciąga bloczek mandatowy i mówi współczująco:
– Widzi pan? Woda musi być. Ale mam też dla pana dobrą wiadomość: ponieważ nielegalnie podsłuchiwał pan z ulicy, jak głośno pańscy lokatorzy oglądają telewizję, muszę panu wlepić 2000 euro mandatu za zakłócanie ich konstytucyjnego prawa do prywatności!
¡Viva España! 🥰
------------------------------
Ten dowcip idealnie obnaża hiszpańską rzeczywistość, gdzie oszuści wykorzystują luki prawne, a legalny właściciel staje się bezradny wobec machinacji biurokracji.