07/01/2019
Up date;
Chwilę minęło od poprzedniego posta, lecz niestety pochorowaliśmy się dość nie przyjemnie, ale jesteśmy już w śród żywych tak, że nie ma się co martwić :)
Przez ostatnie kilka dni robiłam wywiad z miejscowymi i okazało się, że cały nasz obóz stał i czekał na nas długie miesiące, nietknięty przez nikogo. Niestety "kolega" z polski którego pytaliśmy co i jak, nie dość, że przywłaszczył sobie większość naszych rzeczy to jeszcze robił mnóstwo innych złych rzeczy na plaży. Przed naszym przyjazdem nikt nie widział go kilka tyg, oczywiście jak już wszyscy znają nasze szczęście, chłop pojawił się 1 stycznia w naszym nowym miejscu zamieszkania, plądrując nasze rzeczy, niszcząc je i rozwalając w promieniu 3 lub 4 metrów. Gość kompletnie odkleił się od rzeczywistości. Początkowo myśleliśmy, że to na skutek jakiś dziwnych środków odurzających, lecz potem okazało się, że to dużo poważniejsza sprawa.
Udało nam się prawie bez większych strat, pozbierać wszystko i wynieść się dalej w głąb wyspy. Obecnie mieszkamy w maleńkiej budowli blisko plantacji bananów.
Za kilka dni pokażę wam jak się urządziliśmy.
Trzymajcie się cieplutko :*