04/04/2026
Witam wszystkich serdecznie, świątecznie i wielkanocnie! 🐣🐇🐣
W zeszłym roku opowiadałem o zwyczajach wielkanocnych z różnych regionów Polski. Tym razem zapraszam na wiosenny przegląd zwyczajów i tradycji wielkanocnych naszych sąsiadów.
A zatem zaczniemy od północy, czyli od Szwecji, a potem – na przekór wskazówkom zegara – udamy się do Niemiec, Czech itd.
Podobno Szwedzi są strasznymi łasuchami – w ciągu roku zjadają 17 kg cukierków na głowę. Za to na Wielkanoc wpadają w prawdziwy słodkościowy szał i są w stanie wpałaszować dwukrotny przydział na osobę, tj. 17 kg dzielone przez 365 × 2, a nie 17 kg × 2 😉. Jak wszędzie na świecie, święta są okazją do zasiadania przy oficjalnie zastawionym stole, który dekoruje się brzozowymi gałązkami zdobionymi w ptasie piórka i kolorowe wstążeczki. Podobno zachęca to wiosnę do szybszego przyjścia. Szwedzi zaczynają święta już w Wielki Piątek – w ten dzień jednak uczty są tradycyjnie postne. W tym okresie palą ogniska i odpalają petardy – wszystko dlatego, że kiedyś wierzono, iż w Wielki Czwartek na miejsce zwane Blåkulla zlatują się czarownice, by paktować z diabłem. Ogień i hałas miały je odstraszać.
Co do dekorowania gałązek, to Niemcy poszli na całość – nie wystarczyło im, tak jak Szwedom, kilka brzozowych witek, oni dekorują wstążkami całe drzewka. Podobnie jak Szwedzi palą też ogniska, tu jednak nie chodzi o odstraszanie czarownic, ale o przepędzenie zimy. Jest to jeden z wielu – jak Europa długa i szeroka – wchłoniętych przez chrześcijaństwo (dziś symbolizuje Zmartwychwstanie) obyczajów o pogańskim pochodzeniu. Do pradawnych praktyk nawiązuje też toczenie koła, jak na przykład w miejscowości Lüdge, gdzie koło jest turlane z góry o – jakże właściwej nazwie – Wielkanocnej. Obyczaj ten przypomina o roli słońca w cyklu życia i natury. W świąteczny poniedziałek Niemcy zamiast (jak należy) polewać się wodą, biorą udział w konnych procesjach – przynajmniej ci z Bawarii i Łużyc. Ponoć wydarzenia te można śledzić przez media społecznościowe. Mali Niemcy, podobnie jak mali Szwedzi, bawią się w Wielkanoc szukaniem czekoladowych jajek, rozsiewanych – jak wiadomo – przez wielkanocnego zajączka.
Prawdę powiedziawszy, to o Czechach nie znalazłem zbyt wiele. Malują jajka (jak wszyscy) i lubią zjeść (jak każdy), jeden jeden zwyczaj odróżnia ich wszakże od sąsiadów. To tradycja zwana Pomlázką. W wielkanocny poniedziałek młodzi mężczyźni chodzą po domach i okładają dziewczęta rózgą uplecioną z wierzbowych gałązek. Spokojnie, spokojnie – to tylko przemoc symboliczna. Ma ona zapewnić zdrowie i urodę na następny rok. W jaki sposób? Pewnie w taki sam jak w Polsce oblewanie dziewcząt wodą… Po wszystkim wsadza się owe gałązki do ziemi, a że są świeże, to jest spora szansa, że się przyjmą i będzie z nich drzewo.
Na Słowacji każdy dzień Wielkiego Tygodnia ma swoją nazwę, a zaczyna się to nawet trochę wcześniej, bo najpierw jest Kwietna (czyli Palmowa) Niedziela. W ten dzień zamiast palm Słowacy święcą wierzbowe witki, które potem – wetknięte za belki stropowe – miały chronić dom przed burzą i wszelkim złem. Potem następuje Niebieski Poniedziałek, którego nazwa miała ponoć być wróżbą pogodnego nieba. Wtorek jest tam Siwy lub Szary, bo niczym specjalnym wśród dni tygodnia się nie wyróżnia. Ale może też być Żółty – na cześć długo wyczekiwanego słońca. Po wtorku mamy Szkaradną Środę, ponoć dlatego, że w ten dzień Judasz „szkaradził”, czyli obgadywał Jezusa. Środa bywa też Czarna, bo miał to być dzień czyszczenia pieców i kominów. Zielony Czwartek bardzo mi się podoba, bo w ten dzień jedzono zielone potrawy z kapusty, szpinaku, niedźwiedziego czosnku itp., ale co najważniejsze – wszystko to popijano (nie żartuję, widziałem zdjęcie) zielonym piwem. Piątek, tak jak u nas, nazywa się Wielkim – podobno w ten dzień w magiczny sposób otwierają się góry i można znaleźć w ich wnętrzu nieprzebrane skarby. Nic w ten dzień nie można pożyczać, albowiem rzecz ta może być zaczarowana. Wielka Sobota to na Słowacji Sobota Biała – w ten dzień potrząsano drzewkami owocowymi, by je budzić do życia i by dobrze rodziły. Potrząsanie drzewkami musi zajmować wiele czasu, bo święcenie pokarmów odbywa się dopiero w Niedzielę Wielkanocną. W ten dzień odbywa się też – po powrocie z kościoła – bardzo syty wielkanocny obiad. Poniedziałek jest Czerwony – na cześć koloru najczęściej używanego przy malowaniu pisanek. Wtedy też Słowacy, jak my, leją wodą każdą dziewczynę, która im pod wiadro podejdzie.
Ukraina jest i inna, i podobna. Łączy nas zamiłowanie do malowania jajek, święcenie pokarmów i „lanie wody”. Inny jest już choćby sam termin świąt – Cerkiew prawosławna wciąż używa kalendarza juliańskiego. Wielkanoc nazywana jest Paschą, Wielki Tydzień – Strasznym Tygodniem, a poprzedzająca go Niedziela Palmowa to Wierzbowa Niedziela. Nazwa bierze się stąd, że zamiast palm święci się wierzbowe gałązki. Pascha to nie tylko nazwa świąt, lecz również specjalnego chleba, który zajmuje centralne miejsce w święconce i na stole.
Na Białorusi jest podobnie – Pascha to zarówno święto, jak i pieczywo. Ciekawostką jest dodawanie do święconki białego sera jako symbolu dobrobytu.
Na Litwie wiele zwyczajów przypomina polskie. Charakerystyczna jest palma z gałązek świerka ozdabiana wstążkami.
W Rosji, jak u innych prawosławnych Słowian Wielkanoc nosi nazwę Paschy, dzieląc ją (tak jak na Ukrainie i Białorusi) ze specjalnie na tę okazję wypiekanym chlebem, który jest symbolem życia i odrodzenia. W niektórych rejonach Rosji (podobnie jak w Niemczech i Szwecji) pali się ogniska, tutaj jednak nie służy to odstraszaniu czarownic, lecz symbolizuje oczyszczenie i nowy początek. Zwyczajem, o którym nie słyszałem w odniesieniu do innych wschodnich Słowian, jest składanie w cerkwiach w darze specjalnej polewki zawierającej jaja. Czytając o zwyczajach rosyjskich, natknąłem się na symbolikę kolorów używanych do malowania pisanek. Czerwony ma być symbolem krwi Chrystusowej, żółty/złoty – bogactwa i szczęścia, zielony – nowego życia i wiosny, a niebieski – spokoju i modlitwy. Podobnie jak Ukraińcy i Białorusini, Rosjanie w okresie wielkanocnym śpiewają tradycyjne pieśni. Podobno również wtedy palą coś w rodzaju naszej Marzanny, który to zwyczaj ma podobną jak u nas symbolikę. Za to z pewnością zapożyczeniem z Zachodu jest polowanie na czekoladowe jajka podrzucane przez Króliczka. Na koniec zabawna ciekawostka. Są nią konkursy w skokach do góry – byle wyżej i bliżej do nieba.
Tyle o obyczajach naszych sąsiadów. Mam nadzieję, że było ciekawie. Tymczasem my wszyscy już pewnie w przedświątecznych blokach startowych. Żurek się gotuje, jajka się malują, a królowa polskich stołów już czeka w lodówce. 🐣🐥🐇🐥🐣
Wesołych Świąt, rodzinnego ciepła i wiele radości we wszystkich obszarach życia z całego serca życzy
Łukasz z Poland Street.