30/04/2026
Jako nauczyciel na zastępstwo jestem w nieustannej podróży edukacyjnej. Każdy dzień zaczyna się od niewiadomej — nigdy do końca nie wiem, dokąd pojadę i w jakiej rzeczywistości szkolnej się znajdę 😊
Czasami trafiam do szkoły tylko raz. Jeśli nie czuję odpowiedniego etosu pracy, kultury współpracy i wzajemnego szacunku, wiem, że to nie jest miejsce, do którego chcę wracać. Rozmawiam o tym z innymi nauczycielami, ale prawda jest taka, że ogromnie dużo zależy od dyrektora i całego leadership teamu — to oni nadają ton całej szkole.
Jedną z moich ulubionych szkół jest Robert Fitzroy Academy, nazwana na cześć słynnego podróżnika Robert FitzRoy. Tam nawet przestrzeń uczy — klasy są powiązane z historią i geografią, co tworzy niesamowitą atmosferę odkrywania świata. Miałam przyjemność uczyć w klasach takich jak Niagara Falls czy Majowie — każde wejście do sali było jak mała wyprawa.
Ostatnio byłam też w szkole, gdzie klasy nazwane były stacjami London Underground. Uczyłam w Whitechapel, a tuż obok była klasa Heathrow — to pokazuje, jak kreatywnie można budować tożsamość szkoły i angażować uczniów.
Każda szkoła to nowa historia, nowi ludzie i nowe doświadczenia. I może właśnie dlatego ta droga — choć czasem nieprzewidywalna — jest tak niezwykle inspirująca.
A jak u Was? Czy przestrzeń szkolna zaczyna uczyć jeszcze zanim rozpocznie się lekcja? Czy korytarze, klasy i otoczenie szkoły budują ciekawość, inspirują i opowiadają jakąś historię — czy są tylko tłem do tego, co dzieje się przy tablicy?