LIBICKIADVENTURE

Call Directions Website

LIBICKIADVENTURE If HAPPINESS is a goal and it should be than ADVENTURE should be a top PRIORITY ! Urodzony we Wrocławiu, studiował na Akademii Ekonomicznej. Zapraszam!

Bartek Libicki
Podróżnik, żeglarz, fotograf, dokumentalista, miłośnik zwierząt i przyrody. Aktualnie na stałe mieszka i pracuje w Swanage w hrabstwie Dorset w Wielkiej Brytanii. Podróżował przez kilkadziesiąt krajów na pięciu kontynentach. Strona ta jest dokumentem jego podróży. Jeżeli macie pomysł na ciekawą wyprawę, możemy zorganizować ją razem!

Magia światła i surowa naturaBornholm leży pośrodku Bałtyku, otoczony wodą, która działa jak ogromne zwierciadło. Przez ...
14/10/2026

Magia światła i surowa natura
Bornholm leży pośrodku Bałtyku, otoczony wodą, która działa jak ogromne zwierciadło. Przez lata wyspa słynęła z wyjątkowego, czystego światła, które na przełomie XIX i XX wieku przyciągało tam całe generacje malarzy (tzw. Szkoła z Bornholmu). Gdy w drugiej połowie XX wieku na wyspę zaczęli docierać pierwsi nowoczesni szklarze, szybko zauważyli, że rozproszone, morskie światło oraz surowe tło granitowych skał i piasku tworzą idealne warunki do pracy z przejrzystą, topioną masą szklaną.
Wyspa od średniowiecza słynęła z wyrobów użytkowych – miejscowa glina zasilała prężnie działający przemysł ceramiczny (np. w Rønne czy Hasle), a granit kształtowali lokalni kamieniarze. Kiedy w latach 70. i 80. XX wieku w Europie odrodził się ruch niezależnych warsztatów rzemieślniczych (tzw. studio glass movement), Bornholm był już miejscem, w którym szacunek do pracy ludzkich rąk i lokalnych materiałów był mocno zakorzeniony w świadomości mieszkańców.
Nowoczesna era szkła artystycznego na Bornholmie rozpoczęła się na przełomie lat 70. i 80., kiedy na osiedlenie się tam zdecydowali się pierwsi profesjonalni szklarze. To wtedy powstały ikoniczne pracownie, takie jak Baltic Sea Glass (założone w 1981 roku) czy studio Pernille Bülow w Svaneke. Artyści szukali spokoju, przestrzeni z dala od wielkich miast oraz społeczności, która doceni unikatowość zamiast masowej produkcji. Ich sukces sprawił, że w ślad za nimi na wyspę zaczęli napływać twórcy z całej Danii, Szwecji, a nawet spoza Europy.
Pozycję Bornholmu jako zagłębia sztuki użytkowej umocniło uruchomienie prestiżowych kierunków artystycznych – m.in. programu szkła i ceramiki Królewskiej Duńskiej Akademii (z siedzibą w Nexø). Dzięki temu na wyspę co roku trafiają utalentowani studenci i absolwenci z całego świata, łącząc tradycyjne techniki dmuchania szkła z nowoczesnym skandynawskim designem.

Historia Nexø – drugiego co do wielkości miasta i zarazem największego portu rybackiego na wschodnim wybrzeżu Bornholmu ...
13/10/2026

Historia Nexø – drugiego co do wielkości miasta i zarazem największego portu rybackiego na wschodnim wybrzeżu Bornholmu – to opowieść o dawnej potędze rybackiej, dramatycznych wydarzeniach końca II wojny światowej oraz niezwykłej solidarności, która pomogła miastu podnieść się z gruzów.
Nexø narodziło się jako skromna osada rybacka, która w 1346 roku otrzymała prawa miejskie z rąk duńskich władców. Szybko wyrosło na ważny ośrodek połowu śledzi oraz handlu.
Okolice Nexø słynęły ze złóż unikalnego, czerwonego piaskowca. Wydobywano go od XVIII wieku (m.in. w tutejszych kamieniołomach na zlecenie króla Fryderyka V) i eksportowano do Kopenhagi, gdzie posłużył do budowy wielu reprezentacyjnych gmachów.
Przez stulecia naturalna przystań była modernizowana. Przełomem okazał się koniec XIX wieku – w 1879 roku ukończono budowę nowego basenu portowego, a w 1892 roku otwarto w Nexø pierwszy komunalny suchy dok w Danii, co uczyniło miasto silnym ośrodkiem stoczniowym i morskim.
Podczas gdy reszta Danii świętowała wypodzienie spod okupacji niemieckiej 4 maja 1945 roku, dla Bornholmu i Nexø rozpoczął się najczarniejszy rozdział w ich nowożytnej historii.
Niemiecki garnizon na wyspie, liczący ok. 12 tysięcy żołnierzy pod dowództwem komandora Gerharda von Kamptza, miał rozkaz poddać się wyłącznie aliantom zachodnim (Brytyjczykom). Von Kamptz chciał też utrzymać otwarte szlaki morskie dla ewakuacji wojsk i uchodźców z Prus Wschodnich oraz Kurlandii przed Armią Czerwoną. Zignorował wezwania do kapitulacji ze strony sowieckiej.
W odpowiedzi na opór Niemców, w dniach 7 i 8 maja 1945 roku radzieckie lotnictwo przeprowadziło brutalne bombardowania dywanowe na dwa główne miasta wyspy – Rønne i Nexø.
Nexø zostało zniszczone w sposób katastrofalny. Legło w gruzach lub zostało poważnie uszkodzonych niemal 90–95% budynków w mieście. Cud w nieszczęściu polegał na tym, że dzięki ostrzeżeniom i schronom liczba śmiertelnych ofiar wśród cywilów była stosunkowo niska (zginęło około 10 osób), jednak tkanka miejska i portowa przestały istnieć.
Po bombardowaniach, 9 maja 1945 roku, garnizon niemiecki skapitulował, a na wyspę wkroczyły oddziały Armii Czerwonej. Rozpoczął się okres unikalny w skali Danii – jedyna część kraju okupowana przez Sowietów.
Dla Józefa Stalina Bornholm miał kluczowe znaczenie strategiczne na Bałtyku w kontekście rodzącej się zimnej wojny. Sowieci stacjonowali na wyspie w liczbie kilku tysięcy żołnierzy przez prawie rok.
Choć relacje z lokalną ludnością z czasem stały się znośne, obecność Armii Czerwonej budziła ogromny niepokój. Dochodziło do incydentów, kradzieży i problemów z dyscypliną (często na tle alkoholowym). Mieszkańcy Bornholmu żyli w ciągłej niepewności, czy wyspa nie zostanie trwale włączona do strefy wpływów ZSRR.
Dopiero po intensywnych negocjacjach dyplomatycznych, 5 kwietnia 1946 roku (niemal rok po reszcie Europy), wojska radzieckie opuściły Bornholm. Flota ZSRR odłynęła przy dźwiękach salutów armatnich, a wyspa mogła świętować prawdziwą wolność.
Wielkim symbolem odrodzenia miasta stała się pomoc z zagranicy. Szwedzki rząd przekazał Bornholmowi w darze 300 gotowych domów drewnianych, z czego ponad 200 postawiono właśnie w Nexø. Te charakterystyczne budynki (często malowane na czerwono) przetrwały do dziś, tworząc unikalny pejzaż niektórych ulic Nexø.
W kolejnych dziesięcioleciach port w Nexø odbudowano i rozbudowano, czyniąc z niego w latach 70. i 80. XX wieku czwarty co do wielkości port rybacki w Danii. Działały tu liczne przetwórnie ryb, a kutry tworzyły tętniące życiem centrum gospodarcze.
Wraz z załamaniem zasobów rybnych na Bałtyku w latach 90., rola przemysłowa portu osłabła. Dziś Nexø Havn łączy funkcje nowoczesnej i popularnej mariny jachtowej (oferującej kilkadziesiąt miejsc dla żeglarzy), portu handlowego oraz bazy promowej. Miasto zachowało swój surowy, marynistyczny charakter, jednocześnie stawiając na turystykę, rzemiosło (m.in. znana szkoła ceramiki i szkła) oraz pamięć historyczną kultywowaną w tutejszym Muzeum Nexø.

Przy niedzieli pozdrawiam z  Centrum Animacji Misyjnej (CAM) w Konstancinie-Jeziornie , ktore ściśle współpracuje z Sekr...
11/10/2026

Przy niedzieli pozdrawiam z Centrum Animacji Misyjnej (CAM) w Konstancinie-Jeziornie , ktore ściśle współpracuje z Sekretariatem Misyjnym Księży Pallotynów. Choć samo Centrum w Konstancinie jest krajowym ośrodkiem formacyjnym, rekolekcyjnym i logistycznym, koordynuje ono oraz wspiera (m.in. poprzez animację, formację wolontariuszy czy ogólnopolskie akcje pomocy, takie jak Pallotyńska Adopcja Serca) placówki misyjne prowadzony przez polskich księży i braci pallotynów na całym świecie.
Polscy misjonarze pallotyńscy posługują obecnie w wielu krajach na kilku kontynentach:
🌍 Afryka
* Rwanda (od 1973 roku – pierwsza placówka misyjna w Afryce)
* Demokratyczna Republika Konga (dawniej Zair)
* Wybrzeże Kości Słoniowej
* Kamerun
* Burkina Faso
* Zambia
🌎 Ameryka Południowa i Środkowa
* Brazylia (misje prowadzone od 1973 roku, m.in. w Rio de Janeiro)
* Kolumbia
* Wenezuela
* Kuba
* Meksyk
* Barbados (Antyle)
🌏 Azja i Oceania
* Korea Południowa
* Papua-Nowa Gwinea
🌐 Europa Wschodnia i Azja Centralna (wsparcie w ramach dzieła „POMOST”)
* Ukraina
* Białoruś
* Rosja
* Kazachstan

Jedyny bałtycki waleń: Morświn (Phocoena phocoena) to jedyny gatunek walenia stale występujący w Bałtyku. W okolicach Bo...
10/10/2026

Jedyny bałtycki waleń: Morświn (Phocoena phocoena) to jedyny gatunek walenia stale występujący w Bałtyku. W okolicach Bornholmu i Cieśnin Duńskich ich populacja jest liczniejsza niż we wschodniej części morza, co teoretycznie zwiększa szanse na spotkanie w porównaniu do Zatoki Gdańskiej.
Jak wyglądają? Są znacznie mniejsze od delfinów, bardzo płochliwe i prowadzą skryty tryb życia. Rzadko kiedy efektownie wyskakują z wody – zazwyczaj pokazują na ułamek sekundy ciemny grzbiet i niską, trójkątną płetwę, po czym znurkowują. Ich obecność zdradza czasem cichy, charakterystyczny dźwięk dmuchnięcia przy zaczerpnięciu powietrza.
Spotkanie żywego morświna na otwartym morzu żeglarze często porównują do „wygranej na loterii”, ale podczas wielogodzinnego rejsu z Łeby na Bornholm zdecydowanie warto trzymać oczy szeroko otwarte!

Shunga (j*p. 春画), czyli dosłownie „obrazy wiosny” (gdzie „wiosna” była w kulturze j*pońskiej tradycyjnym eufemizmem ozna...
09/10/2026

Shunga (j*p. 春画), czyli dosłownie „obrazy wiosny” (gdzie „wiosna” była w kulturze j*pońskiej tradycyjnym eufemizmem oznaczającym seks i miłość fizyczną), to jeden z najbardziej intrygujących, a zarazem artystycznie zaawansowanych rozdziałów w historii j*pońskiej sztuki.
W dawnej Japonii dzieła te nie były traktowane jako wulgarna pornografia, lecz jako naturalna część życia, sztuki i literatury, ciesząca się uznaniem wszystkich warstw społecznych.
Początki j*pońskiej erotyki w sztuce sięgają głębokiego średniowiecza.
Już w okresie Heian i Kamakura (XII–XIV wiek) arystokracja i mnisi buddyjscy zamawiali luksusowe, ręcznie malowane zwoje przedstawiające sceny intymne. Często miały one charakter edukacyjny, estetyczny, a niekiedy wręcz talizmaniczny.
W środowisku samurajów wierzono, że miniaturowe wizerunki o charakterze erotycznym noszone przy sobie lub chowane w zbrojach chronią przed nagłą śmiercią w bitwie, a w domostwach – przed pożarem (ogień był żywiołem niszczącym drewnianą architekturę, a woda kojarzyła się z gaszeniem).
Złoty wiek – Okres Edo (1603–1867)
Prawdziwy rozkwit i masowa popularność shunga nadeszły wraz z erą ukiyo-e („obrazów przemijającego świata”) oraz rozwojem techniki drzeworytu.
Dzięki technice druku drzeworytniczego shunga stała się powszechnie dostępna. Kupowali je zarówno bogaci samurajowie i kupcy, jak i zwykli robotnicy czy chłopi. Były tanie, sprzedawane w formie luźnych arkuszy lub małych książeczek (shahon).
Trudno wskazać znanego mistrza ukiyo-e, który nie tworzyłby shunga. Do najważniejszych należeli:
* Kitagawa Utamaro – mistrz subtelnych, niezwykle zmysłowych portretów kobiet.
* Katsushika Hokusai – autor m.in. słynnego i niezwykle śmiałego drzeworytu „Sen żony rybaka” (1814), przedstawiającego młodą kobietę w intymnej relacji z morskimi stworzeniami.
* Suzuki Harunobu i Utagawa Kunisada.
Sztuka shunga wyróżniała się kilkoma unikalnymi cechami, które odróżniają ją od zachodnich tradycji sztuki erotycznej:
Wiele rycerzy, dam dworu czy zwykłych par przedstawiano z przymrużeniem oka. Japończycy chętnie wprowadzali do scen elementy absurdu, przesady (często nierealistyczne proporcje ciał) oraz autoironii.
Shunga to bezcenna kopalnia wiedzy o kulturze materialnej dawnej Japonii. Artystom zależało nie tylko na samym akcie, ale też na ukazaniu ówczesnej mody, fryzur, architektury wnętrz, tradycyjnych kimon i przedmiotów codziennego użytku.
W przeciwieństwie do europejskiej sztuki religijnej tamtego okresu, w tradycyjnym shintoizmie i buddyzmie j*pońskim seksualność nie była obciążona pojęciem grzechu pierworodnego. Ciało i pragnienia były uznawane za naturalny element porządku kosmicznego.
Wraz z restauracją Meiji i otwarciem Japonii na wpływy zachodnie, rząd j*poński – pragnąc zyskać szacunek wiktoriańskiej Europy i Ameryki – uznał shunga za wstydliwe i obsceniczne. Wprowadził surowe zakazy cenzorskie, a dzieła te zaczęto ukrywać, niszczyć lub masowo wywozić do kolekcji w Europie i Ameryce.
Przez dekady temat był w samej Japonii tematem tabu. Przełomem stała się monumentalna wystawa w British Museum w 2013 roku, która pokazała shunga jako wybitne osiągnięcie j*pońskiej techniki drzeworytniczej i kultury. Dziś wystawy te – takie jak ta prezentowana w Łebie – pozwalają docenić tę sztukę bez uprzedzeń i pruderi.
Wystawa „Miłość samurajów” prezentowana w Muzeum Erotyki w Łebie to ekspozycja skupiająca się na j*pońskiej sztuce erotycznej oraz kulturze dawnej Japonii, zwłaszcza z okresu Edo.
Głównym elementem wystawy są j*pońskie drzeworyty, ryciny i dzieła sztuki o charakterze erotycznym (shunga), które w dawnej Japonii cieszyły się dużą popularnością i były tworzone przez wybitnych artystów.
Ekspozycja ukazuje mniej znane oblicze j*pońskich wojowników – nie tylko jako bezwzględnych samurajów skupionych na walce i kodeksie bushido, ale również ludzi zanurzonych w bogatej kulturze zmysłowości, sztuki, poezji i obyczajowości tamtej epok.
Wystawa przybliża tradycyjne j*pońskie podejście do miłości, relacji damsko-męskich oraz seksualności, traktowanej w dawnej kulturze j*pońskiej jako naturalny element życia i sztuki, pozbawiony zachodniegopruderyjnego kontekstu.
Samo muzeum jest jedną z bardziej specyficznych atrakcji turystycznych w Łebie. Oprócz wystaw czasowych (takich jak „Miłość samurajów”) prezentuje ono zbiory sztuki erotycznej i przedmiotów związanych z miłością oraz obyczajowością z różnych zakątków świata i epok – w tym m.in. elementy sztuki azjatyckiej (chińska porcelana, indyjskie płaskorzeźby), afrykańskiej czy eksponaty z Ameryki Południowej.

A oto i historia wielkiego katamaranu „Nawigator”, który został zbudowany i zwodowany nie w nadmorskiej stoczni, lecz na...
08/10/2026

A oto i historia wielkiego katamaranu „Nawigator”, który został zbudowany i zwodowany nie w nadmorskiej stoczni, lecz na prywatnym stawie w Bedlnie (województwo łódzkie, niedaleko Kutna).
Ten nietypowy projekt stał się lokalną sensacją, przyciągając tłumy ciekawskich oraz wycieczki szkolne.
Twórcą i armatorem jednostki był Jacek Luciński – lokalny przedsiębiorca i pasjonat żeglarstwa, który postanowił zrealizować śmiałe marzenie o zbudowaniu gigantycznego jachtu wielkokadłubowego we własnym zakresie. Ponieważ dysponował odpowiednim terenem z prywatnym stawem, to właśnie tam ulokowano plac budowy oraz miejsce pierwszego wodowania.
Imponujące parametry „Nawigatora”
Jak na warunki śródlądowe, a tym bardziej mały staw, gabaryty jednostki robiły piorunujące wrażenie:
* Długość: 18 metrów
* Szerokość: 10 metrów
* Wysokość (sięgająca nad powierzchnię wody): aż 25 metrów
* Wyporność: ok. 10 ton
* Ożaglowanie: ok. 300 metrów kwadratowych
Największym wyzwaniem – i zarazem największym atutem projektu – było to, jak przetransportować tak kolosalną łódź ze śródlądzia w głąb lądu nad morze. Konstruktor rozwiązał ten problem w nowatorski sposób: „Nawigator” został zaprojektowany jako jednostka całkowicie demontowalna.
Mimo swoich rozmiarów, w każdej chwili można było go rozebrać na mniejsze elementy, przetransportować na tirach w dowolne miejsce na świecie i złożyć ponownie na miejscu wodowania.
Przez pewien czas katamaran dumnie pływał i przechodził rygorystyczne próby stateczności na wodach stawu w Bedlnie, stanowiąc niesamowitą atrakcję turystyczną regionu. Zgodnie z planami twórcy, po zakończeniu testów na spokojnych wodach stawu, jednostka miała zostać rozmontowana, przewieziona nad morze i rozpocząć dalekomorskie rejsy.

Odcinek rejsu z Helu do Łeby to jedna z najpiękniejszych i najbardziej zróżnicowanych tras żeglarskich wzdłuż polskiego ...
07/10/2026

Odcinek rejsu z Helu do Łeby to jedna z najpiękniejszych i najbardziej zróżnicowanych tras żeglarskich wzdłuż polskiego wybrzeża. Płynąc kursem na zachód, żeglarze mają po prawej burcie otwarte wody Bałtyku, a po lewej – malowniczy, zmieniający się krajobraz Mierzei Helskiej, wysokich klifów oraz dzikich, zalesionych wybrzeży Słowińskiego Parku Narodowego.
Opuszczając cypel, żeglarze mijają nasadzenia wydmowe i piaszczyste plaże, które stopniowo przechodzą w nasadę półwyspu.
Nastepnie Władysławowo
Duży, nowoczesny port morski (rybacki i towarowy) z charakterystycznymi falochronami. W głębi lądu dominuje wieża Domu Rybaka – wysoka na ponad 50 metrów budowla przypominająca latarnię morską, która jest doskonałym punktem orientacyjnym z morza.
Tutaj kończy się Półwysep Helski, a wybrzeże zaczyna się otwierać na szersze wody Zatoki Gdańskiej i otwartego morza.
Latarnia Morska Rozewie – jedna z najstarszych i najbardziej znanych latarni w Polsce, usytuowana na malowniczym, zalesionym klifie. Jej biało-czerwona wieża oraz przylegające budynki stacji pilotów są doskonale widoczne z pokładu jachtu.
Wybrzeże staje się klifowe, a nurt wody i prądy przybrzeżne wymagają od żeglarzy wzmożonej czujności.
Kolejno sa Jastrzębia Góra, Karwia i Dębki
Wysokie, obrywające się klify w Jastrzębiej Górze (w tym tzw. Gwiazda Północy), które dalej ustępują miejsca szerokim, piaszczystym plażom i ujściom małych rzek (np. Piaśnicy w Dębkach).
Dalej krajobraz staje się bardziej dziki, z dominacją borów sosnowych rosnących tuż przy linii brzegowej.
Latarnia Morska Stilo (Osetnik)
to jeden z najbardziej unikalnych obiektów na polskim wybrzeżu – metalowa wieża kratownicowa, pomalowana w charakterystyczne czarno-żółte pasy. Stoi na zalesionej wydmie niedaleko osady Osetnik.
Prawdziwa gratka dla żeglarzy; budowla mocno wyróżnia się na tle zielonego lasu i jest świetnym znakiem nawigacyjnym.
Wejście do portu w Łebie zabezpieczone dwoma długimi falochronami. Z morza widać charakterystyczną sylwetkę miasteczka oraz bliskość ruchomych wydm Słowińskiego Parku Narodowego (w oddali, na zachód od portu).

Wsiadajac na poklad tego jachtu  otwiera sie drzwi do fascynującej, mrożącej krew w żyłach historii z czasów PRL-u , a j...
06/10/2026

Wsiadajac na poklad tego jachtu otwiera sie drzwi do fascynującej, mrożącej krew w żyłach historii z czasów PRL-u , a jacht , o którym mowa, to legendarny stalowy jacht S/Y Czartoryski.
Jego historia to gotowy scenariusz na film sensacyjny o ucieczce z Polski w czasach stanu wojennego.
S/Y Czartoryski był stalowym jachtem typu Horn 30 (zaprojektowanym przez Jana Młynarczyka), zbudowanym i związanym z żeglarzami z Lubelszczyzny oraz Jacht Klubu „Azoty” Puławy. Został zwodowany w czerwcu 1979 roku i od początku służył do ambitnych rejsów szkoleniowych po Bałtyku i Morzu Północnym. Wiosną 1981 roku jacht wyruszył w długi rejs wokół Europy, docierając aż do Aten.
Prawdziwy dramat i legenda jachtu rozegrały się w 1982 roku – w trudnym czasie stanu wojennego w Polsce.
Grupa żeglarzy (wśród nich m.in. znany w środowisku Andrzej „Wujo” Plewik jako pierwszy oficer oraz pozostali członkowie załogi) uzyskała wówczas od komunistycznych władz oficjalne zezwolenie na wyjazd za granicę do Grecji, skąd rzekomo mieli przyprowadzić Czartoryskiego z powrotem do kraju.
Była to jednak misternie przygotowana gra. Kiedy jacht minął Gibraltar i wyszedł na wody Atlantyku, załoga zmieniła kurs. Zamiast płynąć na północ, w stronę kontrolowanej przez blok wschodni rzeczywistości, skierowali małą, stalową łódkę na zachód, prosto przez Ocean Atlantycki w stronę Stanów Zjednoczonych.
Transatlantycki przelot niewielką jednostką typu Horn 30 w tamtych warunkach był ogromnym wyczynem nawigacyjnym i psychologicznym.
Kiedy Czartoryski po tygodniach rejsu w końcu dotarł do brzegów Ameryki, wywołał ogromne zaskoczenie tamtejszej straży granicznej (US Border Guard), dla której pojawienie się polskiego jachtu z uciekinierami na pokładzie było niecodziennym wydarzeniem.
Większość załogi – w tym Andrzej Plewik – podjęła decyzję o pozostaniu w Stanach Zjednoczonych („bilet w jedną stronę”), wybierając wolność polityczną.
Sam jacht nie zaginął w historii – został ostatecznie sprowadzony z powrotem do Polski, gdzie przez kolejne lata służył kolejnym pokoleniom żeglarzy. Z czasem jednostka zmieniła armatora oraz nazwę, zyskując nowy rozdział pod szyldem „Tabaluga” (pod którą można było ją spotkać m.in. w marinach nad Zatoką Gdańską, w tym w Sopocie).
To niesamowite, że jacht, który dzisiaj mija się spokojnie w porcie, ma za sobą tak dramatyczną, zimnowojenną przeszłość i transatlantycką ucieczkę! To byl zaszczyt zeglowac na jego pokladzie po naszym Baltyku z Gdynii do Borholmu oraz Kopenhagi i wrocic szczesliwie z powrotem do Polski.

Choć anglojęzyczni turyści żartują z nazwy miasta (hell oznacza piekło), nazwa ma zupełnie inne korzenie. Pochodzi najpr...
05/10/2026

Choć anglojęzyczni turyści żartują z nazwy miasta (hell oznacza piekło), nazwa ma zupełnie inne korzenie. Pochodzi najprawdopodobniej z języka starogermańskiego lub kaszubskiego i wiąże się z pojęciem pustki, odsłoniętego miejsca lub wyniosłości ziemi otoczonej wodą (por. starogermańskie hell – jasny, czysty, lub kaszubskie określenia na ziemię wystającą w morze).
Na samym końcu cyplu znajduje się słynny pomnik i znak „Początek Polski”. Z punktu widzenia geograficznego i logistycznego jest to paradoks – stojąc na końcu mierzei, jesteśmy na jej skraju, jednak symbolicznie uznaje się to miejsce za początek kraju (punkt startowy do podróży przez całą Polskę na południe).
Stary Hel, który w XV wieku został pochłonięty przez morze z powodu erozji, do dziś spoczywa na dnie Zatoki Gdańskiej (kilkaset metrów od dzisiejszego brzegu). Nurkowi badacze i sztormy wciąż czasami wyrzucają na brzeg fragmenty średniowiecznych cegieł, ceramiki oraz szczątki dawnej infrastruktury tamtej osady.
Mierzeja Helska jest niezwykle wąska – w najwęższych miejscach (np. między Chałupami a Kuźnicami) ma zaledwie kilkadziesiąt do nieco ponad 100 metrów szerokości. W przeszłości podczas silnych sztormów morze wielokrotnie przelewało się przez mierzeję, a w wiekach dawnych zdarzało się, że Hel bywał odcięty od lądu jako tymczasowa wyspa. Dziś przed przerwaniem chronią go sztuczne umocnienia brzegowe.
W dwudziestoleciu międzywojennym Hel został przekształcony w ultranowoczesną twierdzę. Znajdowała się tu m.in. Bateria im. Heliodora Laskowskiego z gigantycznymi działami kalibru 152 mm, które miały zasięg ponad 25 kilometrów i mogły szachować okręty wroga na sporej części Bałtyku. Dziś te fortyfikacje są gratką dla miłośników historii i są częścią Muzeum Obrony Wybrzeża.
Choć dzisiejsze fokarium kojarzy się głównie z turystyczną atrakcją, w rzeczywistości jest to Stacja Morska im. Prof. Krzysztofa Skóry należąca do Instytutu Oceanografii Uniwersytetu Gdańskiego. Placówka ta odegrała kluczową rolę w ratowaniu i odtwarzaniu populacji foki szarej w Bałtyku, która w ubiegłym wieku była niemal całkowicie wytępiona.

Tradycyjnie przy niedzieli pozdrawiam z dawnego  kościóła pw. Świętych Apostołów Piotra i Pawła na Helu . Jest to najsta...
04/10/2026

Tradycyjnie przy niedzieli pozdrawiam z dawnego kościóła pw. Świętych Apostołów Piotra i Pawła na Helu . Jest to najstarsza zachowana budowla w mieście, której dzieje odzwierciedlają zawiłą historię całego Półwyspu Helskiego – od średniowiecznych początków, przez epokę reformacji, po dramatyczne starcia z żywiołem morza i wojenne zniszczenia.
Pierwsze wzmianki o kościele pojawiają się w dokumentach od 1417 roku. Został wzniesiony w okresie rozwoju tzw. Nowego Helu. Początkowo był poświęcony świętemu Piotrovi, a od 1482 roku – świętym Piotrowi i Pawłowi.
Mało znanym faktem jest to, że w dawnych wiekach (przynajmniej do połowy XVII wieku) kościelna wieża pełniła funkcję latarni morskiej – palono na niej ogień, który służył jako punkt orientacyjny i światło nawigacyjne dla statków żeglujących po Zatoce Gdańskiej i Bałtyku.
Wskutek wpływów Gdańska, który przyjął luteranizm, Hel również stał się protestantem. Już w 1526 roku przy kościele ustanowiono pierwszego luterańskiego pastora. Świątynia służyła gminie ewangelickiej przez blisko 420 lat (aż do 1945 roku).
Budowla wielokrotnie cierpiała z powodu wojen (m.in. potopu szwedzkiego) oraz sztormów podmywających brzeg. W 1732 roku wzniesiono nową, murowaną fasadę oraz wieżę.
W 1863 roku, po kolejnym silnym sztormie, zniszczona i zagrożona zawaleniem część obiektu wraz z wieżą musiała zostać rozebrana.
W latach 1888–1889 kościół gruntownie przebudowano w stylu neogotyckim. Zmieniono układ dachu na poprzeczny oraz wzniesiono charakterystyczną, drewnianą, ażurową wieżę na styku korpusu z prezbiterium (którą na początku XX wieku oszalowano deskami i przeniesiono nad kruchtę). W tym okresie wokół kościoła funkcjonował cmentarz ewangelicki (zachował się m.in. dawny dom grabarza z XVIII wieku oraz budynek dawnej pastorówki/plebanii z końca XIX wieku przy ul. Wiejskiej).
W 1939 roku, w obliczu zbliżających się walk obronnych, podjęto decyzję o częściowej rozbiórce wieży, aby nie stanowiła punktu orientacyjnego dla wojsk wroga. Kościół ucierpiał również w trakcie działań zbrojnych w 1945 roku.
Po zakończeniu wojny i wysiedleniu ludności niemieckiej (ewangelickiej) opuszczony budynek zaczął popadać w ruinę. Pod koniec lat 50. XX wieku jego stan techniczny był na tyle dramatyczny, że planowano jego ostateczne wyburzenie.
Dzięki interwencji konserwatorów zabytków w latach 1958–1959 zabezpieczono mury i odrestaurowano obiekt, przywracając mu dawny blask.
Ponieważ na powojennym Helu nie było już parafii ewangelickiej, podjęto decyzję o nadaniu zabytkowi funkcji kulturalnych. W latach 1970–1972 dawną świątynię zaadaptowano na Muzeum Rybołówstwa (oficjalnie otwarte 6 maja 1972 roku jako oddział Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku).
Do dziś w architekturze budynku wyraźnie widać jego sakralne dziedzictwo – gotyckie prezbiterium, zakrystię z historycznymi wnękami oraz ściany korpusu nawowego. Na dachu prezbiterium zachował się też unikalny wiatrowskaz w kształcie konika morskiego z 1732 roku, a wieża kościoła służy obecnie jako popularny punkt widokowy na Zatokę Pucką i port.

Address

23 Institute Road
Swanage
BH191BT

Alerts

Be the first to know and let us send you an email when LIBICKIADVENTURE posts news and promotions. Your email address will not be used for any other purpose, and you can unsubscribe at any time.

Shortcuts

Share

Category