13/05/2026
Mało jest równie ekscytujących konceptów jak ten zakładający kilkudniową włóczęgę wzdłuż starych, niedziałających linii kolejowych. Opustoszałe stacje, przerdzewiałe mosty i złowrogo wyglądające tunele - to pakiet wrażeń będący ucieleśnieniem wagabundzkiego stylu życia - takiego z powieści Kerouaca, czy w mniejszym stopniu, Kinga.
Od wielu lat powtarzam sobie, że w końcu zrobię taki wypad. Spakuje plecak, do plecaka namiot, menażkę i śpiwór, a potem ruszę wzdłuż jednej z niedziałających linii Dolnego Śląska, ziemi Lubuskiej albo Wielkopolski. Że po drodze będę kopał leżące na podkładach kamienie, rozpalał ogniska i mył się w strumieniach. Tak mocno sobie tę wizję zmitologizowałem, że już teraz wiem jak bardzo się w rzeczywistości nią rozczaruje. Że zamiast kopania kamieni, kopać będę puste puszki po piwie, których zawsze jest mnóstwo przy starych nasypach, że w strumieniach będzie tak zimna i brudna woda, że nawet sobie w nich rąk nie umyję, a plecak z namiotem schowam w szafie hotelu, w którym się finalnie najpewniej zatrzymam.
Zanim to jednak nastąpi serwuje sobie wagabundzki aperitif. Punktowe dawki takiej podróży. I właśnie z takich mikro wypraw pochodzą dzisiejsze zdjęcia. Nowa seria: „Po kolei”.
⚰️