Pamiętnik z Rzymu

Pamiętnik z Rzymu Zakładam pamiętniczek online - chociaż zawsze opisywałam wyjazdy na papierze. Teraz przygoda ma trwać kilka miesięcy i przenoszę ją do sieci.

Wszystkie foty mojego autorstwa

07/03/2023

Ostatnio media obiegły wstrząsające informacje na temat planowanego zniewolenia ludzkości za pomocą urbanistyki. Ile jest w tym prawdy?ZAMÓW książkę Radka z ...

27/01/2023

BARDZO PILNE❗️Historia Pauliny brzmi jak film - to jednak nie kino, ale brutalna rzeczywistość... Ciężka, nieuleczalna choroba nie powstrzymała jej w zostaniu prawnikiem - miała szansę być jednym z najlepszych w kraju... Niestety, gwałtowne...

Ważne, ratujmy pieski!
13/12/2022

Ważne, ratujmy pieski!

DO PREZESA RADY MINISTRÓW RP MINISTRA ROLNICTWA I ROZWOJU WSI PREZESA PRAWA I SPRAWIEDLIWOŚCI P*S po 25. latach chce zniszczyć ochronę zwierząt w Polsce Organizacje pozarządowe wyręczają państwo polskie w ratowaniu zwierząt i zapewnianiu im godnego życia. Nieudolność systemu i prawa wid...

No i dobiegam w końcu do końca 🤣 trzymałam ten ostatni dzień na koniec, bo spieszyłam się na imprezę Halloween'ową i uzn...
07/11/2021

No i dobiegam w końcu do końca 🤣 trzymałam ten ostatni dzień na koniec, bo spieszyłam się na imprezę Halloween'ową i uznałam, że najlepsze (jedzonko) polecę w ostatnim poście. A mam dla wytrwałych polecajke po której nikt nie wyjdzie zawiedziony. Tym objawieniem jest Forchetta d'oro w pobliżu parku Vittorio Emanuele (jest tam stacja metra). Poszliśmy tam na śniadanio-obiad. Tak, wstawaliśmy o 11. I tak, picie kawy przed wyjściem i zbieranie sił zajmowało nam rano po 2 godziny. Ale do rzeczy.
Byłam tam już kiedyś z erasmusowymi przyjaciółmi w jakieś 10 osób. No i zapamiętałam to miejsce z domowej atmosfery i wyjątkowego klimatu, gdzie każdy mógł zostawić jakąś swoją cegiełkę. Ściany są całe w pozdrowieniach i banknotach z całego świata, sporo też polskich akcentów.
Jednak jako jedyni tego dnia byliśmy na zewnątrz lokalu. Ale też miło. Usiedliśmy przy małym kwadratowym stoliczku i odrazu dostaliśmy menu. Zamówiliśmy bolognese i Primavera (o ile dobrze pamiętam nazwę, był to makaron z pomidorkami, świeżą bazylią i mozarellą. Jeśli brzmi zbyt prosto - niech was to nie zwiedzie, bo Arek chyba mi po cichu tego dania zazdrościł 😁). Zanim dostaliśmy dania, na stół wjechał pyszny, domowy chleb z chrupiącą skórką i pieczone warzywa do chlebka. Było to jako darmowa przystawka, miły gest w stronę głodnych gości. Zamówiliśmy Peroni. Pijemy sobie piwko, lekko już połechtani smakiem przystawek i zimnych bąbelków, aż dania w końcu wjechały na stół. No i ja się znów rozpłynęłam nad tym włoskim jedzeniem. Oba dania były genialne, aczkolwiek muszę przyznać że dla mnie Primavera lepsza. Ale każdy ma swoje gusta 😛 Nagle, w trakcie, na stół wjeżdża drugie piwo. W zasadzie nie myśląc wiele (przecież go nie zamawialiśmy) uznaliśmy, że spoko - pijemy. Jak już dojechaliśmy do końca tej rozpusty, wjechała kolejna. Bo teraz trochę bardziej tradycyjnie po włosku był deser i likier. Czyli domowe tiramisu i niedomowe limoncello 😛😅 I z tym kolejny hit i ciekawostka. Bo Włosi, jak już może ktoś z Was wie, mają tradycyjny porządek wieczornego posiłku - aperitivo, się znaczy przystawka (często na aperitivo idzie się do knajpki pogadać z ziomkami i sączyć lekkiego drina, najbardziej znanym drinkiem w tym przypadku jest słynny Aperol Spritz, do tego dostaje się jakieś przekąski - pokaże dalej nasze aperitivo na Trastevere); pierwsze danie (primo piatto) czyli zazwyczaj jakaś ryba czy mięso (przez nas skrupulatnie omijane), drugie danie (secondo piatto) - tu wjeżdża makaron, potem jest dolce, czyli słodkie i tu pewnie wszyscy wiedzą że prym wiedzie Tiramisu. Do tego słodkiego pije się likiery i może to być właśnie limoncello - pochodzący z obszaru Sorrento, słynnego z cytryn; lub Amaro, bardziej ziołowe aromaty, lub pewnie inne których jeszcze nie znam. No i ja Arkowi powiedziałam, że musi tego limoncello w końcu spróbować. Dostaliśmy dwie różne szklanki i cała butelkę i hulaj dusza piekła nie ma. Na rachunek tego nie nabijają. Zresztą jak byliśmy w 10 osób i opiliśmy ich z 2 butelek to też chyba nie nabili. Arek zakochał się w limoncello, bo jak się okazało "ej to jest zupełnie inne niż nasza cytrynówka"... Hahaha, tak zasmakowało. A dlatego, że jest tam więcej cytryn i cukru, a mniej alkoholu 😅 Taki likierek to był idealny finish. Nie dość, że wyszliśmy pełni pod korek to jeszcze lekko zawiani 🤣 szło się błogo w każdym razie... Danie kosztowało ok 8 euro, tiramisu chyba ze 4, duże piwo 0,66l też 4. Za całą wyżerkę zapłaciliśmy naprawdę stosunkowo niewiele. Czekał nas tego dnia czill out i nieśpieszny spacer. I po tym śniadanio-obiedzie poszliśmy sobie w stronę centrum, zaprowadziłam Arka na getto. Okazuje się, że to papież już w XVI wieku nienawidził Żydów i zdecydował ukrócić im prawo do normalnego życia. A my żeśmy myśleli, że to pozostałość po niechlubnej historii XX wieku... Cóż.
Na wejściu do getta znajduje się teatro Marcello, teatr, który powstał jeszcze przed koloseum. Obecnie są tam szczęśliwcy zamieszkujący nadbudówki z czasów renesansu. Przeszliśmy się obok synagogi. Piękny budynek. I też całkiem nowy, bo z tego co pamiętam to były lata 1900, gdy powstał. Nie mieliśmy już tego dnia nastroju na zwiedzanie czegokolwiek, więc udaliśmy się na Zatybrze, kupiliśmy piwo, by tam następnie wspiąć się na Janikulum i zrelaksować się. I był to strzał w dziesiątkę.
Piękny widok, światło zachodzącego słońca oblało miasto złotem i ciężko było oderwać wzrok od tego tętniącego życiem molocha... I gór za nim, które powoli kryły się w ciemności, a na widok wychodziły światła górskich wiosek...
Siedząc tam opowiadałam Arkowi wiele tych historii, które wydarzyły się na wzgórzu i nie tylko. Chciałam podzielić się bardzo tym, jak wyglądało moje życie w tym pięknym i chaotycznym mieście. Jakie przyjaźnie zawiązałam i co przeżyłam. Czułam, że tam został kawałeczek serca i sentyment kazał mi uronić łzę. Ciężko było mi z Janikulum zejść. Czulam, jakby to było takie ostateczne pożegnanie. Trzeba schować wspomnienia i sentymenty do szuflady i iść dalej.....
Gdy już nasyciliśmy się tą atmosferą i widokiem, postanowiliśmy jeszcze chociaż ten jeden raz iść na aperitivo. W końcu ani razu nie piliśmy aperola. Poszliśmy więc na plac San Calisto i usiedliśmy w najfajniej wyglądającym barze (oczywiście nie było to proste i nie od razu się udało, bo był pełen). Aperitivo było drogie, bo 10 euro od osoby (przeciętnie Aperol kosztuje 5-6..) lecz trudno. Miejsce przyjemne, raz się żyje. Ale uważam że było chociaż warte swojej ceny, bo kielichy były ogromne i piękne, a przystawki konkretne i pyszne. Po odpoczynku na placu udaliśmy się już na tramwaj, by zdążyć jeszcze zjeść coś koło nas. Była w końcu już prawie 22. Dojechaliśmy na Vittorio Emanuele i tam, w pobliżu, weszliśmy do lokalu (oczywiście azjatycki) który już wcześniej wpadł nam w oko, ale jakoś nie było wcześniej okazji. Chyba był to bar wietnamski. Na wstępie już przekonało nas to, że było pełno Azjatów w środku. I rzeczywiście, bar zrobił na nas ogromne wrażenie. Dał ciekawe doświadczenie, bo na każdym stoliku był mini grill i dostawało się jakieś mięsko czy warzywa i samemu doglądało. I było pysznie!
My, oboje wegetarianie, zrobiliśmy sobie tygodniowy odpust od naszej wrażliwości i uznaliśmy, że trzeba czasem próbować nowych rzeczy - głównie we Włoszech chodziło mi np. o carbonare, ale w przypadku tej knajpy nie odpuściliśmy też kilku szaszłyków z mięsem. Do tego znów po azjatyckim piwku i była pełnią szczęścia i pełnia dla brzuszka...
58 Via Bixio
https://maps.app.goo.gl/LBSSQ2r5uSHjiCW67 tu jest to miejsce, są dwie restauracje. Z kolorem czerwonym próbowaliśmy na wynos, a na przeciwko z niebieskim to ta nasza wietnamska. Obie dobre.
Na koniec w mieszkaniu czekała na nas jeszcze jedna miła niespodzianka. Mianowicie po całym tygodniu w końcu spotkaliśmy kogoś z pozostałych gości. Byli to dwaj Austriacy, zaprosili nas do stołu. A tak się akurat miło złożyło, że mieliśmy w lodówce butelkę wina, którą trzeba było wykończyć... 😛 I było to piękne zwieńczenie wieczoru i całego wyjazdu!
Poniedziałek to już było tylko jedzenie u dojazd na lotnisko. Tym razem jedliśmy tu: Ristorante il lampadario
+39 06 8667 6390
https://maps.app.goo.gl/DRKWDssTv9VuDehi6
I niby jedzenie dobre, serio carbonara mnie mocno usatysfakcjonowała, lecz obsługa średnia i Arek dostał zimne jedzenie. Poszliśmy tam tylko dlatego, że była opcja zniżki w aplikacji TheFork. Polecam mocno, bo można złapać zniżki na 50%.
I tak to zleciało... potem to już tylko kupić jedzenie na wynos i biec na pociąg. Fiumicino znajduje się dalej od Cianpino i trzeba łapać pociąg z Termini, Trastevere lub Ostiense.
No i do następnego, Rzymie!

Się zapomniało zrobić update - dużo się działo w życiu, rozmowa kwalifikacyjna i nowa praca odrazu odciągnęły mnie od po...
30/10/2021

Się zapomniało zrobić update - dużo się działo w życiu, rozmowa kwalifikacyjna i nowa praca odrazu odciągnęły mnie od powyjazdowych wrażeń...
A Watykan nas wymęczył konkretnie. Trzeba było wstać żeby zdążyć oblecieć rzeczy.
Plan : bazylika i kopuła, zamek św. Anioła i muzeum watykańskie. Trzeba sobie dobrze zorganizować wizyty. My byliśmy trochę nieogarnięci. Na szczęście długa kolejka do wejścia do bazyliki szybko się posuwała. Naprawdę sprawnie, szok. Poznaliśmy w niej księdza salezjana, który pomaga dzieciom w Afryce, zajmuje się handlem ludźmi i wykorzystywaniem, także seksualnym. W kościele i poza nim. Dał nam książkę z historią pewnej Basi z Ghany.. ciężka historia. Ale to na inny dzień.
Kopuła nam trochę zajęła, wspinanie 550 stopni i podziwianie widoku, który nas bardzo zaabsorbował. "Tu Koloseum, tam mieszkałam..." Opowiadam. Po jakichś 15 minutach zeszliśmy do kościoła i żartobliwe "złote, a skromne" rzuca się Arkowi na usta w pierwszej sekundzie. No, ale trzeba przyznać, że bazylika mieści multum dzieł i rzeźb, można by podziwiać i z godzinę. Oczywiście rozejrzelismy się, ale że czas gonił to nie tak wnikliwie, przede wszystkim też zaprowadziłam Arka do Piety. W końcu jedna z najsłynniejszych rzeźb, chyba na całym świecie. Potem biegiem na zamek św. Anioła, bo już 16, a my na 15 mamy wejście... Cóż. Szybka pizza w barze przy Vía della Conciliazone i vía dell'erba, na rogu, niestety nie widzę tego w goglu (oczywiście, że za miliony monet, przynaniej smakowała jak niebo) i jazda na zamek. Weszliśmy po 16, pani zerknęła znacząco na zegarek i nas wpuściła. Zamek był miłą rozgrzewką przed muzeum. W zasadzie to nie ma tam aż tak dużo do obejścia i główna atrakcją jest widok z górnego tarasu. Więc fajnie. Po tej wizycie zakończonej po ok. 2 godzinach poszliśmy sobie na szybkie jedzonko do chińskiej knajpy (tak jesteśmy ogromnymi fanami azjatyckiego jedzenia i nawet tam ciężko było się powstrzymać) gdzie trochę zostaliśmy zaskoczeni. Ponieważ u nas gdy pisząz że jest danie z grzybami i bambusem to rzeczywiście dają jakąś mieszankę warzywka czy coś z tymi grzybami. A we Włoszech traktują to dosłownie (drugi raz wypróbowaliśmy inne miejsce i było to samo). Więc uważajcie fani chińskiej kuchni, ALE wciąż jedzonko SZTOS. Proste i pyszne, tak, jak włoskie ☺️ no i nadszedł finał - muzea watykańskie. Ja już byłam i relację gdzieś tu kiedyś wrzucałam, więc nie będę już wchodzić w szczegóły, ale muszę przyznać że zachwyciłam się po raz drugi. Generalnie zauważyłam, że jak się coś zwiedza samemu, a potem idzie drugi i trzeci raz z innymi osobami, to to zmienia perspektywę i zawsze jest coś nowego. Z Arkiem było wyjątkowo tak przez cały wyjazd, bo jest człowiekiem dociekliwym i ciekawym świata, co bardzo wzbogaciło moją wizytę w mieście, które już niby dobrze znam.
Wracam do tematu muzeum - niestety wejście o 19:30 jest ZDECYDOWANIE za późno jeśli chcecie spokojnie obejść wystawy (my po prostu nawaliliśmy i z racji zbyt późnej rezerwacji już nie mieliśmy nic więcej do wyboru, więc polecam rezerwacje robić z kilkudniowym wyprzedzeniem). Nam niestety zamknęli już na koniec moją ulubioną część z dziełami współczesnymi. Szczęśliwie ja już widziałam, a Arkowi akurat na tym tak nie zależało. I super, każdy zadowolony. Najważniejsze rzeczy typu Kaplica Sykstyńska odhaczone, więc na następną wizytę zostawiamy sobie bardziej wnikliwe zwiedzanie innych części ☺️
Zmęczeni marzyliśmy znów o czymś azjatyckim i spanko. I wypróbowaliśmy inną knajpę, na którą się zasadzaliśmy od kilku dni, blisko naszego mieszkania i znów to samo co wcześniej... Grzyb z kapustą, bez niczego więcej. Dosłownie podchodzą do sprawy. Ale znów pyszne. Zjedzone na wynos w zaciszu pokoju zbawilo nasze żołądki i podniebienia.
No i cóż... Był to piękny, ciężki dzień, ale pełen super wrażeń.
A krótka relacja z dwóch dni ostatnich wjedzie jeszcze na dniach, bo dziś goni mnie czas. Będą kolejne gastro polecajki 😁
A teraz pora na szykowanie się na przebierankową imprezkę 😎 ciekawe, czy coś nas po tym wieczorze opęta poza widmem dobrej zabawy? ... 🙄

Uff, wczoraj była taka przepisowa rozpusta jedzeniowa... DZISIAJ POLECAJKIAle po kolei. Dzień zaczęliśmy od Muzeum Kapuc...
23/10/2021

Uff, wczoraj była taka przepisowa rozpusta jedzeniowa... DZISIAJ POLECAJKI
Ale po kolei. Dzień zaczęliśmy od Muzeum Kapucyńskiego, gdzie można zobaczyć kaplice wystrojone ... Ludzkimi kośćmi. Są to kości ok. 3700 osób, w tym zakonników. Jedna z hipotez mówi, że ten artystyczny koncept powstał dzięki Francuzowi, jednemu z wielu, którzy ukrywali się w kaplicy w czasie wojen w XVIII w.
Polecam, bardzo ciekawe muzeum, nawet dla kogoś kto kościół uznaje jedynie za najitratniejszy biznes świata 😉
(uwaga, osobista opinia) Kapcucyni akurat chcieli się trzymać jakichś bazowych idei jak ubóstwo i pomoc innym... Cóż, nie muszę dodawać, że reszta świeci hipokryzją.
Następnie z muzeum udaliśmy się na schody hiszpańskie, plac hiszpański i odchodzącą od niego ulicę Condotti, która słynie z siedzib marek odzieżowych takich jak Gucci. Wszystko świeci złotem, a t-shirt kosztuje 2 tys. euro 😉
Naszym celem tego dnia była miejscówka Gino Sorbillo (Gino Sorbillo - Lievito Madre a Roma
+39 06 9357 1050
https://maps.app.goo.gl/sbEcBtpkP61V4phN8) gdzie kolega mieszkający w Rzymie już dobre 2 lata albo i lepiej, poleca nam pół kilogramową mozarellę buffalę. Okazuje się, że ta przystawka dla dwojga, umieszczona jest dodatkowo na placku typu pizza obłożonym pomidorkami koktajlowymi. No złoto, ale jak zjedliśmy to na pół to sami przeistoczyliśmy się w takie kulki...
Ciężko tocząc się udaliśmy się w stronę Piazza del Popolo, skąd weszliśmy na wzgórze Pincio - piękny widoczek na plac Popolo i nie tylko. Przy zachodzącym słońcu Rzym okrasza magia...
Usiedliśmy potem na kawkę a parku, a do Parku Broghese niestety tego dnia nie zaszliśmy. Było już ciemno, a my na 20:30 umówieni na Trastevere na kolację z Gabi i Mario. Także zeszliśmy od drugiej strony, kierując się Vía Véneto w stronę Campo di Fiori. Po drodze jeszcze minęliśmy festiwal czekolady, więc nie omieszkaliśmy zjeść sobie po truflowej kulce o smaku tiramisu w białej czekoladzie... mmmm.
Na placu Campo di Fiori nad restauracyjnymi stolikami, pośrodku placu, góruje pomnik Giordano Bruno, który naraził się kościołowi, więc ten go wziął i tam właśnie spalił. Arkowi bardzo zależało na "spotkaniu" z bohaterem.
Dalej już w pośpiechu lecieliśmy do słynnego Tornarello (https://goo.gl/maps/N2vUUnTFyjmq2xwc6) tu macie lokal, gdzie kolejki mniejsze (są na Trastevere dwa, kolega pochodzący z Rzymu dał taką polecajke i rzeczywiście w piątkowy wieczór w 4 nie czekaliśmy wieczności).
Tam tradycyjnie pasta i namówiłam Arka (chociaż już ledwo zipaliśmy tego dnia) na tiramisu na pół. Jak już rozpusta to na całego... I kurde, to było tak GENIALNE. Co z tego że byliśmy pełni. Smakowało jak niebo. Dopchani winem dotoczyliśmy się jakoś do autobusu, a potem do domu. Taki spacer na koniec zresztą dobrze zrobił...
Cudownie było się spotkać. Mario zaraz wyprowadza się do USA, Gabi do Peru wraca.. no kto wie kiedy. Więc miło było nadrobić na następne miesiące, a oby nie lata... 😥
Dziś robimy nalot na Watykan. Jedziemy oślepnąć od złota. Pozdrawiam.

Czy przypadkiem poleciałam do Rzymu po raz czwarty w tym roku? No tak wyszło 😁 były dwa powroty do tymczasowego domu tut...
22/10/2021

Czy przypadkiem poleciałam do Rzymu po raz czwarty w tym roku? No tak wyszło 😁 były dwa powroty do tymczasowego domu tutaj, potem odwiedziny w maju a teraz już nie mogłam się powstrzymać żeby nie odwiedzić znajomych i pokazać Rzym Arkowi.
Znów szczęście mnie przepełnia. I dobre jedzonko.
A zaczęło się od późnego przyjazdu w przyjazdu w poniedziałek i pierwszej pizki w lokalu "il padellaccio 2" nieopodal Termini na Viale Manzoni. No i przypadkiem udało się zjeść genialną pizzę, Arek poznał te różnicę pierwszego wieczoru 😁 wtorek zleciał nam na obejściu okolicy i udało się zrobić całkiem sporo.
Od bazyliki Santa Maria Maggiore (uwaga na bary wokół placu, bo przepłacicie za kanapkę i suppli) udaliśmy się w stronę piazza Republica, gdzie kawka wzmocniła siły. Dalej kościół Santa Maria Della Vittoria - piękny barok POLECAM, a dalej już skrzyżowanie Quattro Fontane i Kwirynał. Stamtąd rzut beretem do najsłynniejszej fontanny Włoch (Trevi jakby ktoś miał wątpliwości) i kolacyjka w Achille al Pantheon. Rekomenduje znów to miejsce, jedzonko przednie i klimacik tak samo. Z pełnymi brzuchami udaliśmy się na polowanie na piwo, co w centrum wieczorem nie jest takie proste. I nie chodzi o znalezienie piwa a znalezienie taniego piwa - otwarte zostają tylko Carrefour express czy tzw. "bangle" (sklepiki otwarte do późna prowadzone przez imigrantów wschodnich - stąd nazwa) gdzie piwo zamiast 1 euro kosztuje 2 - 2,5. Cóż.. złapaliśmy po jednym Nastro Azurro (z browaru Peroni, mi lepiej smakuje niż samo Peroni) i udaliśmy się na fontannę przy Chiesa do san Calissto. Takie miłe zwieńczenie dnia i wspomnienia 🥲
Środa zleciała pod znakiem flagowych atrakcji - koloseum i forum romanum. Palatyn miał zostać na następny dzień i się przejechaliśmy bo się okazuje że 2 dniowy bilet nie obowiązuje jednak dwa dni gdy już raz weszliśmy na teren ... No super. W takim wypadku przez Piazza Venezia udaliśmy się znów na Panteon, gdzie jak zawsze dobre kanapki z List food Factory uratowały nam żołądki wraz z zimnym piwem. Chociaż Panteon udało się odwiedzić... Potem najlepsze przed nami - wizyta u Gabi, która zaprosiła nas na dach z widokiem na Koloseum... No najlepszy dach na jakim byliśmy 😁 tam winko i pogaduszki, był też Mario i Alvaro, i nowe koleżanki, było mega ❤️ na puste żołądki ja Arek Gabi i Alvaro też zdecydowaliśmy się wrzucić pizke z dołu, było to najlepsze zwieńczenie wieczoru. Potem szybko spacerek do domu na rozejście kalorii...
Szybkie podsumowanie pięknych kilku dni, a dzisiaj znów będzie się działo!

Takie to były dobre odwiedziny! Gratisowy tydzień w Rzymie ;) Już jakiś czas temu (tak z miesiąc...) ale... lepiej późno...
05/08/2021

Takie to były dobre odwiedziny! Gratisowy tydzień w Rzymie ;)
Już jakiś czas temu (tak z miesiąc...) ale... lepiej późno niż wcale.
A może we wrześniu kolejna wycieczka... ?

FIRENZE
26/05/2021

FIRENZE

NAPOLI
26/05/2021

NAPOLI

PODSUMOWANIE ERASMUS 21 WRZEŚNIA 2020 – 18 MAJA 2021 + ostatnia dawka fotek ;) - jedno spełnione życiowe marzenie – mies...
26/05/2021

PODSUMOWANIE ERASMUS 21 WRZEŚNIA 2020 – 18 MAJA 2021 + ostatnia dawka fotek ;)
- jedno spełnione życiowe marzenie – mieszkanie we Włoszech kilka miesięcy – łącznie 8 włącznie z wizytami w Polsce, niecałe 7 nie licząc Polski;
- dwie wizyty w Polsce – święta bożonarodzeniowe i wielkanocne, po ok. 3 tygodnie;
- jak już pandemia i taki klimat – to zaliczony, i to podczas pobytu w POLSCE, covid;
- nauczyłam się podróżować w grupie – wcześniej ciężko było mi sobie wyobrazić wycieczki po 10 osób, uznawałam to za jedną, wielką udrękę;
- odwiedzone miejsca :
• Tivoli;
• Ostia plaża, Ostia Antica – stanowisko archeologiczne;
• Neapol – pierwsza wycieczka z Carmen, Oli, Michelem, Diego i
Paxim; październik
• Sardynia – duża, 10 osobowa ekipa (ja, Diego, Patxi, Norma,
Javi, Paulina, Hubert, Manrique, Gabi); listopad
• Wenecja – ja, Gabi, Amelie, Norma, Diego, Paxu, Olivia, Michel,
Marie, Hubert; luty
• Nepol 2 – częściowo nowi znajomi; Emin, Valeria, Mateusz,
Buse, Zeyneb, Petr, Merve, Olcay, Huseyn; spotkani inni
(Ciprian, Marta, Mario…); kwiecień
• Florencja – solo, spotkałam ziomeczków, poznałam
Jeremy’ego; maj
• Hiking : Tivoli ok. 13 km, Appia Antica ok. 25 km, Frascati
(Castelli Romani) ok. 30 km, Sant’Oreste ok. 15 – 20 ?
- zamiast włoskiego zaczęłam łapać hiszpański – myślę, że pójdę tą
drogą;
- nie zliczę ilu poznałam ludzi, nawiązałam kilka bliskich przyjaźni;
- nauczyłam się wiele o sobie i innych, staram się nie oceniać
pochopnie, jestem bardziej tolerancyjna;
- nabrałam więcej odwagi do wyjazdów, także takiego na stałe;
- skorzystałam na pandemii – uważam, że miałam dużo szczęścia. Może i kluby nie były otwarte co mnie w sumie nie obchodzi, bo nie przepadam, a za to mieliśmy wiele fajnych domówek, brak tłumów turystów na ulicach i w muzeach, a co za tym idzie – brak kolejek. Pandemia na Erasmusie w Rzymie to najlepsze co mogło mi się przytrafić.
Wyjazd na Erasmusa pozwolił mi odżyć. Miałam już dość miasta, w którym nie mam za wielu znajomych. Nudziłam się. Byłam zmęczona studiami. Monotonia mi nie służy, i choć walczyłam z nią zawzięcie, to i tak potrzebowałam większych zmian. W Rzymie nawiązałam wspaniałe przyjaźnie, poznałam wiele osób i czerpałam ogromną radość z przebywania w towarzystwie. Międzynarodowe było jeszcze ciekawsze. Wymienialiśmy się kulturowo, trochę się dokształciłam. Zwiedziłam kilka miejsc w kraju, do którego pałałam nieuzasadnioną miłością – nieuzasadnioną, ponieważ zaczęła się zanim tam jeszcze pojechałam. A po pierwszej wizycie zakochałam się bardziej. Spełniłam marzenia, poznałam siebie. To życiowe doświadczenie, które rozwinęło mnie jako osobę. Dotychczas najlepsze doświadczenie mojego życia.

Indirizzo

Rome

Sito Web

Notifiche

Lasciando la tua email puoi essere il primo a sapere quando Pamiętnik z Rzymu pubblica notizie e promozioni. Il tuo indirizzo email non verrà utilizzato per nessun altro scopo e potrai annullare l'iscrizione in qualsiasi momento.

In evidenza

Condividi