05/03/2026
Wietnam oczami Lili i Buddhiki 🇻🇳 - czyli nasze kilka bardzo intensywnych dni
To nie był wyjazd „lecimy odpocząć”.
To był wyjazd w stylu: dobra, zobaczmy ile jesteśmy w stanie zmieścić w jednym planie dnia 😂
Jeśli mam go podsumować jednym zdaniem, to powiem tak: było intensywnie, było momentami absurdalnie, było bardzo smacznie i zdecydowanie za krótko 😅
Zaczęliśmy w Hanoi i to miasto od pierwszej minuty przypomina, że tutaj nikt nie zwalnia. Przechodzenie przez ulicę to bardziej „wchodzisz i wierzysz”, niż czekasz aż będzie pusto. Po kilku próbach człowiek przestaje panikować… trochę 🫣😂
Plan mieliśmy napięty i naprawdę się dużo przemieszczaliśmy. Nocny autobus do Sapa, szybkie przepakowania, pobudki o godzinach, o których normalnie nawet nie myślę. Mgła w górach nie pokazała nam wszystkiego, co mogła, ale i tak cieszę się, że tam byliśmy. Wjazd na Fansipan to było konkretne doświadczenie - wysokość robi swoje i człowiek to czuje od razu (my z Buddhika na pewno czuliśmy 🤣).
Potem Ha Long Bay i to jest jedno z tych miejsc, które naprawdę wyglądają jak na zdjęciach. Serio. Bez rozczarowania. Do tego hodowla pereł, bardzo ciekawe zobaczyć, jak to wygląda w praktyce, a nie tylko w witrynie sklepu.
W środkowej części kraju wróciliśmy na Ba Na Hills i na Golden Bridge. Tak, to turystyczne miejsce. Tak, ludzi jest sporo. I tak, dalej robi wrażenie. Nie ma co udawać, że nie 😉🙌
Południe, czyli Ho Chi Minh City, to już zupełnie inna energia. Najbardziej zapamiętam… targowanie. Kolory reklamówek i poziom negocjacji to coś, czego się nie spodziewałam 😄 Potrafili zejść z ceny naprawdę konkretnie, ale trzeba było być gotowym odejść. I to działało. Mieliśmy z tego chyba największą satysfakcję 😂
Była też Delta Mekong, łódki, lokalna muzyka, świeże owoce i taki dzień, kiedy po prostu obserwujesz życie wokół. A na koniec klasyka - sajgonki w Sajgonie!! 🤤 I jedzenie ich w pośpiechu przed kontrolą bezpieczeństwa, bo sosu nie da się wnieść na pokład. Ludzie patrzyli, my kończyliśmy. Logiczne 😅
To był wyjazd bardzo konkretny. Dużo zobaczyliśmy, dużo sprawdziliśmy w praktyce, dużo się nauczyliśmy logistycznie. I właśnie takie wyjazdy lubię najbardziej: kiedy oprócz widoków wracasz też z wiedzą i pomysłami.
Wróciliśmy na Sri Lanke zmęczeni, ale zadowoleni. I zgodni co do jednego, do Wietnamu się nie jedzie „zaliczyć”. Do Wietnamu się wraca.
Jeśli macie pytania o nasze wrażenia, albo chcielibyście się czegoś dowiedzieć to piszcie. Chętnie opowiemy więcej 😊🙏