02/05/2015
Pierwsze dni w Maroko nie byly zbyt ekscytujące, a wręcz przeciwnie- Fez do ktorego przylecielismy okazal sie porażka, pelna hipokrytow. Traktuja nas jak skarbonke, a koszty zycia i zarobki sa tu porównywalne z polską, zaś koszty życia kilkukrotnie niższe. Za pokazanie nam przejscia/ dojścia oczekują płatności. Pozdrowienie na ulicy-, bonjour, salam aleikum też nie jest za darmo. Nawet ze sklepu nie pozwolili mi wyjsc zagradzajac droge ufff.. (nic nie kupilam). Jednak w miare poruszania sie na poludnie ludzie się zmieniają i klimat tez.
Dziś wehikul czasy przeniósł nas do sredniowiecza - sceneria z bajek tysiaca i jednej nocy, slumsy i piękne wille wykonane z trzciny i bambusa na taka afryke czekalam. ♥♥ cos cudownego.
Dziś medialne, stereotypowe myślenie wdało mi się we znaki. Otóż, przed Sahara zabrało nas dwóch mężczyzn, atmosfera z uwagi na brak możliwości porozumienia się była dziwna, zaś oni jechali zawieźć na pustynię pizze (w głąb pustyni), co dodatkowo wzbudziło moje podejrzenia. Ubzdurałam sobie, ze koles zabierajacy nas na stopa sprzeda mnie "szejki" ktoremu zawozil towar na sahare hahah. Oba auta stanely obok siebie wysiadl wysoki, ciemnoskory mężczyzna z trubanem na glowie, zaczynając otwierać drzwi po stronie których siedziałam. Serce zaczęło mi walić, nie mogłam oddychać. Po killukrotnych próbach otworzenia drzwi w końcu mu się udalo, wtem ja jak burza wybiegłam przed siebie z auta jak burza, krzycząc shokran- dziękuję. Wszyscy patrzyli z zaskoczeniem, aż zaczęli się śmiać, łącznie z Leszkiem. Ładny wstyd, ów "szejk" chciał się grzecznie przywitać.
Dodam, ze ucieklam na ulice na ktorej i tak nic nie jechalo lol :D hahaha Tera wydaje mi się to bardzo zabawne, ale dwie gidziny temu nie bylo mi do smiechu :)