23/02/2025
🎥📸Kadr z historią, historia w kadrze
"Ziemia obiecana” Andrzeja Wajdy jako adaptacja powieści Władysława Reymonta to przykład (bardzo) twórczej zdrady – między filmem a literackim pierwowzorem jest wiele różnic, niedochowania wierności zarówno literze, jak i, przede wszystkim, duchowi tekstu.
Dotyczy to m.in. zakończenia, które w książce wydaje się tyleż sentymentalne, co mało wiarygodne, zważywszy, co bohater zrobił wcześniej. Oto bowiem Karol Borowiecki, po pożarze ich wspólnej fabryki rozstaje się z przyjaciółmi, Morycem Weltem i Maksem Baumem – i zostaje zięciem niemieckiego fabrykanta Müllera. Z czasem przejmuje interesy teścia, spełniając swoje marzenie o byciu prawdziwym Lodzermenschem, łódzkim potentatem.
Po kilku latach przekonuje się jednak, że rację miał ten, kto mu niegdyś powiedział, że wielcy fabrykanci są biedniejsi od własnych robotników, ponieważ stają się niewolnikami swoich milionów. Przypadkowe spotkanie z byłą narzeczoną Anką, teraz prowadzącą ochronkę dla dzieci, uświadamia mu ostatecznie, że przegrał własne szczęście i powinien pomyśleć o innych.
Dla Wajdy taki finał był fałszywy, zwłaszcza, że filmowa rzeczywistość jest o wiele bardziej drapieżna niż literacka, a Karol Borowiecki (Daniel Olbrychski) zbyt dużo poświęcił (poza przyjaźnią, bo ją reżyser, w przeciwieństwo do pisarza ocalił, sprawiając, że „Ziemia obiecana” to być może najlepszy polski film kumpelski), by poddawać się tego typu myślom.
Reżyser rozważał różne warianty i ostatecznie „Ziemia obiecana” kończy się sceną przyjęcia w pałacu Borowieckiego zakłóconego przez strajk robotników – i decyzją o strzelaniu do nich. Początkowo nakręcono jednak inną wersję tego finału: Karol wyrywa spod nóg gości czerwony dywan i wyrzuca go przez okno w stronę strajkujących. Wtedy zostaje śmiertelnie trafiony przypadkową kulą. Daniel Olbrychski, jak wspominał autor zdjęć, Witold Sobociński, padając na podłogę wykonał jakiś niezwykle efektowny piruet, który zarejestrowała kamera.
I to zakończenie – jak wynika z protokołu – znalazło się w wersji filmu kolaudowanej 30 sierpnia 1974 roku. I stać się miało przedmiotem kolejnej rozmowy twórców z władzami kinematografii, sam Wajda też ponoć uznał śmierć Borowieckiego za zbyt mocną puentę – ostatecznie więc została wycięta. Dziś jedynym jej śladem pozostaje kilka zdjęć Renaty Pajchel, stałej fotosistki reżysera.
Skądinąd najciekawszym alternatywnym zakończeniem „Ziemi obiecanej” był wariant zbyt niepoprawny politycznie, by go w ogóle kręcić. Oto Karol z żoną i dziećmi wprost z pałacu, po czerwonym dywanie wkracza do salonki. Własnym pociągiem jedzie do Moskwy, by tam spotkać się z rosyjskimi milionerami z branży tekstylnej. Po drodze robi przerwę, by na śnieżnej równinie szukać mogiły dziada - powstańca styczniowego. Gdy znajduje, pada i prosi zmarłego (który w przeciwieństwie do niego dochował wierności rodzinnym wartościom) o przebaczenie za wszystkie zdrady, jakich się dopuścił, łącznie z handlem z Rosjanami. A ci, podobni jemu bogacze, czekają na Borowieckiego na moskiewskim dworcu. Film kończy się zbliżeniami gorących męskich pocałunków w usta, jakże dobrze znanych widzom lat 70…
📅Dziś, 21 lutego mija 50. rocznica premiery filmu, jednego z arcydzieł polskiego i światowego kina.
📷Na zdjęciu Daniel Olbrychski w „Ziemi obiecanej” Andrzeja Wajdy/Archiwum Renaty Pajchel