Rowokół i wszystko co wokół

Rowokół i wszystko co wokół Dane kontaktowe, mapa i wskazówki, formularz kontaktowy, godziny otwarcia, usługi, oceny, zdjęcia, filmy i ogłoszenia od Rowokół i wszystko co wokół, Przewodnik turystyczny, Łeba.

Historia typu "rzucił wszystko i wyjechał w Bieszczady", z tym, że mi akurat nie wyszło i pojechałem w drugą stronę - nad Bałtyk, do Słowińskiego Parku Narodowego :) Będę starał się na bieżąco wrzucać zdjęcia i historie z pracy w SPN

Dużo kilometrów, dużo zdjęć, mało tekstu. Tak było dziś podczas wycieczki i tak będzie z postem. Jako że za cel obrałem ...
20/09/2026

Dużo kilometrów, dużo zdjęć, mało tekstu. Tak było dziś podczas wycieczki i tak będzie z postem. Jako że za cel obrałem latarnię morską w Czołpinie, startowałem ze Smołdzina i w końcu wziąłem ze sobą aparat a pogoda aż do powrotu była bardzo sprzyjająca (choć dynamiczna), nie mogłem się powstrzymać od robienia masy zdjęć. Teraz z kolei miałem problem z wyborem tych, które wstawię. Wstawiłem więc prawie połowę :p Mam nadzieję, że będą się podobały!

Niby zwyczajny, piątkowy wieczór w ramach "smołdzińskich klimatów", jednak na pomoście nad Dołgim Wielkim nie byłem już ...
18/09/2026

Niby zwyczajny, piątkowy wieczór w ramach "smołdzińskich klimatów", jednak na pomoście nad Dołgim Wielkim nie byłem już dość dawno! Miło znów się przejść starą, dobrą drogą - nawet (a może zwłaszcza) z wózkiem. Przy okazji spacerów zawsze jest okazja na tak zwane "rozkminy". Dziś na przykład ławka na pomoście przypomniała mi Park Szczęśliwicki w Warszawie, w którym też lubiłem siadać na podobnej ławce przy podobnym pomoście, choć już przy mało podobnym stawie-gliniance. Tu, na północnych rubieżach kraju, jest na pewno bardziej pusto i ciszej. I chyba już przyzwyczaiłem się do tej przenikliwej ciszy, bo przez sezon wakacyjny unikałem miejsc wypoczynku nad jeziorami Dołgimi jako skupisk ludzkich.

Czyli zdziczałem? Chyba tak, ale nie od czasu przeprowadzki, tylko od słynnej pandemii...

Raz na rok trafi się dzień w środku tygodnia, kiedy trzeba pojechać "gdzie indziej". Raz z niepisanego obowiązku, dwa - ...
17/09/2026

Raz na rok trafi się dzień w środku tygodnia, kiedy trzeba pojechać "gdzie indziej". Raz z niepisanego obowiązku, dwa - bo przy okazji można powłóczyć się po ziemiach nieznanych, czy też, mądrzej mówiąc, terrach incognitach. Dla nas takimi było na przykład Pojezierze Drawskie - piękna, zachodnia część Pojezierza Pomorskiego. Cóż - przybyłem, zobaczyłem i sfociłem. Po czym wróciłem (a raczej wróciliśmy) z zamiarem ponownych odwiedzin w niedalekiej przyszłości.

Bo w życiu piękne są tylko chwile i miejsca!

W tych moich spacerach najważniejsze jest dla mnie odwiedzać te same miejsca w taki sposób, aby za każdym razem dostrzec...
16/09/2026

W tych moich spacerach najważniejsze jest dla mnie odwiedzać te same miejsca w taki sposób, aby za każdym razem dostrzec w nich coś nowego. Dziś na przykład dostrzegłem w walącej z energią górskiej rzeki Łupawie pod Człuchami jakąś alaskańską rzekę. Będąc pod wpływem jedynie chwili i dyskretnego zachodu słońca po długim, ciemnym dniu miałem chyba prawo do sformułowania takiego porównania?

Za każdym razem gdy zastanawiam się, czy właściwie nadmorskie klimaty są moimi klimatami, Słowiński Park Narodowy wraz z...
15/09/2026

Za każdym razem gdy zastanawiam się, czy właściwie nadmorskie klimaty są moimi klimatami, Słowiński Park Narodowy wraz ze swoją nieocenioną otuliną (która co noc tuli całą moją rodzinę do snu) serwuje mi wielodaniowe 'moments' godne nieskończonej liczby gwiazdek Michelin. Ot tak - abym czuł się jak u siebie!

Dziś wieczór na przykład poczęstowany zostałem ciepłym, gasnącym, pseudoletnim dniem, przesyconym zapachem wielu gatunków drzew spalanych w smołdzińskich i stojcińskich domostwach niczym przygaszającym papierosem wycofanej dawno marki. Łąki w dolinie Łupawy powitały mnie natomiast otwartymi ramionami rozwiniętych właśnie kań. Sama Królowa Słowińskich Rzek wiła się dosłownie pod moimi stopami z godnością czarnej mamby (podgatunek nordycki) zachęcając do kolejnych platonicznych schadzek.

Czy pozostaje mi coś innego niż być im wszystkim winnym stosownego postu? Nie znaczy to oczywiście, że nic dzisiaj nie zjem ;)

Kolejne grzybobrania pociągają za sobą kolejne wycieczki w tereny rzadko odwiedzane.I tak: wczoraj z domu (czyli Smołdzi...
13/09/2026

Kolejne grzybobrania pociągają za sobą kolejne wycieczki w tereny rzadko odwiedzane.

I tak: wczoraj z domu (czyli Smołdzina) ruszyliśmy w kierunku Żelaza, okrążając kompleks śródleśnych łąk w pobliżu dawnej osady Bismarckstein/Stregonke. Wróciliśmy z tego wypadu generalnie z kurkami w dość sporej ilości plus garść podgrzybków na zachętę.

Dziś z kolei podjechaliśmy...w sumie ciężko powiedzieć gdzie - na dziki placyk gdzieś między Stojcinem a Sieciami, po czym udaliśmy się doliną Łupawy wzdłuż jednego z wielu okolicznych kanałów na południe. Myślałem, że uda nam się dojść do ładnie położonej ambony nad samą rzeką, która zapadła mi w pamięci z dawnych spacerów, ale jako że uda są zawsze dwa, toteż dziś się nie udało. Ale i tak było pięknie! Troszkę podgrzybków, kilka prawdziwków, kań i rydz. Poza tym urozmaicony las, wiele obiecujących dębów i (bio)masa pająków. A i widoki na Łupawę też miałem pierwszej klasy!

Ciekawe dokąd jeszcze doprowadzi nas grzybowy nałóg...

Las Karłowo i okoliczne łąki to już dla mnie krajobrazy oswojone. Mimo że wiem, że to już koniec świata lądowego i dosło...
10/09/2026

Las Karłowo i okoliczne łąki to już dla mnie krajobrazy oswojone. Mimo że wiem, że to już koniec świata lądowego i dosłownie pięć kilometrów za linią ostatniego lasu zaczyna się świat morski i podmorski, akceptuję taki stan rzeczy. Ostra brzytwa wybrzeża może nie paraliżuje, choć pewnej dozy niepokoju przed nieznanym i niezrozumiałym chyba się już nigdy nie wyzbędę. Jest jednak coś swojskiego w tych smołdzińskich przyległościach: wszędobylskie sosny i brzozy a pod nimi grzyby różnej maści.

Tego środkowoeuropejskiego "zboczenia" też się nie wyzbędę a co więcej zarażam nim kolejne pokolenie. Cóż - czym skorupka za młodu...

Niby zaliczyliśmy kolejny spacer po lesie w otulinie parku narodowego, ale do tej pory chyba tylko dwa razy zawitaliśmy ...
06/09/2026

Niby zaliczyliśmy kolejny spacer po lesie w otulinie parku narodowego, ale do tej pory chyba tylko dwa razy zawitaliśmy na morenę czołową między Karżcinem a Redwankami. Po raz pierwszy natomiast pokręciliśmy się po niej dłużej na piechotę. Ciekawe to tereny: potorfowy zbiornik przeciwpożarowy, licznie cieki opuszczające źródliska skryte gdzieś w mrocznych buczynach, paprocie wspinające się na modrzewie, spore, stronę podejście, rosłe daglezje rozmiarów górskich...i wyłaniający się znikąd leśniczy, z którym ucinamy sobie dłuższą pogawędkę mimo wózka z dzieckiem i kosza z grzybami.

Proszę powiedzieć: czy to nie dziwne, że ot tak od kwestii dotyczących pilnowania porządku w leśnictwie dotarliśmy do kwestii naszych korzeni i okazało się, że któreś-tam gałęzie naszych osobnych drzew genealogicznych zahaczają o tę samą leśniczówkę na drugim końcu (obecnej) Polski? Ja w przypadki nie chcę wierzyć. Chyba po prostu wszyscy jesteśmy braćmi...A już na pewno wśród braci leśnej!

Wiecznie wietrznie? Nie jest aż tak źle, choć w ten weekend akurat mocno "duje"! Da się jednak wyjść i nie stracić głowy...
05/09/2026

Wiecznie wietrznie? Nie jest aż tak źle, choć w ten weekend akurat mocno "duje"! Da się jednak wyjść i nie stracić głowy - chyba, że dla tej krainy w kratę...

Raz słońce, raz deszcz. Raz szachulec, raz ruina. Czasami szachulec w ruinie. Gdy się wdrapiemy na wieżę widokową na szczycie Rowokołu, zostaje jednak tylko podziwianie zmienności pogody, natomiast ewentualny rozpad budynków zostaje gdzieś na dole. I grzyby, które jak co roku muszą potwierdzić, że wyrastają po deszczu. I wszystko to, co nas męczy...

Po co idealizować czy idyllizować miejsca? Chyba źródłem takich zachowań jest silne zakorzenienie w lokalnych warunkach....
03/09/2026

Po co idealizować czy idyllizować miejsca? Chyba źródłem takich zachowań jest silne zakorzenienie w lokalnych warunkach. My, pochlebiamy sobie (a może płaczemy nad sobą), nie jesteśmy związani podobnymi korzeniami z żadną ziemią i czujemy się komfortowo zarówno w deszczowym, wrześniowym Smołdzinie, jak w słonecznej Italii. Wszelkie pośrednie instancje typu Słupsk, Warszawa czy [tu wybrać dowolne średnie miasto czy wieś w kraju czy za granicą] nie jawią nam się jako lepsze czy gorsze miejsca do życia - bardziej jako kule, którymi sumarycznie można wygrać główną nagrodę w loterii życia, pisząc inspirujący dla innych scenariusz.

Ale co ja się będę wymądrzał? Przecież impulsem do wyjścia na słynny "mosteczek" nad Łupawą w Smołdzinie była chęć sprawdzenia, czy na dworze/polu wciąż śmierdzi tak samo jak wtedy, gdy na początku opadów wyszedłem na balkon. Otóż nie - powiew zachodniego. oceanicznego frontu zabił wszelkie przejawy spalania toksycznych paliw stałych w smołdzińskich kominkach (bynajmniej nie chodzi tu o węgiel czy drewno) a zamiast ich aromatu do niezbyt wysublimowanych, miejskich nozdrzy dostarczył świeżą porcję Chanel de Poisson. Nie mylić z 'Poison'.

A więc ryby. Ryby być może wyobrażone. Lepszy jednak śledź niż nic!

Adres

Łeba

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Rowokół i wszystko co wokół umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Rowokół i wszystko co wokół:

Skróty

Udostępnij