03/08/2025
Złota jesień... Lato ustępuję, a zakamarki dolnośląskich gór zalewają kolory, klimat i czas tej pory roku.
Docieramy do Krajanowa parkując obok miejsca gdzie kiedyś był pałac, ale podzielił los jak wiele takich na Dolnym Śląsku. Sam klimat tej okolicy przywołuje Nas już do refleksji. Zapomniany skrawek ziemi, gdzie czas płynie wolniej, a wręcz czasami jakby się zatrzymał, zapomniany skrawek ziemi, o którym pamiętają tylko mieszkańcy, mieszkańcy którzy mieszkają tutaj od 45 roku wychowując swoje kolejne pokolenia lub po prostu osoby, które chcą schować się przed pędzącym współczesnym światem. Z resztą - asfalt może tylko potwierdzić tą teorię. Dla jednych to koniec świata, dla innych to całe życie i jego kwintesencja, to wyjątkowe miejsce jakich już mało.
Ruszamy w kierunku przysiółka Rybno ( Fisherberg ) zostawiając za plecami mury pałacu i jedną z wielu tabliczek szlaku literackiego jaki ciągnie się tymi pięknymi wzgórzami. To bardzo dobre punkty na odpoczynek i chwile zamyślenia po przeczytaniu tekstu, słów tam umieszczonych. Co jakiś czas mijamy po naszej lewej i prawej stronie ruiny domów, które cicho szepczą o dawnych dziejach tej okolicy. Rybno...to tutaj garstka ludzi odnalazła swoje miejsce na ziemi. Wraz z przysiółkiem kończy się dogodna droga, mijamy jeszcze przydrożną kapliczkę z 1851 i idziemy w stronę łąki, która obdarowuje Nas wspaniałymi widokami. Góry Stołowe, Bystrzyckie, Śnieżnik... im wyżej tym widać więcej. Daleko majaczą Karkonosze, a za plecami sąsiednie Góry Sowie. Wprawne oko dostrzeże tutaj cel naszej wędrówki, ale o tym później :) Z każdym krokiem zbliżamy się do przysiółka Rzędzina, który zwał się kiedyś Flucht. Obecnie to część Włodowic. Nowo powstałe domy zwiastują drugie tchnienie dla tej zapomnianej, ukrytej pod granicą osady. Wsród kolorowych liści, dziko rosnących czereśni przy drodze zmierzamy w najbardziej spokojną część Rzędziny. Mijamy dawne zadbane gospodarstwa, strumień, w którym piętrzy się czysta górska woda, aż w końcu wraz z ostatnim gospodarstwem żegnamy drogę asfaltową. To tutaj zazwyczaj odprowadzają Nas psy gospodarza z ostatnich zabudowań, a konie z zagrody wyjątkowo spokojnie czują się w obecności piechurów. Na skraju lasu docieramy do pierwszej ciekawostki - to droga. Co w tym może być ciekawego ?! Owa droga jeszcze do 1958 roku była granicą pomiędzy Polską, a Czechosłowacją. Obecna granica przesunięta jest w stronę pobliskiej góry Ptasi Szczyt, a My w taki sposób zyskaliśmy troszkę więcej, tej magicznej, zapomnianej okolicy. Podążając dawnym pasem granicznym, na skraju lasu natkniemy się na dawną kapliczkę. Jest sporych rozmiarów i wyjątkowo zadbana. Lokalnym osobom znana jest jako kapliczka na Fluchcie. Ktoś naprawdę wkłada dużo starań, aby kapliczka była w odpowiednim stanie. Zapewne po pierwsze słowa uznania należą się dla lokalnej społeczności, a po drugie... ratuje ją pewnie fakt iż jest w miejscu mało znanym i zapomnianym, z dala od popularnych szlaków turystycznych. Datę i genezę jej powstania nie jest łatwo ustalić. Ma na pewno ponad 250 lat i prawdopodobnie powstała jako kapliczka dziękczynna w ramach podziękowania za ustanie epidemii dżumy.
Ruszamy dalej...
Idąc z biegiem dawnej granicy dochodzimy do punktu widokowego z amboną. Mamy stąd wspaniały widok na okolicę, tą bliższą i dalszą. Największe wrażenie robi tutaj widok klasztoru w Broumovie na tle Karkonoszy i Śnieżki. Jest to również idealne miejsce na odpoczynek. Widok, kolejna tabliczka szlaku literackiego, ptaki buszujące w pobliskim polu słoneczników. Jak odpoczywać to tylko tak, otuleni naturą. Tutaj również możemy podjąć decyzję o kontynuacji wycieczki lub powrocie do samochodu. Bardziej wytrwali piechurzy mogą odwiedzić jeszcze dwa punkty w tej okolicy. Ci mniej zaawansowani mogą wrócić drogą chlebową. Przecież jesteśmy tutaj dla przyjemności,a nie aby komuś coś udowadniać.
Droga chlebowa to stary polsko-czeski szlak. Od wieków służył jako droga przemytu, głównie jedzenia i stąd jego nazwa. Przekraczając tędy granicę pomiędzy Prusami i Austro-Węgrami unikano opłat celnych, tak samo w późniejszych czasach kiedy graniczyła tutaj Polska i Czechosłowacja. Swego czasu przemyt na tych terenach był dla wielu ludzi formą zarobku i utrzymania.
A co jeszcze dla tych bardziej ciekawskich i wytrwałych ? Musimy wrócić się do niebieskiego szlaku i podążać w stronę góry Homole, która znajduje się już po czeskiej stronie. Na szczycie owej góry znajdujemy mało znane szczeliny wiatrowe. Latem możemy poczuć ze szczelin ruch zimniejszego powietrza, które schładza się w skałach wewnątrz góry. Zimą zaś powietrze pośród skał ma większą temperaturę niż temperatura otoczenia i możemy poczuć ciepłe podmuchy. Przy dużych temperaturach ujemnych różnica jest tak dużą, że ze szczelin wydobywa się para. Kiedyś gdy ludzie nie znali jeszcze tego zjawiska, poprzez zimowy efekt pary, górę Homole uznawano za wulkan.
A na deser i już w czystej formie relaksu ? Zdecydowanie polecam wiatkę na górze Małe Homole. Widok z tego miejsca ukoi każde serce, duszę i wzrok. Gdy już tam tak usiądziesz nie będziesz chciał ruszyć się z tego miejsca. To zapewne hipnoza ducha gór. Karkonosze czy Góry Stołowe wyglądają z perspektywy tej ławki magicznie. Lornetka tylko spotęguje te doznania. Jestem przekonany, że jeszcze nie raz będziesz chciał odwiedzić to miejsce, przycupnąć, napawać się chwilą i widokami, o każdej porze roku !
Jeżeli doceniasz takie klimatyczne, zapomniane i mało znane miejsca to po przeczytaniu tekstu ruszaj w teren 💪 Tutaj zdecydowanie odpoczniesz i naładujesz Swoje wewnętrzne akumulatory.
Zapraszam również do śledzenia kolejnych wpisów i udostępniania :) Nasza okolica jest NIESAMOWITA !