18/09/2023
Sopot pojawił się w moim życiu zanim tam trafiłam. Pierwsze lata życia mieszkałam w starej, gdańskiej kamienicy. W jednym mieszkaniu z babcią i ciocią. Pokój babci był przejściowy. Ciocia więc całe życie wędrowała przez mieszkanie. I niczym rytuał, gdy nocą powolutku mijała łóżko babci, nagle padało pytanie: A dokąd ty znowu idziesz? I wtedy słyszeliśmy jak ciocia odgryza się siostrze: - Do Sopot!
Babcia i ciocia dotarły do Gdańska w 1945 roku. One więc bywały po wojnie w Sopotach i na zawsze tak zostało, że jeździły do Sopot, a nie Sopotu. Sam więc tytuł książki Tomasza Słomczyńskiego już był dla mnie zachętą, by po nią sięgnąć, choć mnie do Sopotu przekonywać nie trzeba. Kilka lat współpracowałam z Muzeum Sopotu przy projekcie Sopocianie. To był czas, który pozwolił mi poznać wiele sopockich historii i zauroczyć się miejscami, do których nie przyprowadza się wycieczek. Bardzo mnie ucieszyło, że projekt został w książce wspomniany.
Sopoty to historia miasta, opowiedziana już od czasów najdawniejszych. Jest więc nie tylko Haffner, ale i grodzisko, Szwedzi oraz oczywiście rybacy. Opowiedziana autentycznie, bo przez wieloletniego mieszkańca, który od maleńkości mniej lub bardziej świadomie nabierał "sopockowatości". Ale zaraz za tą historią goni nas teraźniejszość, a wraz z nią troska i niepokój, czy ten Sopot przetrwa "turystozę" i jak długo będzie jeszcze nasz o ile jeszcze jest...
Czytałam z przyjemnością. Odkryłam dzięki Sopotom słuchowisko Uroboros. Pętla czasu. Wojciecha Fułka. Wisienka na torcie po lekturze.
Sopockowatość
"Być może zostanie wynaleziony test, który zmierzy ją w obiektywnej skali. Zawartość sopockowatości w szpiku, krwi, nasieniu albo innej wydzielinie. Skąd ona się bierze? Tak po prostu, zewsząd, z otoczenia, mam wrażenie, że głównie z tynków, które się obsypywały z sopockich kamienic."
T. Słomczyński, Sopoty, wyd. Czarne 2023 , s. 261