16/07/2025
Bundeswehra w Karkonoszach, czy ktoś jeszcze pamięta o tym wydarzeniu?
3 lipca 2002 roku na ulicach Karpacza wjechały dwa ogromne wojskowe pojazdy Bundeswehry, mniejsza ciężarówka i samochód terenowy. Kolumna, jakby nigdy nic, skręciła w ul. Obrońców Pokoju i skierowała się w stronę Wilczej Poręby.
Zaskoczeni przechodnie ruszyli za konwojem. Wkrótce okazało się, że niemieccy żołnierze dotarli do rejonu sztolni w Sowiej Dolinie, gdzie rozładowali specjalistyczny sprzęt — m.in. agregat prądotwórczy, elektryczną koparkę, skafandry do nurkowania, materiały budowlane i piły — po czym zniknęli w głębi górotworu.
Na zewnątrz pozostali trzej żołnierze, którzy zapytani o cel misji, tłumaczyli się brakiem znajomości języka polskiego i niewiedzą.
Zaniepokojeni mieszkańcy wszczęli alarm. Szybko wyszło na jaw, że obecność obcego wojska na tym terenie nie była nigdzie zgłoszona — nie powiadomiono władz lokalnych ani nie zapewniono obecności polskiego wojska. Jedynie najwyższe szczeble ministerialne miały wiedzę o akcji, która — jak się tłumaczono — miała na celu zabezpieczenie sztolni, w której bytują chronione gatunki nietoperzy.
Tym, którzy zadawali zbyt wiele pytań, kazano „przyjąć do wiadomości”, że nie ma żadnego tematu. Organizacje ekologiczne nie mają obowiązku informowania o obecności wojsk sojuszniczych, a dziennikarz lokalnej gazety, próbujący zbierać materiały, został ostrzeżony o możliwym pozwie sądowym. Trudno w to uwierzyć? A jednak.
Mieczysław Bojko wspomina o tych wydarzeniach w swojej książce Wspomnienia wytrawnego poszukiwacza skarbów i tajemnic. Twierdzi, że był na miejscu i zadzwonił do zaprzyjaźnionego redaktora „Nowin Jeleniogórskich”, Marka Chromicza — znanego z audycji "Tajemnice z worka Liczyrzepy". Ten ostatni potwierdza, że otrzymał telefon od anonimowego informatora, który zaalarmował go o wtargnięciu Bundeswehry do Karpacza.
Informator relacjonował, że w wysokich partiach Sowiej Doliny widział niemieckie ciężarówki wojskowe oraz terenowy pojazd z kartką za szybą z napisem: „Polsko-niemiecka fundacja ochrony nietoperzy”. Widział też snopy iskier i usłyszał odgłosy cięcia metalu — Niemcy mieli pracować przy sztolni, z dala od jakichkolwiek polskich służb.
Po otrzymaniu tej wiadomości dziennikarz udał się do burmistrza Karpacza. Jak się okazało, nikt o przyjeździe Niemców nie poinformował. Sam dziennikarz zebrał ekipę i wyruszył do Sowiej Doliny.
Na miejscu rzeczywiście natrafiono na zaparkowaną ciężarówkę Bundeswehry oraz niemieckich żołnierzy przy sztolni. Okazało się, że prowadzili oni prace zabezpieczające wejście do sztolni — wstawili metalowe belki, zespawali stalową konstrukcję. Prace te odbywały się bez udziału jakichkolwiek polskich służb. Nikt z żołnierzy nie mówił po polsku, a jedyną osobą cywilną była mała dziewczynka, przebywająca tam z nimi.
Gdy temat zaczynał wzbudzać coraz większe kontrowersje, do redakcji zgłosił się Rafał Szkudlarek z organizacji Pro Natura. Ostrzegł, że wszelkie naruszenia dobrego imienia niemieckiej lub polskiej armii, bądź organizacji ekologicznych, mogą skutkować działaniami prawnymi.
Z informacji udzielonych przez Szkudlarka wynikało, że akcja była częścią większego, międzynarodowego projektu ochrony nietoperzy, uzgodnionego na szczeblu ministerialnym. Stwierdził również, że nie ma obowiązku informowania samorządów o takich działaniach, ponieważ wojsko uczestniczy w nich w sposób cywilny i pokojowy, zabezpieczając siedliska nietoperzy przed działalnością ludzi.
Jak się okazało, Sowia Dolina była siódmym miejscem w Polsce, w którym prowadzono podobne zabezpieczenia, a czwartym z udziałem wojska — ale pierwszym, gdzie zadania wykonywali żołnierze Bundeswehry.
Reakcje lokalnych władz i mieszkańców były mieszane. Jedni wyrażali zaniepokojenie brakiem informacji i kontroli, inni uważali, że cel – ochrona zagrożonych nietoperzy – usprawiedliwia metody. Pozostaje jednak pytanie: czy rzeczywiście chodziło wyłącznie o nietoperze?
Nietoperze są niezwykłymi ssakami. Niewidoczni, cisi mieszkańcy gór, być może rzeczywiście są jedynym prawdziwym „skarbcem” Sowiej Doliny. Ale czas i dalsze wydarzenia pokażą, czy to wszystko było naprawdę tylko ekologiczną misją – czy może coś zostało ukryte głębiej, niż myślimy.
Co o tym sądzicie?
Źródło:
Nowiny Jeleniogórskie, nr 28, 9-15 lipca 2022 r
Relacje świadków.