16/05/2026
Bieszczady zawsze były dzikie.
I może właśnie dlatego tak wielu ludzi je pokochało.
Bo tutaj nigdy nie chodziło o „beztroską atrakcję turystyczną” z folderu biura podróży.
Tylko o prawdziwy las.
Prawdziwą ciszę.
I prawdziwą naturę, która nie została jeszcze do końca wygładzona pod człowieka.
Niedźwiedzie były tu zawsze.
Wilki też.
Pamiętam rozmowy sprzed lat,
kiedy widok śladów niedźwiedzia budził bardziej respekt niż medialną histerię.
Dziś wystarczy jeden nagłówek:
„Niedźwiedź podszedł pod dom”
albo:
„Najniebezpieczniejsze miejsce w Polsce”
i nagle z miejsca, które dla wielu ludzi było symbolem wolności i oddechu,
robi się internetowy horror.
Media społecznościowe prześcigają się w coraz mocniejszych zdjęciach,
coraz bardziej krzykliwych opisach,
coraz większym strachu.
I nagle zaczynam słyszeć:
„A bezpiecznie tam teraz?”
„Może lepiej odwołać wyjazd?”
„Czy w ogóle można już chodzić po szlakach?”
A przecież Bieszczady nie zmieniły się w ciągu kilku tygodni.
To narracja się zmieniła.
Problem rosnącej populacji niedźwiedzi czy wilków powinien być analizowany mądrze.
Przez ludzi, którzy się tym zajmują.
Przez odpowiednie służby, park narodowy, specjalistów.
Wilki i niedźwiedzie nie tylko mieszkają tu.
Żyją w innych częściach kraju,
Są w innych miejscach.
Ale mam wrażenie,
że dziś więcej niż sama rzeczywistość potrafi zrobić zbiorowy strach podkręcony przez media społecznościowe.
Bo strach sprzedaje się najlepiej.
Tylko że za tym wszystkim są też prawdziwi ludzie.
Mieszkańcy.
Małe pensjonaty.
Przewodnicy.
Lokalne miejsca,
które żyją dzięki turystom.
I trochę smutno patrzeć,
jak w kilka dni można przykleić Bieszczadom łatkę miejsca,
w którym „za każdym drzewem stoi niedźwiedź”.
I nagle miejsce,
które dla wielu ludzi było symbolem wolności, ciszy i oddechu,
zaczyna być przedstawiane jak coś,
czego trzeba się bać.
A ja nadal widzę tam przede wszystkim:
połoniny,
ciszę,
zapach mokrej trawy,
stare cerkiewki,
ludzi zmęczonych światem,
którzy przyjeżdżają tam po oddech.
I może właśnie dlatego chciałam to napisać.
Bo Bieszczady nigdy nie były miejscem plastikowym i sterylnym.
Były dzikie.
I piękne właśnie przez to.