25/03/2026
Uroczystość Zwiastowania Najświętszej Marii Panny
Szanowni Państwo, dziś 25 marca i jak co roku, od setek lat, to ważny dzień w naszym miasteczku. To uroczystość dotycząca wezwania naszego Sanktuarium, które jest właśnie Sanktuarium Zwiastowania Najświętszej Marii Panny. Wyjątkowym kultem cieszy się w naszym miasteczku od średniowiecza wizerunek Zwiastowania, a przez to sama Matka Boża. Pierwsze informacje o cudach dziejących się na Plebaniej Górze, dziś Klasztornej, słyszymy od połowy XVI w., ale kult wizerunku Zwiastowania w pełni rozwinął się pod koniec XVI w. By przypomnieć o wadze tego dnia, kultu i Obrazu Zwiastowania, jaki ma dla Kazimierza, pozwalam sobie przytoczyć fragmenty mojego artykułu o tytule „Najważniejszy obraz w miasteczku”
[…] do ważnego dla kazimierzan miejsca zamówiono u miejscowego artysty nowy okazały obraz, za który Jan Bugnerowicz, kazimierski mieszczanin, zapłacił kwotę 500 złotych. Historyk sztuki Kazimierz Parfianowicz wskazuje, że autorem obrazu mógł być Stanisław Szczerbic z Sieciechowa, inni twierdzą, że Jakub Tebaldi, mąż Jadwigi, córki Mikołaja Przybyły. Sprawa na razie jest nierozwiązana. Ważne jest to, że w 1600 r. powstał znany nam obraz „Zwiastowania Najświętszej Marii Panny”, który można do tej pory oglądać w kazimierskim Klasztorze.
Trzeba pamiętać, że tak duży wysiłek finansowy, który w niedługim czasie narzuciła sobie przynajmniej elita Kazimierza Dolnego z przełomu XVI-XVII w. – wymiana gruntów, wybudowanie kościoła, wyposażenie wnętrza, zamówienie obrazu – nie wynikał jedynie z chęci pokazania mocy czy zdobycia prestiżu, jak dziś moglibyśmy to odczytywać, ale z autentycznej wiary i pobożności. Uważam, że jeszcze jedna kwestia, a mianowicie przykładanie dużej wagi do doskonałości wzoru, na którym miał się oprzeć malarz tworzący „Zwiastowanie” podkreśla, że kazimierscy mieszczanie chcieli, by zamówione przez nich dzieło było wyjątkowe. Wśród osób interesujących się historią Kazimierza Dolnego jest sprawą powszechnie znaną, że obraz „Zwiastowania” z Plebaniego Wzgórza został namalowany na podstawie grafiki Hendricka Goltziusa (1558–1617).
[…] Uważam, że wybór ryciny Goltziusa nie był przypadkowy, lecz wynikał, jak już wspomniałem, z bardzo świadomego działania osób dbających o oprawę żywego kultu maryjnego na Plebaniej Górze. Ambitni mieszczanie, niesamowicie bogacący się na handlu zbożem, chcieli umieścić w nowym kościele pod wezwaniem Zwiastowania Najświętszej Marii Panny, obraz oparty na najlepszych wzorcach tego motywu. Zatem dobrze poinformowany pośrednik, pochodzący na przykład z Gdańska, zapewne polecił im zakupienie w tym celu grafiki przedstawiającej „Zwiastowanie” jednego z najważniejszych wtedy artystów europejskich z jego najsłynniejszego cyklu „Życie Maryi”, który przecież zaledwie parę lat wcześniej powstał, więc w europejskich kręgach artystycznych musiał być bardzo głośny, szczególnie w obrębie Hanzy. Według mnie, wskazuje to na wyjątkowy pietyzm, z jakim kazimierscy mieszczanie podeszli do kwestii kultu maryjnego na Plebaniej Górze, jak i do sprawy samego obrazu
[…] „Zwiastowanie”, jedno z najstarszych obecnie znajdujących się w Kazimierzu płócien, bardzo szybko po namalowaniu zostało okrzyknięte cudownym. Do niego to Kazimierzacy przybywali tłumnie i do niego się modlili, ale również przeznaczali na utrzymanie kościoła i obrazu nie tylko znaczne sumy pieniędzy, lecz także bardzo duże zapisy gruntów i domów, które miały generować fundusze w przyszłości. Szczególnie intensywna ofiarność odnotowano w początkowej fazie rozwoju kultu. Trzeba przyznać, że obraz „Zwiastowania” z Plebaniego Wzgórza był oczkiem w głowie kazimierskich mieszczan, a powzięte działania wokół niego były w ich mniemaniu ciągle za małe. Wierni nie tylko z miasta, ale z całego regionu licznie nawiedzali nieduży kazimierski kościółek na wzgórzu, wobec tego przypisany do pełnia posługi kapłan nie dawał sobie rady ze wszystkimi obowiązkami. Około 1621 r. proboszcz kazimierski Wojciech ze Żnina, pisał do biskupa Marcina Szyszkowskiego, że kościół Zwiastowania w tak dziwny sposób przyciąga ludzi do siebie, że kościół parafialny jest nieomal pusty. Trzeba pamiętać, że wszystko to działo się w okresie złotego wieku rozwoju Kazimierza Dolnego i wzrostu jego wagi i bogactwa, które były możliwe dzięki rozwojowi ruchu handlowego w Kazimierzu, położonego na skrzyżowaniu drogi wodnej z południowej Polski do Gdańska i lądowej z Ukrainy do Niemiec. Tak więc ruch pielgrzymkowy, głównie regionalny, był zapewne wzmocniony przez przejeżdżających tędy kupców i gości. Przy tak intensywnym rozwoju kultu, powstał więc pomysł ściągnięcia do opieki na drogim kazimierzanom obrazem zakonu, który sprosta coraz większemu ruchowi pielgrzymkowemu. Ostatecznie postanowiono się zwrócić do nowo przybyłego do Rzeczypospolitej Zakonu Braci Mniejszych Reformatów, do czego walnie przyczynił się kazimierski proboszcz Wojciech ze Żnina. Postać ta wymaga co najmniej osobnego tekstu.
Decyzja o sprawdzeniu zakonu reformatów w 1627 r. do Kazimierza Dolnego była brzemienna w skutki; niosła ze sobą wiele konsekwencji dla miasteczka, które jego mieszkańcy mogli poznać dopiero parędziesiąt jeśli nie paręset lat później. Po pierwsze: z powodu Obrazu ściągnięto do tej nadwiślańskiej osady nową, dynamiczną instytucję, która wpływała na mieszkańców Kazimierza i okolic. Reformaci nie tylko bardzo sprawnie zajęli się żywym i ciągle rozwijającym się ruchem pielgrzymkowym na Plebaniej Górze, lecz także byli ważni dla podtrzymywania i rozwijania ducha religijnego wiernych w całym regionie. Działali jako kaznodzieje i spowiednicy w okolicznych parafiach, biorąc udział w odpustach czy innego rodzaju uroczystościach, a jako strażnicy cudownego, ważnego w regionie obrazu, mieli duży wpływ na wiernych. Zresztą od początku istnienia klasztoru w Kazimierzu Dolnym zakonnicy obsługiwali ambonę w farze, a także kościół i kaplicę klasztorną w pobliskim Janowcu. Z czasem rozszerzyli swoją działalność na dalsze, okalające Kazimierz parafie oraz kaplice okolicznych dworów i pałaców. Klasztor Reformatów, szczególnie od połowy XVIII w., był miejscem żywej działalności patriotycznej. Ostatecznie za tę działalność – za wsparcie powstańców w czasie powstania styczniowego, reformaci zostali usunięci z Kazimierza Dolnego. Po odzyskaniu niepodległości mieszkańcy zaprosili Braci Reformatów, by ponownie strzegli kazimierskiego obrazu Zwiastowania, co czynią do tej pory. Tak to więc organizowany przez Zakonników kult maryjny soczewkowany w obrazie „Zwiastowania”, w znaczący sposób kształtował życie duchowe mieszkańców. Zaczął wpływać wręcz materialnie na otaczającą go przestrzeń.
Kult kazimierskiego obrazu i opieka nad nim zakonników posłużyły częściowej zmianie urbanistycznego kształtu miasteczka i dodaniu do jego krajobrazu nowej dominanty. Pierwotnie Reformaci otrzymali do dyspozycji wspomniany kościółek, teren małego cmentarza przy tej niedużej świątyni, plebanię i znajdujące się przy niej zabudowania gospodarcze. Zakonnicy bardzo szybko zorientowali się, że przyznane im na klasztor zabudowania, nie pozwalają na normalne funkcjonowanie zakonników według reguły – teren ten stanowił nieduży procent dzisiejszego założenia klasztornego. Szczególnym problemem były znajdujące się obok dawnej plebanii domy mieszkalne, które były miejscem życia i pracy rzemieślników, zajmujących się wyrobem czapek, beczek czy piwa, jak również karczma. Zakonnicy mieli szczególny, rygorystyczny plan dnia i modlitw, wymagający bardzo wczesnego zasypiania i budzenia się w środku nocy na modły. Jednak odgłosy życia codziennego, pracy w warsztatach, a szczególnie gwarne dźwięki zabawy dobiegające z karczmy, praktycznie za ścianą, uniemożliwiały funkcjonowanie zalążkowi klasztoru. Mimo ustalonych przy fundacji bardzo ograniczonych granic klasztoru, zakonnikom udało się je zmienić. Dość szybko znaczniejsi mieszczanie odpowiedzieli na prośby nowych strażników obrazu „Zwiastowania”, dając fundusze na wykup terenów, a władze miejskie wyznaczyły na miejsca zamieszkania rodzin rzemieślniczych nowe, wolne działki. Karczmę usunięto, a znaczenie później zlikwidowano również wieżę strażniczą, znajdująca się na miejscu dzisiejszego chóru zakonnego. W ten sposób na zawsze zmieniono kształt tej części miasta. Ostatecznie rozszerzając swoje posiadanie, zakonnicy mogli zacząć budować nowy, większy kościół, klasztor i mur okalający dzisiejszy ogród klasztorny. Dlaczego o tym wspominam? Teoretycznie możemy sobie wyobrazić, że z czasem na tym terenie, z tej nieregularnej zabudowy rzemieślników, mogłaby powstać nie tyle dzielnica co ulica z gęstą zabudową mieszkalną, co całkowicie zmieniałoby charakter tego miejsca. Poprzedzający nas mieszkańcy Kazimierza podjęli inną decyzję co do tego miejsca, z czego się osobiście cieszę.
Intensywny kult mieszkańców i przybywających do miasteczka pielgrzymów, pozwoliły nie tylko na budowę klasztoru, ale również na rozbudowę pierwotnego, niedużego kościoła w świątynię, którą dziś znamy. Wzmożony kult i wynikający z niego napływ datków sprawiał, że Kazimierz zyskał na południu nową dominantę krajobrazową, której skromna w detale bryła była podporządkowana ścisłym zasadom konstrukcyjnym świątyń zakonu reformatów, która może dziś dziwić swoją prostotą. W taki oto sposób nowy kościół na Plebanim Wzgórzu domknął, po drugiej stronie doliny Grodarza, linię Baszta-Zamek-Fara, ustanawiając kazimierski krajobraz w centrum miasteczka, który tak dobrze znamy […].