21/09/2026
No i stało się… za nami! ❤️🥾
Przyszedł czas na krótkie podsumowanie, choć po tym, co wydarzyło się na szlaku, słowo „krótkie” może być trochę na wyrost. 😉
Na początek chcemy z całego serca podziękować wszystkim uczestnikom. To Wy stworzyliście atmosferę tego wydarzenia i pokazaliście, że wspólne pokonywanie barier może być nie tylko możliwe, ale przede wszystkim świetną przygodą.
🥾 A jak było na szlaku?
Cóż… momentami sportowo. Bardzo sportowo. 😂
Pierwszy etap rozpoczął się w iście ekspresowym tempie. Wszyscy ruszyli do przodu, jakby na końcu trasy czekał ostatni autobus. 😄 Tempo było wręcz zabójcze, więc z czasem trzeba było trochę ostudzić ambicje i przypomnieć sobie, że przecież nie ścigamy się na Święty Krzyż.
Po drodze oczywiście nie mogło zabraknąć przygód.
Jedna z naszych uczestniczek zaliczyła małą awarię wózka. A ponieważ w Stowarzyszenie Salutem nie uznajemy zasady „nie da się”, zaczęło się klasyczne działanie w terenie: klucze, kombinowanie, naprawa na szlaku i jedziemy dalej. 🔧😎
🌲 16 kilometrów śladami kolejki
Wyruszyliśmy ze Świętej Katarzyny i przez kolejne kilometry podążaliśmy śladem dawnej kolejki wąskotorowej.
Był piękny las, drzewa, natura i widoki, które aż prosiły się o zatrzymanie na chwilę. A po drodze mieliśmy również naszego wyjątkowego przewodnika – Pana Wojciecha Garbacza ze Świętokrzyski Park Narodowy, który opowiadał nam o historii Gór Świętokrzyskich, przyrodzie i miejscach, przez które właśnie przechodziliśmy.
Dzięki temu te 16 kilometrów nie były po prostu spacerem. Każdy kolejny fragment szlaku miał swoją historię.
Dużą radość sprawiali nam nasi najmłodsi uczestnicy z placówek opiekuńczo-wychowawczych. Kilkuletnie dzieciaki, mające zaledwie 4–5 lat, dzielnie pokonały całą trasę. I trzeba przyznać, że jak na tak małe nóżki, 16 kilometrów leśnym szlakiem to naprawdę kawał drogi. Były momenty zmęczenia, ale dzieciaki dzielnie szły dalej i ostatecznie dotarły do końca. Jesteśmy z nich naprawdę dumni! ❤️
Równie mocno podziwialiśmy dzieci z Ooniwerek i Fundacja Koocham, które pokonywały trasę na wózkach. I tutaj zaczęła się już prawdziwa walka z terenem. To przecież nie był równy asfalt, tylko leśny szlak – kamienie, korzenie, nierówności i ciągłe podskakiwanie wózków.
Nie wszystkie były przystosowane do takiego terenu, więc momentami trzeba było naprawdę nieźle się nagimnastykować, żeby przeprowadzić je bezpiecznie przez trudniejsze fragmenty.
A mimo tego dzieciaki dzielnie znosiły wszystkie trudy trasy i jechały dalej. Dla nich te 16 kilometrów były naprawdę dużym wyzwaniem – i tym większy podziw, że poradziły sobie z nim tak dzielnie. ❤️
Szczególnie dumni jesteśmy również z jednego z podopiecznych Ooniwerek, który cały ten długi odcinek pokonał o własnych siłach. Kilkanaście kilometrów po takim terenie to naprawdę nie lada wyzwanie, a on konsekwentnie szedł dalej i dotarł do końca. Wielki szacunek! 👏❤️
Równie mocno podziwialiśmy naszych niewidomych uczestników z Wojtek Makowski - Ruchem do zmian i Fundacja Szansa - Jesteśmy Razem. Szli dzielnie i konsekwentnie, pokonując kolejne kilometry właściwie bez większego problemu. I co ciekawe – podczas postojów to my często słuchaliśmy ich opowieści.
Bo okazało się, że ten sam las każdy z nas odbiera trochę inaczej.
Rozmawialiśmy o zapachach, dźwiękach i tym, co można wyczuć bez patrzenia. Nasi niewidomi uczestnicy potrafili powiedzieć, że właśnie znaleźliśmy się w lesie świerkowym, że zmienił się zapach, że inaczej brzmi otoczenie, że pojawiły się inne drzewa.
My opowiadaliśmy im o tym, co widzimy, a oni opowiadali nam o tym, co sami czują i słyszą.
I nagle okazało się, że nie tylko my pokazujemy im góry.
Oni również pokazują nam, jak można je odbierać. ❤️
Oczywiście natura postanowiła nam również trochę urozmaicić trasę. 😉
Pod koniec pierwszego etapu pojawiły się krótkie, ale całkiem konkretne podejścia. Dla zwykłego piechura – nic wielkiego. Dla nas, a szczególnie dla osób pchających i ciągnących wózki – już trochę inna historia.
Nachylenie terenu sprawiało, że wózki podopiecznych Fundacja Koocham momentami uznawały, że najlepszym rozwiązaniem będzie jazda na jednym kole. 😂
Ci, którzy akurat zajmowali się wózkami, mieli więc chwilami więcej emocji niż niejeden uczestnik ekstremalnego rajdu.
To był ten moment, kiedy pot spływał nam po czole strumieniami. 😅
I jakoś daliśmy radę. 😎
🥾 Nowa Słupia – i zaczęła się druga część przygody
Dotarliśmy do Nowej Słupi, na skraj lasu, gdzie rozpoczęliśmy podejście na Święty Krzyż.
Po 16 kilometrach każdy miał już coś w nogach, ale przed nami było jeszcze trochę chodzenia.
Tym razem szliśmy między innymi z osobami niewidomymi oraz dziećmi i młodzieżą z domów opieki i domów dziecka.
Sam szlak na Święty Krzyż okazał się kolejnym wyzwaniem. Kamienie, nierówności i kolejne podejścia, które dla doświadczonego piechura nie są niczym szczególnym, dla osoby niewidomej mogą stanowić już naprawdę spore wyzwanie.
I nie będziemy udawać – łatwo nie było.
W pewnym momencie pojawiło się nawet trochę zwątpienia. Dwie nasze uczestniczki, które nie mają na co dzień okazji do pokonywania takich dystansów, zaczęły już całkiem słusznie zgłaszać, że nogi mają serdecznie dość. 😉
W końcu był to już około 19.–20. kilometr marszu.
Ale właśnie wtedy padły słowa, które chyba warto zapamiętać:
Zmęczenie minie. Satysfakcja zostanie.
I poszliśmy dalej.
A następnego dnia mogliśmy już tylko z dumą powiedzieć: dałyście radę! ❤️
Bo dotarły do samego końca. I chyba właśnie takie momenty są najlepszym dowodem na to, że czasami największą barierą nie jest teren, tylko myśl, że już nie damy rady.
❤️ A potem przyszło Gołoborze…
I tutaj wydarzyło się coś, czego chyba nikt z nas szybko nie zapomni.
Po minięciu klasztoru na Świętym Krzyżu dotarliśmy na taras widokowy nad Gołoborzem.
Dla nas był to po prostu moment, w którym można było stanąć, spojrzeć przed siebie i zachwycić się przestrzenią.
Ale dla naszych niewidomych uczestników ten widok trzeba było stworzyć od zera.
Zaczęliśmy więc opowiadać.
O tym, co widzimy.
O ogromnej przestrzeni przed nami.
O górach, lesie i horyzoncie.
O miastach które widzimy.
O tym, jak układa się krajobraz, gdzie kończy się las i gdzie zaczyna niebo.
Wreszcie o kamieniach przed nami.
Próbowaliśmy zamienić obraz na słowa, a słowa na wyobrażenie.
Ale najpiękniejsze było to, że to nie była jednostronna opowieść.
Kiedy my opisywaliśmy to, co widzimy, oni dzielili się z nami tym, co sami czują. Jak wyobrażają sobie tę przestrzeń, co podpowiadają im dźwięki, zapachy i nasze słowa.
I nagle przestaliśmy być tylko przewodnikami.
Staliśmy się wszyscy uczestnikami tego samego doświadczenia, tylko każdy odbierał je trochę inaczej.
To był chyba jeden z tych momentów, dla których naprawdę warto było przejść te wszystkie kilometry.
Bo kiedy patrzyliśmy na Gołoborze i próbowaliśmy opowiedzieć o nim komuś, kto nie może go zobaczyć, sami zaczęliśmy patrzeć na ten widok zupełnie inaczej.
I chyba właśnie wtedy zrozumieliśmy, że nie wszystko trzeba zobaczyć oczami, żeby naprawdę tego doświadczyć.
Gołoborze można zobaczyć.
Ale można je też usłyszeć, poczuć, wyobrazić sobie i przeżyć razem z innymi.
I właśnie dlatego ten moment zostanie z nami na długo. ❤️
A chwilę wcześniej mieliśmy jeszcze jeden niezwykły moment. Kiedy wyszliśmy ze skraju lasu i przed nami pojawił się Święty Krzyż, zatrzymaliśmy się na chwilę, żeby opowiedzieć naszym niewidomym uczestnikom, co właśnie widzimy.
Przed nami był cały kompleks klasztorny, charakterystyczna wieża widokowa i górująca nad wszystkim potężna wieża radiowo-telewizyjna. Zaczęliśmy więc opisywać kształty, wysokość, konstrukcję i wszystko to, co dla nas było oczywiste, bo mogliśmy to po prostu zobaczyć. Pojawiła się też chwila na historię tego miejsca i samej wieży.
Miałem również okazję spróbować opisać jednej z naszych uczestniczek widok z tarasu wieży widokowej. I przyznam, że było to dla mnie wyjątkowe doświadczenie. Nagle zwykłe „spójrz, jaki piękny widok” przestało wystarczać. Trzeba było znaleźć słowa, które pozwolą komuś, kto nie widzi, stworzyć własny obraz tego, co znajduje się przed nami.
I chyba właśnie takie chwile najbardziej otwierają oczy… również tym, którzy widzą. ❤️
A chwilę później przyszedł czas na tę zdecydowanie mniej oficjalną część naszego spotkania. 😊
Kiedy już wszyscy dotarliśmy do końca całej wyprawy, czekało na nas ognisko, pieczone kiełbaski, żurek i coś do picia. Po tylu kilometrach chyba nie trzeba było nikogo specjalnie namawiać do jedzenia. 😂
Usiedliśmy więc razem przy ognisku i wreszcie był czas, żeby spokojnie porozmawiać. Podsumować to, co wydarzyło się na trasie, powspominać najtrudniejsze momenty, pośmiać się z tych mniej i bardziej udanych przepraw z wózkami, a przede wszystkim podzielić się kolejnymi doświadczeniami.
I właśnie wtedy okazało się, że tych historii i przeżyć mamy jeszcze mnóstwo. Każdy miał coś do powiedzenia, każdy zapamiętał coś innego.
To był chyba najlepszy sposób na zakończenie takiego dnia – bez pośpiechu, bez oficjalnych przemówień, po prostu razem, przy ognisku. ❤️
❤️ A teraz najważniejsze – DZIĘKUJEMY!
Gorące podziękowania kierujemy do Pana Damian Gad i Pani Renata Janik Marszałek Województwa Świętokrzyskiego oraz całego Urząd Marszałkowski Województwa Świętokrzyskiego, a także Pani Irminy Maliszewskiej, która dzielnie pomagała nam ogarnąć całą „papierologię”. Bo zanim można ruszyć na szlak, trzeba najpierw pokonać kilka innych, zdecydowanie mniej malowniczych przeszkód. 😉
Ogromne podziękowania dla Pana Wojciecha Garbacza i całego zespołu Świętokrzyski Park Narodowy za możliwość przejścia naszymi szlakami, za pomoc, otwartość oraz za wszystkie historie o przyrodzie i historii Gór Świętokrzyskich, których mogliśmy słuchać po drodze.
Dziękujemy wszystkim członkom, sympatykom i wolontariuszom Stowarzyszenie Salutem, którzy pomagali na trasie, asekurowali, pchali, ciągnęli, naprawiali, pilnowali i po prostu byli tam, gdzie byli potrzebni. Bez Was bezpieczne przejście całej trasy byłoby zdecydowanie trudniejsze.
Ogromnie cieszymy się również z obecności naszych uczestników z grup osób z niepełnosprawnościami – osób niewidomych z Warszawy i Kielc, Stowarzyszenia Wojtek Makowski - Ruchem do zmian oraz Fundacja Szansa - Jesteśmy Razem.
Dziękujemy także dzieciom i młodzieży z domów opieki i domów dziecka z Sobkowa i Starachowic. Dziękujemy, że byliście z nami i że razem mogliśmy pokazać, że pomaganie, wspólne przeżywanie i bycie razem nie zna żadnych barier.
Dziękujemy również opiekunom, dzieciakom, i ich rodzicom z Ooniwerek i Fundacja Koocham. Wasza energia momentami była większa niż nasze siły po tych 16 kilometrach. ❤️
I oczywiście ogromne DZIĘKUJEMY naszym członkom, wolontariuszom znajomym i przyjaciołom, którzy tak licznie pojawili się na wydarzeniu. Fajnie było zobaczyć tylu znajomych ludzi na jednym szlaku. ❤️
Dziękuję moim dzieciom i żonie, którzy dzielnie wspierali mnie i aktywnie uczestniczyli w organizacji tego wydarzenia.
I wiecie co?
Były kamienie.
Były korzenie.
Były strome podejścia.
Była naprawa wózka.
Była jazda na jednym kole.
Było 20 kilometrów w nogach.
Była kawa po 16 kilometrach.
Było zmęczenie.
Było trochę zwątpienia.
Było mnóstwo śmiechu.
Ale przede wszystkim byliśmy razem.
I właśnie o to w tym wszystkim chodziło.
Dziękujemy, że byliście z nami. ❤️
Do zobaczenia na kolejnych szlakach! 🥾
By Przemo.