Byle szlakiem

Byle szlakiem Bo liczy się droga, nie cel. Nie jestem przewodnikiem – jestem wędrowcem. A każdy krok to nowa historia.

Hiking, trekking, trail – bez względu na nazwę, chodzi o to samo: wolność, spokój i przestrzeń doświadczane w wielokilometrowych wędrówkach.

Roztrenowanie w komplecie! Ćwilin Beskid Wyspowy
03/05/2026

Roztrenowanie w komplecie! Ćwilin Beskid Wyspowy

Dzień piąty Szlak Orlich Gniazd  - ostatniZłoty Potok - CzęstochowaPrzeszedłem wg mapy 35,6 (łącznie 165)Przeszedlem wg ...
02/05/2026

Dzień piąty Szlak Orlich Gniazd - ostatni
Złoty Potok - Częstochowa
Przeszedłem wg mapy 35,6 (łącznie 165)
Przeszedlem wg zegarka 36,92 (łącznie 175,24)
Do końca zostało 0
Średnia prędkość w ruchu to 5,5
Średnia prędkość z odpoczynkami 4,0
Czas przejścia 9,07
Czas ruchu 6,40
Do góry 393
Na dół 401
Ilość kroków 47811
Kalorii spalonych 2605 (łącznie ze spoczynkowymi)
Utrata płynów 6603

Mówili połóż się wcześnie, wstaniesz wcześnie i wyjdziesz. No to 19.45 ja już grzecznie w łóżeczku. Jeszcze widno było za oknem. Oglądnąłem cały film, wuelki księżyc pojawił się w oknie. Chyba blisko pełni. Szkoda, że nie zdecydowałem się spać w lesie. Mogło być zjawiskowo.
Wstałem koło 6. Niby czas niezły, ale jakoś czas szybko uciekał. Napisałem relację, przygotowałem do wyjścia i bach 8.30. Jeszcze kawka chodziła mi po głowie ale czasu starczyło tylko na kofeinę w kapsułkach. Straszna namiastka kawy...
Wystartowałem. Do przejścia 35 kilometrów. Sporo, ale spokojnie do zrobienia. Szło się wyśmienicie. Pierwsza godzina ze średnią prawie 6km/h. Prawie biegiem. Nawet zdarzyło mi się kilka razy podbiegać. A jeszcze zdążyłem porozmawiać z przemiłym rowerzystą jadącym też szlakiem tylko, że w drugą stronę. Kolejny dzień utwierdza mnie w przekonaniu, że szlak stanowią ludzie. Jeszcze przed Olsztynem spotkalem Grażynkę i Arka, przecudowną parę, która niedawno wkroczyła w świat długodystansowych marszrut. Kochani, muszę Was zmartwić, na tą chorobę nie ma lekarstwa. Prześwietna pogawędka, tak jakbyśmy znajomymi byli już lata. W Warszawie byli na spotkaniu z Kiproo - podróże i wędrówki , moją znjomą od niedawna po fachu i ona ich dodatkowo nakręciła do długich dystansów opowiadając o swojej wyprawie Camino de Santiago (imponujące 4000 kilometrów). Domimika, świetna robota. Po to właśnie nasze aktywności zarówno szlakowe jak i poza nimi. Jak widać ma to sens.
Trzymam mocno kciuki za Grażynkę i Arka. Arkadiusz na odchodne rzucił, że może jeszcze się spotkamy gdzieś na ktorymś szlaku. Bardzo bym chciał.
Naładowany nową energią ruszyłem. No dzisiaj to chyba mój dzień jest. Idzie się wyśmienicie. W głowie same pozytywne rzeczy. Obmyślam scenariusze videobloga. Zastanawiam się nad nowymi odcinkami w LABoratoriumKiera gdzie jestem producentem. Kilometry lecą same. Wychodzę z lasku i nagle oczom moim ukazuje się Olsztyn, majestatyczny, ostatni już na trasie zamek i przedostatnia twierdza. Ostatnią jest Jasna Góra. Oczywiście czasu nie wystarczy, żeby zwiedzić ruiny. Bylem tu kilkadziesiąt lat temu na zlocie harcerskim. W sumie niewiele z tego pamiętam. Znowu kolejny zamek do odwiedzenia.
W Olsztynie znalazłem czas na lody. No jak ktoś lubi wyrafinowane smaki to rokitnikowe polecam zdecydowanie, ale porzeczkowe to prawdziwe cudo. Chyba najlepsze jakie do tej pory jadłem w życiu.
Nowa energia i zasuwam dalej. Zaraz za Olsztynem znowu las. Doprowadza mnie do pięknego rezerwatu Zielona Góra z wieloma różnymi formami skalnymi tak charakterystycznymi dla Jury Krakowsko- Częstochowskiej. Kilka zdjęć, filmik i pędzę dalej. Powoli zbliżam się do Częstochowy. Wychodzę z lasu wtem nagle mnie natchnęło, że te oznaczenia kilometrów na mijanych tabliczkach i na mojej mapie trochę się rozjeżdzają. Zatrzymuję się, zrzucam plecak i zaczynam szperać. W miedzyczasie odzywa się Adaś, moja osobista pogodynka od wielu lat i przyjaciel z harcerstwa. Bacznie obserwował moją trasę i zauważył że tuż przed miastem się na dłużej zatrzymałem. Zaczęliśmy szukać obydwaj o co chodzi. Co strona to informacja. Nic jednoznacznego. Masakra. Adze już dwa razy zmieniałem miejsce gdzie mamy się spotkać. Jedzie po mnie, żeby mnie zabrać do Krakowa więc misja dość ważna 😀
Ruszam bez pewności gdzie mam iść. Stary Rynek w Częstochowie to miejsce startu szlaku pieszego. Jeszcze ostatnia dłuuuuuuga prosta i jestem na miejscu. AI powiedziało mi gdzie znajdę początek/koniec szlaku - lipa. Rundka dookoła rynku - lipa. Adaś rzuca, że tabliczka ponoć jest przy głównej drodze a nieopodal kropka. Przysyła zdjęcia tabliczki. Fakt widzę ją. Podchodzę, jakby inna. Nie dość, że została usunięta informacja o początku szlaku to jeszcze drogowskazy usunięte. Szukam kropki. Ma być gdzieś na murku. Jest... a raczej była. Wygląda tak jakby ją ktoś usunął albo wyblakła. Obok mało wyraźna szlakówka z kierunkiem gdzie biegnie szlak. To nie może być przypadek. Pewnie ujednolicili starty obydwu szlaków i tak jak mówi mi mapa początek jest na Błoniach Jasnogórskich. Obydwaj z Adamem jesteśmy mocno zdziwieni, ja do tego skonfudowany. Umawiam się z Agą na miejscu "kolejnego" startu/końca i szpula do przodu. I tak chciałem tam iść. Nie wiem skąd mam jeszcze siły, ale mam tak jakbym dopiero startował. Charakterystyczna wieża na Jasnej Górze szybko się zbliża. A ja czuję jakieś nadnormalne emocje. Już startując w Krakowie postanowiłem, że cały ten szlak dedykuję niedawno zmarłej, mojej nauczycielce ze szkoły średniej, wiernego kibica każdego mojego odjechanego pomysłu a góry w szczególności, prof. Wiesława Krawczyńska-Rybacka . Tuż przed śmiercią poprosiła mnie, żebym na jedną z moich wędrówek zabrał ją do plecaka, zapewniała, że wiele nie waży. Zawsze będzie miała miejsce i w moim plecaku i w sercu. To Ona niosła mnie podczas tej wyprawy i dlatego miałem tyle siły. To właśnie dla Niej staję tu pierwszy raz od 30 lat.
Ehhh... to były emocje. Tabliczka z początkiem szlaku była już formalnością. Robię pamiątkowe zdjęcie, podchodzę do najbliższej ławki, zaczynam ściągać plecak a tu Aga wyłania się zza rogu. Na tej wyprawie zgadzało się wszystko, więc to nie przypadek, że tak w punkt jest i Ona. Super! Kolejne emocje! Przywitanie, kolejne zdjęcia i spokojnie przechodząc przez sanktuarium dochodzimy do samochodu. Tłum ludzi przewija się przez wzgórze. W tle nabożeństwo majowe. Ma to wszystko metafizyczny klimat.
Wracamy. Już bramki na autostradzie w Krakowie. To był zdecydowanie dobry czas. Będę tęsknił.
Na koniec podziękowania. Agnieszka, Ty wiesz, że nie dość, że zgadzasz się na moje niekoniecznie odpowiedzialne pomysły to jeszcze wspierasz mnie w ich realizacji. Dziękuję BARDZO! Stokrotne podziękowania równiez dla moich Synów, ktorych wsparcie czułem w szczególności w trudniejszych chwilach. Dziękuję Sylwester za przygotowanie moich kolan do sezonu. Nieeee, nie tylko kolan. Czuję, że zimę przepracowaliśmy a Twoje katowanie mnie ma teraz nadzwyczajną moc. No i on, Karamba, Adam, bez Twojego towarzystwa, rad i pomocy nie tylko z pogodą, byłoby duuuużoooo ciężej. Zawsze, podczas każdej mojej podróży mogłem na Ciebie liczyć. Czas, żebyśmy poszli na kolejną wyprawę razem!

Emocje już opadły a były duże. Niestety takie jak oznakowanie szlaku są jego początki/końce w Częstochowie. Gdzie jest o...
02/05/2026

Emocje już opadły a były duże. Niestety takie jak oznakowanie szlaku są jego początki/końce w Częstochowie. Gdzie jest oficjalny początek, gdzie magiczna kropka - nie mam pojęcia. Inny początek dla rowerowego, inny pieszego, inny oficjalny, a inny nieoznaczony. Odwiedziłem chyba wszystkie te miejsca i znalazłem jedną wyblakniętą/usuniętą kropkę i dwie tablice z czego jedna modyfikowana... ehhhh.... Wzruszeń za to było kilka 😀 No więc już oficjalnie zakończyłem 7 szlak długodystansowy w swoim życiu. I na pewno nie ostatni. Cieszę się bardzo! Pozostaje jednak niedosyt, że tak krótko. Od 3 dnia zaczynało być coraz lepiej...

Zaczyna być ją słychać 😀 Byle szlakiem!
02/05/2026

Zaczyna być ją słychać 😀 Byle szlakiem!

Kurczaczek, jak ja to lubię. Godzinka spaceru za mną przez piękny las w większości. Sobotni późny ranek przebiega w świe...
02/05/2026

Kurczaczek, jak ja to lubię. Godzinka spaceru za mną przez piękny las w większości. Sobotni późny ranek przebiega w świetnym klimacie. Do mety już mniej niż 30 kilometrów. Gdyby zachować tempo byłbym przed czasem No ale to raczej niemożliwe. Prawie 6 kilometrów za mną. Czuję się cudownie!

Dzień czwarty Szlak Orlich Gniazd Zamek Bąkowiec w Morsku - Złoty PotokPrzeszedłem wg mapy 29,4 (łącznie 129,4)Przeszedl...
02/05/2026

Dzień czwarty Szlak Orlich Gniazd
Zamek Bąkowiec w Morsku - Złoty Potok
Przeszedłem wg mapy 29,4 (łącznie 129,4)
Przeszedlem wg zegarka 30,90 (łącznie 138,32)
Do końca zostało 35,6
Średnia prędkość w ruchu to 5,2
Średnia prędkość z odpoczynkami 3,5
Czas przejścia 8,54
Czas ruchu 5,59
Do góry 592
Na dół 688
Ilość kroków 40349
Kalorii spalonych 2764 (łącznie ze spoczynkowymi)
Utrata płynów 5936

Dzisiaj miał być dzień drogi. Chciałem nadgonić roztrwoniony czas w poprzednich dniach na przystanki z różnych powodów. Niestety wyjście było możliwe dopiero o 8.30 gdyż w miejscu noclegu śniadanie serwowali dopiero od 8. Ponieważ zależało mi na uzupełnieniu w szczególności białka, którego nie za dużo suplementuję w trakcie drogi, zdecydowałem się na nadrobienie tego czasu później. Prawie się wyrobiłem. Start 8.40. Gensralnie bardzo późno no, ale... Mam przecież wolne 😀 zaczęło się od górek. Pierwszy raz chyba na tym szlaku przypomniałem sobie co to podejście. Góra dół, góra dół przez malownicze laski. Dzisiaj poerwszy raz oznaczenie szlaku szwankowało. Powiem szczerze, że ten kto malował szlakówki chyba nigdy z nich nie korzystał. Oprócz tego, że były bardzo rzadko albo bardzo niewidoczne to najczęściej na rozstajach, w szczególności w kształcie Y szlakówka malowana była na drzewie pomiędzy drogami. Kolejnej nie było widać. Dzisiejsza czujność spowodowana wczorajszym pobłądzeniem doprowadziła mnie do celu bezbłędnie.
Pierwszy dłuższy postój w miejscu gdzie miałem pierwotnie spać. Jakieś 5 km od Zamku. Piękne miejsce. Stary młym zamieniony w ekskluzywne spa a na wysokiej skale przeszklony dom o nazwie "In heaven". I tu wyobraziłem sobie soebie wchodzącego do tego SPA, otrzepującego się z resztek igliwia, pachnącego głównie "konwaliami" 😀 No nie, zamek był jednak lepszym miejscem do nocowania. I bardziej w moim klimacie. Nie chcialem zbyt długo się rozsiadać więc po 10 minutach wstaję zakładać plecak. I właśnie w tym momencie przechodzi obok mnie długodystansowiec z Poznania. Wiadomo, że na szlaku zawsze zamieniamy choć kilka słów z takim delikwentem, tym bardziej, że był doświadczony. Biegacz, długodystansowiec, trochę.młodszy ode mnie. Czyli jednak ludziom się chce. Do tej pory spotkalem dziewczyny z Litwy i chłopaków chyba drugiego dnia też z Poznania. Oczywiście nasza rozmowa nie trwała 5 minut. Powymienialiśmy się doświadczeniami z różnych szlaków. Czas szybko mijał. Minimum 20 minut na pogawędkę minęło jak chwila. Ruszyłem. Przede mną dwa malownicze zamki odbudowane przez prywatnych właścicieli. Szacun. Wyglądały jak z bajki. Gdybym planował trasę na dłużej nic by mnie nie odciągnęło żeby je zwiedzić. Przepiękne. Bobolice i Mirów. I znowu magiczne słowa - JESZCZE TU WRÓCĘ! Dzisiaj było wszystkiego po trochu. Asfalt, piękne lasy i piach po kolana. Dzięki temu nawet asfalt, choć miejscami monotonny, nie znudził się aż nadto. W dobrym czasie dotarłem do ostatniego zamku dzisiaj. Zawahałem się czy iść go zobaczyć czy zneść obiad w lokalnej knajpce. Wiem jak to brzmi. Nie byłem jakoś głodny, ale rozsądek mi nakazywał zjeść coś konkretnego poerwszy raz na tym wyjeździe. Niestety mogłem wybrać ze względu na czas albo jedno albo drugie. Zamek był oddalony od szlaku jakieś 200 metrów w las i do tego w skrajnej ruinie. Ostrężnik, tak nazywa się ten zamek jest w gęstym lesie, więc nie.prezentuje się aż tak majestatycznie jak te co dzisiaj mijałem. Wybór - mijam obie atrakcje i idę dalej.
I zaczęlo się. Ilość mijanych piechurów, rowerzystów była jakaś niewyobrażalna. Scieżka którą szedłem miejscami była za wąska żeby nas pomieścić. Ale było malowniczo. Pagórki i niezbyt gęsty las powodowały, że odkrywały się prześliczne przestrzenie. Dzisiaj minąłem kilka osób idących Szlakiem.Orlich Gniazd. Z każdą z tych osób rozmawiałem minimu 20 minut. Dlatego teraz nie było już czasu na jakieś pogawędki. Generalnie chciałem dojść do miejscowości Pabianice. Niestety problem z noclegiem w tamtej okolicy był bardzo duży. Czasu miałem pod dostatkiem bo do Złotego Potoku, gdzie zacząłem organizować spanie dotarłem chwilę po 17. Do Pabianic zostało nie więcej niz 6 kilometrow. Do 19 na pewno bym dotarł nawet gdybym chciał jeszcze odpocząć. No ale... Zwyciężyła potrzeba wygody i zjedzenia normalnego obiadu. 30 minut siedziałem i dzwoniłem po róznych miejscach noclegowych. W pewnym momencie już zastanawialem się czy opcja namiotowa przed Pabianicami nie zwycięży. No ale wreszcie się udało. 800 metrów ode mnie, na szlaku jest agro. Sprawnie dotarłem na miejsce, zakwaterowałem się i poszedłem na schabowego 😀 Jest to moje białko. Kawał mięsa wylądował na moim talerzu a ja w błogości delektowałem sie jedzeniem ponad godzinę. Następnie niespiesznym krokiem wróciłem do mieszkania. Wieczorny rytuał przywracania ciała do jako takiego stanu, włączyłem jakiś film i spać. Jutro a właściwe dzisiaj.dzień ostatni. 35 kilometrów z małym haczykiem do przejścia. 9 godzin 32 minut dreptania wg mapy. No zobaczymy....

Zamek Bobolice, kolejny na Szlak Orlich Gniazd. Piękny! Na pewno warto odwiedzić, niestety trzeba mieć dużo więcej czasu...
01/05/2026

Zamek Bobolice, kolejny na Szlak Orlich Gniazd. Piękny! Na pewno warto odwiedzić, niestety trzeba mieć dużo więcej czasu niż ja mam. Jeszcze tu wrócę!

Small steps, small steps guys - Michał Ślusarczyk pamiętasz?
01/05/2026

Small steps, small steps guys - Michał Ślusarczyk pamiętasz?

Dzień trzeci Szlaku Orlich Gniazd Smoleń - Zamek Bąkowiec w MorskuPrzeszedłem wg mapy 27,7 (łącznie 100)Przeszedlem wg z...
01/05/2026

Dzień trzeci Szlaku Orlich Gniazd
Smoleń - Zamek Bąkowiec w Morsku
Przeszedłem wg mapy 27,7 (łącznie 100)
Przeszedlem wg zegarka 32,64 (łącznie 107.42)
Do końca zostało 69
Średnia prędkość w ruchu to 5,1
Średnia prędkość z odpoczynkami 3,6
Czas przejścia 9:00
Czas ruchu 6:21
Do góry 392
Na dół 429
Ilość kroków 43119
Kalorii spalonych 2673 (łącznie ze spoczynkowymi)
Utrata płynów 6092

Dzisiaj trasa krótsza, będzie czas na zwiedzanie. Wstałem niespiesznie. Rano czas ucieka z podwójną prędkością. Postanowiłem wypić kawę. Już ją kończyłem gdy wtem weszła gospodyni obiektu, wyjątkowo gadatliwa osoba. Nke chcąc być niegrzeczny chwilkę z nią pogawędziłem. W efekcie start znowu późno, chwilę po 9. Zamek Pilcza kusił mnie od poprzedniego dnia. Nie odpuściłem sobie i po kilkuminutowej wspinaczce byłem na wzgórzu zamkowym. Warto było. Muszę poc,ytać jaka była jego historia bo obiekt choć w ruinie to piękny. Nie wiem ile czasu mi zajęło zwiedzanie ale sądzę, że minimum 30-40 minut. Czasu coraz mniej na przejście trasy. Ruszyłem mocno. W Pilicy czas na szybkie śniadanie. Tym razem na słodko - zaszalałem i wjechał pączek z lokalnej piekarni. Muszę przyznać, że Pilica ma bardzo urokliwy rynek. Na środku stoi piękny budynek dzisiejszej biblioteki. Być może był to ratusz - kolejna rzecz do doczytania. Słoneczko świeci ale zimny wiatr nie.pozwala się długo nim delektować - ruszam. Mijam zjawiskowe ruiny murów otaczające jakiś pałac. Z daleka majaczy jego majestatyczność. Kolejne ciekawe miejsce. Chyba tu po prostu kiedyś wróce, żeby poeksplorować. Od pałacu biegnie piękna alejka drzew. Bez zbędnego zastanawiania ruszam nią. Znowu endorfiny. Uwielbiam takie miejsca. Mam skojarzenia z aleją kasztanową w moim ukochanym Leszczkowie. Idzie się bajecznie. Hmmmm a szlakówki to gdzie? No właśnie. Na pewno nie w tym miejscu. Przeszedłem minimum kilometr w złym kierunku. O niieeee! Nie dość że jestem.w niedoczasię to jeszcze kolejne cenne minuty stracone. Wracam. Zauważyłem, że na polu oddzielającym mnie od szlaku po zasiewach pozostały skiby po ciągniku. Idealnie. Nie będę deptał świerzo kiełkującego zboża tylko przejdę tą skibą. No i śmigam przez pole. Duże pole. Bardzo duże. No ale wreszcie jestem na szlaku. Okoliczności przekonują mnie że puszczenie drona może być fajne. Kolejne minuty uciekają. No ale już ruszam.na całego. Malowniczy las co chwilę przeplatany skałkami doprowadza mnie do Ogrodzieńca. Byłem już tu kiedyś więc rozmach budowli mnie nie dziwi ale wciąż zachwyca. Niestety nie mam już czasu na zwiedzanie. Chciałem puścić drona ale bardzo dużo ludzi więc zawrotka i lecę dalej. Czasu na obiad już nie znalazłem. Znalazłem natomiast czas na kolejne zwiedzanie. Tym razem osada rycerska Gród na górze Birów. Nawet posłuchałem audioprzewodnika. Tu również chciałem polatać dronem ale znowu ilość ludzi to uniemożliwiła. Piękne widoki, kilka fotek i lecę dalej. Zaraz za Grodem zaczęła się piaskownica. Rozpulchniony piasek uniemożliwiał swobodne poruszanie się. Stopy grzęzły. Każdy krok to wysiłek. I tak prawie dwa kilometry. Bardzo mnie to zmęczyło. Po dotarciu do kolejnej miejscowości postanowilem uzupełnić zapasy i chwilę odpocząć. Miła choć niezorientowana starsza pani w sklepie obsługiwała mnie bardzo długo. Zdążyłem zakumplować się z lokalnym spożywaczem piwa Bogdanem 😀 Posiedzieliśmy wspólnie na ławeczce, pogawędziliśmy i niestety czas na pożegnanie. Zostalo 9 kilometrów w tym sporo pod górę. 2/3 z tego to asfalt. Już się chyba zaczynam do tego przyzwyczajać. Około 18 docieram na miejsce. Zamek Bąkowiec w Morsku. To tu dzisiaj śpię. Nie w samym zamku rzecz jasna ale w ośrodku zaraz obok. Jest pięknie. Przemiła obsługa, pachnący pokój i widok z okna na zamek. Znalazłem jeszcze siłę, żeby pospacerować po ruinach. Dzisiejszy dzień choć dość krótki jeśli chodzi o wędrówkę uważam za bardzo udany. Do końca zostało ponad 60 kilometrów. Nie ma czasu na zbyt długi odpoczynek.

Gdzieś 26 lat temu byłem tu z moją ówczesną firmą na imprezie integracyjnej. Jeżżuùu jak tu się zmieniło. Jest pięknie. ...
30/04/2026

Gdzieś 26 lat temu byłem tu z moją ówczesną firmą na imprezie integracyjnej. Jeżżuùu jak tu się zmieniło. Jest pięknie. Po całym dniu chodzenia znalazłem jeszcze czas i siłę na dronowanie (za zezwoleniem) i spacer po zamku. Może nie jest spektakularny ale wraz z otoczeniem robi wrażenie. Pozdrawiam wszystkich Polcardowiczów, w szczególności tych, którzy byli tutaj wtedy ze mną. Zamek Bąkowiec w Morsku! Pięknie tutaj! Szlak Orlich Gniazd koniec dnia trzeciego.

Adres

Mały Rynek 4
Kraków
31-041

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Byle szlakiem umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij