02/05/2026
Bangkok, czyli miasto, które zwykle nie śpi… a tym razem jakby zwolniło tempo.
Z Bangkokiem trochę jak z oliwkami – albo kochasz, albo absolutnie nie rozumiesz, o co tyle zamieszania. Zdania są tu naprawdę skrajne i… coś w tym jest. To miasto nie próbuje się nikomu przypodobać – bierzesz je w całości albo wcale.
Tym razem przywitało nas spokojem, jakiego chyba nikt się tu nie spodziewa. Na Khao San Road… prawie pusto. Turystów jak na lekarstwo. Można było iść środkiem ulicy i przejść swobodnie bez przepychania i tłoku🤔
Miasto jakby faktycznie odpuściło na chwilę – mniej hałasu, mniej chaosu, więcej przestrzeni. Jedyny element, który nie zawiódł, to upał 🔥 Bangkok w tej kwestii jest konsekwentny.
Wat Pho, Grand Palace jak zawsze robi wrażenie, kolorowa terakota, złoto, detale i klimat, który sprawia, że człowiek na chwilę zapomina o temperaturze zbliżonej do piekarnika.
Bangkok w wersji „light” – mniej ludzi, więcej oddechu, ten sam charakter. I może właśnie dlatego tak dzieli ludzi – jedni widzą upał, lekki smrodek, chaos i ekstremalną wilgotność w powietrzu inni energię. A prawda jak zwykle leży gdzieś pośrodku 😎