14/09/2026
Uwielbiamy jeździć i zabierać Was na największe wyścigi kolarskie świata. Za nami hiszpańska La Vuelta - czwarty w tym roku (po Paryż-Roubaix, Giro i Tour de France) zorganizowany wyjazd wyjazd na wielkie ściganie.
Nie da się opisać tego jakie emocje towarzyszą takiemu wydarzeniu, tego jak kolarstwo jednoczy i zachwyca lokalną (i nie tylko) społeczność oraz w jak piękny sposób jego zawodowa odmiana ciasno przeplata się z amatorskim entuzjazmem i czystą pasją. To po prostu trzeba zobaczyć na żywo i przeżyć. Ekscytować się wspólnym oczekiwaniem na peleton, spojrzeć z bliska w oczy kolarzom z czołówki, walczącym o najwyższe lokaty, szaleć razem z lokalnymi kibicami w dopingowaniu ich krajan, wspierać zawodników dających z siebie wszystko, żeby dojechać do mety w limicie czasu, dać się ponieść emocjom i niepowtarzalnej atmosferze kolarskiego święta.
W przypadku wielkich tourów najlepiej nadają się do tego górskie etapy, dlatego tegoroczna Vueltę oglądaliśmy w jej finałowej odsłonie, na dwudziestym, królewskim odcinku- najpierw na ściance w Güejar Sierra, a potem na ostatnim, morderczym podjeździe pod Collado de Alguacil. Jadący po etapowe zwycięstwo Mikel Landa, pieczętujący zwycięstwo w klasyfikacji punktowej Wout, broniący „generalki” Enric Mas, cierpiący Matthew Brennan, dający z siebie wszystko i walczący z upałem Jordi Meeus, skaczący Richie Carapaz, robiący show Ivan Cobo…
Wszystko w paśmie Sierra Nevada, w okolicach pięknej Grenady, w której jeszcze na koniec zobaczyliśmy finałowe rundy przez centrum starego miasta.
To były piękne chwile!