Kamil Knapczyk - On The Road Again

Kamil Knapczyk - On The Road Again Cześć, jestem Kamil. Jeżdżę rowerem w miejsca gdzie nie wysłałbyś nawet teściowej. Odwiedziłem 90 państw, z czego połowę na dwóch kołach🤠Gdzie następny trip?

Los pokaże:)

15/04/2026

Pojechałem dzisiaj zobaczyć nową atrakcję w Małopolsce! Hit czy kit?

07/03/2026

Kolarstwo przez Alpy z kolegami - coś pięknego. Niekończące się podjazdy i szydera🙃

Safari dzień 32 i 33Kilometry: 150Total: 4035kmWczoraj meta tak mi zakręciła w głowie, że pomyliłem się w rachubie, prze...
31/01/2026

Safari dzień 32 i 33
Kilometry: 150
Total: 4035km
Wczoraj meta tak mi zakręciła w głowie, że pomyliłem się w rachubie, przecież ja jechałem 32 dni, a nie 33, więc poprawiłem, ale z racji tego, że wczoraj meta to nie opisywałem dnia.
Od rana przez rezerwaty, ale ogrodzone aż 3 (!) płotami, więc mało mogłem zobaczyć. W ogóle głownym celem wizyt w tych rezerwatach są... polowania. Można wejść na stronę by zobaczyć ile kosztuje łeb zebry czy żyrafy i dumnie pozujących z nimi gnojami murungu. Nie popieram.

Nie popieram też zasad drogowych w RPA które są lekkim przegięciem. Albo nie ma pasa awaryjnego i auta mijają mnie o kilka cm, albo jak jest to kierowcy wykorzystują go jako dodatkowy pas i tak nimi jeżdżą. Więc dalej śmigają kilka cm ode mnie. Bardzo stresujące przeżycie, nie polecam.
Docieram do mety, to już chyba każdy widział, a później została prosta jak drut droga 5km do hoteliku i na niej zostaję szturchnięty przez samochód. To przechodzi ludzkie pojęcie by ten trip był aż tak pechowy, że dosłownie na ostatnich metrach coś takiego. Odbiłem się od boku auta i spadłem z drogi rozwalając obydwie dętki na kamieniu.
Mimo, że dzisiaj dnia 33 i tak planowałem wziąć busa to jednak fajnie byłoby mieć sprawny rower by gdzieś przejechać czy podjechać.
Kierowca nawet się nie zatrzymał, a przez ten incydent i to, że na mecie trochę sobie posiedziałem bez kamery tak sam ze sobą to zastała mnie noc, więc też nieciekawy spacer, ale bez problemów.
Dzisiaj tranzyt do Johanesburga, gdzie jutro się pakuję, wyrzucam kilka ubrań i szykuję do drogi. Nie peniajcie, pogoda już w worku zawiązana mocno, więc lada dzień ocieplenie w PL, bo przywiozę sporo:)

🔥MAMY TO!!!🔥W końcu meta i to nie byle gdzie, bo na zwrotniku Koziorożca!!!32 dni i ponad 4000km w nogach, chyba ze zmęc...
30/01/2026

🔥MAMY TO!!!🔥
W końcu meta i to nie byle gdzie, bo na zwrotniku Koziorożca!!!
32 dni i ponad 4000km w nogach, chyba ze zmęczenia nie potrafię się cieszyć do końca i to dopiero przyjdzie z czasem.
Uganda, Rwanda, Tanzania, Malawi, ̶M̶o̶z̶a̶m̶b̶i̶k̶ ̶, Zambia, Zimbabwe, RPA przejechane rowerem🚴🏼‍♂️🔥🫡

Ten wyjazd był najtrudniejszy ze wszystkich moich dotychczasowych, dał w kość jak żaden inny. To chyba idealny przykład ludzkiej determinacji i walki z przeciwnościami losu.
Warto wierzyć w marzenia i je realizować, mimo, że nie zawsze jest z górki🥵

Afryka nauczyła mnie wiele, odkryła przede mną swoje dobre i złe strony, czy było warto?
NO JASNE!

Dziękuję Wam za doping, czułem go codziennie!
Dziękuję wszystkim mecenasom za wsparcie, bardzo pomogło!
Dziękuję bo zawsze we mnie wierzą!
Dziękuję za przygotowanie roweru, trasa była wyjątkowo trudna.
Dziękuję!!!

Przede mną jeszcze 3 dni na kontynencie afrykańskim, więc coś jeszcze postaram się pokazać.

Podajcie dalej i powiedzcie znajomym, że znacie takiego kaskadera co przejechał kawał Afryki rowerem!

Ja teraz zamiast celebrować, to biorę się za naprawę roweru, bo tuż za metą delikatnie trzepnęło mnie auto, ja cały, ale rower trochę oberwał, a jeszcze się przyda.
To by było na tyle, trzymajcie się i obiecuję przywieźć ciepło do Polski. Ciao!

Safari dzień 31Kilometry: 134Total: 3885kmDzisiaj dzień ze śpiewem na ustach, ostatnia prosta do RPA, więc na tym odludz...
29/01/2026

Safari dzień 31
Kilometry: 134
Total: 3885km
Dzisiaj dzień ze śpiewem na ustach, ostatnia prosta do RPA, więc na tym odludziu śpiewałem sobie całą drogę wszystko co mi tylko do głowy przyszło. Mega energia od rana, chyba cały wyjazd takiej nie miałem. Na postoju śniadaniowym pogadałem z lokalsami, dostałem też napój za free.
Droga nudnawa, bo już nie było pięknych skał, a tylko długie proste i co raz mniej drzew. Gorąco też było bardzo, ale to tak podwójnie gorąco, bo z nieba i od asfaltu.
Zatrzymałem się szukając cienia by się napić, ale by znaleźć cień musiałem odejść od drogi, a tam pełno kolców z drzew i mi się powbijały w opony, a jedna nawet przebiła detkę, więc wymiana. Przy okazji zakleiłem tą starą dziurę przez którą tak wolno schodziło mi powietrze. Na wszelki wypadek przeciąłem łatkę na pół, by jeszcze coś zostało, bo nie wiadomo co tam przygotował los. Jeszcze kierowca tira, co się zatrzymał oferujac pieniądze, bo nie miał wody, ale odmówiłem, bo akurat wodę miałem. Obiad przed granicą, przeprawa przez rzekę i JESTEŚMY W RPA!
Na granicy całkiem ok, tylko RPA chwilę przytrzymało, trochę ślisko, więc nie wymieniałem hajsu. Młoda godzina, ale dalej słabo z noclegami, więc dzisiaj wcześniej do bazy, a na jutro 140km zostawiam, więc spoko.
Jutro ostatni dzień, więc też będzie się spoko jechało, mimo, że pod górę. Oby bezpiecznie do mety.
W hotelu zrobiłem sobie nagrodę - wyżerkę, wyprałem wyjściowy garnitur by jutro na mecie wyglądać jak pan kolarz:)
Jeśli jesteś tutaj nowy/nowa, albo przegapiliście coś w relacjach, to proszę się nie bać, za kilka dni wszystko będzie można obejrzeć w wyróżnionych relacjach na instagramie.
Ciao!

Safari dzień 30Kilometry: 230Total: 3751kmDzień rozpoczynam od decyzji by porzucić namiot, teraz z perspektywy czasu wie...
28/01/2026

Safari dzień 30
Kilometry: 230
Total: 3751km
Dzień rozpoczynam od decyzji by porzucić namiot, teraz z perspektywy czasu wiem, że jednak te dwa dni mogłem go jeszcze potaszczyć, ale trudno. Poza tym stery są zatarte, więc chciałem dać odpocząć rowerowi który już ledwo zipie. Dzień upłynął na walce z wiatrem w pysk, w planach był motel na 150 lub 170km, ale ich nie było, więc finalnie dociągnąłem do najbliższego otwartego. Tutaj nie ma tylu noclegów co w innych krajach. Za mój zapłaciłem 60 zeta, a nie ma nawet wody i niepotrzebnie podnosiłem poduszkę, bo to chyba najgorszy podczas całej trasy. Tyle, że pracownice finalnie ogarnęły mi sporą michę ryżu z fasolą, więc spoko. Łóżko popsikane resztą muggi, ja też🤬
Trasa bardzo majestatyczna, walkę z wiatrem umilały wspaniałe formacje skalne które co chwila wyrastały na horyzoncie. Miało być z górki, a jednak trochę do góry też było. Ostatnie kilometry na kodach, bo zatrzymało nas stado krów, a obok mnie ciężarówka, więc się chwyciłem i dzięki temu leniuch nie musiał zakładać świateł.
Ogólnie drugi dzień ponad 200km, szkoda, że nie zakończony normalnym prysznicem i praniem, ale jest co jest.
Przez 40km "ścigałem" się z lokalsem który jechał dość daleko jak na te realia, więc nawet dałem mu butelkę wody, bo bidny na starym rowerze próbował mi dorównać tempem, a sam wtedy cisnąłem by zdążyć przed nocą. Na koniec jeszcze piękny zachód słońca. Martwią mnie te stery, ale już ciut ponad 300km, więc wierzę, że wytrzymają. Jutro wjeżdzamy do RPA💪💪
Jeszcze droga była dziwna, bo momentami szeroka i nowa, a momentami szutry, albo więcej dziur niż asfaltu i wąsko, więc musiałem uważać.
Ciao!

Safari dzień 29Kilometry: 235Total: 3521kmCóż za wspaniały "nudny" dzień. Poprostu rano wsiadłem na rower i mogłem jecha...
27/01/2026

Safari dzień 29
Kilometry: 235
Total: 3521km
Cóż za wspaniały "nudny" dzień. Poprostu rano wsiadłem na rower i mogłem jechać bez przeszkód. Pierwsze kilometry to trochę niewiadoma, ale koło kręciło się prosto, więc jest gitara.
Przedmieścia Harare długo sie ciągnęły, ale droga dobra, więc mi to nie przeszkadzało. Dzisiejszy etap stosunkowo płaski w porównaniu do innych. Krajobraz się zaczyna zmieniać i momentami nasza wspaniała zieleń wpada już w odcienie żółtego, no i gęstego lasu już praktycznie brak. Co raz bliżej sawanny. Dużo pastwisk dla bydła, ale miejscowości na drodze raczej brak, jedynie od czasu do czasu samotny sklepik.
Nie widzialem też moich ukochanych pączków, więc dieta trochę inna. Przez cały dzień "do baku" wpadło: kanapka z jajkiem, arbuz, 3 burgery i na kolację talerz ryżu, bo za bardzo nie było wyboru w przydrożnej budzie, a chciałem koniecznie zjeść cokolwiek przed snem w namiocie.
Z miłych akcentów to zatrzymał się kolarz jadący swoim autem i obdarował mnie wodą i smakołykami, więc mam co teraz wcinać pisząc ten tekst. Kilometrów sporo, więc do mety znacznie bliżej, w planie było więcej, ale na koniec dnia zaczął wiać bardzo mocny wiatr w pysk i trochę spowolnił. Busz żyje swoim życiem i to słychać teraz, ale dowiedziałem się od miejscowych, że lwów nie ma, więc mogę bezstresowo skupić się na podziwianiu pięknego nieba. Ciao!

Safari dzień 28Kilometry z buta: ok 20Total: 3286kmReanimacja roweru przebiegła pomyślnie, ale gwarancji nie daję😅Już ch...
26/01/2026

Safari dzień 28
Kilometry z buta: ok 20
Total: 3286km
Reanimacja roweru przebiegła pomyślnie, ale gwarancji nie daję😅
Już chyba zaczynam myśleć po afrykańsku, bo dziurę w kole zatykam plastikową reklamówką, to najlepszy z moich pomysłów ktore miałem. Dodatkowo na nową detkę naklejam podwójną starą dętkę w miejscu gdzie będzie dotykać tego pęknięcia. Czy to da radę? Nie wiem, jestem dobrej myśli. Dodatkowo nie wiem czy z przerzutkami wszystko ok, bo miałem intruza w pokoju. Pani recepcjonistka z którą mi nie po drodze, ewidentnie wbiła do pokoju pod moją nieobecność i przewróciła rower, a że ten był bez koła to spadł na przerzutkę, a ta sie pokrzywiła. Wyprostowałem jak umiałem, ale nawet nie robilem jazdy testowej, bo... się boję. Najwyżej rano będzie rozczarowanie, ale ja wierzę, że będzie dobrze. Rower już ledwo zipie, dostał srogi wpierdziel przecież tak samo jak ja. Pojadłem dzisiaj ananasow, bo są tanie i wyjątkowo dobre: jeden za 50 centow, lub 3 za dolarka to spoko cena zwłaszcza, że sprzedawca pd razu je obiera.
Rower gotowy, ja wypoczęty, budzik nastawiony na 6 rano, by wyruszam z rana i ominąć duży ruch, bo to jednak stolica. BĘDZIE DOBRZE! Musi być! Do RPA 600km, do mety 750, damy radę!💪

Safari dzień 27Kilometry: 70Total: 3286kmAfryka wyprowadza kolejny cios i powala mnie na deski. Jest knockdown i jestem ...
26/01/2026

Safari dzień 27
Kilometry: 70
Total: 3286km
Afryka wyprowadza kolejny cios i powala mnie na deski. Jest knockdown i jestem liczony😅

A zaczęło się całkiem fajnie, bo na dzień dobry pokonuję ogromną rzekę Zambezi. Na granicy zdziwienie, że strażnicy uzbrojeni są w... proce. Tyle tutaj nachalnych małp, że to jedyny sposób by je odstraszyć. Poza tym szybko, wiza wyrobiona i resztka pieniędzy wymieniona. Spodziewałem się małego miasteczka, a tam może 2-3 kobiety sprzedawały napoje i kolejka tirów, nawet asfaltu brak. Bez simkarty i picia jadę dalej przyzwyczajony, że na mojej trasie cały czas coś było. Tutaj nie, bo jest rezerwat. O suchym pysku, ale tropię słonie, są ich ślady na poboczu, są ich odchody, jest ich zapach, ale żadnego nie udaje mi się zobaczyć. Po drodze kkerowca daje mi butelkę wody, spragniony wypijam całą.
W końcu wioska po 60km, dostaję się tam trzymając ciężarówki, bo podjazd cholernie stromy. Na miejscu lokalsi też zdziwieni, że nie spotkałem słoni ale też ostrzegają przed lwami.
Wyruszam i po 5km nagle wybuch, nie wiem co się dzieje, rowerem zarzuciło i leżę w krzakach, a to był zjazd to prędkosć nie była mała. Okazało się, że na drodze był wbity pręt i rozerwał tylnią opone. To koniec. Oczepałem się, sprawdziłem czy wszystko ok, trochę boli jak opadła adrenalina, ale nic złamane. Wracam do miasteczka i próbuję łapać stopa, cel dojechać do Harare, jedynie w stolicy mogę rozwiązać mój problem. Jeśli tutaj się nie uda to mogę wsiadać w autobus do Johanesburga. Od razu zatrzymuje się kierowca i pędzimy do stolicy jego ciężarówką z rodziną w kabinie. Mimo, że jedzie szybko to dojeżdżamy przed północy, bo drogi są fatalne, dziura na dziurze, więc musi zwalniać by je omijać, dodatkowo wąsko, więc dwa tiry mają problem. Opowiada też o atakach lwów na moim odcinku, w sumie ten etap jest spontaniczny, bo to objazd Mozambiku i na nieświadomce wpakowałem się w pułapkę. Teraz z perspektywy czasu wręcz wydaje mi się dobrze, że nie pojechałem tam głeboko w busz. A jedyne co chce to się wyspać i rano znaleźć rozwiązanie problemu. Ciao

Safari dzień 26Kilometry: 182Total: 3216kmW końcu spoko dzionek!Dzisiaj to ja trochę zawaliłem z rana, bo nie przypuszcz...
24/01/2026

Safari dzień 26
Kilometry: 182
Total: 3216km
W końcu spoko dzionek!
Dzisiaj to ja trochę zawaliłem z rana, bo nie przypuszczałem, że na jarmarku taki biznes rowerowy i że chłopaki pracują od samego rana. Byłem po 8, a tu kilka stanowisk naprawy rowerów, więc szybko zaklejona dętka. Droga do Lusaki nie napawała optymizmem, bo brak pobocza, a ruch duży. Jednak trochę poboczem, trochę drogą udało się dojechać. W Lusace już luzik, a miałem obawy. Wjazd od busa do busa, po łapałem się ich, by lecieć równo z ruchem na drodze. Miasto spoko, ale bez szału, taki afrykański klasyk. W ogóle nie odczułem, że to 3 milionowe miasto. Dętki nie ma, ale dostałem klej i łatki, więc teraz mogę cisnąć, chociaż z tym trochę falstart, bo kilometr po zakupie kapeć. Pomyślałem spoko, przynajmniej sprawdzę czy klej łapie😅 Łapie pięknie, więc 5 minut i mozna jechać.
Ogólnie odcinek dzisiejszy był najbrudniejszym podczas tej podróży, mimo, że nie czuło się tego to sport ruch sprawił, że na koniec dnia byłem czarny od kurzu. Po Lusace teoretycznie w dół do granicy, ale sporo podjazdów. Pokonuję ładne góry z pięknymi widokami i sporą ilością grzybiarzy przy drodze. Udaje się dojechać do granicy na koniec dnia i w końcu pojawiają się skurcze. Organizm już zaczyna mieć dość, a tu jeszcze tydzień jazdy przed nami. Hotel, kąpiel chłodząca, pranie, duże zakupy i tyle. Odpoczynek, fajnie trochę poleżeć, bo ostatnio było ciut zbyt intensywnie. Ogólnie to jestem zmęczony, czuję to i widzę jak cięzko przychodzi mi składanie zdań😅
Dobrze, że jutro sporo pod górę to nie będę miał czasu myśleć o zmęczeniu😅
Ciao!✌️

Safari dzień 25Kilometry: 96Total: 3034kmPrzyznajcie, że jak się tak śledzi tego tripa to on jest jakiś pechowy, mało te...
23/01/2026

Safari dzień 25
Kilometry: 96
Total: 3034km
Przyznajcie, że jak się tak śledzi tego tripa to on jest jakiś pechowy, mało tego - JEST TURBO PECHOWY! Dobrze, że zielono dookoła, bo to uspokaja.
Pobudka, w rowerze flak, ale mega wczesnie, więc do miasta z nadzieją, że kogoś znajdę z klejem do dętek. Często ludzie pod domami mieli mini warsztaty, jednak tutaj nie. Jest buda co wygląda na rowerową, ale chopa ni ma. Pytam, ma być, może 9, może 10, a może zaraz, więc czekam. W międzyczasie kowal co spawa ościeżnice zaproponował pomoc, skleiliśmy razem jedną dętkę i przyszedł specjalista, więc on zrobił drugą. Pytam gdzie mogę kupić klej "na specjalne zamówienie"😅 Nie ogarniam, no ale cóż.
Po przejechaniu 10km jakoś miękko pod tyłkiem i już wiem, że któraś z ponad 10 łatek na dętce musiała puścić😅
Kusiło trochę, żeby iść w melo z lokalsami co walili domowe piwo, ale jeszcze trochę powalczymy w tej nierównej walce. Zakładam dętkę i w drogę. Czas fatalny, więc nawet nie zatrzymuję się na jedzenie. Dopiero deszcz wymusza na mnie postój, ale tak błyskawicznie się rozpadało, że tylko zdążyłem wskoczyć pod jakąś wiatę max kilometr od miasteczka, ale leje jak z cebra więc tu czekam. Po deszczu zostało mo ciut ponad godzinę dnia, a do przejechania 40km do miasta z hotelem, więc ogień. No i byłoby pięknie gdyby nie kolejny kapeć. W oponę wbija się drut których tutaj pełno tak samo jak szkieł czy gwoździ, więc jedzie się ciężko. Aaa zapomniałbym, spory ruch, a pobocze raz jest, raz go nie ma, więc też z tego powodu średnio się jedzie, bo kilka razy uciekałem do rowu przed ciężarowkami. Na noclegu próbuję coś wymyślić żeby załatać, ale materiałów brak. Jedynie zmieniam opony przód - tył i wyciągam drut. Jutro znowu będziemy czekać na speca co mi zaklei, może chociaż on będzie miał klej.

Frustracja rośnie z każdym dniem i człowiek w storkach niby uśmiech, ale w środku wulkan. Pierwszy taki wyjazd i pierwszy z którego jak wrócę to w końcu odetchnę. Nawet dzisiaj w rozmowie z PL powiedziałem, że gdybym mógł przebookować bilet to wsiadłbym w pierwszy lepszy samolot do normalności.
Koniec marudzenia, do spania, nie wstaje wczesnie,bo majster pewnie też najwcześnie o 9 się zjawi.✌

Adres

Kraków

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Kamil Knapczyk - On The Road Again umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Kamil Knapczyk - On The Road Again:

Udostępnij

Kategoria