23/01/2026
Safari dzień 25
Kilometry: 96
Total: 3034km
Przyznajcie, że jak się tak śledzi tego tripa to on jest jakiś pechowy, mało tego - JEST TURBO PECHOWY! Dobrze, że zielono dookoła, bo to uspokaja.
Pobudka, w rowerze flak, ale mega wczesnie, więc do miasta z nadzieją, że kogoś znajdę z klejem do dętek. Często ludzie pod domami mieli mini warsztaty, jednak tutaj nie. Jest buda co wygląda na rowerową, ale chopa ni ma. Pytam, ma być, może 9, może 10, a może zaraz, więc czekam. W międzyczasie kowal co spawa ościeżnice zaproponował pomoc, skleiliśmy razem jedną dętkę i przyszedł specjalista, więc on zrobił drugą. Pytam gdzie mogę kupić klej "na specjalne zamówienie"😅 Nie ogarniam, no ale cóż.
Po przejechaniu 10km jakoś miękko pod tyłkiem i już wiem, że któraś z ponad 10 łatek na dętce musiała puścić😅
Kusiło trochę, żeby iść w melo z lokalsami co walili domowe piwo, ale jeszcze trochę powalczymy w tej nierównej walce. Zakładam dętkę i w drogę. Czas fatalny, więc nawet nie zatrzymuję się na jedzenie. Dopiero deszcz wymusza na mnie postój, ale tak błyskawicznie się rozpadało, że tylko zdążyłem wskoczyć pod jakąś wiatę max kilometr od miasteczka, ale leje jak z cebra więc tu czekam. Po deszczu zostało mo ciut ponad godzinę dnia, a do przejechania 40km do miasta z hotelem, więc ogień. No i byłoby pięknie gdyby nie kolejny kapeć. W oponę wbija się drut których tutaj pełno tak samo jak szkieł czy gwoździ, więc jedzie się ciężko. Aaa zapomniałbym, spory ruch, a pobocze raz jest, raz go nie ma, więc też z tego powodu średnio się jedzie, bo kilka razy uciekałem do rowu przed ciężarowkami. Na noclegu próbuję coś wymyślić żeby załatać, ale materiałów brak. Jedynie zmieniam opony przód - tył i wyciągam drut. Jutro znowu będziemy czekać na speca co mi zaklei, może chociaż on będzie miał klej.
Frustracja rośnie z każdym dniem i człowiek w storkach niby uśmiech, ale w środku wulkan. Pierwszy taki wyjazd i pierwszy z którego jak wrócę to w końcu odetchnę. Nawet dzisiaj w rozmowie z PL powiedziałem, że gdybym mógł przebookować bilet to wsiadłbym w pierwszy lepszy samolot do normalności.
Koniec marudzenia, do spania, nie wstaje wczesnie,bo majster pewnie też najwcześnie o 9 się zjawi.✌