P.U.H. BIOS Włodzimierz Kasperski

Zadzwoń Wskazówki dojazdu Kontakt: firmę

P.U.H. BIOS Włodzimierz Kasperski Przewodnictwo i pilotowanie wycieczek. Kraków, OPN, Małopolska, Mazury, Ukraina, Słowenia, Chorwacja.

13/09/2026

Tej nocy z Wawelu zniknęły polskie korony.

W nocy z 3 na 4 października 1795 roku, kilka dni przed formalnym zakończeniem III rozbioru Rzeczypospolitej, pruscy żołnierze włamali się do Skarbca Koronnego na Wawelu.

Nie był to zwykły rabunek kosztowności.

Ze skarbca zabrano polskie insygnia koronacyjne – symbole władzy królewskiej i jedne z najważniejszych pamiątek państwa.

Wśród zrabowanych przedmiotów znajdowały się m.in. korona używana podczas koronacji królów Polski, korony królowych, berła, jabłka królewskie oraz inne regalia.

Grabież przeprowadzono potajemnie. Ponieważ kustosz skarbca nie wydał kluczy, zamki zostały wyłamane. Skrzynie i puzdra otwarto, a najcenniejsze przedmioty zabrano.

Regalia wywieziono z Krakowa i przewieziono do Berlina, gdzie znalazły się w skarbcu Hohenzollernów.

Ale ich historia miała zakończyć się jeszcze tragiczniej.

W 1809 roku, po wojnach napoleońskich, król pruski Fryderyk Wilhelm III zdecydował o zniszczeniu polskich regaliów. W kolejnych latach zostały rozbite i przetopione. W 1811 roku z uzyskanego kruszcu wybito monety, a drogocenne kamienie sprzedano.

W ten sposób przestały istnieć przedmioty, które przez stulecia były materialnym znakiem polskiej monarchii.
Fot: 1880 rok

13/09/2026

Wszystkie poradniki o domkach dla jeży kończą się tym samym zdaniem: wyłóż suchymi liśćmi albo słomą. Tymczasem źródła są w tej sprawie podzielone, a spór dotyczy rzeczy, która przesądza o przeżyciu zwierzęcia.

ZASADA, Z KTÓREJ WYNIKA WSZYSTKO
Jedno zdanie tłumaczy każdą decyzję materiałową: jeż toleruje chłód, ale wilgoci nie.

Mokre wnętrze budki oznacza porzucenie schronienia albo ryzyko wychłodzenia podczas zimowania.

Zwierzę, które przeżywa minus dwadzieścia stopni w kłębku liści, ginie w wilgotnym pudle przy zerze. Nie od zimna, tylko od tego, że mokra sierść i kolce przestają izolować.

SPÓR O SŁOMĘ
Większość polskich poradników zaleca suche liście, siano i słomę jako materiały naturalne, dobrze izolujące i przewiewne.

Ale serwis prowadzony przez osobę zajmującą się rehabilitacją jeży stwierdza coś przeciwnego: nie należy używać takich materiałów jak siano, słoma czy liście, gdyż grozi to wystąpieniem różnych pleśni i obecności szkodliwych drobnoustrojów. Zamiast tego proponuje paski papieru z niszczarki albo zmięty papier gazetowy.

Sprzeczność wygląda na fundamentalną. Nie jest — bo dotyczy dwóch różnych obiektów.

Zalecenie o papierze pochodzi z opisu hibernatora, czyli pudła ustawianego w zamkniętym pomieszczeniu. Tam nie ma przewiewu, więc każdy materiał organiczny zaczyna pleśnieć. Domek ogrodowy stoi na zewnątrz i oddycha.

Rozstrzyga to zresztą inne źródło, precyzując zakaz: do wnętrza nie wkłada się siana z pleśnią.

Nie „siana". Siana z pleśnią. Problemem nie jest materiał, tylko jego stan i wentylacja.

KONKRET, KTÓREGO NIE MA NIGDZIE INDZIEJ
Skoro liście, to jakie. Odpowiedź jest zaskakująco precyzyjna: dobre są liście dębu, buku i grabu, bo wolniej się rozkładają i nie tworzą zbitej, mokrej masy. Inne źródło dodaje brzozę.

Warstwa: około 10–15 centymetrów, luźno.

Liście klonu i kasztanowca są duże, miękkie i szybko sklejają się w mokry placek. Liście dębu i buku pozostają sztywne i przewiewne przez całą zimę — dlatego właśnie las dębowy ma grubą, sypką ściółkę, a klonowy błotnistą.

To ten sam mechanizm, który decyduje o pleśni w domku.

CO ODPADA BEZ DYSKUSJI
Tkaniny, wata i włóknina. Trzy niezależne źródła podają dwa różne powody: materiały syntetyczne zatrzymują wilgoć, a materiały tekstylne chłoną wodę, mogą zaplątać łapy i długo schną. To pogarsza warunki bardziej, niż pomaga.

Styropian — i tu wyjaśnienie jest najlepsze z całego zestawu: nie nadaje się z powodu braku możliwości wymiany gazowej, co prowadzi do gromadzenia się wilgoci.

To samo dotyczy plastikowych skrzynek, o które pytają najczęściej. Nie chodzi o to, że plastik jest „nienaturalny". Chodzi o to, że nie oddycha, więc para wodna z oddechu śpiącego zwierzęcia skrapla się na ścianach.

TRZY WARSTWY OBRONY PRZED WILGOCIĄ
Wyściółka jest ostatnią z nich. Wcześniej są trzy inne.

Uniesienie. Budka powinna stać na dwóch listwach o wysokości 2–3 cm, cegłach albo płaskiej płycie, bo drewno postawione bezpośrednio na ziemi szybko ciągnie wilgoć.

Drenaż. Grunt pod budką warto podsypać warstwą żwiru o frakcji 8–16 mm albo grubego piasku na głębokość około 5 centymetrów.

Dach. Ze spadkiem, a osłona wyłącznie od góry — jedno ze źródeł zaleca przybicie folii na wierzchu i dodaje wprost: boków nie osłaniaj, aby w środku nie gromadziła się wilgoć.

To ta sama zasada, którą podawałem przy budce dla płomykówki: konstrukcja ma być szczelna na deszcz, a nieszczelna na powietrze.

BŁĄD, KTÓREGO NIE DA SIĘ NAPRAWIĆ PÓŹNIEJ
Jeśli ogród jest podmokły, nie ustawia się domku w najniższym punkcie działki. To błąd, który kończy się mokrą ściółką po pierwszej większej ulewie.

Wszystko inne da się poprawić przez wymianę wyściółki. Tego nie — trzeba przenieść domek, a od listopada już nie wolno.

ILE WKŁADAĆ
Mniej, niż się wydaje. Trzy źródła zgodnie: jeż często sam uzupełni wnętrze według własnych potrzeb, więc nie trzeba przesadzać z ilością.

Jedno ujmuje to najlepiej: jak jeżowi się nie spodobają, to i tak je wyniesie.

Twoja wyściółka jest propozycją. Ostateczną decyzję podejmuje lokator, znosząc materiał z okolicy.

KOREKTA WOBEC POPULARNYCH SCHEMATÓW
Na wielu grafikach miska z wodą i karmą stoi tuż przy domku. To błąd.

Jedzenie w domku i przy domku przyciąga szczury i koty. Jeśli jest potrzeba dokarmiania jesienią, miska powinna stać osobno, najlepiej kilka metrów od schronienia, pod osłoną.

Schronienie osobno, stołówka osobno.

TERMIN — WSKAŹNIK ZAMIAST DATY
Jeże rozpoczynają zimowy sen, gdy temperatura spada poniżej 9 stopni.

To lepszy wskaźnik niż kalendarz, bo w ciepłą jesień termin przesuwa się o tygodnie.

Do tego czasu warto co jakiś czas sprawdzić, czy wyściółka nie wymaga wymiany, zwłaszcza po okresach dużej wilgotności. Ale gdy lokator już się wprowadzi — domku się nie otwiera aż do wiosny.

Wiosną, po upewnieniu się, że jeż wyszedł: usunąć stare liście, przemyć wnętrze wodą z dodatkiem rozcieńczonego octu i dokładnie wysuszyć.

Suche liście dębu, dziesięć centymetrów, luźno, w domku uniesionym na cegłach. Reszta należy do zwierzęcia.

13/09/2026

Co naprawdę reguluje lis — w liczbach. 🦊

Lis jest deratyzatorem. To wiedzieliśmy. Ale skala tego, co robi, odsłania się dopiero wtedy, gdy odejmiesz od populacji norników nie jedną ofiarę — lecz jej cały potencjał rozrodczy.

Kaskada demograficzna. Jeden schwytany nornik polny (Microtus arvalis) to nie jedna ofiara. To odjęcie od systemu całego potencjału rozrodczego. Para norników osiąga dojrzałość płciową w trzy tygodnie od urodzenia. Może wydać do sześciu miotów rocznie, po dwa do jedenastu młodych w każdym. Jedna para w jednym sezonie potrafi dać początek ponad stu potomkom. Kiedy lis zabija dorosłą samicę nornika, nie odejmuje jedności z równania — odejmuje setki.

Efekt kaskadowy na kleszcze. W 2017 roku zespół Hofmeestera opublikował w Proceedings of the Royal Society B badanie przeprowadzone na 19 terytoriach leśnych w Holandii. Wykazali, że w obszarach z większą presją drapieżniczą lisa liczba larw kleszczy karmiących się na nornicach rudych i myszkach leśnych — głównych rezerwuarach bakterii Borrelia wywołującej boreliozę — spada istotnie. Mechanizm jest kaskadowy: więcej lisów, mniej aktywnych gryzoni, mniej kleszczy nakarmionych na gryzoniach, mniej kleszczy zakażonych Borrelią, mniejsze ryzyko boreliozy dla ludzi spacerujących po tym samym lesie.

225 milionów komórek węchowych — ponad czterdzieści razy więcej niż u człowieka. Połączone z wyjątkową pamięcią przestrzenną pozwalają na coś, czego nie robi żaden inny ssak drapieżny tej wielkości w Polsce: zakopywanie nadmiaru upolowanych ofiar w rozproszonych kryjówkach i odszukiwanie ich precyzcznie dni lub tygodnie później. Rozproszony magazyn, który pozwala karmić młode nawet kiedy polowanie danej nocy się nie udaje.

Przeliczenie na rodzinę. Pojedynczy dorosły lis eliminuje ponad 2700 norników rocznie. Para dorosłych — ponad pięć tysięcy. Dołóż cztery młode, które od lata uczą się polować z coraz większą skutecznością, i presja na populację gryzoni jednego terytorium o powierzchni 2–5 km² staje się wielotysięczna — cyklicznie, nocą, bez przerwy. Na terytorium regulowanym przez jedną rodzinę norniki nie mają szans na gradację.

Bez faktury. Bez trucizny. Cicho. Każdej nocy. 🌿

13/09/2026

Kiedyś kuropatwy w Polsce były niemal nieodłącznym elementem wiejskiego krajobrazu. 🌾🤎

Ich charakterystyczne stadka można było spotkać na polach, miedzach i ścierniskach niemal na każdym kroku. Dziś ich widok jest coraz rzadszy, a spotkanie całego stadka potrafi być prawdziwą przyrodniczą niespodzianką.

Zmiany w rolnictwie, zanik miedz i naturalnych zakątków sprawiają, że kuropatwy mają coraz mniej miejsc, w których mogą znaleźć schronienie i pożywienie. Dlatego każdy widok tych niepozornych ptaków przypomina, jak bardzo zmienił się nasz wiejski krajobraz. 🐦

13/09/2026

Jest chyba niewiele zwierząt, których nazwa zrobiła taką karierę w języku polskim jak chomik. Chomikujemy pieniądze, chomikujemy dokumenty, chomikujemy stare kable, pudełka po lego i po telefonach, chomikujemy niesłychanie potrzebne rzeczy, które od dziesięciu lat leżą w szufladzie „na wszelki wypadek”. Sam chomik europejski również chomikuje, choć trzeba przyznać, że robi to znacznie praktyczniej. Samica tego gatunku potrafi zgromadzić w norze zapasy ważące nawet około 20 kilogramów. I nie są to zapasy na dwa tygodnie wakacji; mają wystarczyć na zimę, a przede wszystkim na przetrwanie wczesnej wiosny, kiedy trzeba wykarmić nie tylko siebie, ale również samca! …i przyszłe potomstwo. Dlaczego panowie chomiki żerują (i to w sensie zupełnie dosłownym) na ciężkiej pracy pań chomików? Odpowiedź jest prosta – nie wiemy, więc nie powiemy, ale wy możecie się nie krępować i sami dojść do niewygodnych wniosków...

W Polsce występuje wiele chomików, niestety głownie w ludzkich domach. Zwierzątkiem, które przychodzi na myśl chyba każdemu słyszącemu tę nazwę jest mały klatkowy gryzoń, z króciutkim ogonkiem, który głownie śpi, a w przerwach miedzy drzemkami gryzie swych opiekunów w palce i inne części ciała. Tym, którzy nie wierzą – parafrazujemy klasyka „pogłaszcz go, a nie zagrasz już więcej w życiu na gitarze. Żarty, żartami, ale chomiki to agresywne ssaki, i wbrew pozorom nie jest to żadna wada charakteru, lecz całkiem praktyczna strategia przetrwania, ale do tego jeszcze wrócimy. Tak, czy siak chomik syryjski i dżungarski (które znamy ze sklepów zoologicznych) nie występują w Polsce dziko (i dobrze, bo to nie gatunki europejskie), natomiast Cricetus cricetus jest naszym rodzimym gatunkiem, który przywędrował do Europy ze stepów Azji wraz z rozwojem rolnictwa. Upodobał sobie przede wszystkim pola uprawne i nieużytki, ale potrafi również zamieszkać w ogrodzie, przy drodze, a nawet w magazynie czy spichlerzu, a czasem w centrum miasta, np. na cmentarzu.

Tam, gdzie warunki są odpowiednie potrafi urządzić się na swoim i to całkiem efektownie..Większą część doby spędza pod ziemią, wychodząc na powierzchnię głównie po zmierzchu, choć latem można go czasem zobaczyć również za dnia, szczególnie gdy dojrzewają zboża, a jesienią, kiedy trwa wielkie chomikowe gromadzenie zapasów. Jego mieszkanie jes całkiem imponujące. Stała nora sięga nawet dwóch metrów w głąb ziemi i składa się z systemu podziemnych korytarzy oraz komór. Na powierzchnię prowadzą zazwyczaj dwa wejścia oddalone od siebie o metr lub dwa. Jedno schodzi niemal pionowo w dół, drugie prowadzi ukośnie i właśnie przy nim znajduje się charakterystyczny kopiec wykopanej ziemi. Są również nory letnie, znacznie prostsze, z pojedynczą komorą i jednym wejściem. Chomik nie jest więc zwierzęciem, które po prostu mieszka w norze, czyli dziurze w ziemi. On ma tam właściwie cały lokal, tyle że bez okien i z dość osobliwym widokiem z balkonu.

Chomik żywi się przede wszystkim nasionami zbóż i innych roślin, ale nie pogardzi zielonymi częściami roślin ani korzeniami. W okresie rozrodu menu staje się bardziej urozmaicone i pojawiają się w nim również owady, ślimaki, dżdżownice, drobne gryzonie, a nawet pisklęta niewielkich ptaków gniazdujących na ziemi. Nie jest więc wyłącznie zbożowym amatorem. To wszystko trafia jednak nie tylko do żołądka. Chomik tworzy pod ziemią prawdziwe spiżarnie, w których gromadzi dokładnie wybrane nasiona, ziarna zbóż, bulwy i cebulki. Szczególnie pracowite są pod tym względem samice, które przed zimą potrafią, jak wspomniano, zgromadzić nawet do 20 kilogramów zapasów. Dwadzieścia kilogramów. Jak na zwierzę ważące kilkaset gramów jest to mniej więcej odpowiednik człowieka, który zamiast zrobić zakupy, kupiłby sobie wagon pełen kaszy. I jest w tym bardzo dużo biologicznego sensu. Chomik nie gromadzi zapasów dlatego, że cierpi na przypadłość znaną nam z szaf, piwnic i komputerowych folderów „nie kasuję, bo się kiedyś przyda”. Musi przetrwać zimę, a przede wszystkim również początek wiosny. W październiku lub listopadzie zapada w sen zimowy i pozostaje w nim do marca. Jego temperatura ciała może spaść wtedy do około sześciu stopni Celsjusza, ale nie jest to głęboka hibernacja. (prawdziwa hibernacja ma miesjsce np. u nietoperzy. Temperatura ich ciała spada zimą do bliskiej otoczenia, a wybudzenie się z tego stanu jest bardzo kosztowne energetycznie i może się skończyć śmiercią zwierzęcia, jeśli zdarzy się kilkukrotnie - to dlatego tak ważne jest aby nie niepokoić tych zwierząt w tym czasie, ale o nietoperzach i hibernacji jeszcze powiemy).
Chomik, w przeciwieństwie do gacków i np. jeży co jakiś czas się budzi, korzysta ze zgromadzonych zapasów i ponownie zasypia. W sprzyjających warunkach może nawet wyjść z nory pod śnieg, co pokazuje, że zima nie jest dla niego powodem do całkowitego odwołania działalności. W Azji obserwowano takie wyjścia przy temperaturze sięgającej minus dwudziestu stopni.

Kiedy przychodzi wiosna, zaczyna się znacznie bardziej intensywna część chomikowego kalendarza. Samce i samice spotykają się na krótko w okresie godowym, a później każde wraca do swojego życia. Samica przygotowuje się do narodzin młodych, a samiec, zgodnie z dość klasycznym dla wielu ssaków układem rodzinnym, nagle przypomina sobie, że zapomniał czegoś na drugim końcu kraju... Po relatywnie krótkim czasie, bo około miesiącu, na swiatło dzienne wychodzą z nory młode. Nic dziwnego, ze tak szybko, bo szybko rosną i szybko muszą nauczyć się samodzielności. Opuszczają gniazdo, zaczynają budować własne nory i gromadzić zapasy w kilku własnych spiżarniach. W Polsce dwa chomicze mioty w ciągu roku zdarzają się rzadko, choć w południowej części zasięgu, przy długich i ciepłych latach, chomiki mogą mieć ich nawet trzy lub cztery, ale nasz klimat im na to po prstu nie pozwala.

Wróćmy na chwilę do jego charakteru, bo chomik europejski zdecydowanie nie należy do zwierząt, które w obliczu problemu uznają, że najlepiej będzie usiąść przy stole i spokojnie porozmawiać. Jest bardzo bojowy i zaciekle broni swojego terytorium przed innymi chomikami. Kiedy natomiast staje się celem drapieżnika, potrafi postawić się nawet przeciwnikowi wielokrotnie większemu od siebie; kot, a nawet lis może się zdziwić, kiedy chomik stanie na tylnych łapach, przybierze groźną postawę, zasyczy, zaszczeka i skoczy nawet na metr w kierunku wroga. Mniej doświadczony łowca może wówczas uznać, że nie ma co, bo to szaleniec, i dać sobie spokój. W sumie słusznie, bo to wcale nie blef. Kiedy argumenty wizualne i akustyczne nie wystarczą, chomik nie waha się przejść do argumentów przemocowo-dentystycznych. Ma przecież długie, mocne siekacze. Ci, którzy badali chomiki, wiedzą, że chwytanie tych gryzoni bez odpowiedniego zabezpieczenia rąk nie jest najwspanialszym z pomysłów. Ale nie sprawdzajcie tego sami. Jeśli ktoś nie lubi integralności własnej skóry i koniecznie chciałby się przekonać jak mocno ssaki te mogą ugryźć, niech spróbuje tego eksperymentu w domu.. Dziki chomik europejski nie jest właściwym kandydatem do takich doświadczeń. Jest gatunkiem chronionym, a jego chwytanie jest zabronione, więc zostawmy go w spokoju i pozwólmy mu samemu decydować, komu chce pokazać siekacze. Zresztą tak naprawdę dotyczy to nie tylko gatunków chronionych. Nawet jeśli nasz domowy chomik syryjski mieszka legalnie w klatce w pokoju, nie oznacza to jeszcze, że podpisał zgodę na bycie łapanym, ściskanym i zaczepianym zawsze wtedy, kiedy człowiekowi akurat przyszła ochota na kontakt. Zwierzę, niezależnie od tego, czy dzikie, chronione czy hodowlane, ma prawo nie mieć ochoty na pieszczoty. A próba złapania go bez powodu, wbrew jego woli i tylko dla własnej zabawy, nie jest szczególnie wyrafinowaną formą rozrywki. Zwłaszcza że chomik może mieć na temat takiej zabawy własne, bardzo dobrze uzębione stanowisko.

Tak czy inaczej, w świecie dzikiego zwierzęcia taka agresja jest narzędziem. Mały ssak, który żyje samotnie, posiada własne terytorium, musi zdobywać pokarm i sam bronić siebie oraz swoich zapasów, nie może pozwolić sobie na luksus bycia potulnym. Czasem najlepszym sposobem na przeżycie jest przekonanie większego przeciwnika, że zjedzenie właśnie tego obiadu może jednak wiązać się z pewnymi ubytkami na ciele. I mogłoby się wydawać, że przy takiej płodności (młode wyskakują z nory i są praktycznie samodzilene już po miesiącu), odwadze i umiejętności urządzenia sobie życia, chomikowi nic szczególnego nie grozi. W końcu gryzoń. Rozmnaża się szybko, jest ich pewnie mnóstwo, a skoro potrafi mieszkać na polach, przy drogach i w ogrodach, to najwyraźniej jakoś sobie radzi. Tyle że sobie NIE radzi. Chomików w Polsce jest coraz mniej a sprawa wygladac zaczyna dramatycznie źle.
Jeszcze kilkadziesiąt lat temu sytuacja miała się zupełnie inaczej. W latach 1950–1970 odnotowano w Polsce 1176 czynnych stanowisk tego gatunku, a chomik występował niemal na całym południu kraju, oprócz górskich wysokości. Później jego zasięg zaczął się niepokojąco kurczyć. Starsi mieszkańcy południowej Wielkopolski wspominali, że od lat osiemdziesiątych przestali spotykać zwierzęta, które wcześniej były tam dobrze znane. Kiedy dwie dekady temu ponownie sprawdzono ponad 60 stanowisk wskazywanych wcześniej jako miejsca występowania chomika, nie udało się potwierdzić obecności ani jednego osobnika.
Nie stało się to dlatego, że nagle wszystkie chomiki zapomniały, jak się rozmnażać. Ich problemem okazało się środowisko, które człowiek przez lata zmieniał szybciej, niż zwierzę było w stanie się do tych zmian dostosować. Przekształcenia rolnictwa, zmiany sposobu użytkowania pól, likwidowanie siedlisk oraz celowe zwalczanie chomika jako domniemanego szkodnika! sprawiły, że coraz trudniej było znaleźć mu odpowiednie miejsce do życia. Zwierzę, które przez długi czas świetnie korzystało z krajobrazu stworzonego przez rolnictwo, zaczęło przegrywać właśnie z jego kolejnymi przemianami.
W 1995 roku chomik europejski został w Polsce objęty ścisłą ochroną gatunkową, a od 1999 roku chroni go również Konwencja Berneńska. Przepisy przepisami, bo jeżeli pod ochroną znajdzie się zwierzę, ale zabraknie mu miejsca, w którym może wykopać swoją dwumetrową norę, znaleźć pokarm i zgromadzić zapasy na kolejną zimę..finał będzie ten sam, co bez przepisów. Potrzeba zatem chomikowi aktywnej formy ochrony, aktywnej pomocy.

Powiedzieliśmy, że chomik czasem „szczeka” -rzeczywiście potrafi wydawać dźwięki przypominające szczekanie. W niektórych regionach nazywano go nawet psiaczkiem ziemnym albo „ziemnym psem”. Ma zresztą całkiem pokaźną kolekcję nazw ludowych, co może świadczyć o tym, że ludzie od dawna dobrze go znali. Albo przynajmniej często spotykali go na tyle, żeby nadać mu kilka imion…tak już nie jest.
Człowiek przez lata uważał go za pospolitego gryzonia, którego jest wszędzie pełno. Dziś zostało go niewiele a największym problemem nie okazał się więc kot, lis, tyko świat zmieniający się na niekorzyść dla chomika, coraz szybciej i szybciej.
✍️A. Gąssowski
📸Cezary Korkosz

03/09/2026

Krakowska restauracja, której nazwa przetrwała właścicieli.

W latach 20. XX wieku budynek, w którym działała restauracja, należał do Lustgartena – ojca znanego bramkarza krakowskiej Cracovii.

Sam bramkarz zapisał się w historii polskiej piłki. Przypisuje mu się spopularyzowanie w Polsce tzw. robinsonady, czyli efektownej interwencji bramkarza polegającej na rzuceniu się w kierunku piłki.

Później restaurację przejął Goldstein. Lokal pozostawał w rękach żydowskich aż do wybuchu II wojny światowej.

Po wojnie właściciele się zmienili, ale krakowianie nadal używali dawnej nazwy.

Oficjalnie lokal funkcjonował już wtedy pod innymi nazwami – „Uniwersytecka”, a później „Barcelona”. Dawna nazwa jednak okazała się znacznie trwalsza niż szyldy nad wejściem.

Dopiero po kilkudziesięciu latach przywrócono nazwę „U Żyda”.

W ostatnim okresie istnienia budynku działał tam już sklep z drobiazgami.

I tak zniknęła restauracja, zmieniali się jej właściciele i oficjalne nazwy, ale jedna nazwa przez dziesięciolecia pozostała w pamięci krakowian.
1920 - 1925 rok

28/08/2026
28/08/2026
27/08/2026

„Grabić czy nie grabić" to pytanie źle postawione. W polskim internecie toczy się jako spór światopoglądowy — jedni piszą, że grabienie powoduje więcej szkody niż pożytku, drudzy, że w większości przypadków jest jak najbardziej wskazane.

Ciekawe jest to, że obie strony podają dokładnie ten sam podział na strefy. Różnią się tylko tym, jak nazwać całość.

REGUŁA, KTÓRA ROZSTRZYGA SPÓR
Jedno zdanie: liście przechowuje się według miejsca ich położenia — na murawie należy grabić, na rabatach zostawić cienką warstwę.

To wszystko. Reszta to doprecyzowanie.

STREFA PIERWSZA: ŚCIEŻKI, SCHODY, TARAS
Tu nie ma dyskusji i to jedyne miejsce, gdzie sprzątanie jest bezwarunkowe. Liście z czasem gniją i robią się śliskie, dlatego usuwa się je w pierwszej kolejności ze ścieżek, schodów, tarasów i podjazdów. Mokra nawierzchnia, która wraz ze spadkiem temperatury pokrywa się szronem, bywa szczególnie niebezpieczna.

STREFA DRUGA: TRAWNIK — GRABIĆ
I tu argument jest mocniejszy niż „bo brzydko wygląda".

Gruba warstwa liści odcina korzenie i źdźbła trawy od światła oraz zwiększa wilgotność, co w krótkim czasie prowadzi do chorób grzybowych — przede wszystkim pleśni śniegowej. Objawy to białe plamy, a następnie placki, w których przestaje rosnąć trawa. Chorobę da się naprawić, ale leczenie jest długotrwałe i kłopotliwe.

Nasila się przy tym z dwóch powodów naraz: gdy nie wykonano ostatniego jesiennego koszenia i gdy nie usunięto liści.

Praktyczna wskazówka: grabić regularnie, krótkimi sesjami, zamiast raz, gdy leży już wszystko.

ALE UWAGA — TRAWNIK TO NIE TO SAMO CO ŁĄKA
To rozróżnienie przesądza o połowie przypadków. Grabienie ma sens, o ile trawnik jest złożony wyłącznie z trawy.

Z łąk kwietnych liści się nie usuwa. Nawet jeśli zostawiasz mlecze czy koniczynę dla owadów, liście pomogą w rozwoju tych kwiatów. To samo dotyczy trawnika z koniczyną.

Czyli: im mniej jednorodny trawnik, tym mniej powodów do grabienia.

STREFA TRZECIA: RABATY I POD KRZEWAMI — ZOSTAWIĆ
Warto nie grabić liści z rabat kwiatowych ani grządek, a także pozostawić je pod krzewami i drzewami, tam gdzie nie ma trawnika.

Na grządkach i małych rabatkach cienkie warstwy liści działają jak ściółka: chronią glebę przed utratą wilgoci, zapewniają ochronę przed mrozem i stopniowo ją użyźniają.

Do tego funkcja, którą opisywał poprzedni wpis: opadłe liście stanowią zimowe schronienie dla małych żyjątek. Łodygi przycięte na trzydzieści centymetrów i liście pozostawione u ich podstawy to jedna konstrukcja, nie dwie osobne decyzje.

STREFA CZWARTA, O KTÓREJ PRAWIE NIKT NIE MÓWI
Bo „rabata" nie jest jednorodna.

Liście trzeba usunąć z rabat i kwietników, na których rosną niskie rośliny zimozielone — runianka, bluszcz, płożące irgi czy iglaki. Pozostawione tam liście sprawiają, że do roślin dociera niewiele światła, a na gałązkach roślin płożących powodują żółte przebarwienia.

Reguła jest więc taka: rabata z bylinami, które na zimę zamierają — zostaw. Rabata z roślinami, które zimą nadal mają liście — zgrab.

TECHNIKA, KTÓRA GODZI OBIE STRONY
Jeśli chcesz mieć czysty trawnik i jednocześnie ściółkę na rabatach, nie musisz wybierać. Liście z murawy można zgrabić kosiarką z funkcją mielenia, rozdrobnić odkurzaczem ogrodowym z funkcją rozdrabniania albo rozdrabniaczem. Niewielką ilość da się pokruszyć ręcznie po rozsypaniu na suchej powierzchni.

Rozdrobniony materiał trafia tam, gdzie jest potrzebny.

Zastrzeżenie: celowe ściółkowanie wymaga kontroli nad grubością i rozmieszczeniem warstwy. Liście nie powinny być układane grubo, bo po zamoknięciu sklejają się i odcinają dostęp powietrza. To dotyczy również rabat — cienka warstwa to ściółka, gruba to kompres.

CO JESZCZE ZROBIĆ Z NADMIAREM
Gruba ściółka liściowa dobrze chroni przed mrozem korzenie, kłącza, bulwy i cebule.

Liście są też idealnym materiałem na kopczyki wokół niedawno posadzonych drzew i krzewów. To wraca do wątku z wcześniejszego wpisu o nasadzeniach: świeżo posadzone drzewo potrzebuje ochrony przez pierwsze lata, a materiał na nią spada z niego samego.

Reszta idzie na kompost, gdzie liście stanowią cenny składnik.

Świadomie nie wymieniam tu dmuchaw do liści. W jednym z wcześniejszych wpisów o jeżach ustaliliśmy, dlaczego — zwierzęta szukające schronienia w opadłych liściach są narażone na wyrzucenie lub obrażenia siłą strumienia powietrza.

Cztery strefy, jedna grabie, żadnego światopoglądu. Ścieżka czysta, trawnik czysty, rabata przykryta, zimozielone odsłonięte.

Adres

W. Popławskiego 4
Kraków

Telefon

+48608681682

Strona internetowa

Powiadomienia

Bądź na bieżąco: wyślemy Ci e-mail, gdy P.U.H. BIOS Włodzimierz Kasperski opublikuje nowości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu, a subskrypcję możesz anulować w dowolnym momencie.

Kontakt: Firmę

Wyślij wiadomość do P.U.H. BIOS Włodzimierz Kasperski:

Skróty

Udostępnij