21/09/2026
Ach, mości Panowie i Waćpanny! Oto przed nami dzieło, które od ponad pięciu stuleci zachwyca krakowian i przybyszów z całej Europy – wielki ołtarz Mariacki dłuta Wita Stwosza.
W tysiąc czterysta siedemdziesiątym siódmym roku do Krakowa przybył z Norymbergi Wit Stwosz. Sprowadzili go przedstawiciele krakowskiego patrycjatu, aby wykonał nastawę ołtarza głównego dla kościoła Mariackiego. Prace trwały dwanaście lat i zakończyły się w tysiąc czterysta osiemdziesiątym dziewiątym roku.
I cóż to za dzieło! Ołtarz ma około trzynastu metrów wysokości i jedenaście metrów szerokości. Jest pentaptykiem, czyli nastawą złożoną z pięciu części: centralnej szafy oraz dwóch par skrzydeł. Konstrukcję wykonano z drewna dębowego, tło z modrzewia, natomiast monumentalne figury wyrzeźbiono z drewna lipowego.
W całym ołtarzu znajduje się ponad dwieście figur. I właśnie tutaj Stwosz pokazuje swój kunszt. Nie tworzy postaci jednakowych i bez wyrazu. Każdej nadaje własne rysy, gesty i charakter. Niektóre twarze przypominają wręcz prawdziwych mieszkańców średniowiecznego Krakowa.
W samym centrum widzimy Zaśnięcie Najświętszej Marii Panny. Maryję otaczają Apostołowie, a święty Jakub podtrzymuje ją w chwili omdlenia. Monumentalne figury mają około dwóch metrów i siedemdziesięciu centymetrów wysokości, dzięki czemu scena robi ogromne wrażenie nawet z dużej odległości.
Spójrzcie teraz na skrzydła. Gdy ołtarz jest otwarty, widzimy sceny określane jako Sześć Radości Marii. Po zamknięciu ukazuje się natomiast dwanaście kwater ze scenami z życia Chrystusa i Jego Matki. U dołu znajduje się predella z Drzewem Jessego, czyli symbolicznym przedstawieniem genealogii Marii i Chrystusa.
A wysoko, ponad wszystkim, znajduje się scena koronacji Marii na Królową nieba i ziemi. Towarzyszą jej Chrystus i Bóg Ojciec, a nad głową Maryi unosi się gołębica symbolizująca Ducha Świętego. Po bokach stoją między innymi święty Wojciech i święty Stanisław.
Ale, mości Państwo, historia tego ołtarza nie kończy się w średniowieczu.
Pod koniec sierpnia tysiąc dziewięćset trzydziestego dziewiątego roku, w obliczu nadciągającej wojny, podjęto próbę uratowania dzieła. Ołtarz zdemontowano. Figury przewieziono Wisłą do Sandomierza, natomiast część elementów dekoracyjnych ukryto w Krakowie. Niemcy odnaleźli jednak poszczególne części i wywieźli je do Norymbergi.
Po wojnie, dzięki staraniom profesora Karola Estreichera i przy pomocy Amerykanów, ołtarz został odnaleziony i w tysiąc dziewięćset czterdziestym szóstym roku powrócił do Krakowa. Najpierw poddano go konserwacji, a następnie eksponowano na Wawelu. Do kościoła Mariackiego powrócił dopiero w tysiąc dziewięćset pięćdziesiątym siódmym roku.
I dlatego, patrząc dziś na dzieło Wita Stwosza, warto pamiętać, że nie oglądamy jedynie pięknego średniowiecznego ołtarza.
Patrzymy na dzieło, które przetrwało ponad pięćset lat, wojny, grabież i wywózkę do Norymbergi – i po wszystkim wróciło na swoje miejsce.
Bo ołtarz Wita Stwosza miał być ozdobą Krakowa. A stał się jednym z jego największych znaków rozpoznawczych.
, , , , , , , ,