Kraków okiem szlachty

Wskazówki dojazdu

Kraków okiem szlachty Dane kontaktowe, mapa i wskazówki, formularz kontaktowy, godziny otwarcia, usługi, oceny, zdjęcia, filmy i ogłoszenia od Kraków okiem szlachty, Przewodnik turystyczny, Kraków.

21/09/2026

Ach, mości Panowie i Waćpanny! Oto przed nami dzieło, które od ponad pięciu stuleci zachwyca krakowian i przybyszów z całej Europy – wielki ołtarz Mariacki dłuta Wita Stwosza.

W tysiąc czterysta siedemdziesiątym siódmym roku do Krakowa przybył z Norymbergi Wit Stwosz. Sprowadzili go przedstawiciele krakowskiego patrycjatu, aby wykonał nastawę ołtarza głównego dla kościoła Mariackiego. Prace trwały dwanaście lat i zakończyły się w tysiąc czterysta osiemdziesiątym dziewiątym roku.

I cóż to za dzieło! Ołtarz ma około trzynastu metrów wysokości i jedenaście metrów szerokości. Jest pentaptykiem, czyli nastawą złożoną z pięciu części: centralnej szafy oraz dwóch par skrzydeł. Konstrukcję wykonano z drewna dębowego, tło z modrzewia, natomiast monumentalne figury wyrzeźbiono z drewna lipowego.

W całym ołtarzu znajduje się ponad dwieście figur. I właśnie tutaj Stwosz pokazuje swój kunszt. Nie tworzy postaci jednakowych i bez wyrazu. Każdej nadaje własne rysy, gesty i charakter. Niektóre twarze przypominają wręcz prawdziwych mieszkańców średniowiecznego Krakowa.

W samym centrum widzimy Zaśnięcie Najświętszej Marii Panny. Maryję otaczają Apostołowie, a święty Jakub podtrzymuje ją w chwili omdlenia. Monumentalne figury mają około dwóch metrów i siedemdziesięciu centymetrów wysokości, dzięki czemu scena robi ogromne wrażenie nawet z dużej odległości.

Spójrzcie teraz na skrzydła. Gdy ołtarz jest otwarty, widzimy sceny określane jako Sześć Radości Marii. Po zamknięciu ukazuje się natomiast dwanaście kwater ze scenami z życia Chrystusa i Jego Matki. U dołu znajduje się predella z Drzewem Jessego, czyli symbolicznym przedstawieniem genealogii Marii i Chrystusa.

A wysoko, ponad wszystkim, znajduje się scena koronacji Marii na Królową nieba i ziemi. Towarzyszą jej Chrystus i Bóg Ojciec, a nad głową Maryi unosi się gołębica symbolizująca Ducha Świętego. Po bokach stoją między innymi święty Wojciech i święty Stanisław.

Ale, mości Państwo, historia tego ołtarza nie kończy się w średniowieczu.

Pod koniec sierpnia tysiąc dziewięćset trzydziestego dziewiątego roku, w obliczu nadciągającej wojny, podjęto próbę uratowania dzieła. Ołtarz zdemontowano. Figury przewieziono Wisłą do Sandomierza, natomiast część elementów dekoracyjnych ukryto w Krakowie. Niemcy odnaleźli jednak poszczególne części i wywieźli je do Norymbergi.

Po wojnie, dzięki staraniom profesora Karola Estreichera i przy pomocy Amerykanów, ołtarz został odnaleziony i w tysiąc dziewięćset czterdziestym szóstym roku powrócił do Krakowa. Najpierw poddano go konserwacji, a następnie eksponowano na Wawelu. Do kościoła Mariackiego powrócił dopiero w tysiąc dziewięćset pięćdziesiątym siódmym roku.

I dlatego, patrząc dziś na dzieło Wita Stwosza, warto pamiętać, że nie oglądamy jedynie pięknego średniowiecznego ołtarza.

Patrzymy na dzieło, które przetrwało ponad pięćset lat, wojny, grabież i wywózkę do Norymbergi – i po wszystkim wróciło na swoje miejsce.

Bo ołtarz Wita Stwosza miał być ozdobą Krakowa. A stał się jednym z jego największych znaków rozpoznawczych.

, , , , , , , ,

Kościół Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Krakowie Ach, mości Panowie i Waćpanny! Podejdźcie no bliżej ulicy Grodzkiej...
09/09/2026

Kościół Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Krakowie
Ach, mości Panowie i Waćpanny! Podejdźcie no bliżej ulicy Grodzkiej, bo oto przed nami świątynia, która już z daleka daje znać, że nie byle jaki kościół przed nami stoi.

Oto kościół Świętych Apostołów Piotra i Pawła – jedna z najważniejszych budowli barokowych Krakowa.

A historia jego zaczyna się pod koniec szesnastego wieku, kiedy do Krakowa przybyli jezuici. Zakon ten otrzymał teren przy ulicy Grodzkiej i postanowił wznieść tutaj wielką świątynię.
Budowę rozpoczęto w roku tysiąc pięćset dziewięćdziesiątym siódmym, za panowania króla Zygmunta III Wazy.

I powiadam wam, mości Państwo – nie chcieli jezuici postawić tutaj zwyczajnego kościółka!
Miał to być kościół godny wielkiego zakonu, który w Rzeczypospolitej prowadził szkoły, kolegia i zajmował się edukacją młodzieży.
Projekt świątyni przypisuje się Giovanniemu Marii Bernardoniemu, włoskiemu architektowi związanemu z jezuitami. Później przy budowie pracowali także inni architekci, między innymi Giovanni Trevano.
Kościół ukończono w pierwszej połowie siedemnastego wieku, a jego uroczysta konsekracja odbyła się w roku tysiąc sześćset trzydziestym piątym.

A teraz, mości Panowie, spójrzcie na fasadę!
Wykonana z jasnego kamienia, z potężnym portalem i figurami świętych jezuitów, robi wrażenie nawet na tych, którzy barokiem nie bardzo się interesują.
Po bokach wejścia stoją figury świętych Piotra i Pawła, patronów świątyni, a wyżej widzimy między innymi świętych związanych z zakonem jezuitów.
Lecz prawdziwe widowisko czeka nas przed kościołem.

Spójrzcie na ogrodzenie! Mamy całą apostolską kompanię, niczym strażników pilnujących wejścia do świątyni.

A wnętrze?
Ach, mości Państwo, tutaj barok pokazuje już pełnię swojej potęgi!
Wysokie sklepienia, dekoracje i monumentalna przestrzeń miały robić na wiernych ogromne wrażenie. Jezuici doskonale wiedzieli, że sztuka może przemawiać do człowieka równie mocno jak kazanie.
Ale jest tutaj jeszcze coś niezwykłego.
W kościele znajduje się najdłuższe wahadło Foucaulta w Polsce, dzięki któremu podczas pokazów można obserwować obrót Ziemi.

Tak, mości panowie – nawet tutaj nauka spotyka się z historią.
A świątynia miała też swoje burzliwe losy. Po kasacie zakonu jezuitów w roku tysiąc siedemset siedemdziesiątym trzecim kościół zmieniał gospodarzy, aż ostatecznie został przekazany Komisji Edukacji Narodowej, a następnie stał się kościołem parafialnym.

Dziś zaś jest świątynią parafii Wszystkich Świętych i jednym z najbardziej rozpoznawalnych kościołów przy królewskiej drodze.
Bo tędy, waszmości , przez wieki przechodziły królewskie orszaki zmierzające z Wawelu ku północnej części miasta.

I dlatego, gdy stoicie przy Grodzkiej, spójrzcie na ten kościół nie tylko jak na piękny zabytek.
To świadek epoki Wazów, jezuitów, kontrreformacji i wielkiej sztuki baroku.

A powiadam wam na koniec:
Niektóre świątynie buduje się po to, aby się w nich modlić.
A niektóre buduje się tak, aby człowiek, który do nich wejdzie, poczuł wielkość swojej wiary.
Kościół Świętych Apostołów Piotra i Pawła jest właśnie takim miejscem.

Zdjęcie wykorzystano ze strony https://polskapogodzinach.pl/atrakcje-krakowa/

, , , , , , , ,

A powitać Was wszystkich pragnę i Wy wszyscy którzy spragnieni wiedzy jesteście.Dzisaj będzie o Stanisławie który nie ty...
23/08/2026

A powitać Was wszystkich pragnę i Wy wszyscy którzy spragnieni wiedzy jesteście.
Dzisaj będzie o Stanisławie który nie tylko znany z pisania czy tworzenia pięknych obrazów czy witraży czy nawet projektowania mebli, będzie o uczniu samego Jana Matejki.
Tak dzisaj będzie o Stanisławie Wyspiańskim.
Także zaczynajmy.

Ach, mości Panowie i Waćpanny! Skoro już przechadzamy się po Krakowie artystów, poetów i ludzi niespokojnego ducha, nie sposób pominąć człowieka, który temu miastu nadał własne oblicze.
Oto Stanisław Wyspiański – malarz, poeta, dramaturg, projektant i człek tak wszechstronny, że można by rzec: jeden człowiek, a jakby cała kompania artystyczna!

Urodził się w Krakowie piętnastego stycznia tysiąc osiemset sześćdziesiątego dziewiątego roku, w domu przy ulicy Krupniczej. Od młodości związany był z Krakowem, jego zabytkami i sztuką. Studiował w krakowskiej Szkole Sztuk Pięknych, gdzie jednym z jego najważniejszych nauczycieli był sam Jan Matejko.

Ale Wyspiański, mości państwo, nie zamierzał zostać jeno malarzem.
Interesowało go niemal wszystko: malarstwo, rysunek, witraż, architektura, teatr, poezja i sztuka użytkowa. Krakowskie kościoły, kamienice i zabytki były dla niego nie tylko pamiątkami przeszłości. Widział w nich żywą historię miasta.

Szczególnie bliski był mu kościół Franciszkanów.
To właśnie tutaj pozostawił jedne ze swoich największych dzieł – niezwykłe witraże i polichromie. A wśród nich słynny „Bóg Ojciec – Stań się!”, potężną i pełną ruchu wizję Stwórcy.
Powiadam wam, waćpanny – wystarczy stanąć pod tym witrażem i spojrzeć w górę, aby zrozumieć, że Wyspiański nie zamierzał tworzyć sztuki spokojnej i przewidywalnej.

Chciał, aby ona przemawiała!
Tworzył także projekty witraży dla katedry wawelskiej, między innymi przedstawiające Kazimierza Wielkiego, Henryka Pobożnego i świętego Stanisława. Ostatecznie jednak jego wielkie zamierzenia dotyczące przebudowy i wystroju Wawelu nie zostały zrealizowane.

Ale, mości Państwo, Wyspiański miał jeszcze jedną wielką broń – teatr.
I właśnie tutaj dochodzimy do dzieła, które rozsławiło jego imię w całej Polsce.
„Wesele”.
W roku tysiąc dziewięćsetnym Wyspiański był gościem wesela poety Lucjana Rydla i Jadwigi Mikołajczykówny. Ślub odbył się w kościele Mariackim, a wesele odbywało się w domu Włodzimierza Tetmajera w Bronowicach.
Wyspiański obserwował gości, słuchał rozmów i zapamiętywał ich sposób mówienia.

A potem, mości panowie, zrobił rzecz niezwykłą.
Z jednego krakowskiego wesela stworzył dramat o całej Polsce.
O chłopach i inteligencji.
O marzeniach o niepodległości.
O narodowych mitach.
I o tym, dlaczego Polacy potrafią pięknie mówić o wielkich czynach, lecz znacznie trudniej przychodzi im je wykonać.
„Wesele” nie jest więc tylko opowieścią o weselnikach.
To zwierciadło, które Wyspiański postawił przed całym narodem.

Lecz życie tego niezwykłego człowieka trwało krótko.
Wyspiański ciężko chorował i zmarł dwudziestego ósmego listopada tysiąc dziewięćset siódmego roku, mając zaledwie trzydzieści osiem lat.
Pochowano go na Skałce, w Krypcie Zasłużonych.
I tak zakończyło się życie człowieka, który przeżył niewiele ponad trzydzieści osiem lat, a pozostawił po sobie dorobek, którego niejeden artysta nie stworzyłby przez całe życie.

A Kraków?
Kraków pamięta o nim do dziś.
Bo Wyspiański nie tylko tworzył w tym mieście.
On próbował przemienić Kraków w dzieło sztuki.
Dlatego, mości panowie i waćpanny, kiedy przechodzicie obok Franciszkanów, patrzycie na jego witraże, spacerujecie po Plantach albo spoglądacie na Wawel, wspomnijcie człowieka, który widział w tym mieście coś więcej niż mury i ulice.

Widział jego duszę.
I powiadam wam na koniec:
Matejko malował wielką historię Polski.
Wyspiański próbował zadać Polsce pytanie, co z tą historią pocznie.
A Kraków po dziś dzień nosi jego ślad.

Zdjęcia pochodzą z wikipedii oraz że strony zwrot.cz

, , , , , , , , ,

Ach, mości Panowie i Waćpanny! Skoro już jesteśmy w Krakowie, mieście królów, uczonych i artystów, trzeba wam opowiedzie...
16/08/2026

Ach, mości Panowie i Waćpanny! Skoro już jesteśmy w Krakowie, mieście królów, uczonych i artystów, trzeba wam opowiedzieć o miejscu, gdzie od ponad dwóch stuleci młodzi ludzie uczą się, jak z kawałka płótna, gliny czy kamienia uczynić prawdziwe dzieło sztuki.

Oto Akademia Sztuk Pięknych imienia Jana Matejki – najstarsza polska uczelnia artystyczna.

Jej historia zaczyna się w roku tysiąc osiemset osiemnastym , kiedy przy Uniwersytecie Jagiellońskim powołano Szkołę Rysunku i Malarstwa. Pierwszymi nauczycielami byli Józef Brodowski i Józef Peszka, a wkrótce pojawiła się także nauka rzeźby.

Ale spokojnie, mości państwo – nie od razu z tej szkoły powstała wielka Akademia.

Po upadku powstania listopadowego władze austriackie ograniczyły jej działalność. W roku tysiąc osiemset szkołę odłączono od Uniwersytetu Jagiellońskiego i włączono do Instytutu Technicznego. Przez wiele lat działała więc w znacznie skromniejszej formie.

Aż nadszedł rok 1873.

Wtedy szkoła odzyskała samodzielność jako Szkoła Sztuk Pięknych, a jej dyrektorem został człowiek, którego nazwiska Krakowowi przedstawiać nie trzeba – Jan Matejko.

I tu, zacni ludzie , zaczyna się złoty rozdział tej historii.

Matejko nie tylko był wielkim malarzem. Był także znakomitym pedagogiem. Potrafił wychować całe pokolenie artystów i uczynić krakowską szkołę jednym z najważniejszych ośrodków sztuki w Polsce.

Za jego czasów powstał także obecny gmach przy placu Matejki, wzniesiony według projektu Macieja Moraczewskiego i oddany do użytku w 1880 roku.

Po śmierci Matejki w roku 1893 szkoła potrzebowała nowego gospodarza. Został nim Julian Fałat, który objął stanowisko dyrektora w 1895 roku.

I właśnie Fałat miał dokonać rzeczy wielkiej.

W roku 1900 szkoła otrzymała status Akademii Sztuk Pięknych.

A Fałat sprowadził do Krakowa prawdziwą artystyczną kompanię!

Profesorami zostali między innymi Jacek Malczewski, Leon Wyczółkowski, Stanisław Wyspiański, Józef Mehoffer, Teodor Axentowicz, Jan Stanisławski, Wojciech Weiss i Konstanty Laszczka.

Mości państwo – czyż można sobie wyobrazić lepsze grono?

To właśnie wtedy Kraków stał się jednym z najważniejszych centrów artystycznych Młodej Polski. Artyści spotykali się w pracowniach, kawiarniach i miejscach takich jak Jama Michalika. Rodziły się nowe pomysły, dzieła i artystyczne spory.

Akademia przetrwała także burzliwy XX wiek. Po II wojnie światowej przechodziła kolejne reorganizacje, a w latach 1950–1956 nosiła nazwę Akademii Sztuk Plastycznych.

W roku 1979, w setną rocznicę powstania obecnego gmachu, uczelnia otrzymała imię swojego wielkiego dyrektora i mistrza – Jana Matejki.

I tak, mości panowie i waćpanny, szkoła, która zaczęła się od kilku nauczycieli rysunku i malarstwa, stała się jedną z najważniejszych uczelni artystycznych Polski.

A kiedy przechodzicie obok jej gmachu przy placu Matejki, pamiętajcie, że za tymi murami kształcili się artyści, którzy później zmieniali oblicze polskiej sztuki.

Od Brodowskiego i Peszki, przez Matejkę i Wyspiańskiego, aż po współczesnych artystów – historia tej uczelni to ponad dwieście lat krakowskiej sztuki.

I powiadam wam na koniec:

Nie każda szkoła może pochwalić się tym, że wychowała całe pokolenia mistrzów.

A krakowska Akademia może.

Bo tutaj od ponad dwóch stuleci nie tylko uczono malować.

Tutaj uczono, jak zostawić po sobie ślad w historii.
, , , , , , , , ,

Jama MichalikaAch, mości Panowie i Waćpanny! A dzisiaj będzie o miejscu nie byle jakim tu gdzie Kraków artystów, poetów ...
09/08/2026

Jama Michalika

Ach, mości Panowie i Waćpanny! A dzisiaj będzie o miejscu nie byle jakim tu gdzie Kraków artystów, poetów i bohemy miał swoje prawdziwe królestwo.

To Jama Michalika przy ulicy Floriańskiej. Dlaczego Jama a bo lokal był ciasny i przede wszystkim bez okien, więc krakowianie rychło nazwali go Jamą oczywiście nie Smoczą;)

W roku 1895 otworzył tu cukiernię Jan Michalik, pochodzący z Lwowa cukiernik. Początkowo sprzedawał ciasta i słodycze, ale z czasem zaczęli się tu schodzić młodzi artyści, literaci i studenci krakowskiej ASP a o budynku ASP będzie niebawem

I tak zwyczajna cukiernia stała się miejscem krakowskiej bohemy.

W latach 1905–1906 narodził się tutaj słynny kabaret Zielony Balonik. Skąd taka szalona nazwa ? Wieść niesie że dziewczę stało przed tym budynkiem i baloniki sprzedawało a że zgrabiały jej rączki od zimna to i czucia mniej w nich było i uciekł jej jeden balonik i był w kolorze zielonym i dlatego.
Czy to prawda? Ja Waszmościowie i Waćpanny uważam że a i owszem.
Były wiersze, piosenki, żarty i satyra – nieraz bardzo ostra. Śmiano się z mieszczaństwa, polityków, artystów, no baaa a nawet z samych krakowian bo jakże by inaczej. Konferansjer Tadeusz Boy Żeleński był mistrzem jedynym w swoim rodzaju

Wśród bywalców byli między innymi Stanisław Wyspiański, Józef Mehoffer, Kazimierz Sichulski i Lucjan Rydel.

A ściany Jamy? One same są kawałkiem historii. Artyści ozdobili wnętrze swoimi pracami, tworząc miejsce niezwykłe i trochę magiczne. Są one do tej pory na ścianach wewnątrz umieszczone

I dlatego, mości państwo, kiedy przechodzicie Floriańską, warto tu zajrzeć.

Bo Jama Michalika to nie tylko dawna cukiernia.

To miejsce, gdzie przy kawie i kieliszku likieru rodziły się żarty, wiersze i pomysły ludzi, którzy współtworzyli krakowską Młodą Polskę.

Także Was nie tylko Waszmości ale każdego z Was zapraszam do tego miejsca a zobaczysz na własne oczy jak wyglądała i nadal wygląda przedwojenna kawiarnia

Nie każda cukiernia zostaje legendą. Ta jednak została.
, , , , , , ,

Pragnę powitać Was wyjątkowo w sobotnią wieczorową porą i poinformować Was że jutrzejszy odcinek Kraków okiem szlachty b...
01/08/2026

Pragnę powitać Was wyjątkowo w sobotnią wieczorową porą i poinformować Was że jutrzejszy odcinek Kraków okiem szlachty będzie miał premierę za tydzień że względu na wydarzenie w którym biorę czynny udział i na które Was Waćpanny i Waszmości zapraszam, pod Kraków do Rudna na zamek Tęczyn
, , , , ,
a w ciągu kilku dni dorzucę fotorelację a następny odcinek już w następną niedzielę czyli 9 sierpnia a tymczasem zapraszam jutro na historię na żywo przybądźcie a nie będziecie żałować bo co żywa lekcja historii to żywa

Zgodnie z obietnicą przesyłam kilka migawek z tego wydarzenia

A dzisiaj, moi drodzy, będzie o kolegiacie Świętej Anny.Patronka dnia dzisiejszego i zarazem babcia Jezusa. Zaczynamy. S...
26/07/2026

A dzisiaj, moi drodzy, będzie o kolegiacie Świętej Anny.
Patronka dnia dzisiejszego i zarazem babcia Jezusa. Zaczynamy.
Staram się by każda wycieczka ze mną miała możliwość zobaczenia tego budynku.

Spójrzcie na tę świątynię przy ulicy Świętej Anny. Z zewnątrz wygląda dumnie i barokowo, ale historia tego miejsca sięga dużo głębiej – aż do XIV wieku.
Najstarsza wzmianka pochodzi z 1363 roku. Kazimierz Wielki prosił wtedy papieża Urbana V toż i tego samego który zezwolił na utworzenie uniwersytetu o odpust dla tych, którzy nawiedzą ten kościół. Był wtedy jeszcze drewniany.

W 1407 roku, podczas rozruchów antyżydowskich, kościół spłonął. Na zgliszczach, jeszcze w tym samym roku, Władysław Jagiełło ufundował murowaną, gotycką świątynię. W 1418 roku związał ją na dobre z Akademią Krakowską – uczelnia dostała prawo patronatu. Od tej pory kościół i uniwersytet szły już razem. W 1535 roku został kolegiatą.
Prawdziwą sławę przyniósł mu jednak Jan z Kęt.Patron wszystkich profesorów i studentów

Profesor Akademii, zmarł w 1473 roku i został tu pochowany. Kult narastał, a kiedy zaczęto starać się o kanonizację, stary gotycki kościół okazał się za mały. Dosłownie.
Dlatego w 1689 roku go rozebrano i zaczęto budować od nowa. Projekt zrobił Tylman z Gameren, ale prawdziwym duchem tej budowy był ksiądz Sebastian Piskorski – proboszcz i profesor. On pilnował wszystkiego: murów, wystroju, idei. Budowano do 1703 roku i w tym samym roku kościół konsekrowano.
I tak powstała świątynia, którą znamy dziś. Jedno z najpiękniejszych barokowych wnętrz w Krakowie. Stiuki Fontany które inne jego prace można także zobaczyć w muzeum Krzysztofory w sali balowej , malowidła Dankwarta i braci Montich, a w ołtarzu głównym obraz Anny Samotrzeć Siemiginowskiego.

Najważniejsze miejsce to jednak konfesja świętego Jana Kantego. Tu leżą jego relikwie. Po prawej stronie przed ołtarzem głównym.Kanonizowany został dopiero w 1767 roku. Przy konfesji widać różne wota, a wśród nich buńczuki tureckie – tradycja łączy je z odsieczą wiedeńską.

W tym jednym kościele spotykają się wiara, nauka i historia Rzeczypospolitej. Do dziś odbywają się tu uniwersyteckie uroczystości.

Dlatego nie patrzcie na niego tylko jak na ładny barokowy kościół.
Są bazyliki, katedry,fary a ten kościół to kolegiatą zwany.
A ta kolegiata Świętej Anny jest właśnie taką kroniką – zapisaną w kamieniu, stiuku i pamięci.
To miejsce, które pamięta Jagiellonów, profesorów, świętego uczonego i cały ten barokowy rozmach.
Nie każdy kościół jest tylko kościołem.
Niektóre są kronikami miasta.

Powitać Was wszystkich chciałbym ponownie gorąco i serdecznie jak co tydzień a dzisaj zgodnie z obietnicą:Muzeum Książąt...
19/07/2026

Powitać Was wszystkich chciałbym ponownie gorąco i serdecznie jak co tydzień a dzisaj zgodnie z obietnicą:

Muzeum Książąt Czartoryskich – Część II

Skarby Rzeczypospolitej i ich burzliwe dzieje

A więc , mości Panowie i Waćpanny, przekroczmy teraz próg tego osobliwego miejsca. Lecz pamiętajcie – nie wchodzimy jedynie do muzeum. Wkraczamy do skarbca pamięci narodu, gdzie każdy przedmiot ma własną historię, a niejedna z nich mogłaby posłużyć za księgę pełną przygód.

Rozejrzyjcie się uważnie.

Nie znajdziecie tu wyłącznie obrazów. Są królewskie pamiątki, średniowieczne miecze, husarskie zbroje, buławy hetmańskie, orientalne kobierce, starożytne zabytki z Egiptu, Grecji i Rzymu oraz przedmioty, które przez wieki trafiały do rąk rodu Czartoryskich. Każdy z nich przypomina, że dzieje Polski splatały się z dziejami całej Europy.

Aliści jest tu jedno dzieło, przed którym niemal każdy zwiedzający zatrzymuje się najdłużej.

Oto „Dama z gronostajem”.

Pędzla samego .

Powiadam wam, iż na świecie zachowało się zaledwie kilkanaście obrazów, które z całą pewnością wyszły spod ręki Leonarda. A jeden z nich znajduje się właśnie tutaj, w Krakowie.

Obraz przedstawia młodziutką Cecylię Gallerani – kobietę niezwykłej urody i jeszcze większego rozumu. Była poetką, znała łacinę, obracała się wśród uczonych Mediolanu i należała do najznamienitszych dam renesansowego dworu.

A gronostaj, którego trzyma na rękach?

Nie znalazł się tam przypadkiem.

W renesansie był symbolem czystości i szlachetności, ale nawiązywał również do księcia Mediolanu Ludovica Sforzy, zwanego Il Moro, który otrzymał Order Gronostaja od króla Neapolu. Leonardo, jak to miał w zwyczaju, ukrył w obrazie więcej niż jedno znaczenie.

Zaprawdę, mości państwo, im dłużej patrzycie na ten portret, tym więcej tajemnic zdaje się odsłaniać.

Lecz nie tylko Leonardo rozsławił to muzeum.

Kilka sal dalej znajduje się dzieło wielkiego – „Krajobraz z miłosiernym Samarytaninem”.

Nie jest to zwykły pejzaż.

Spójrzcie, jak światło prowadzi wzrok ku człowiekowi okazującemu miłosierdzie rannemu wędrowcowi. Rembrandt nie opowiada jedynie przypowieści z Ewangelii. Przypomina, że wielkość człowieka mierzy się nie bogactwem ani władzą, lecz gotowością do pomocy bliźniemu.

Lecz była tu jeszcze jedna perła.

Obraz, którego dziś próżno szukać.

Był to „Portret młodzieńca” autorstwa – jedno z najwybitniejszych dzieł włoskiego renesansu. Niestety podczas II wojny światowej został zrabowany przez Niemców i do dziś pozostaje zaginiony. To jedna z największych strat polskiej kultury i jedna z największych zagadek świata sztuki.

Lecz wojna nie oszczędziła całej kolekcji.

Już we wrześniu 1939 roku podjęto próbę jej zabezpieczenia. Część najcenniejszych dzieł wywieziono z Krakowa i ukryto. Jednak okupanci szybko rozpoczęli ich poszukiwania.

Najcenniejsze obrazy zostały odnalezione.

„Dama z gronostajem” przeszła przez ręce niemieckich urzędników odpowiedzialnych za grabież dzieł sztuki, a ostatecznie znalazła się w posiadaniu generalnego gubernatora .

Powiadają, iż Frank lubił otaczać się arcydziełami, jakby cudza własność mogła dodać splendoru jego urzędowi.

Na nic się to jednak zdało.

Po zakończeniu wojny alianckie służby odnalazły wiele zrabowanych dzieł, a „Dama z gronostajem” szczęśliwie wróciła do Polski.

Nie wszystkie skarby miały jednak tyle szczęścia.

„Portret młodzieńca” Rafaela zaginął bez śladu.

Czy spłonął?

Czy spoczywa w prywatnej kolekcji?

Czy ukryto go gdzieś przed końcem wojny?

Tego nie wie nikt.

I oto, mości panowie, jedna z największych tajemnic historii sztuki pozostaje nierozwiązana do dnia dzisiejszego.

Lecz Muzeum Czartoryskich to nie tylko wielkie nazwiska włoskiego czy holenderskiego malarstwa.

Spójrzcie na królewskie pamiątki.

Na broń, którą dzierżyli polscy rycerze.

Na buławy hetmańskie.

Na staropolskie pasy kontuszowe.

Na rękopisy i dokumenty, które pamiętają czasy Jagiellonów i Rzeczypospolitej Obojga Narodów.

Każdy z tych przedmiotów mówi cichym głosem:

„Pamiętaj.”

I właśnie dlatego księżna Izabela Czartoryska rozpoczęła swoje dzieło od słów „Przeszłość – Przyszłości”.

Nie chciała stworzyć najbogatszej galerii Europy.

Chciała stworzyć miejsce, gdzie Polacy będą mogli zobaczyć własną historię nawet wtedy, gdy Polska nie istniała na mapach.

Dzieło to kontynuował książę Władysław Czartoryski, sprowadzając kolekcję do Krakowa.

A dziś opiekę nad nią sprawuje , dzięki czemu zbiory pozostają dostępne dla kolejnych pokoleń.

I dlatego, mości panowie i waćpanny, gdy za chwilę opuścimy to miejsce, pamiętajcie jedno.

Nie największym skarbem tego muzeum jest obraz Leonarda.

Nie Rembrandt.

Nie zaginiony Rafael.

Największym skarbem jest myśl, która zrodziła się ponad dwieście lat temu w sercu Izabeli Czartoryskiej.

Myśl, że naród może utracić tron.

Może utracić granice.

Może utracić wolność.

Lecz dopóki przechowuje swoją historię, swoje dzieła sztuki, swoje pamiątki i pamięć o przodkach – dopóty pozostaje narodem.

A Kraków, mości państwo, od wieków jest strażnikiem tej pamięci.

Nie tylko dlatego, że spoczywają tu królowie.

Nie tylko dlatego, że bije tu dzwon Zygmunta.

Lecz także dlatego, że za murami tego muzeum strzeżone są skarby, które opowiadają dzieje całej Rzeczypospolitej.

I powiadam wam na zakończenie – gdy następnym razem spojrzycie na „Damę z gronostajem”, nie patrzcie jedynie na arcydzieło Leonarda.

Patrzcie na obraz, który przebył drogę z renesansowego Mediolanu do Krakowa, przetrwał rozbiory, wojny, grabież i zawieruchy dziejów, by dziś świadczyć o tym, że prawdziwe skarby nie należą do jednego człowieka.

One należą do pamięci całego narodu.

I oby tak pozostało po wsze czasy.

A nie wiem czy wiecie ale ostatnio odzyskaliśmy pierścień i to nie byle jaki o nim więcej na wycieczce ze mną na którą Was serdecznie zapraszam

, , , , , , , ,

Powitać Was moi mili znów mam zamiar a dzisaj i za tydzień będzie o Muzeum Czartoryskich jego histori. Dzisiejszy odcine...
12/07/2026

Powitać Was moi mili znów mam zamiar a dzisaj i za tydzień będzie o Muzeum Czartoryskich jego histori.

Dzisiejszy odcinek to od murów średniowiecznego Krakowa do narodzin narodowego skarbca

a więc posłuchajmy

Ach, mości Panowie i Waćpanny! Podejdźcie bliżej i odwróćcie wzrok od Rynku ku tej spokojnej ulicy Pijarskiej. Wielu przechodzi tędy w pośpiechu, nie wiedząc nawet, że za tymi murami kryje się miejsce, którego dzieje są niemal tak stare, jak dzieje samego lokacyjnego Krakowa.

Powiadam wam, iż nie zawsze było tu muzeum. O nie! Gdybyśmy przenieśli się siedem stuleci wstecz, ujrzelibyśmy zupełnie inny świat.

Przed nami wznosiły się potężne mury miejskie, z blankami i basztami. Tuż obok znajdowała się Brama Floriańska – główna brama prowadząca do królewskiego miasta. Tędy wjeżdżali królowie udający się na koronację na Wawelu, tędy przybywali kupcy z Węgier, Śląska, Rusi i państw niemieckich, a także posłowie, pielgrzymi i uczeni zmierzający do Akademii Krakowskiej.

Nieopodal stał Arsenał Miejski – miejsce, gdzie przechowywano broń potrzebną do obrony miasta. Spoczywały tam hakownice, kusze, piki, halabardy, kule armatnie i beczki z prochem. Kiedy nad Krakowem zawisało niebezpieczeństwo, właśnie stąd wydawano oręż mieszczanom i strażom cechowym, które obsadzały mury.

Wokół rosły bogate kamienice kupieckie. W ich piwnicach dojrzewały beczki z winem sprowadzanym z Tokaju, leżały bele sukna z Flandrii, worki pieprzu i szafranu oraz bryły soli z Wieliczki – białego złota Królestwa Polskiego. Tu zawierano umowy, liczono floreny i grosze praskie, a gwar wielu języków świadczył o bogactwie królewskiego Krakowa.

Lecz dzieje świata nie stoją w miejscu.

Przyszły rozbiory, a Polska zniknęła z map Europy. Wydawało się, że wraz z państwem umrze także pamięć o jego wielkości.

I właśnie wtedy na scenę dziejów wkroczyła niezwykła kobieta – księżna .

Była damą wielkiego świata, lecz nade wszystko była gorącą patriotką. Zrozumiała, że skoro nie można ocalić państwa, trzeba ocalić jego duszę. A duszą narodu jest pamięć.

W swoich dobrach w Puławach zaczęła gromadzić wszystko, co przypominało o dawnej Rzeczypospolitej. Nie kierowała się wartością złota ani drogich kamieni. Dla niej bezcenny był miecz bohatera, list króla, fragment chorągwi spod Wiednia czy pamiątka po wielkim wodzu.

W roku 1801 otworzyła Świątynię Sybilli – pierwsze na ziemiach polskich muzeum stworzone z myślą o zachowaniu narodowej pamięci. Nad wejściem umieszczono słowa: „Przeszłość – Przyszłości”.

Zaprawdę, mości państwo, trudno o piękniejszą dewizę.

Bo któż lepiej rozumiał znaczenie historii niż naród, który utracił własne państwo?

Lecz przyszły kolejne burze. Powstanie listopadowe upadło, a rosyjskie represje zagroziły również bezcennym zbiorom Czartoryskich.

Rodzina podjęła trudną decyzję – kolekcję należało ratować. Część zbiorów wywieziono do Paryża, gdzie znalazły schronienie w słynnym Hôtel Lambert, siedzibie księcia Adama Jerzego Czartoryskiego. Tam, pośród emigracyjnych dyskusji o przyszłości Polski, przechowywano narodowe skarby, czekając na lepsze czasy.

Lata mijały.Europa się zmieniała.

Aż wreszcie książę postanowił, że kolekcja powinna powrócić na ziemie polskie.

Lecz dokąd?

Warszawa pozostawała pod ścisłą kontrolą rosyjską.

Puławy nie dawały bezpieczeństwa.

Lwów, choć ważny, nie miał tej symbolicznej siły.

Pozostał Kraków.

Miasto królów.

Miasto koronacji.

Miasto, w którym spoczywali polscy monarchowie.

Miasto, gdzie działał , a autonomia galicyjska pozwalała swobodniej rozwijać polską naukę i kulturę.

Nie było lepszego miejsca dla narodowego skarbca.

I tak w roku 1876 bezcenne zbiory przybyły do Krakowa.

Na ich siedzibę wybrano zespół budynków przy ulicy Pijarskiej – obejmujący dawny Arsenał Miejski, zabudowania poklasztorne oraz przebudowane kamienice. Nie był to pałac budowany od podstaw dla książąt. Było to miejsce, którego mury same pamiętały średniowieczny Kraków.

Po kilku latach prac adaptacyjnych muzeum otwarto dla publiczności w 1878 roku.

Wyobraźcie sobie, mości panowie, wzruszenie pierwszych zwiedzających.

Po raz pierwszy mogli zobaczyć w jednym miejscu pamiątki po Jagiellonach, królewskie militaria, dzieła największych malarzy Europy i świadectwa wielkości dawnej Rzeczypospolitej.

Nie było to jednak zwykłe muzeum.

Nie powstało po to, by zachwycać bogactwem.

Powstało po to, by przypominać Polakom, kim są.

Bo naród może utracić granice.

Może utracić tron.

Może utracić skarb państwa.

Lecz dopóki pamięta własną historię, dopóty nie przestaje istnieć.

I oto, mości Panowie i Waćpanny, stoimy dziś przed miejscem, które od niemal półtora wieku wiernie strzeże tej pamięci.

Lecz prawdziwe skarby dopiero za chwilę ujrzymy.

Za tymi drzwiami czeka bowiem dama, której uśmiech zachwyca świat od przeszło pięciuset lat. Czeka Rembrandt, czekają królewskie pamiątki, husarskie zbroje i historia jednego z największych rabunków dzieł sztuki podczas II wojny światowej.

Ale o tym... opowiem wam, gdy przekroczymy próg tego niezwykłego muzeum.

C.D.N

, , , , , , ,

Adres

Kraków
30-024 TO 31–962

Strona internetowa

Powiadomienia

Bądź na bieżąco: wyślemy Ci e-mail, gdy Kraków okiem szlachty opublikuje nowości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu, a subskrypcję możesz anulować w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij