„Barciak - pasieka beskidzka"

„Barciak - pasieka beskidzka" Miejsce gdzie góry, natura i pszczelarstwo tworzą harmonijną całość. Dzielę się z Wami wyjątkowym smakiem i jakością produktów prosto z karpackiego ula.

Z miłości do owadów powstają produkty pszczele inspirowane tradycją, kulturą i siłą przyrody.

22/09/2026
21/09/2026

No to działo się. A oni dziali klode bartną i powstała piękna dzień.

Zrobić zdjęcie owada to jedno. Dowiedzieć się, jaki owad właściwie siedział na tym kwiatku, to zupełnie inna historia.Pr...
17/09/2026

Zrobić zdjęcie owada to jedno. Dowiedzieć się, jaki owad właściwie siedział na tym kwiatku, to zupełnie inna historia.

Przy dziko żyjących zapylaczach szybko okazuje się, że samo patrzenie nie wystarcza.
Od zawsze wiedziałem, że różnice pomiędzy gatunkami mogą kryć się w szczegółach – budowie ciała, owłosieniu, użyłkowaniu skrzydeł czy innych cechach, których podczas zwykłego spaceru po łące często nie jesteśmy w stanie zobaczyć. Czasem nie wystarczy nawet dobre zdjęcie. Ale sama wiedza o różnorodności nie wystarcza- trzeba ją uporządkować, uzupełnić i zapisać w pamięci.

Dlatego część szkolenia w Pszczelej Woli zaczynała się na łące z siatką entomologiczną, a kończyła przy binokularze.

Zebrane okazy trzeba odpowiednio przygotować, opisać i oznaczyć. Dopiero pod powiększeniem mały owad okazuje się całkiem skomplikowaną konstrukcją, a drobne szczegóły zaczynają mieć znaczenie- nawet takie ile włosków owad ma na przodzie czoła lub nawet oka.

I jeszcze jedno.

Zapylacz to nie tylko pszczoła miodna.

To ogromna różnorodność owadów, różniących się biologią, sposobem życia i wymaganiami. Dlatego ich ochrona nie może sprowadzać się wyłącznie do postawienia „hotelu dla owadów” i wysiania paczki nasion z napisem dla pszczół- ale to już wiedzą wszyscy.

Najpierw dobrze byłoby wiedzieć, kto właściwie żyje obok nas i czego potrzebuje.

Po tym szkoleniu mam tylko jeden problem.

Teraz prawie każdy owad siedzący na kwiatku wygląda jak pytanie czekające na odpowiedz, lub jak okaz do analizy entomologicznej.

Człowiek ma dziwną skłonność do tego, żeby po pewnym czasie uznać, że już coś wie.Pszczelarz też człowiek- więc skłonnoś...
15/09/2026

Człowiek ma dziwną skłonność do tego, żeby po pewnym czasie uznać, że już coś wie.

Pszczelarz też człowiek- więc skłonności do takiego myślenia również ma.

Po iluś latach otwierania uli zaczyna rozpoznawać problemy - nawet zapach może sugerować, że coś z rodziną pszczelą nie jest tak. Czasem patrzy na plaster i widzi trochę więcej niż wosk, miód (życzyłbym każdemu pszczelarzowi) i kilka tysięcy owadów.

I wtedy dobrze jest pojechać na szkolenie, na którym bardzo szybko okazuje się, że człowiek znowu niewiele wie.

Ostatnie dni spędzone w Pszczelej Woli na specyficznym szkoleniu- potwierdzają zasadę, że niewiele człowiek jeszcze wie.

Zamieniłem więc na chwilę dłuto pasieczne na siatkę entomologiczną, wybrałem się na łąkę. Zdjęcia pszczoły miodnej zamieniłem na cały świat stworzeń, które zwykle mieszczą nam się w jednym dość wygodnym słowie: zapylacze.

Tyle że kiedy zaczyna się patrzeć uważniej, to słowo szybko przestaje wystarczać.

Nagle na kwiatach nie ma już po prostu „jakichś pszczół”. Jedne są większe, inne mają kilka milimetrów. Jedne łatwo zauważyć, inne przez całe życie możemy mieć kilka metrów od domu i nigdy nie zwrócić na nie uwagi.

I chyba właśnie to najbardziej lubię w uczeniu się, zdobywaniu wiedzy, nauce.
Łąka jaka była taką pozostaje. Kwiat od wieków jest tym samym kwiatem. Owad siedzący na nim prawdopodobnie robi dokładnie to samo, co robił wczoraj i wieki temu.
A później pojawia się najgorsze.

Człowiek zaczyna się zatrzymywać przy każdym kwiatku i zastanawiać, co tam siedzi.

I spacer do samochodu trwa dwa razy dłużej.

Chyba muszę się z tym pogodzić, bo wciąga mnie coraz bardziej. 😉

Święto Pszczoły w Miasteczko Galicyjskie w Nowym Sączu to już historia.Zostały zdjęcia. Trochę trocin pewnie jeszcze zna...
08/09/2026

Święto Pszczoły w Miasteczko Galicyjskie w Nowym Sączu to już historia.

Zostały zdjęcia. Trochę trocin pewnie jeszcze znajdziemy w samochodzie. 😉 Zostały też rozmowy i relacje z ludźmi, którzy zatrzymywali się przy naszym stoisku – czasem tylko na chwilę, czasem na dłuższą opowieść o pszczołach, bartnictwie, miodzie czy lesie.

Zostały również chwile spędzone z przyjaciółmi i znajomymi. Bo takie wydarzenia to nie tylko stoiska, pokazy i kolejne punkty programu. To przede wszystkim ludzie, których spotyka się przy okazji.

Kłoda została wydziana- o niej samej napiszemy niebawem dłuższą opowieść.
Teraz czas wracać do pasieki.
Wrzesień dla pszczelarza nie oznacza jeszcze końca pracy. Trzeba sprawdzić zapasy, dopilnować rodzin i przygotować je na miesiące, podczas których będą musiały radzić sobie już bez naszej większej ingerencji.

Bo choć za oknem wciąż jeszcze lato, to w ulu przygotowania do zimy trwają już od dawna.

Do zobaczenia gdzieś po drodze. 🐝🌲
Och, niebawem widzimy się na Święto Rydza.

A właściwie jaki kolor ma pszczoła?Żółty i czarny?No właśnie niekoniecznie.Podczas Święta Miodu w Miasteczko Galicyjskie...
06/09/2026

A właściwie jaki kolor ma pszczoła?
Żółty i czarny?

No właśnie niekoniecznie.

Podczas Święta Miodu w Miasteczko Galicyjskie w Nowym Sączu "dzikiej plastyki" wyglądał momentami tak, jakby ktoś rozsypał na nim pół tęczy, albo rozlał litry farb. Były pisaki, kredki, stemple, akwarele, papier, wosk, kwiaty i oczywiście zalatujące pszczoły.

Żółte. Niebieskie. Fioletowe. Zielone. Czasem takie, których w żadnym atlasie owadów raczej nie znajdziemy.

Bo przecież nie chodziło o lekcję rysunku technicznego pszczoły, ale chodziło o dobrą zabawę.

Z kolorem w świecie pszczół jest zresztą znacznie ciekawiej, niż mogłoby się wydawać. My patrzymy na kwiat i widzimy jego barwę. Pszczoła patrzy na ten sam kwiat trochę inaczej. Jej sposób postrzegania świata nie kończy się tam, gdzie kończy się nasz — widzi promieniowanie ultrafioletowe, którego ludzkie oko nie rejestruje.

Dlatego niektóre kwiaty mają dla niej wzory, których my w ogóle nie dostrzegamy. Linie i plamy mogą prowadzić owada w stronę nektaru i pyłku trochę jak oznaczenia na trasie do skarbu.

Można więc powiedzieć, że stoimy obok siebie, patrzymy na ten sam kwiat, a jednak każde z nas widzi trochę inną przyrodę.

I chyba właśnie dlatego przy jednym stole spotkały się dwie rzeczywistości: moja opowieść o pszczołach i "dzika plastyka" Paulina Z Lasu. Najpierw można czegoś dowiedzieć się o przyrodzie, a chwilę później przestać przejmować się tym, jak „powinna” wyglądać pszczoła i namalować ją po swojemu.

Dzieci nie miały z tym najmniejszego problemu.
Dorośli czasami mają większy.

Bo z wiekiem coraz częściej chcemy wiedzieć, jaki kolor jest właściwy, gdzie kończy się kontur i czy aby na pewno wolno pomalować pszczołę na niebiesko.

Dzieci nie mają takich rozterek, biorą pędzel i malują.

A gdzieś obok żywa pszczoła siada na świecy z wosku i ma kompletnie gdzieś całą teorię koloru.

Najpierw jest drzewo.A właściwie już tylko jego fragment. Ciężki kawał pnia, który dla większości ludzi jest po prostu d...
01/09/2026

Najpierw jest drzewo.

A właściwie już tylko jego fragment. Ciężki kawał pnia, który dla większości ludzi jest po prostu drewnem.

Potem przychodzą ludzie z narzędziami i zaczynają robić w nim dziurę.

I gdyby opisać bartnictwo tylko w ten sposób, cała jego romantyczna otoczka skończyłaby się mniej więcej w trzecim zdaniu.

Bo dzianie kłody to naprawdę ciężka robota.

Najpierw trzeba dostać się do środka kłody. Pilarka pomaga, ale później przychodzi czas na piesznę – jedno z tych narzędzi, które wyglądają tak, jak dzida lub dłuto. Zresztą mam wrażenie, że od kilkuset lat nikt nie widział powodu, żeby szczególnie zmieniać ich konstrukcję- od wieków takie samo.

Szczypa po szczypie, centymetr po centymetrze wybiera się drewno.
Uderzenie. Podważenie, dłubanie, ciosanie. Wióry.

I jeszcze raz.
Powoli w środku pnia zaczyna pojawiać się przestrzeń, której wcześniej nie było.

W niedzielę podczas Małopolskiego Święta Pszczoły w Nowym Sączu dzialiśmy kolejną kłodę bartną. Robiliśmy to razem z Mateuszem, ale chyba najciekawsze zaczęło się wtedy, kiedy obok zaczęli zatrzymywać się ludzie.

Najpierw patrzyli, przysiadywali na ławeczkach. Potem były pytania.

A później ktoś brał piesznę do ręki i chciał spróbować sam dłubać, dziać.

Dzieci, dorośli, pszczelarze. Jedni kilka uderzeń, inni trochę dłużej. I nagle z pokazu zrobiła się wspólna robota.
Wtedy robi się najciekawiej. Bo można godzinę opowiadać o bartnictwie. Pokazywać zdjęcia, mówić o dawnych barciach, drzewach bartnych i historii pszczelarstwa. Wtedy pytają o gatunek drzew, o drewno i sęki, o zapach wiór, o motylice, o cenę miodu bartnego.

A można też dać komuś do ręki kawał żelaza na drewnianym trzonku i powiedzieć:
– Spróbuj.

Po kilku minutach nie trzeba już tłumaczyć, ile pracy kosztowało kiedyś przygotowanie miejsca dla jednej rodziny pszczelej. Po kilku minutach dziania nikt nie ma pretensji, że miód musi być tak drogi.

Najciekawsze jest jednak to, że cała ta praca prowadzi do czegoś bardzo prostego.
Do pustki w kłodzie, do dziury w drewnie, do dzieni.

Bo dopiero ta pusta przestrzeń może kiedyś stać się miejscem pełnym plastrów, miodu, zapachu wosku i kilkudziesięciu tysięcy pszczół.
Czasami, żeby stworzyć nowe miejsce do życia, trzeba najpierw zrobić trochę miejsca.

I sporo wiórów.
📷 Paulina Z Lasu

Obraz, którego nikt nie namalował.Gdyby wyjąć z ula wszystkie te ramki, które widzisz i powiesić je na ścianie galerii a...
26/08/2026

Obraz, którego nikt nie namalował.

Gdyby wyjąć z ula wszystkie te ramki, które widzisz i powiesić je na ścianie galerii artystycznej, pewnie ktoś długo stałby przed nimi z rękami założonymi za plecami i zastanawiał się, co autor chciał przez to wyrazić.

Tyle że takiego autora nie ma w tym przypadku.

A właściwie są ich tysiące.

Żadna z pszczół nie zna zasad kompozycji. Nie studiowała malarstwa. Nie wie, czym jest światło, rytm, kontrast ani abstrakcja. A jednak przez całe lato powstawał tutaj swoisty obraz. Z wosku, propolisu, miodu, drewna i żywych owadów.

Ciemne plamki nie są farbą. To pszczoły.

I można patrzeć na nie tak, jak kiedyś w dzieciństwie patrzyło się w chmury. Tu ktoś zobaczy niedźwiedzia. Ktoś inny twarz, drzewo albo góry. Jeszcze ktoś nie zobaczy niczego poza pszczołami.

I też będzie miał rację, interpretując to zdjęcie.

Bo przyroda chyba nigdy nie stawiała sobie za cel, tego abyśmy ją do końca rozumieli. To człowiek od zawsze próbował odnajdywać w niej znaki i symbole.

Od wieków człowiek patrzył w niebo, obserwował Księżyc, zachowanie zwierząt, zmianę pór roku, wiatr łamiący drzewa i mgłę schodzącą w doliny. Z takich obserwacji rodziły się wierzenia, przysłowia i kalendarz prac w zagrodzie. Pszczoła również zajmowała w dawnej kulturze miejsce szczególne — była stworzeniem pożytecznym, ale otoczonym szacunkiem i tajemnicą. Przy ulu nie wypadało zachowywać się byle jak, tym bardziej przy barci lub kłodzie bartnej.

Może nasi przodkowie po prostu wiedzieli coś, o czym my teraz czasami zapominamy: nie wszystko, z czego chcemy korzystać, musi do nas należeć. Konieczne zatem staje się dzielenie ze światem, z innymi tym co przyroda nam daje.

Te ramki stoją ciasno jak półki w starej wiejskiej spiżarni.

Od początku wiosny właściwie ich nie ruszano. Pszczoły dzień po dniu odkładały tutaj miód. Kropla po kropli. Każdy kolejny lot dokładał coś do zapasu. Konsekwentnie, zgodnie z instynktem i bez świadomości, że gdzieś czyha człowiek ze słoikiem.

Aż któregoś dnia ten człowiek przychodzi.

Trochę jak gospodarz schodzący jesienią do piwnicy po to, co przez lato dojrzewało.

Zabiera część do swojej ludzkiej spiżarni.

I właśnie w tym miejscu kończy się romantyczna opowieść, a zaczyna odpowiedzialność pszczelarza.

Bo nie wolno zabrać wszystkiego.

W ulu musi pozostać żelazny zapas, a to, co człowiek odbiera, trzeba zrekompensować odpowiednią ilością innego pokarmu. Pszczoły mają wejść w zimę bezpieczne. To nie jest łup. To bardziej odwieczna umowa, której nikt nigdy nie spisał: bierzemy część, ale mamy obowiązek zadbać o tych, dzięki którym możemy ją wziąć.

Sierpień właśnie dochodzi do końca.

Dni są już wyraźnie krótsze. Rankiem coraz częściej trawa długo trzyma rosę. Nocą zrobiło się chłodniej. Perseidy, które przecinały sierpniowe niebo, kończą swój coroczny spektakl, a 28 sierpnia przyjdzie pełnia Księżyca. Właśnie tej nocy, nad ranem, tuż przed zachodem Księżyca, czeka nas jeszcze jedno ciekawe zjawisko – częściowe zaćmienie podczas pełni. Spektakl miodzio, chciałoby się napisać..

I znów można będzie patrzeć w górę i szukać kształtów.

Tak samo jak w chmurach.

Tak samo jak w układzie pszczół pomiędzy ramkami.

Tylko pszczoły raczej nie będą miały czasu podziwiać zaćmienia, będą czekały na wschód Słońca.

One mają swój kalendarz.

Od tysięcy lat robią mniej więcej to samo: zbierają, budują, wychowują następne pokolenie, przygotowują zapasy i chcą przetrwać.

My ludzie natomiast co kilka pokoleń jesteśmy przekonani, że właśnie wymyśliliśmy świat od nowa, że mamy prawo być tak zachłanni.

A potem przychodzi sierpniowy wieczór, otwiera się ul i okazuje się, że najważniejsze rzeczy nadal pachną woskiem, drewnem i miodem.

Może właśnie na tym polega trwanie przy swoim?
Nie na tym, żeby zatrzymać czas.
Tylko żeby wiedzieć, co warto pielęgnować i zachowywać, żeby móc przekazać to dalej.

Adres

Słotwińska 54
Krynica-Zdrój Gmina
33-380

Godziny Otwarcia

Poniedziałek 08:00 - 16:00
Wtorek 08:00 - 16:00
Środa 08:00 - 16:00
Czwartek 08:00 - 16:00
Piątek 08:00 - 16:00

Telefon

+48504463718

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy „Barciak - pasieka beskidzka" umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do „Barciak - pasieka beskidzka":

Skróty

Udostępnij