26/08/2026
Obraz, którego nikt nie namalował.
Gdyby wyjąć z ula wszystkie te ramki, które widzisz i powiesić je na ścianie galerii artystycznej, pewnie ktoś długo stałby przed nimi z rękami założonymi za plecami i zastanawiał się, co autor chciał przez to wyrazić.
Tyle że takiego autora nie ma w tym przypadku.
A właściwie są ich tysiące.
Żadna z pszczół nie zna zasad kompozycji. Nie studiowała malarstwa. Nie wie, czym jest światło, rytm, kontrast ani abstrakcja. A jednak przez całe lato powstawał tutaj swoisty obraz. Z wosku, propolisu, miodu, drewna i żywych owadów.
Ciemne plamki nie są farbą. To pszczoły.
I można patrzeć na nie tak, jak kiedyś w dzieciństwie patrzyło się w chmury. Tu ktoś zobaczy niedźwiedzia. Ktoś inny twarz, drzewo albo góry. Jeszcze ktoś nie zobaczy niczego poza pszczołami.
I też będzie miał rację, interpretując to zdjęcie.
Bo przyroda chyba nigdy nie stawiała sobie za cel, tego abyśmy ją do końca rozumieli. To człowiek od zawsze próbował odnajdywać w niej znaki i symbole.
Od wieków człowiek patrzył w niebo, obserwował Księżyc, zachowanie zwierząt, zmianę pór roku, wiatr łamiący drzewa i mgłę schodzącą w doliny. Z takich obserwacji rodziły się wierzenia, przysłowia i kalendarz prac w zagrodzie. Pszczoła również zajmowała w dawnej kulturze miejsce szczególne — była stworzeniem pożytecznym, ale otoczonym szacunkiem i tajemnicą. Przy ulu nie wypadało zachowywać się byle jak, tym bardziej przy barci lub kłodzie bartnej.
Może nasi przodkowie po prostu wiedzieli coś, o czym my teraz czasami zapominamy: nie wszystko, z czego chcemy korzystać, musi do nas należeć. Konieczne zatem staje się dzielenie ze światem, z innymi tym co przyroda nam daje.
Te ramki stoją ciasno jak półki w starej wiejskiej spiżarni.
Od początku wiosny właściwie ich nie ruszano. Pszczoły dzień po dniu odkładały tutaj miód. Kropla po kropli. Każdy kolejny lot dokładał coś do zapasu. Konsekwentnie, zgodnie z instynktem i bez świadomości, że gdzieś czyha człowiek ze słoikiem.
Aż któregoś dnia ten człowiek przychodzi.
Trochę jak gospodarz schodzący jesienią do piwnicy po to, co przez lato dojrzewało.
Zabiera część do swojej ludzkiej spiżarni.
I właśnie w tym miejscu kończy się romantyczna opowieść, a zaczyna odpowiedzialność pszczelarza.
Bo nie wolno zabrać wszystkiego.
W ulu musi pozostać żelazny zapas, a to, co człowiek odbiera, trzeba zrekompensować odpowiednią ilością innego pokarmu. Pszczoły mają wejść w zimę bezpieczne. To nie jest łup. To bardziej odwieczna umowa, której nikt nigdy nie spisał: bierzemy część, ale mamy obowiązek zadbać o tych, dzięki którym możemy ją wziąć.
Sierpień właśnie dochodzi do końca.
Dni są już wyraźnie krótsze. Rankiem coraz częściej trawa długo trzyma rosę. Nocą zrobiło się chłodniej. Perseidy, które przecinały sierpniowe niebo, kończą swój coroczny spektakl, a 28 sierpnia przyjdzie pełnia Księżyca. Właśnie tej nocy, nad ranem, tuż przed zachodem Księżyca, czeka nas jeszcze jedno ciekawe zjawisko – częściowe zaćmienie podczas pełni. Spektakl miodzio, chciałoby się napisać..
I znów można będzie patrzeć w górę i szukać kształtów.
Tak samo jak w chmurach.
Tak samo jak w układzie pszczół pomiędzy ramkami.
Tylko pszczoły raczej nie będą miały czasu podziwiać zaćmienia, będą czekały na wschód Słońca.
One mają swój kalendarz.
Od tysięcy lat robią mniej więcej to samo: zbierają, budują, wychowują następne pokolenie, przygotowują zapasy i chcą przetrwać.
My ludzie natomiast co kilka pokoleń jesteśmy przekonani, że właśnie wymyśliliśmy świat od nowa, że mamy prawo być tak zachłanni.
A potem przychodzi sierpniowy wieczór, otwiera się ul i okazuje się, że najważniejsze rzeczy nadal pachną woskiem, drewnem i miodem.
Może właśnie na tym polega trwanie przy swoim?
Nie na tym, żeby zatrzymać czas.
Tylko żeby wiedzieć, co warto pielęgnować i zachowywać, żeby móc przekazać to dalej.