Nafta woła na puszczy

Nafta woła na puszczy Przewodnik PTTK po Kampinoskim Parku Narodowym. Wolontariusz tegoż parku. Zapalony rowerzysta i fotografik. Zapraszam do współpracy. На русском & in English.

Miłośnik natury, pasjonat historii, edukator, prowokator i utylizator bambinistycznego bełkotu.

14/08/2026

Dossssskonałe. Czym różni się aktywista od reprezentanta środowiska. Ten filmik chciałem wam polecić. Filmik z krytykiem filmowym, którego bardzo lubię, którego orientacja jest powszechnie znana. O wolności słowa będzie.

12/08/2026

Jak bezprawnie można zniszczyć urządzenia łowieckie w Polsce

Nauczyciel z Olsztyna – człowiek, który na co dzień uczy młodzież, powinien przekazywać wartości i być wzorem do naśladowania – niszczył ambony myśliwskie. Łącznie uszkodził 17 konstrukcji o wartości około 32 000 zł.
Do zdarzenia doszło w 2024 roku.

Policjanci zwracali uwagę, że jedna z ambon z przepiłowanymi elementami konstrukcji zawaliła się w momencie, kiedy korzystał z niej myśliwy. Stąd zarzut który dotyczył narażenia osoby na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia.

I tu dochodzimy do ogromnego paradoksu i systemowego problemu!
Dopiero teraz, po niespełna dwóch latach oczekiwania na ekspertyzę – co dobitnie obnaża absurdalnie długi czas oczekiwania na opinie biegłych w Polsce – okazało się, że po decyzji biegłego mężczyzna odpowie TYLKO ZA ZNISZCZENIE MIENIA.

Czyli sprowadzono tak niebezpieczny czyn – celowe podcinanie drewnianej konstrukcji, na którą wchodzi człowiek – do poziomu porysowania karoserii czy zbicia szyby na przystanku.

Jak to możliwe, że pedagog, który kształtuje postawy młodych ludzi, posuwa się do tak groźnych działań, a system prawny najpierw każe czekać latami na opinie, a potem umywa ręce i nie dopatruje się zagrożenia dla ludzkiego życia? Czy musimy czekać, aż ktoś naprawdę zginie, aby celowe pułapki traktowano z należytą powagą?

Co o tym sądzicie?


zdjęcie: Fakt

11/08/2026
11/08/2026

w punkt

Uwaga dezinformacja!!!Festiwal kłamstw, półprawd i manipulacji serwowany nam przez grupę aktywistów z fundacji „Niech Ży...
11/08/2026

Uwaga dezinformacja!!!

Festiwal kłamstw, półprawd i manipulacji serwowany nam przez grupę aktywistów z fundacji „Niech Żyją!” trwa.

Powołując się na lewicowego polityka-emeryta, który sam kiedyś polował, aktywiści starają się przekonać społeczeństwo, że polowania na dziki w lasach i na polach zmuszają te zwierzęta do ucieczki do miast. To z kolei ma zmniejszać bazę pokarmową dla wilków, przez co wilki zaczynają polować na zwierzęta gospodarcze i powodować szkody. Ergo: "myśliwi-mordercy" wywołują migrację dzików do miast (oni za to odpowiadają) i pośrednio przyczyniają się do szkód wyrządzanych przez wilki wśród zwierząt hodowlanych (a niby bronią rolników).

Sam osobiście nie poluję, ale o gospodarce łowieckiej i zwierzętach wiem na tyle dużo, że nie mogę przejść obojętnie obok takiej rażącej manipulacji.

Kłamstwo nr 1
Dziki nie przemieszczają się z miejsca na miejsce, uciekając przed kulami myśliwych, lecz w poszukiwaniu pożywienia. Po polowaniu wracają w miejsce, w którym do nich strzelano – o ile nadal znajduje się tam pokarm. Oznacza to, że nie da się ich wygonić z lasu strzałami, jeśli mają tam co jeść. Zatem ostrzał w lesie nie ma wpływu na ich migrację do miast. Do miast idą za chlebem (dosłownie i w przenośni). Z miast strzały odstraszające też ich nie wygonią.

Kłamstwo nr 2
Dziki stanowią niewielką część diety wilków. Z całym szacunkiem dla byłego premiera, nie jest on ekspertem, lecz jedynie osobą, która przez jakiś czas polowała. Wilki jedzą mięso i polują watahą. Prosię dzika łatwo złapać, ale taka zdobycz nie wykarmi całej grupy. Ryzyko jest przy tym ogromne – łania ani sarna nie będą aktywnie bronić swojego potomstwa przed drapieżnikami, natomiast 200-kilogramowa locha zrobi to niezwykle skutecznie, co dla wilka może skończyć się tragicznie. Wilki w Polsce polują głównie na sarny i jelenie. Co ciekawe, nawet bezpański pies jest dla nich łatwiejszym łupem niż mały dzik – drapieżniki te lubią mięso psów, które ufnie podchodzą do wilków "przywitać się", a wilki mają łatwą przekąskę, która sama do nich się zbliża.

Kłamstwo nr 3
W miastach się nie poluje. Przepisy wyraźnie tego zakazują i w żadnych regulacjach dotyczących łowiectwa nie ma instrukcji opisującej, jak miałoby wyglądać polowanie na obszarze miejskim. Powtarzam: w granicach administracyjnych miast nie prowadzi się polowań.

Ewentualne redukcje populacji prowadzą specjalistyczne firmy w ścisłej współpracy z Policją i Strażą Miejską. Zapewne część pracowników takich firm to myśliwi, ale podczas tych działań pracują oni na zlecenie samorządów. Tego typu akcje nie mają nic wspólnego z polowaniem w rozumieniu Prawa łowieckiego.

Wnioski?

Siejąc dezinformację, fundacja pragnie obarczyć myśliwych odpowiedzialnością za obecność dzików w miastach oraz zasugerować, że robią to oni celowo, by rozszerzyć obszar polowań na tereny miejskie.

Organizacja "Niech Żyją!" jest silnie zaangażowana w zbiórkę podpisów pod obywatelskim projektem ustawy, która docelowo ma doprowadzić do zniszczenia myślistwa w Polsce. W mojej opinii jest to działanie wręcz anarchistyczne, nakierowane na niszczenie naszej gospodarki i porządku prawnego. Fundacja sugeruje wprost, że ludzie powinni przyzwyczaić się do dzików w miastach.

Chyba zbieranie podpisów nie idzie zbyt dobrze, skoro aktywiści co chwilę posuwają się do publikowania kolejnych postów zawierających nieprawdziwe informacje – byle tylko przedstawić myśliwych w złym świetle i strasząc skłonić nie znających realiów obywateli do poparcia projektu ustawy antyłowieckiej.

Pamiętajny!

Trwałe pozbycie się dzików z miast wiąże się z koniecznością odstrzału wszystkich tamtejszych osobników. One nie umieją już żyć w innym miejscu. Nie da się ich trwale wypłoszyć. Nie odejdą bo jest pokarm. Dodatkowo prawo unijne i polskie zabrania ich wyłapywania i przewożenia żywych do lasów (ze względu na ASF), więc nie ma obecnie innej możliwości jak tylko odstrzał.

10/08/2026

Oskórowały go całego. Zdjęły jakoś nawet zapiętą obrożę. Bawiły się nim przez dobrą godzinę – opowiada nam Jakub R (25 l.).

To nie jest scenariusz z horroru. To wydarzyło się w gminie Wołomin, przy ul. Owocowej. Dziki wtargnęły na prywatną posesję, zniszczyły siatkę kojca i na oczach przerażonych domowników zabiły psa Dyzia. Godzina 17:00, biały dzień. Powód? W ogrodzie leżały jabłka a pies głośno szczekał .

Od jakiegoś czasu słucham komentarzy ludzi, dla których dzik w mieście to „słodkie leśne zwierzątko ”, a każda dyskusja o regulacji ich populacji spotyka się z wyzwiskami. Znam ten temat od podszewki.

I powiem Wam jedno, głośno i dobitnie: odstrzał (odłów) dzików w miastach i na terenach podmiejskich to nie jest żadna fanaberia. To jest konieczność i kwestia bezpieczeństwa naszych rodzin.

Dzik, który wchodzi między domy, przestaje być płochliwym zwierzęciem leśnym. On gubi naturalny lęk przed człowiekiem i zaczyna traktować osiedla jak darmową stołówkę. Jeśli dzisiaj stado bez wahania taranuje ogrodzenie i zagryza psa na oczach ludzi, to pytanie nie brzmi już czy, ale kiedy kolejną ofiarą padnie bawiące się w ogrodzie dziecko albo spacerujący senior.

Przyroda wymaga mądrego zarządzania, a miasta nie są naturalnym środowiskiem dla dzikich drapieżników. Dokarmianie, bagatelizowanie problemu i paraliż decyzyjny doprowadzają dokładnie do takich tragedii.

https://www.facebook.com/share/1c3ikjhor1/
08/08/2026

https://www.facebook.com/share/1c3ikjhor1/

Diagnoza ,,na oko,, polskich psychologów

Ostatnie głośne wypowiedzi psycholog Ewy Woydyło (jednej z twarzy ruchów antyłowieckich) dobitnie pokazały, że można diagnozować osoby na podstawie prywatnych uprzedzeń.

Z ust znanej psycholog padły publicznie sformułowania, w których Iga Świątek została określona jako „głupiutka” i „nieszczęśliwa”, a inna zawodniczka nazwana „ruską babą”. Wcześniej z tych samych ust słyszeliśmy przecież tezy, że myśliwi są „niezdolni do odczuwania sztuki czy poezji”, a nasze postawy to „zaburzenia, które należy leczyć”.

I dokładnie TEN SAM MECHANIZM posłużył do odebrania nam prawa do wychowywania własnych dzieci zgodnie z tradycją

🔴W mediach psycholodzy od lat biją na alarm, strasząc społeczeństwo rzekomą „traumą” nieletnich obecnych przy polowaniu.
🔴 Gdy pytamy o badania dowodzące, że spędzanie czasu z ojcem czy dziadkiem w łowisku traumatyzuje dzieci z rodzin łowieckich – zapada głucha cisza. Bo takich badań po prostu NIE MA.
🔴 Jesteśmy jedynym krajem w Europie, w którym wprowadzono tak rygorystyczny i ideologiczny zakaz, podczas gdy w reszcie Europy i świata przekazywanie pasji z pokolenia na pokolenie jest czymś naturalnym i szanowanym.

Skoro ekspert potrafi wejść do studia i na podstawie „własnego widzimisię” przypiąć łatkę wybitnej sportsmence, to tak samo bez mrugnięcia oka przypina łatkę traumy naszym dzieciom i zaburzeń całemu naszemu środowisku.

To nie jest nauka. To jest prywatna ideologia ubrana w fartuch psychologa. Nauka opiera się na dowodach, a nie na tym, co komuś „przyjdzie na język”.

Nie dajmy sobie wmówić, że wielopokoleniowa tradycja, szacunek do przyrody i budowanie więzi w łowisku to trauma – tylko dlatego, że grupa medialnych ekspertów pomyliła naukowe fakty z własnymi uprzedzeniami.

W przestrzeni publicznej dużo ostatnio na temat myśliwych. Zieloni przekonują, że myśliwi to zwyrodnialcy, którzy czerpi...
07/08/2026

W przestrzeni publicznej dużo ostatnio na temat myśliwych. Zieloni przekonują, że myśliwi to zwyrodnialcy, którzy czerpią przyjemność z zabijania, że malują twarze krwią zabitych zwierząt jak dzicy ludzie. Pani dr Ewa Woydyłło wpisuje się w ten nurt i mówi, że udział w polowaniach sieje spustoszenie w psychice dzieci.

Słynna psycholog, ekspertka od uzależnień, a ostatnio również od sportu i łowiectwa twierdzi, że istnieją naukowe dowody na negatywny wpływ udziału w polowaniach na dziecięcą psychikę, ale źródeł nie podaje – nie podaje, bo ich nie ma, a raczej są w pragnieniach i wyobrażeniach Pani Ewy.

"Polska jest jedynym krajem w Europie, w którym wprowadzono całkowity i surowy ustawowy zakaz obecności oraz biernego udziału osób poniżej 18 roku życia w polowaniach. W innych krajach europejskich taki zakaz nie istnieje." (źródło: wyborcza.pl)

Oglądam właśnie świetny serial p.t. Yellowstone. Moim zdaniem serial pokazuje w bardzo ciekawy i atrakcyjny sposób relacje ludzi i zwierząt na wielkim ranczo w Montanie. Znalazłem fantastyczną scenę związaną z polowaniami, mazaniem twarzy krwią i udziałem dzieci w polowaniach. Link podaję poniżej. To tylko 45 sekund, a tyle treści. Załączone zdjęcia to kadry z filmu. Obejrzyjcie uważnie.

https://www.netflix.com/watch/81720226?s=a&trkid=278685009&t=2786&d=45&momentUuid=310cf9c1-bc50-4729-921a-91c37c6fb36c&source=clips&shareType=Moment&shareUuid=d922ab6f-339a-480b-8946-c5e605388f4d&trg=wha&unifiedEntityIdEncoded=Video%3A80238738

06/08/2026

To myśliwy ochronił króla puszczy przed wyginięciem.

Współcześnie ochrona przyrody i łowiectwo bywają stawiane po dwóch stronach barykady. Historia pokazuje jednak, że przełomowe inicjatywy ratowania gatunków wychodziły często z połączonych światów nauki i środowiska łowieckiego. Najlepszym tego dowodem jest historia polskiego żubra, którego dziś możemy podziwiać w naszych lasach.

Głównym architektem tego sukcesu był Jan Stanisław Sztolcman – postać niezwykła. Wybitny zoolog, ornitolog i badacz, a zarazem pasjonat łowiectwa, założyciel czasopisma „Łowiec Polski” i wykładowca na SGGW. Sztolcman jak mało kto rozumiał, że prawdziwy myśliwy i przyrodnik to przede wszystkim opiekun i obrońca dzikiej przyrody.

Kiedy w 1919 roku w Puszczy Białowieskiej zginął ostatni wolno żyjący żubr linii nizinnej, świat stanął w obliczu nieodwracalnej straty. Gatunek uznano za wymarły na wolności. To właśnie wtedy Jan Sztolcman postanowił działać. W maju 1923 roku na Międzynarodowym Kongresie Ochrony Przyrody w Paryżu przedstawił odważny i niezwykle precyzyjny plan: odszukać wszystkie żyjące w niewoli żubry czystej krwi i na ich podstawie odtworzyć dziką populację.

Jego apel stał się impulsem do powołania Międzynarodowego Towarzystwa Ochrony Żubra, które rozpoczęło skrupulatne prowadzenie Międzynarodowej Księgi Rodowodowej. Dzięki determinacji Sztolcmana i poparciu polskiego rządu, w 1929 roku pierwsze żubry wróciły do specjalnie przygotowanego rezerwatu w Puszczy Białowieskiej. Choć sam naukowiec nie dożył momentu, gdy w 1952 roku pierwsze osobniki wypuszczono na pełną wolność, to właśnie jego wizja dała początek nowej erze w światowej restytucji gatunków.

Postać Jana Sztolcmana przypomina o ważnej prawdzie: głęboka wiedza przyrodnicza, doświadczenie i odpowiedzialność potrafią dokonać rzeczy niemożliwych. Dzisiejsza silna populacja żubra w Polsce to żywy pomnik pracy polskiego wybitnego uczonego i przyrodnika, bez którego największy ssak Europy byłby dziś jedynie wspomnieniem w podręcznikach.

Warto jednak zadać sobie jedno pytanie: Dlaczego ani Robert Maślak, ani Adam Wajrak – czołowi krytycy łowiectwa w Polsce – nie wspominają o postaci Sztolcmana w swoich wypowiedziach i wywiadach?

zdjęcie: Polski Związek Łowiecki

Adres

Opaleń
Laski

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Nafta woła na puszczy umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij