Guroholicy ekstremalne eksploracje

Guroholicy ekstremalne eksploracje Wycieczki, eksploracje, podziemia Riese, jaskinie, zjazdy na linach, pływanie pod ziemią, odkrywan Nowość! objazdowe.

W swojej ofercie oferuję przejazdy dziewięcioosobowym busem do miejsc zwiedzanych, jak również wycieczki tzw. Specjalizujemy się w niekonwencjonalnych wycieczkach po terenach arcy ciekawych. Tereny innego świata podziemi, piękno sudeckich jaskiń, eksploracja tajemniczych obiektów. Jesteśmy ekipą przewodnicką z nastawieniem na wycieczki indywidualne, eventy w terenach dla małych grup, ekstremalną e

ksplorację. Jesteśmy Przewodnikami Górskimi Sudeckim oraz Międzynarodowymi Przewodnikami Górskimi UIMLA, oprowadzamy też wycieczki po górach (m.in. Karkonosze, Góry Izerskie, Góry Stołowe, Ziemia Kłodzka - Masyw Śnieżnika, Skalne Miasta - Adršpach, Teplice), miastach (m.in. Liberec - Jested, Jiczin - Prachowskie Skały - Czeski Raj, Drezno, Praga). Oprowadzamy grupy nie tylko po utartych szlakach ale również po tych mniej znanych a często bardziej atrakcyjnych. W swojej przewodnickiej opowieści przekazuje turystom informacje w sposób ciekawy i dowcipny, informacje które nie są hasłami z internetu a żywą opowieścią historii zwiedzanego regionu. Oferuję też wycieczki indywidualne, układane jako trasy nietypowe, ekstremalne czy podawane w nietypowy sposób.

12/04/2026

Ratownictwo górskie to przede wszystkim ludzie - ich czas, doświadczenie i zaangażowanie w działania prowadzone w górach.

To także codzienne przygotowanie: dyżury, szkolenia i utrzymanie sprzętu, który musi być gotowy w każdych warunkach.

W ten sposób budowany jest system bezpieczeństwa w górach, który działa każdego dnia.

Możesz go wesprzeć, przekazując 1,5% podatku.

🚨 KRS: 0000607021
🚨 Cel szczegółowy: Grupa Karkonoska GOPR

Dziękujemy za każde wsparcie!

Karuski na urlopie!Sardynia- poza sezonem, 8 dni, 1300km, setki zakrętów, słońce, mgły, cudne widoki i dzika wolność.Kto...
19/03/2026

Karuski na urlopie!
Sardynia- poza sezonem, 8 dni, 1300km, setki zakrętów, słońce, mgły, cudne widoki i dzika wolność.
Kto powiedział, że na Sardynię lata się tylko po opaleniznę?
Nasz marzec na wyspie był zaprzeczeniem turystycznych folderów, a jednocześnie najpiękniejszą lekcją
pokory wobec natury i gościnności.
Zaczęliśmy w Cagliari, skąd odebraliśmy auto, które stało się naszym sukcesem na kółkach. Toyota Yaris
Cross na sardyńskich serpentynach to był strzał w dziesiątkę. Zwrotna w ciasnych, średniowiecznych
uliczkach i dzielna na górskich bezdrożach, gdzie asfalt dawno ustąpił miejsca przygodzie, udowodniła,
że kompaktowy crossover poradzi sobie nawet tam, gdzie nawigacja zaczyna wątpić.
Ruszyliśmy na południowy zachód, zanurzając się w prehistorię. Nuragijskie stanowiska przypominały
nam o cywilizacji sprzed tysięcy lat, a jaskinie z niesamowitymi naciekami o tym, jak cierpliwa potrafi
być natura. Ale zobaczyliśmy też jej mroczniejsze oblicze – wybrzeża i plaże wciąż noszące ślady
potężnego cyklonu Harry, który przeszedł przez wyspę w styczniu 2026 roku, przypominając o
niszczycielskiej sile wiatru i wody.
Prawdziwy sprawdzian czekał na nas w Gorropu. Ta potężna rozpadlina ziemi – jeden z najgłębszych
kanionów w Europie – robi kolosalne wrażenie. Wysokie, kolorowe klify wyrzeźbione przez czas i wodę
to widok, którego nie zapomnimy nigdy. Malownicze dojście po lasach, piargach, skałach, 650m w dół.
Śniadanko na marmurowym głazie oraz perspektywa powrotu tą samą drogą wyzwoliły w Nas różne
dziwne uczucia.
To, co najcenniejsze, działo się jednak między punktami na mapie. Mieszkańcy, przesympatyczni
gospodarze, którzy mimo bariery językowej (i niskiego sezonu) witali nas z otwartymi ramionami.
Atmosfera ciszy, spokoju i brak tłumów. Choć część atrakcji w marcu śpi, a o plażowaniu można
zapomnieć, to właśnie wtedy wyspa odsłania swoje prawdziwe naturalne oblicze.
8 dni to tylko przystawka, za mało, aby zwiedzić większość atrakcji, wystarczająco, aby podjąć jedyną
słuszną decyzję: Wracamy na pewno, tym razem pod koniec sezonu (wrzesień/październik), by
sprawdzić, jak smakuje sardyńska jesień.
Polecamy każdemu, kto zamiast all-inclusive wybiera „napasione oczy” i autentyczne przeżycia.
Dziękuję mojej kochanej żonce, która chce podróżować i pokazywać mi piękno świata.
Małgorzata Ga Mariusz Wojciechowski

X Jubileuszowy Rajd Retro rozpoczął się na Przełęczy Sokolej. Podczas wedrówki na Wielką Sowę było barwnie, wesoło i śli...
11/03/2026

X Jubileuszowy Rajd Retro rozpoczął się na Przełęczy Sokolej. Podczas wedrówki na Wielką Sowę było barwnie, wesoło i ślisko…, oj bardzo ślisko. Polubiły nas obiektywy turystów bo często robiono nam fotki. Szczególnie wtedy, gdy Maniek - niezależny i nieprzekupny Sędzia, zarządzał konkursy. Był rzut ringo na kostur Pawła, wyścigi na kapsle, krzyżówka - a nie była łatwa i puszczanie papierowych samolocików na odległość. Na szczycie Wielkiej Sowy przekąsiliśmy co nieco smakując przy okazji domowe naleweczki. Niektórzy wspięli się na wieżę widokową i z 25 metrów + 1015 m n.p.m. zachwycali się panoramką. Po zejściu do Sokolca, w Oberży PRL zjedliśmy pyszny i duuuży obiadek a Sędzia ogłosił wyniki konkursów. Za najciekawszy strój retro puchar przechodni otrzymał Paweł a drużyna Busolków jako najlepsza, stosowną nagrodę rzeczową za zdobycie I-go miejsca. Niepełnoletni uczestnicy zostali obdarowani słodyczami i książkami retro. Idąc pod górkę dobrnęliśmy do pensjonatu a tam wieczorne pogaduchy i dużo śmiechu.
Rano, a był to 8 Marca Panowie złożyli Paniom życzenia i obdarowali Je tradycyjnymi kwiatkami Retro. Po wspólnym śniadanku wybralismy się na zdobywanie kolejnego szczyciku, był to Sokół - 862 m n.p.m. Na powrocie zatrzymalismy się przy Zalewie Kamyki, gdzie jeszcze niedawno była kopalnia melafiru. To wymarzona miejscówka na morsowanie ale nie tym razem, za to było gnisko i pieczone kiełbaski. Do zobaczenia za rok na XI Rajdzie Retro :)
Krystyna Szychowska Mariusz Wojciechowski Anna Martenson Jadwiga Godecka Beata Nowicka Małgorzata Ga Łukasz Wojciechowski Maciej Kireńczuk Barbara Wojciechowska Paweł Martenson-Cheong Yong Polska Ewa Bednarek Tadek Grażka Grażyna Staronka Gucio

10/03/2026
Co wybierzesz?
10/03/2026

Co wybierzesz?

„Rower to powolna śmierć dla planety.”

Tym właśnie prowokacyjnym zdaniem pewien bankier kiedyś zaskoczył ekonomistów. Jego słowa brzmiały ostro i ironicznie, ale zmuszały do refleksji.

„Rowerzysta to prawdziwa katastrofa dla gospodarki kraju.

Nie kupuje samochodu i nie bierze kredytu, żeby go spłacać.
Nie wykupuje ubezpieczenia.
Nie kupuje paliwa.
Nie płaci za przeglądy, serwis ani naprawy.

Nie potrzebuje płatnych parkingów.
Rzadko powoduje poważne wypadki.
Nie domaga się budowy kolejnych autostrad.

I co najgorsze — pomaga człowiekowi pozostać zdrowym i nie przybierać na wadze.

Zdrowy obywatel jest prawie bezużyteczny dla systemu gospodarczego.
Nie kupuje leków.
Nie zapełnia szpitali ani przychodni.
Nie zwiększa PKB swoimi chorobami.

Ekonomicznie jest niemal „niewidoczny”.

Tymczasem każdy nowy McDonald’s tworzy co najmniej trzydzieści miejsc pracy:
dziesięciu kardiologów,
dziesięciu dentystów,
dziesięciu dietetyków i specjalistów od żywienia…

i oczywiście pracowników samej restauracji.

I wtedy pojawia się ostre pytanie:
co wybierzesz — rower czy McDonald’s?

Warto się nad tym zastanowić.
Bo za tym paradoksem kryje się gorzka prawda: w świecie, w którym zdrowie nie zawsze napędza gospodarkę, bycie zdrowym jest niemal aktem rewolucyjnym.

A tak przy okazji —

chodzenie pieszo jest jeszcze gorsze.

Piesi nie kupują nawet roweru. 🚶‍♂️🚲

Babski Reset w Jarkowicach     Zakwaterowałyśmy się w urokliwych Jarkowicach i od razu ruszyłyśmy w górki. Śmiechu, plot...
08/03/2026

Babski Reset w Jarkowicach
Zakwaterowałyśmy się w urokliwych Jarkowicach i od razu ruszyłyśmy w górki. Śmiechu, ploteczek i dobrej energii było co niemiara!Zima dopisała. Dużo śniegu i przepiękne widoki cieszyły nas na każdym kroku. A że było ślisko?Cóż... co chwilę któraś z nas lądowała na tyłku, ku ogólnej radości reszty ekipy.
Po powrocie do kwatery wspólne gotowanie żurku. Smakowało jak w najlepszej restauracji. Gdy brzuszki były już pełne, przyszedł czas na to, co najlepsze-sauna, whirlpool bath i cudowna bania z lodowatą wodą. Prawdziwy reset dla ciała i głowy!
Wieczór upłyną na rozmowach, śmiechu i babskich pogaduchach do późnej nocy. Rano wspólne śniadanko, a potem jeszcze morsowanko na zakończenie naszej przygody.
Były przytulasy, całuski i obietnice kolejnego wyjazdu.
To był prawdziwy Babski Reset - pełen radości, bliskości i kobiecej energii.
Do następnego razu ❤️
Anna Martenson Jadwiga Godecka Gosia Mario Agnieszka Jacek Sławiec Małgorzata Ga Beata Nowicka Ewa Masalska Barbara Wojciechowska Olga Szarek Kasia Grażka Ruda

Guroholicy – Ekstremalne Eksploracje: Wielki Ślizg w TatryMówią, że „kto rano wstaje, ten jest niewyspany” — ale ekipa G...
27/02/2026

Guroholicy – Ekstremalne Eksploracje: Wielki Ślizg w Tatry
Mówią, że „kto rano wstaje, ten jest niewyspany” — ale ekipa Guroholików postanowiła sprawdzić, jak bardzo można być niewyspanym. Wystartowaliśmy bowiem w środku nocy, żeby zdobyć Tatry, zanim słońce w ogóle zdąży przeciągnąć się w łóżku. Plan był ambitny, ale Matka Natura najwyraźniej pomyliła Tatry z lodowiskiem i dorzuciła tryb „hardcore”.
Mimo że grawitacja miała tego dnia swoje pięć minut, udało się „pozbierać ludków” do kupy i — ku powszechnemu zdziwieniu — niemal zgodnie z planem zameldowaliśmy się na Górze Świętej Anny. To był pierwszy sukces logistyczny tej wyprawy.
Kolejny etap: Polana Głodówka. Szybkie rozlokowanie, przebiórka (warstwa na warstwę, bo nigdy nie wiadomo) i ruszamy na atak Gęsiej Szyi (1489 m n.p.m.). Zmęczenie było, ale atmosfera robiła robotę — szlak minął szybciej niż obietnice noworoczne. Trochę śniegu, trochę lodu, ale bez piruetów godnych „Tańca z Gwiazdami”. Na szczycie sesja zdjęciowa, a potem ewakuacja do Głodówki na obiadokolację i zasłużone piweczko.
Wieczorem — tradycyjna guroholicka biesiada, czyli integracja w trybie pełnym.
W piątek pobudka o 5:00 (czyli nocna drzemka), przejazd na Palenicę i atak na Zawrat. Szlaki oblodzone, poranek przywitał nas marznącym deszczem, a humor próbował zamarznąć razem z nami. Po heroicznym dojściu do schroniska w Dolinie Pięciu Stawów dowiedzieliśmy się, że wejście na Zawrat nie jest przetarte i… szczyt dziś nas nie chce. Cóż — skoro góry mówią „nie”, bar mówi „zapraszamy”. Była szarlotka, było piwko i był rozsądny odwrót.
Tatry nas sprawdziły — było mokro, ślisko i ekstremalnie, czyli dokładnie tak, jak Guroholicy lubią najbardziej. Przeżyliśmy, nie połamaliśmy kończyn i udowodniliśmy, że lód to dla nas tylko dodatek do zimnej whisky po zejściu.
W ośrodku Gaździna stanęła na wysokości zadania: pomidorówka, schabowy i deser — zmęczeni, najedzeni i szczęśliwi padliśmy na krótką sjestę. A po niej… niespodzianka!
Maniek ma urodziny!
Były życzenia, prezenty, szampan, balony i tort, który zniknął szybciej niż pogoda w Tatrach. Oby moc życzeń się spełniła, a urodzinową integrację kontynuowaliśmy już w pokojowych warunkach.
Sobotni poranek znów przywitał nas mżawką — Matka Natura ewidentnie bawiła się nami jak pilotem od pogody. Kierunek: Murowaniec. W schronisku nastąpił akt kontrolowanej dezercji — część ekipy zdobywa Boczań 1224m.npm, reszta wybiera opcję „regeneracja”. Po powrocie uczta: kwaśnica i moskole — góralskie żarcie, które leczy duszę i kolana. A skoro już regeneracja, to hurra na Termy! Strzał w dziesiątkę i reset systemu.
Ostatni dzień przywitał nas śniegiem i dodatnią temperaturą — klasyczny tatrzański absurd. Po piruetach przy wyjeździe spod bazy ruszyliśmy do sąsiadów na Tatrzańską Świątynię Lodową w Hrebienoku. Rzeźby robiły wrażenie, a perełką była rzeźba bazyliki św. Jana na Lateranie. Magnesiki zakupione, pamiątki zabezpieczone — czas wracać.
Szybki postój na Orlenie, pożegnania, tankowanie aut i zamgloną autostradą wracamy do domu.
Zmęczeni, szczęśliwi, zresetowani… i już myślami na kolejnym wyjeździe.
Bo Rajd Retro w Górach Sowich jest już tuż-tuż.
Do zobaczenia, Guroholicy!
Mariusz Wojciechowski Mors Horizonek Agnieszka Jacek Sławiec Jadwiga Godecka Gosia Mario Małgorzata Ga Anna Martenson Maciej Kireńczuk Beata Nowicka Renia, Tadek, Grażka

Na przełomie 31.01–01.02 odbyła się męska wyprawa piękniejszej (i głośniejszej) części Guroholików. Spotkaliśmy się w Za...
16/02/2026

Na przełomie 31.01–01.02 odbyła się męska wyprawa piękniejszej (i głośniejszej) części Guroholików. Spotkaliśmy się w Zaciszu – nazwa zobowiązuje, ale tylko do momentu naszego przyjazdu. Od tej pory cisza oficjalnie przestała istnieć.
Bez zbędnych ceregieli ruszyliśmy na szlak. Plan był ambitny, ale prosty: iść przed siebie, zresetować głowy, odnaleźć Czaszkę i zdobyć Narożnik. Po drodze piękna zimowa sceneria, zmienna pogoda i Góry Stołowe w wersji „wow, ale tu ładnie” przeplatanej z „kto to wymyślił?”.
Cel osiągnięty
Historie zabójstwa – prawie rozwiązane
Nagroda – piwko w Karłowie
Ciepły posiłek w ośrodku odpalił nasze moce witalne, a wieczorne rozmowy Polaków – jak to rozmowy Polaków – nie miały końca, sensu ani logicznego zakończenia, za to klimat był pierwsza klasa.
Rano szybkie śniadanko i marsz na Fort Karola. Trasa niby łatwa, ale dziwnym trafem coraz dłuższa… Prawdopodobnie dlatego, że w oddali majaczyło piwo w Zajeździe. A jak wiadomo – piwo otwiera nie tylko umysł, ale i apetyt, więc finał miał miejsce w pizzerii w Radkowie. Strzał w dziesiątkę (ukłony dla Pawła. Z pełnymi brzuchami, czystymi głowami i humorem naładowanym do 100% wróciliśmy do domów.
Następna męska impreza Guroholików – październik. (10-11.10)
Wątroby już się niecierpliwią.
Mariusz Wojciechowski Łukasz Wojciechowski Tadek Józek Mors Horizonek Boguś

Dolomity Brenta czyli słynna via della Bocchetta To spacer nad chmurami, wśród strzelistych turni skalnych, odważnych i ...
19/01/2026

Dolomity Brenta czyli słynna via della Bocchetta
To spacer nad chmurami, wśród strzelistych turni skalnych, odważnych i potężnych skalnych ścian, tak dużych że oniesmielających dwoma pionem, pionem wręcz idealnym. Bezkres górskiego krajobrazów skalistych Dolomitów Brenta przez łagodniejsze alpejskie granie aż po chmury na widnokregu.
Dolomity to część Alp Włoskich. Dzielą się na kilka grup. Jedną z nich jest perełeczka Brenta.
Droga via della Bocchetta to rdzeń tej grupy, jest unikatem na skalę światową i określana jest mianem najpiękniejszej na świecie.
Ferraty które przemierzyliśmy, ale tak naprawdę wszystkie które tworzą via della Bocchetta to tak jak napisali autorzy najlepszego przewodnika "przestrzeń zawieszona między niebem a ziemią". I my w tej przestrzeni mieliśmy możliwość spędzić kilka cudownych dni.
Ekipa na taką trasę musi być zgrana i czuć do gór wielkie love. A to dlatego, że ferraty to nie wszytsko, były też długie podejścia na przełęcze Chwilami tak męczące, że ta miłość była wystawiana na próby.
A więc ludzie to jeden z najważniejszych elementów. Nasza ekipa - niezwodna, wiedzieliśmy, że maruderów nie będzie.
Drugi element to pogoda. Na to wpływu nie mamy. Ale nam dopisała w 100%.
Spaliśmy w czterech schroniskach. Swoje bagaże nosiliśmy całą drogę.
Wystartowaliśmy z przełęczy Groste i zakończyliśmy w Pinzolo. A pomiędzy tymi punktami byliśmy w raju.
Na przełęcz Groste wjechaliśmy kolejką górską i do Pinzolo również zjechaliśmy kolejką.
Anna Martenson Gosia Mario Beata Nowicka Maciej Kireńczuk Paweł Martenson-Cheong Yong Polska Artbud Firma Budowlana Wiola Jadwiga Godecka mario Małgorzata Ga Mariusz Wojciechowski Agnieszka Rynkiewicz Piotr

Enjoy the videos and music that you love, upload original content and share it all with friends, family and the world on YouTube.

Plany, plany, plany Tu te grubsze 🙃 plus nie napisane cykliczne i małe jednodniowe projekty
19/01/2026

Plany, plany, plany
Tu te grubsze 🙃 plus nie napisane cykliczne i małe jednodniowe projekty

Adres

Lubawka
58-420

Telefon

+48502160929

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Guroholicy ekstremalne eksploracje umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij