19/04/2026
To już 10. dzień azjatyckiej przygody… i Wietnam wciąż mnie zaskakuje 🇻🇳
Chyba najbardziej tym, że… nie istnieje tu coś takiego jak „dobry moment”, żeby przejść przez ulicę. Nawet na zielonym świetle. Po prostu się idzie – spokojnie, równym krokiem, wprost między płynącymi skuterami i samochodami. Jeśli zachowasz stabilne tempo, ominą Cię jak rzeka omija kamień. Trzeba tylko opanować stres i… nie uciekać. Bo wtedy naprawdę trudno im wyhamować.
Zachwycają mnie też małe gesty. Sposób podawania pieniędzy – dwiema rękami, z lekkim pochyleniem głowy i spojrzeniem w oczy. Tyle szacunku w tak prostym momencie. Dla drugiego człowieka. Dla pracy.
I jeszcze coś, co zostaje w sercu najmocniej – uczciwość i wiara w karmę. Zginął nam plecak, potem saszetka z paszportem i pieniędzmi… i wszystko wróciło. Nienaruszone. To naprawdę porusza.
No i smaki…Kawa – zupełnie inna niż ta, do której jesteśmy przyzwyczajeni. Gęsta, intensywna, często z mlekiem skondensowanym – ma w sobie coś uzależniającego.
Zupy – rozgrzewające, aromatyczne rosołki kolagenowe i klasyczne pho, które mogłabym jeść codziennie. Owoce – soczyste, słodkie, pełne słońca… cała paleta smaków, których nie da się porównać z tym, co znamy z Europy.
Każdy dzień tutaj to doświadczenie – intensywne, żywe, prawdziwe.
Mam przyjemność organizować tę wspaniałą wyprawę Marta Podleśna - Latino Tour
We współpracy z Fryderyk Karzełek