07/04/2025
Jak Cytrynek śpiepodlistek nektaru wiosną zapragnął.
W długie zimowe dni i noce, spędzone w ciemnościach pod ciepłą kołderką zeschłych liści i białego śnieżnego puchu, nasz Cytrynek marzył o pierwszym wiosennym posiłku. Przebiśniegi i śnieżyce kwitną jeszcze, gdy wokoło jeszcze sporo śniegu, brrr, to za zimno, myśli sobie. Gdy zakwitną na łąkach żółte mlecze, to za późno, a w brzuchu już burczy. To może polecę, myśli nasz bohater, na słodki nektar krokusów. Jeszcze zanim zazieleni się trawa dostojnie będą rozchylać swoje płatki. I obym zdążył, przypomina sobie nasz Cytrynek, jeszcze przed tym Rusałem pawidamkiem. Ten to żarłok wielki, wypija co roku cały nektar z szafranowych kielichów, a i jeszcze ciągle puszcza pawieoczko do wszystkich pięknych motylek.
Słonko rozgrzało zmarzniętą ziemię i krokusów na łące już moc. Rozchylone kielichy na swoim dnie ukrywają słodki nektar. Pszczoły sprawnie wślizgują się do wnętrza fioletowych pucharów. Trzmiele mimo zimowej głodówki, nie mogą pochwalić się talią osy, i wystawiając do góry swoje wielkie dupki, z trudem sięgają do dna. A nasz bohater Cytrynek, niby szczupły jest, ale wślizgnąć się do środka nie może. Wielki niby jest, ale skrzydełka delikatne jak listki, wagi nie dają, masą ciała wcisnąć się trudno. Czułki długie, oczka wielkie ale łepek mały, no i głową płatków krokusa nie przebijesz. Cóż tu robić?
Trudna sprawa. Głową z góry, za daleko. Głową z boku, za ciasno. A może głową od dołu wcisnąć się da. Trza tu mocno pogłówkować. Ciężka to praca, dla naszego Cytrynka, aby zdobyć słodki nektar z krokusów. Jednak jak mawia stare motyle przysłowie, dla chcącego nic trudnego.
Tak oto wyglądały dylematy naszego Cytrynka, pewnego wiosennego dzionka, za siedmioma górami czyli gdzieś w Karkonoszach. I myśmy też tam byli, na ławeczce cichutko siedzieli i piękno przyrody chłonęli.