10/08/2026
Cedyńskie muzeum, powiedzmy szczerze, nie rzuca na kolana. Gdyby nie uprzejmy opiekun tego miejsca i otwarta rozmowa wizyta trwałaby może 10 minut.
Jest tu ładny wykopek StG-44 i dwumetrowy szkielet wojownika z mieczem odkryty na stanowisku w pobliżu cedynskiego grodziska. Swoją drogą -eksponowanie szkieletu potężnego faceta, pochowanego niegdyś z godnością i szacunkiem przez swoich komilitonów na wieczny spoczynek, stawia nas współczesnych w niekorzystnym świetle. Jako ludzi, miłośników historii i chrześcijan. Jego miejsce jest w tej ziemi, tej której pewnie bronił i być może za nią oddał życie, a nie w gablotce za szkłem, gdzie jest fotografowany przez byle zwiedzacza i łowcę atrakcji. Tu leży bezbronny i obnażony do gołej kości, bezimienny, wyrwany z miejsca które mu przeznaczono...
Myślę, że gdyby tak wstał z martwych, to dupsko by przeczepał decydentom za takie potraktowanie...
Zostawiam zatem Cedynię i jadę pod wzgórze Czcibora. To gardziel pomiędzy wzniesieniem a Odrą gdzie wg. badaczy mieszkowy brat czekał na goniące polańskiego władcę wojska saskie pod wodzą margrabiego Hodona. W tym miejscu spadl im na karki i poskromił ich przeświadczenie o zwycięskiej batali. Niestety sam przypłaci to życiem. Dzięki temu jednak znamy choć imię brata naszego pierwszego chrześcijańskiego Władcy.
U podnóża szczytu (53 mnpm) wielka mozaika z uchwyconym epizodem z bitwy, a na szczycie wzgórza pomnik starcia z 972 r. z doskonałą nadodrzańską panoramą.
Za chwilę dosłownie w Osinowie Dolnym spotykam dla mnie egzotyczna wioskę. To mekka niemieckich emerytów, którzy okupują kiczowate hale pełne nikomu niepotrzebnych ciuchów, cigaretów i innego dziadostwa dojeżdżając do nich elektrycznymi rowerami wyjętymi z luksusowych Tourcarawanów dumnie ustawionych nad brzegiem Odry w cieniu MacDonaldsa.
Oj Mieszko i Czcibor pobrali by od nich odpowiednie myto.
Ja udaje się na drugie śniadanko, nie do Maca lecz do kamienia nad Odrą, by w spokoju i ciszy zjeść bułkę z serkiem. To najdalej wysunięty punkt na zachód naszego kraju.
Za 10 km jestem już nad mostem w Siekierkach. Niezwykle miejsce potwierdzające, że turystyka jest jednym z niewielu zjawisk na tym świecie, które służy do zbliżenia ludzi, kultur i narodów. Czeka na mnie ławeczka z postacią Wł. Bartoszewskiego - słuszny wybór i inicjatywa.
Wieża i świetna konstrukcja mostu, pozostałości dawnej przeprawy, zdjęcia mostu sprzed lat, no i wodny świat. Most daje możliwość zorganizowania sobie krótkiej wycieczki z Cedyni po obu stronach granicznej rzeki.
Dalej w Gozdowicach jest jeszcze przeprawa promowa, zatem wycieczkę po wałach na widokowej ścieżce można sobie spokojnie przedłużyć.
Ja zostaję jednak po polskiej stronie, by odwiedzić muzeum w Siekierkach, cmentarz Żołnierzy polskich forsujących Odrę w 1945r. oraz sanktuarium Matki Boskiej Odrzańskiej Patronki pokoju i pojednania.
Warto wejść do tego Muzeum pamiątek po żołnierzach 1 Armii WP. Tu wojna ma swoje imię i nazwisko. Listy, zdjęcia, osobiste przedmioty, stare rowery, okopowa sztuka, opowieść o rozwalonej przez politykę mieszkowickiej miłości, która po 50 latach znów zakwitła i związkiem małżeńskim się zakończyła. No gotowy scenariusz na film.
Wizyta w tym muzeum jest konieczna przed wejściem na piękny wojenny cmentarz. Jakże inaczej patrzy się potem na ciche w szeregu groby tych młodych chłopaków...
Ech wojenko! Cóżeś ty za Pani ?
To nie wszystkie pamiątki z końca II wojny na tym krótkim nadodrzańskim odcinku.Po drodze do Gozdowic miejscem widokowym jest zrekonstruowany punkt dowodzenia. Dalej Muzeum Wojsk Inżynieryjnych z równie jak w Siekierkach interesującymi eksponatami. W Czelinie na skarpie pięknie przygotowane miejsce wypoczynku i pomnik pierwszego słupa granicznego osadzonego tu przez polskich żołnierzy.
Ten odcinek to gotowa plenerowa lekcja historii...zakończona nawet Mackiem w Osinowie ku uciesze młodocianej wycieczki.
Wspaniała leśna droga wiedzie mnie dalej przez rzekę Kurzycę i Myślę w kierunku na Kostrzyn.
Gdy wydaje się, że już nic nie może się zdarzyć i spokojnie zdążę na pociąg, to zmęczona dętka postanawia na skraju lasu przed Kaleńskiem zaistnieć. Nie wie jednak, że przez całą podróż spokojnie głęboko w sakwie czekał atomizer, który skutecznie w 3 minuty wcisnął swoją mleczną substancję w przestrzenie złośliwej dętki i zamknął skutecznie bezczelną dziurkę. Co to też człowiek nie wymyśli?
I dobrze, bo dzięki temu po raz pierwszy użytemu wynalazkowi zdążyłem na pociąg.
Pociąg jednak do dalszej wyprawy wzdłuż Odry pozostał i myślę, że wkrótce szum gum znow usyszę nad brzegami Odry.
Kostrzyn nad Odrą i Park narodowy Ujście Warty już czekają.