07/01/2022
Przez Polskę żółtodrożną.
Lubię jeździć stałe trasy a każdym razem inaczej. Czasem trzeba trochę nadłożyć: 20,30, 80 km, jednak zawsze inaczej. Najlepiej przez nieturystyczne.
Są miejsca, którymi się ludzie chwalą. Jestem stąd, czy stąd.... Z Zakopanego, z nad morza, z Wrocławia. A ja lubię takie miejsca, co nikt się nie chwali, wschodnie łódzkie, radomskie, tarnobrzeskie. Takie wszystko trochę zapuszczone, pokryte patyną, lekko podchmielone, czasem wulgarne, z zabetonowanym skwerkiem, lub ze starym parkiem. Z cmentarzem ładnie zachowanym albo na park przerobionym. Z trudnym dziedzictwem lub cudem zachowane. Takie miejsca, że jak już dojedziesz, to czujesz się jak odkrywca. A to kościół, a to synagoga, domy równo ułożone w rządku, bez pastelozy i relkamozy, a czasem bajzel aż oczy bolą.
300 km - po drodze chopinowskie wierzby i łowickie chałupy. Skierniewicka 12-piętrowa pasteloza, z pobrzmiewającym z tyłu głowy motywem z Alternatyw 4. Autostrada mijana pod kątem prostym , bez możliwości wjazdu, zupełnie jak portal między dwoma światami, ale bez kontaktu z otoczeniem, senne muzeum, zamek pod stadionem, dziwny układ ulic i myślenie jak to było jak książę Siemowit z dworem zajeżdżał i ta myśl że na pewno lepiej, jakoś miejsko, teraz to już tylko echo przeszłości.
Za Rawą jeszcze inaczej. Ludzi mniej, droga wąska, teren faluje, chyba już nie Mazowsze... Ale co? Ciągła potrzeba podporządkowania. I myślę, może Ziemia Sieradzka? Czy to już Wielkopolska na chwilę? Lubię tak myśleć, stawiać granicę w myślach. Wymyślone linie, granice, choćby i fantastyczne ale świat jakoś porządkują.
Za lasem jest dolina. Inna, trochę jak nie z tej pogranicznej bajki. Senny rynek z wielkimi drzewami. Nie wycięli, ale już chyba zrewitalizowali. Kawy nie wypijemy, dziś zamknięte: i bar i poczta, do galerii każą dzwonić, ale po co przerywać letarg. Po piwo można pójść: do synagogi. Jakoś o dziwo nie przeszkadza mi to, jest w jakiś sposób prawdziwe. Jak zdjęcie zrobić z zewnątrz miejscowe chłopy jakoś podejrzliwie łypią. Może starozakonny przyjechał i się cieszy? Podejrzane. W środku dekoracje sprzed wieków nad słoikiem z pulpetami. Może tak musi być? Połączenie nowego i starego, użyte na nowo, nie niszczeje, nie marnuje się, a może profanacja? A co za różnica w tej chwili...
Na koniec przejście w inną epokę, za miastem, po kamiennej drodze, na górce pod cmentarzem stoi smukły świadek 900 ostatnich lat. Świadek? Może nie całkiem, może podmurówka tyle widziała. Reszta pieczołowicie odbudowywana była po kolejnych wojnach: Szwedach, Rusach, Prusach i kogo tam jeszcze nadali. Jednak stoi, strzeliście i majestatycznie, a dole płynie Pilica i tiry sennie suną czerwoną 48 z Tomaszowa do Radzynia, ze wschodu na zachód i na opak. Znikąd do nikąd....
Dalej na Radom ludzi wciąż mało... Nawet pasów na 48 nie ma, bo i po co, czasem mignie jakaś współczesna karawana, nawet z Satu Mare. I miasteczka jakby jeszcze bardziej przysadziste i senne. Tylko kościoły jakieś takie majestatyczne w tym całym marazmie interioru, górują z daleka, jakby pilnując tego prowincjonalnego, radomskiego aż do bólu spokoju.
I tak jedziemy przez prowincję, zawsze trochę inaczej, zawsze trochę odkrywając, zawsze trochę szukając i myśląc jak to było kiedyś a jak jest teraz. A jak jest, a jak mogłoby być. Dopóki jeszcze się toczy to jechać będziemy, a co.
PS. A jako suplement cukierkowa relacja z przelotu przez prowincje: Zamek (a raczej wieża zamkowa) z Rawy Łódzko-Mazowieckiej, inowłodzkie klimaty i nieregulowana Pilica w styczniowym słońcu.