04/07/2016
Lucek odbył drugi rejs morski. I tym razem znowu do Malmo i Kopenhagi, ale za to potem na Bornholm. Z „borhola” na samosterze wiatrowym lucuś sam trafił w główki portu w Świnoujściu. Wystarczyło mu nie przeszkadzać. To dobra łódka, daje radę, byle by załoga była trochę kumata.
Tak na marginesie, warto by koledzy sternicy morscy opanowali ploter, który jest trochę nieintuicyjny. Ale pomaga bardzo w nawigacji.
Po drodze zwiedziliśmy przekraczające 100m wysokości klify kredowe na Rugii. Ich kształt zmienia się z roku na rok, a właściwie z miesiąca na miesiąc, gdyż poddawane są przez deszcz i wiatr ciągłej erozji. Za rok znów będą wyglądały inaczej.
W Kopenhadze odwiedziliśmy „hipisowską Christianię” no i odnaleźliśmy kopenhaską syrenkę dla facetów z kryzysem wieku średniego. Bardzo się nam podobała ).
W pobliżu mariny jest też pomnik fontanna Gefion, związana z legendą o powstaniu wyspy Zelandii.
Otóż Gefion – bogini rolnictwa i opiekunka dziewic – poprosiła niegdyś króla Szwecji Gylfiego o to, aby podarował jej kawałek ziemi, który będzie mogła zagospodarować według własnego uznania. Gylfi obiecał jej tyle ziemi, ile zdoła zaorać w ciągu jednej doby. Wtedy Gefion zamieniła swoich czterech synów w woły i zaprzęgła ich do pługa. Wykorzystując ich nadludzką siłę udało jej się oborać spory kawałek ziemi, który następnie został wyrwany ze Szwecji i zakotwiczony na morzu pomiędzy Szwecją a Fionią. W ten sposób powstała Zelandia, a także jezioro w Szwecji, które wypełniło dziurę po wyrwanym lądzie.
Domyślam się, że jezioro które powstało według tej legendy to „Vänern” trzecie pod względem powierzchni w Europie. Ponad 5650 km². Zwiedziliśmy je częściowo w rejsie na Kanał Gota w 2014.