09/07/2019
Artur ledwo co wyleczył po naszej ostatniej wyprawie odleżyny w miejscu gdzie plecy tracą swoją szlachetną nazwę, a już poczuł tęsknotę za rzekami. Mówią, że stara miłość nie rdzewieje, więc wrócił nad Vistulę, Królową Polskich Rzek. Tym razem jednak wybrał sobie inny środek lokomocji i sprawdzi jakie odleżyny robią się po siodełku rowerowym. 6 lipca wystartował w ultramaratonie Wisła 1200 od źródeł Baraniej Góry i ciśnie wzdłuż rzeki do Gdańska. Dzisiaj jest już w Płocku i nadal napiera do przodu. Stary a głupi, czyż nie? Wesprzyjcie chłopaka dobrym słowem.
A jeśli ktoś chce pokibicować Arturowi na trasie lub wsadzić patyk w szprychy, to tutaj może ustalić jego pozycję (nr 37):