Lato w podróży

Lato w podróży Wszędzie tam, gdzie mnie nie było.

28-29.05.2025 dzień 15/16 Antsirabe —> Antananarywa —> ✈️Warszawa Madagaskar 🇲🇬 —> Polska 🇵🇱 Czas na kilka słów podsumow...
28/05/2025

28-29.05.2025 dzień 15/16 Antsirabe —> Antananarywa —> ✈️Warszawa Madagaskar 🇲🇬 —> Polska 🇵🇱

Czas na kilka słów podsumowania wyjazdu.

Razem z córką stwierdzamy, że podoba nam się kraj, a w szczególności jego różnorodność pod względem przyrody. Powalają nas swym urokiem lemury – no są tak słodkie, że marzysz tylko o jednym: wziąć takiego w ramiona i mocno przytulić. Również kameleony robią robotę, w szczególności gdy wyrzucają swój jęzor, aby upolować ofiarę. Wiecie, że język kameleona jest tak długi jak jego ciało? Tak, nawet razem z ogonem.

Mieszkańcy są sympatyczni. Może od dorosłych nie bije blask radości, raczej pełne ciekawości spojrzenia, za to dzieci są niezwykłe. Ich radość jest nie do opisania – nawet z samego powodu, że widzą białą osobę, a co dopiero, gdy dasz im cukierka. Ludzie są tu uprzejmi dla siebie, niewiele mają, ale nie widać w nich zawiści. Oczywiście często wyciągają rękę, prosząc o pieniądze – my, biali, jesteśmy dla nich synonimem bogactwa.
W dużych aglomeracjach jesteśmy hurtowo ostrzegani, żeby nie kręcić się po ciemku, bo mogą nas obrabować źli ludzie, ale za dnia poruszamy się bardzo pewnie.

Wszystko byłoby tu super, gdyby nie czas spędzany w samochodzie podczas przemieszczania się. To prawdziwa tragedia. Godziny lecą bardzo wolno, człowiek jest wytrzepany w każdą możliwą stronę. Jakość dróg woła o pomstę do nieba. Zrobiliśmy kilka tysięcy kilometrów (około trzech), z czego raptem może 200 było jakości takiej do zaakceptowania. Niestety loty wewnątrz kraju są drogie – około tysiąca złotych za bilet w jedną stronę. Niemniej jednak pokusiłbym się, będąc tu drugi raz, aby dołożyć i dopłacić dla lepszego komfortu. W szczególności przy bardzo długich podróżach – nasz rekord: 13 h w aucie, bez żadnej atrakcji po drodze.

Kierowcy i przewodnicy – ci pierwsi obowiązkowi, nie wypożyczysz auta bez kierowcy. Ale po naszej wycieczce stwierdzamy, że to warunek konieczny! Daje on komfort podróży – można zmrużyć oko, poopowiada ciekawe rzeczy, pomoże w zakupach, w tłumaczeniu. Tutaj miejscowi operują francuskim, po angielsku tylko w niewielu, bardzo niewielu miejscach można się porozumieć.
Przewodnik jest zawsze obowiązkowy w parku narodowym czy rezerwacie. Trzeba przyznać, że znają się na robocie i dzięki nim dużo więcej zobaczymy, a i dowiemy się sporo ciekawych rzeczy.

Oprócz urzędowej stawki dla przewodnika czy wynagrodzenia dla kierowcy, obowiązkowy – i przede wszystkim mile widziany – jest tutaj także napiwek. Z informacji uzyskanych z internetu czy od naszych lokalnych towarzyszy wynika, że stawka dla przewodnika to 5–10 € w zależności od długości jego opieki i naszej satysfakcji. Zaś odpowiedni tip dla kierowcy to 5–7 € za dzień towarzystwa. Przyznam, że trochę pieniędzy nam na to poszło. O tym trzeba pamiętać, robiąc założenia finansowe przed wyjazdem.
My naszym kierowcom zapłaciliśmy następująco:
Luva był z nami 5 dni – 40 $ + whisky
Tina był z nami 12 dni – 70 € + whisky

PS. W restauracjach, z tego co zauważyłem, raczej nie spodziewają się napiwków, ale jako dobrzy biali tak czyniliśmy 😛

Wiernych kibiców pytających, skąd mam tyle urlopu i pieniądze, rozczaruję: skończyło się. Kolejne opisy przygód prawdopodobnie dopiero w roku 2026. Wtedy, w składzie męskim, znów zawitamy w Afryce – na dwa tygodnie, w trzech krajach. Ekipa w 75% zmontowana.

K2, K1

27.05.2025 dzień 15 Ranomafana —> Antsirabe Madagaskar 🇲🇬Park Narodowy Ranomafana to nasza ostatnia atrakcja podczas pob...
27/05/2025

27.05.2025 dzień 15 Ranomafana —> Antsirabe Madagaskar 🇲🇬

Park Narodowy Ranomafana to nasza ostatnia atrakcja podczas pobytu. Dla mnie – fajne, ekscytujące przeżycie. Dla Oliwki – znacznie mniej. Aby dorwać lemury w ich naturalnym środowisku, czyli lesie deszczowym, musieliśmy nieźle się nahasać po krzakach i stromiznach. Dodam, że to trudny wyczyn w zwykłych adidasach, stąd lekki strach i frustracja u córeczki. Ja pomykałem za przewodnikiem jak górska kozica i przyznam, że się mocno opłaciło – udało się zobaczyć kolejny podgatunek lemura bambusowego oraz czarną sifakę. Co ciekawe w parku występuje lemur bambusowy złocisty odkryty dopiero w 1986 roku. My mieliśmy dzisiaj wyjątkowe szczęście, bo spotkaliśmy lemura bambusowego wielkiego, który jest krytycznie zagrożony wyginięciem i jego obserwacja jest bardzo rzadka. Charakteryzuje się szaro-brązowym ubarwieniem z jasną (białą) okolicą uszu i baków. Mamy go na zdjęciu, niestety słabo widać. Na filmiku znacznie lepiej się prezentuje.

Sam spacer po lesie to przyjemność, a jeszcze okraszony zdobyczami fotograficznymi – tym bardziej. Ciekawe miejsce, warte zobaczenia również ze względu na widoki. Miejsce jest położone w dużej kotlinie, w dole płynie wartka rzeka, a wzgórza są zalesione na maksa. Miły widok.

Po wizycie zaś stało się to, co tygrysy lubią najbardziej – czyli 240 km do przejechania w 9 godzin. Na szczęście z 20-minutową przerwą na lunch i kilkoma znacznie krótszymi na zdjęcia. Fotografować jest co! Teren przepiękny – tarasy na wzgórzach jak w Azji, ziemia niesamowicie czerwona, domy z niej zrobione, meandrujące rzeki. Pięknie!

K3

26.05.2025 dzień 14 Ranohira —>  Anja reserve —> Ranofana Madagaskar 🇲🇬Zostały nam już tylko pełne dwa dni na miejscu. P...
26/05/2025

26.05.2025 dzień 14 Ranohira —> Anja reserve —> Ranofana Madagaskar 🇲🇬

Zostały nam już tylko pełne dwa dni na miejscu. Powoli domykamy naszą wyznaczoną trasę. Obyło się do tej pory bez większych przeszkód. Na kilka zdań podsumowania przyjdzie czas w środę. Dzisiaj, jak zwykle, cieszymy się drogą. Po opuszczeniu Ranohiry momentalnie wracamy do znanych nam krajobrazów. Za oknem auta ciągną się ogromne połacie zielono-żółtawych terenów, w zasadzie niezamieszkałych. Wygląda to jak na typowej afrykańskiej sawannie. Jedynie wioski co kilkanaście kilometrów przy trasie przypominają nam, że tam nie jesteśmy. Podoba nam się. Tym bardziej, że po jakimś czasie znowu mamy totalnie inne widoczki. Zaczyna się teren mocno pofałdowany – kolejny raz piejemy z zachwytów nad pięknem Madagaskaru.

Po drodze trafiamy na dwa ciekawe wydarzenia:
• szkolny festyn – coś w rodzaju naszej Masy Krytycznej. Młodzież ze szkoły, często poprzebierana, w rytm muzyki biegnie wzdłuż i wszerz całego miasta, tańcząc i krzycząc przy tym. Widać, że sprawia im to wiele radości. Zresztą nasz widok chyba jeszcze więcej.
• złożenie w ofierze zebu. Tutaj jest zwyczaj, że gdy umiera ktoś, kto posiada krowy, to wszystkie razem z nim zostają zabite. Pytaliśmy kilku osób – tak jest. Mięso z nich jest rozdzielane rodzinie oraz wszystkim mieszkańcom wsi, czy miasteczka. Aby uczcić zmarłą osobę, jej przyjaciele też mogą złożyć w ofierze zebu. Widzieliśmy grupę młodych osób poza miastem, biegnących i cieszących się wraz z jedną krówką (ta zapewne miała mniej powodów do radości). Była z nimi jedna dorosła kobieta, która miała za zadanie uśmiercić krowę w okolicznych górach w ramach ofiary dla zmarłej.

Jedziemy w kierunku stolicy, przed nami ostatni rezerwat, a jutro – ostatni park narodowy. Tradycyjnie w aucie spędzimy około 10 godzin. Na szczęście Anja Reserve jest mniej więcej w połowie drogi i mamy miły przerywnik. Całkiem sympatyczny ten rezerwat – nieduży, ale za to z niesamowitą ilością jednego gatunku lemura – katta, czyli kuzyni Juliana. Żyje ich tu ponad 400 sztuk, także łatwo je znaleźć, uchwycić dobre ujęcia, nie kusząc ich strawą. Są też kameleony.

O dziwo, po 11 godzinach jazdy czekała na nas niespodzianka w postaci nocnego spaceru obrzeżami parku narodowego Ranomafana. Chyba już jednak chcemy wrócić do domu, bo nawet się lekko zmartwiliśmy, że znów trzeba gdzieś iść. W dodatku strugi deszczu lały się z nieba, a my kolejny raz szokowaliśmy przewodników informacją o braku przeciwdeszczowych ubrań. Cóż – nie pierwszy i nie ostatni raz będziemy mokrzy w życiu. Warto jednak pamiętać, aby takie rzeczy zabierać ze sobą w podróż, nawet do miejsc, gdzie z założenia ma być bardzo ciepło.

Mamo, kocham Cię ❤️ Wszystkim mamom wszystkiego najlepszego!

K4

25.05.2025 dzień 13 Ranohira —> Isalo National Park Madagaskar 🇲🇬Najlepszy dzień wyjazdu! Trekking po Parku Narodowym Is...
26/05/2025

25.05.2025 dzień 13 Ranohira —> Isalo National Park Madagaskar 🇲🇬

Najlepszy dzień wyjazdu! Trekking po Parku Narodowym Isalo. Czysta przyjemność – ścieżka łatwa, urokliwa, z wspaniałą roślinnością, a także kilkoma Królami Julianami. W dodatku wszystko to w niesamowitym otoczeniu wysokich skał oraz rzeczki z wodospadami i trzema naturalnymi basenami.

Mamy wrażenie, że przenieśliśmy się do innego kraju – krajobraz zmienił się diametralnie. Unikalne formacje skalne, głębokie kaniony. Zupełnie inne miejsce niż dotychczas odwiedzone. Spacer tutaj to obowiązkowy punkt programu – około 12 kilometrów wydawania z siebie ochów i achów, okraszone kąpielami w niesamowicie czystej, lodowatej wodzie. Brr, normalnie jakbym znów morsował. Żalem byłoby jednak odpuścić!

W trakcie spaceru udało nam się znaleźć małe skorpiony, ogromne pająki, długie i cienkie węże oraz – przede wszystkim – lemury katta, znane całemu światu z filmu Madagaskar i serialu Pingwiny z Madagaskaru. No powiem szczerze – Król Julian rządzi. Wyglądają przeuroczo – malutkie słodziaki z pięknymi pyszczkami i wspaniałym, długim ogonem, który wygląda, jakby miał obręcze.

Nawet jeśli komuś nie uda się ich znaleźć w trakcie marszu, to wycieczka z przewodnikiem obejmuje także postój w obozie, gdzie można zamówić coś do jedzenia (najdroższa micha, ale dobra – powodów do płaczu nie ma, bo sałatka, drugie danie, deser owocowy + miejscowa cola, notabene pyszna, to koszt 50 zł/osoba). Takie miejsce to łatwy łup dla sprytnego Juliana 🤪 – także tutaj na 99% on znajdzie Was 😁

Isalo National Park to drugi największy park na Madagaskarze – jego powierzchnia to 815 km². Ponad 85% roślinności występującej tutaj jest endemiczna, żyje tu 82 gatunki ptaków oraz 14 gatunków lemurów. Oprócz Juliana, czyli lemura katta, można spotkać też sifaki i lemury brązowe. Udało nam się zobaczyć wszystkie – radość tym większa!

K5

24.05.2025 dzień 12 Ifaty - Ranohira Madagaskar 🇲🇬Koniec plażowania, więc oczywiście zero chmur na niebie, a my znów cał...
24/05/2025

24.05.2025 dzień 12 Ifaty - Ranohira Madagaskar 🇲🇬

Koniec plażowania, więc oczywiście zero chmur na niebie, a my znów cały dzień w aucie. Przemieszczanie się to największa wada pobytu na Madagaskarze. Odległości nie robią wrażenia, ale czas potrzebny na ich pokonanie – już tak. Jakość dróg to istny dramat. Czasem zastanawiamy się, czy nie byłoby lepiej, gdyby asfaltu w ogóle nie było, bo dziury są ogromne. Zwalniamy praktycznie do zera.

Wracamy powoli w kierunku stolicy, żeby po drodze zwiedzić jeszcze kilka parków narodowych. Mamy nadzieję spotkać w nich kolejne gatunki lemurów, w tym najbardziej rozpoznawalnego – familię króla Juliana. I like to move it move it – piosenkę już ćwiczymy 🤪 Na pierwszy rzut pójdzie Park Narodowy Isalo. O nim jutro, razem z relacją. Dziś bardzo spokojny dzień. Kilka zdjęć z trasy.

K6

23.05.2025 dzień 11 Ambatomilo —> Ifaty Madagaskar 🇲🇬Uwięzieni, prawie w raju. Co za koszmar. Nie możemy spokojnie wyjść...
23/05/2025

23.05.2025 dzień 11 Ambatomilo —> Ifaty Madagaskar 🇲🇬

Uwięzieni, prawie w raju. Co za koszmar. Nie możemy spokojnie wyjść na plażę — nawet całkiem ładną, chociaż wczorajsza ją znacznie przebija. Z samego rana ruszyliśmy autem do miejscowości Ifaty. Ze zdjęć w internecie zapowiadała się bajkowo. Może i jest atrakcyjna, ale wejście na plażę wymaga uwolnienia z siebie najgłębszych pokładów asertywności.

Tuż za strefą hotelową czają się niezliczone grupy sprzedawców wszystkiego. Momentalnie zostajesz otoczony przez kilkanaście, czasem kilkadziesiąt osób proponujących Ci wszystko — pamiątki, łódkę, nurkowanie, ubrania, koraliki, masaż i wiele innych rzeczy. Jest tu sporo białych osób, więc łatwy łup. My już sporo słów znamy, więc grzecznie sobie radzimy, ale jest to mocno stresujące, szczególnie dla Oliwki. Człowiek czuje się wręcz osaczony, a kiedy już zdecydujesz się coś kupić, pozostali z jeszcze większym animuszem atakują Cię z kolejnymi ofertami.

My zdecydowaliśmy się na godzinny masaż. Cena iście promocyjna — 12 € za dwie osoby, czas trwania: godzina. Masażystek było przy nas chyba kilkanaście; jedna przez drugą krzyczała: „Mam na imię…”, próbując przekonać nas do wyboru. Wybrałem najbardziej potężną i zrobiłem z niej „herszta bandy”. Powiedziałem: „Masaż bierzemy u Ciebie, wybierz towarzyszkę, wrócimy za 20 minut — ale masz być tylko Ty i koleżanka.” Boże… Co się wtedy zaczęło! Przekupki na jarmarku to nic w porównaniu z tym. Licytacja na całą plażę — która ma być druga.

W każdym razie poskutkowało — bez większego zaczepiania skorzystaliśmy z usługi. Co więcej, w trakcie masażu dołączyły inne panie i też nas masowały. O dziwo, nie było scen o większe wynagrodzenie.

Ifaty to miejscowość, która leży przy drodze krajowej — o dziwo, dobrej. Najprościej dojechać tu z głębi kraju. Stąd też pierwszy raz na wyspie widzimy tłumy białych. W związku z tym zdecydowanie odradzamy wizytę tutaj — za duży harmider i zgiełk. Lepiej się poświęcić i wertepami odjechać dwie godziny od głównej drogi.

K7

22.05.2025 dzień 10 Ambatomilo Madagaskar 🇲🇬Raj! – co może pójść nie tak?Przez pięć dni telepania się po bezdrożach wysp...
22/05/2025

22.05.2025 dzień 10 Ambatomilo Madagaskar 🇲🇬

Raj! – co może pójść nie tak?
Przez pięć dni telepania się po bezdrożach wyspy nie uświadczyliśmy zbyt wielu chmur na niebie. Za to dzisiaj, będąc w plażowym raju, było ich pod dostatkiem. W dodatku od czasu do czasu popadywało, a nawet i lało. No cóż za pech. Niefart niemiłosierny.

Momentami jednak słoneczko na chwilę się pokazywało, a wtedy nasza plaża ożywała tysiącem barw. Woda ma przeróżne odcienie błękitu, piaseczek jest nieprzeciętnie mięciutki i ma białą barwę. Plaża czysta – na niej tylko my i miejscowi rybacy. No normalnie romantycznie! Tylko czemu z córką, a nie z ukochaną? Miło nam się spędza czas, ale w takich miejscach chciałoby się być z osobą bliską sercu.

Hotel Shangri-La – najlepsza miejscówka na Madagaskarze do tej pory. Restauracja top, plaża top, domki top. Polecamy!

K8

20-21.05.2025 dzień 8 i 9 Morondava —> Manja —> Ambatomilo Madagaskar 🇲🇬 Moja znajomość francuskiego jest niesamowita. D...
21/05/2025

20-21.05.2025 dzień 8 i 9 Morondava —> Manja —> Ambatomilo Madagaskar 🇲🇬

Moja znajomość francuskiego jest niesamowita. Dostałem rachunek, od razu sprawnym i szybkim okiem wychwyciłem, że coś nie gra. Dziady wpisały trzy dania do rachunku. O nie! Myślę — nie ma takiej opcji, 15 € więcej? Nie będą tak pogrywać! Zacząłem się kłócić, udaję kurczaka i pokazuję, że nie jedliśmy nóżki ani skrzydełka, tylko pierś. Macham łapkami, gdakam i mówię, że nasz jest tylko „pule”, a trzecie danie nie jest nasze. Najpierw kelner, potem szef kuchni, na końcu właściciel — każdemu nie ustępuję, walczę jak lew, gdakający jak kura. Oni do mnie po francusku, ja do nich po angielsku. Nie idzie się nic, a nic dogadać. Zrezygnowany idę do pokoju po wsparcie córki. Wracając, wzywam na pomoc jeszcze obcego przewodnika. Zaczynam im tłumaczyć, że ja za 62 000 żadnego „chambre” nie jadłem i nie zapłacę! A co!?

Większość już pewnie wie, że chodziło o zapłatę za pokój. Zazwyczaj nasz kierowca to ogarnia, tym razem nie zdążył, bo poszedł do znajomych. No cóż — za to nauczyłem się perfekcyjnie pokazywać kurczaka bez nóg i skrzydełek.

Hmm… Czy to jeszcze nas dziwi? Już nie! Znów w trasie prawie cały dzień. Kilometrów wielu nie pokonujemy — około 180 — ale cały czas polnymi drogami. Tym razem przejeżdżamy przez terytoria praktycznie niezamieszkałe. Po drodze pokonujemy mosty z bali drewnianych, rzeki z dzieciakami, które biegną przed autem, wytyczając najpłytszą drogę, mnóstwo pięknych baobabów. Baobaby są fascynujące — przybierają przeróżne formy: bliźniacze, trojacze, zawijające się na sobie, pękate, smukłe… Czasami trafiamy na całe kolonie. W jednym miejscu rosło ich ponad 200. Ciężko oderwać oczy. Udało nam się spróbować soku z baobabu — słodki, ale dobry.

Fajna przygoda, nawet się już przyzwyczailiśmy i polubiliśmy z wertepami, dzięki spotkaniom z tymi pięknymi drzewami.

Na szczęście rano udało nam się wygospodarować 1,5 h na plażę (zaczęliśmy o 7:30). Czysta, ogromna, ciepła woda i tylko my na niej. Ach, poleżałoby się cały dzień… ale Oliwka narzuciła ostre tempo zwiedzania. Nie ma obijania i odpoczynku. Muszę coś wymyślić, żeby za rok już z nią nie jechać, bo serce mi od tego tempa wykituje 😜🤪🤣

Tak sobie jechaliśmy i wymyślaliśmy hipotetyczne sytuacje. Jedna z nich — awaria silnika. Nasz kierowca błagał, żebyśmy tak nie mówili. A maszyna nie posłuchała. Na ratunek trzeba byłoby czekać kilka dni. Jak już oddaliliśmy się od cywilizacji i wjechaliśmy w interior, to jedynie krowy nas mijały raz na kilka kilometrów. Awaria oznaczałaby utknięcie na dobre — bez szans na kontakt telefoniczny, a i do najbliższej osady można mieć kilkanaście kilometrów.

Hotel Kanto — najgorszy ze wszystkich: lekko obskurny, setki komarów — jak nic będzie malaria lub nawet denga 😉 Brak Wi-Fi, za to tysiące papużek. Koncert rano i wieczorem. Takiego ćwierkotu w życiu nie doświadczyłem.

Droga z Manja w kierunku plaż to już tylko… 9 h. Czemu zmieniamy plażę, jadąc na nią półtora dnia? Aby znaleźć się w południowej części wyspy i mieć możliwość spotkania innych gatunków lemurów.

Rozdaliśmy już wszystkie gadżety dla dzieci, jakie mieliśmy. W związku z tym kupiliśmy „bombo”, czyli słodycze. Radość cukierkowa — przeogromna. Zresztą, nawet jak nic nie rozdajemy, to nasze uśmiechy i machanie ręką wywołują spektakularną radość na twarzach dzieci, a często i dorosłych. My mamy pozytywne nastawienie do świata i ludzi — druga strona chyba to wyczuwa i odwzajemnia się tym samym. Zaufanie tutaj do siebie też jest duże. Zatrzymujemy się w wiosce podczas lokalnego marketu, zostawiamy odpalone auto, idziemy 50 metrów dalej zjeść i się napić — a auto, i ono samo, nie ginie.

W miasteczkach jednak nasi kierowcy i gospodarze hotelowi mówią, żeby po zmroku nie kręcić się późno po mieście. Losu więc nie kusimy — bo i po co?

K10 K9

18.05.2025 dzień 6 Antsirabe —> Morondava Madagaskar 🇲🇬 Karkołomny wyczyn przed nami dzisiaj – 500 km w drodze.Po wczora...
20/05/2025

18.05.2025 dzień 6 Antsirabe —> Morondava Madagaskar 🇲🇬

Karkołomny wyczyn przed nami dzisiaj – 500 km w drodze.
Po wczorajszej jeździe postanowiliśmy do końca nacieszyć się lokalnymi drogami i kontynuować tę wspaniałą przygodę 🤣😂 A drogi są tu naprawdę fascynujące. Nie dość, że dziura na dziurze – często o głębokości 30–50 centymetrów – to jeszcze o średnicach na szerokość całej jezdni, a długości potrafią mieć nawet kilkanaście metrów. Jak Boga kocham, nie widziałem w życiu takiego natężenia dziur – co kilkadziesiąt metrów kolejne, lepsze od poprzednich. Trzeba zwalniać do minimum, telepie w każdą stronę. Masakra.

A jeszcze trzeba wyprzedzać ciężarówki, busiki, rowerzystów, wozy ciągnięte przez krowy lub zebu oraz całą zgraję pieszych, bo chodników tu nie uświadczysz. Poezja przemieszczania. Tempo – zawrotne. Grunt, aby jechać za dnia, bo przecież latarni nie ma, a i tylko samochody mają oświetlenie, dlatego ruszamy o 5 rano.

Podróż wynagradzają nam bajeczne widoczki. Nie spodziewaliśmy się z Olisią, że będzie tu aż tak urokliwie. Co chwila z naszych ust wydobywają się słowa zachwytu nad widokami, które nas otaczają. Mocno pofałdowany teren, cały skąpany w różnych odcieniach zieleni, z meandrującymi strumieniami i rzekami. Jest pięknie! W dodatku wyszło słońce, więc od razu człowiek nabiera więcej entuzjazmu i energii do życia.

Jesteśmy na totalnej prowincji – mijamy wioski co kilkanaście kilometrów. Życie w nich koncentruje się przy pozostałościach asfaltowej jezdni. Wyjścia z izb są dosłownie na drogę. Ludzie uśmiechają się i patrzą na nas życzliwie – co prawda nie aż w takim stopniu jak w Etiopii, ale tragedii nie ma. Każda boczna droga to już szutrówka. Poza wioskami nie ma żadnych osad ludzkich ani luźno rozrzuconych domostw, dlatego krajobrazy robią na nas jeszcze większe wrażenie.

Po 13 godzinach docieramy do celu – umęczeni, ale szczęśliwi – widząc po drodze pierwsze baobaby i będąc już nad Oceanem Indyjskim.

K12

19.05.2025 dzień 7 Morondava —> Kirindy reserve —> Aleja baobabów Madagaskar 🇲🇬

Czy drogi mogą być gorsze? Tak! Na najbliższe pięć dni zmieniamy samochód i kierowcę. Będzie nam towarzyszyć Luva i jego terenowy Nissan. W cenie mamy off-road. 60 km pokonujemy w trzy godziny, a po drodze utykamy w ogromnej kałuży. Jesteśmy uwięzieni kilkanaście minut, kierowca brodzi w wodzie do połowy uda, a tłumy dzieciaków towarzyszą nam, ciesząc się, że mogą napatrzeć się na białych (po malgasku waza). Dostają flamastry, długopisy i jeden T-shirt. Radość nie do opisania – uśmiechy nie schodzą im z twarzy. Patrzą na Oliwkę jak na księżniczkę z nieznanej bajki.

Główną atrakcją dzisiaj jest Aleja Baobabów. Trzeba przyznać – robią wrażenie. Na Madagaskarze występuje sześć z ośmiu gatunków baobabów obecnych na świecie. My mamy przyjemność podziwiać trzy z nich. Jeden z nich jest dla Malgaszy święty – otoczony płotkiem, a wejść na teren wokół niego można tylko boso. Miejscowi przychodzą tu, aby złożyć ofiarę (pieniądze, produkty spożywcze, nawet alkohol), by uzyskać błogosławieństwo – np. na budowę domu czy posiadanie dzieci. To najstarszy baobab (gatunek Za)w regionie – ma około 700 lat.

Wieczorem, wraz z tłumem turystów (około 100 osób), lądujemy w słynnej Alei Baobabów (gatunek grandidieri), by przy zachodzącym słońcu zrobić setki zdjęć. Miejsce jest urokliwe – tuż przy jeziorku – wystarczy znaleźć miejsce przy linii brzegowej, by mieć możliwość robienia cudownych ujęć. Nikt nikomu nie wchodzi w kadr. Majestatyczne miejsce, obowiązkowy punkt podczas wizyty na Madagaskarze.

W międzyczasie znajdujemy też czas na wizytę w lesie Kirindy i małym rezerwacie Akiba Lodge. Jak to w rezerwacie – łatwiej znaleźć nasze ukochane lemurki. Pięknie nam pozowały, skuszone kawałkami banana. Zdecydowanie więcej radości sprawiło nam jednak ich poszukiwanie w dzikim lesie. Po godzinie kręcenia się bez sukcesu udało się znaleźć białe sifaki i tradycyjnie brązowe. Te drugie zupełnie się nami nie interesowały – odpoczywały wysoko w koronach drzew. Na szczęście białe zeszły nisko i ładnie pozowały – według przewodniczki musiały przestraszyć się dużego ptaka (orły to ich naturalni wrogowie, obok fossy).

Kolejny dzień zdecydowanie udany – no, może poza telepaniem po drogach. Tutaj osoba z chorobą lokomocyjną nie ma szans na czerpanie przyjemności.

K11

18.05.2025 dzień 6 Antsirabe —> Morondava Madagaskar 🇲🇬 Karkołomny wyczyn przed nami dzisiaj – 500 km w drodze.Po wczora...
19/05/2025

18.05.2025 dzień 6 Antsirabe —> Morondava Madagaskar 🇲🇬

Karkołomny wyczyn przed nami dzisiaj – 500 km w drodze.
Po wczorajszej jeździe postanowiliśmy do końca nacieszyć się lokalnymi drogami i kontynuować tę wspaniałą przygodę 🤣😂 A drogi są tu naprawdę fascynujące. Nie dość, że dziura na dziurze – często o głębokości 30–50 centymetrów – to jeszcze o średnicach na szerokość całej jezdni, a długości potrafią mieć nawet kilkanaście metrów. Jak Boga kocham, nie widziałem w życiu takiego natężenia dziur – co kilkadziesiąt metrów kolejne, lepsze od poprzednich. Trzeba zwalniać do minimum, telepie w każdą stronę. Masakra.

A jeszcze trzeba wyprzedzać ciężarówki, busiki, rowerzystów, wozy ciągnięte przez krowy lub zebu oraz całą zgraję pieszych, bo chodników tu nie uświadczysz. Poezja przemieszczania. Tempo – zawrotne. Grunt, aby jechać za dnia, bo przecież latarni nie ma, a i tylko samochody mają oświetlenie, dlatego ruszamy o 5 rano.

Podróż wynagradzają nam bajeczne widoczki. Nie spodziewaliśmy się z Olisią, że będzie tu aż tak urokliwie. Co chwila z naszych ust wydobywają się słowa zachwytu nad widokami, które nas otaczają. Mocno pofałdowany teren, cały skąpany w różnych odcieniach zieleni, z meandrującymi strumieniami i rzekami. Jest pięknie! W dodatku wyszło słońce, więc od razu człowiek nabiera więcej entuzjazmu i energii do życia.

Jesteśmy na totalnej prowincji – mijamy wioski co kilkanaście kilometrów. Życie w nich koncentruje się przy pozostałościach asfaltowej jezdni. Wyjścia z izb są dosłownie na drogę. Ludzie uśmiechają się i patrzą na nas życzliwie – co prawda nie aż w takim stopniu jak w Etiopii, ale tragedii nie ma. Każda boczna droga to już szutrówka. Poza wioskami nie ma żadnych osad ludzkich ani luźno rozrzuconych domostw, dlatego krajobrazy robią na nas jeszcze większe wrażenie.

Po 13 godzinach docieramy do celu – umęczeni, ale szczęśliwi – widząc po drodze pierwsze baobaby i będąc już nad Oceanem Indyjskim.

K12

17.05.2025 dzień 5 Park Narodowy Andasibe —> Antsirabe Madagaskar 🇲🇬 Dzień w podróży – 303 km w 11 godzin. Takie są czas...
17/05/2025

17.05.2025 dzień 5 Park Narodowy Andasibe —> Antsirabe Madagaskar 🇲🇬

Dzień w podróży – 303 km w 11 godzin. Takie są czasami uroki podróżowania. Co gorsza, jutro czeka nas podobny dzień. Przemieszczamy się na południowy zachód Madagaskaru, ku kolejnym parkom i plażom. Jako że dzisiaj nie mieliśmy żadnych atrakcji, podamy Wam trochę przykładowych cen oraz opowiemy o malgaskim zwyczaju związanym z zawieraniem małżeństwa – a jest to całkiem długa i ciekawa procedura. Będzie także o… obrzezaniu.

Przede wszystkim społeczeństwo dzieli się tu na trzy warstwy (arystokracja, klasa średnia, potomkowie niewolników), które nie powinny się między sobą żenić. Jest to bardzo trudne, nawet w dzisiejszych czasach, gdyż rodzina z klasy wyższej zazwyczaj na to nie zezwala. Jeśli jednak młodzi się sobie podobają i chcą się pobrać – zaczyna się przedstawienie. Najbliższa rodzina pana młodego (w przypadku naszego kierowcy Tiny to było aż 60 osób!) udaje się do domu wybranki, gdzie czekają przed domem 2–3 godziny. Potem wychodzą im naprzeciw gospodarze z pytaniem: „Co Wy tu robicie, po co przyszliście?” 🤪🤣 Następnie – jeśli są możliwości – wszyscy zostają zaproszeni do środka, a jeśli nie, negocjacje trwają na zewnątrz.

Rozpoczyna się rozgrywka – rodziny prezentują wybrańców, zachwalając ich. Trwa to kolejne kilka godzin. Potem dochodzi do wręczenia podarku dla rodziców panny młodej. Zazwyczaj są to pieniądze (na wsiach do 50 dolarów, w miastach do 300), ale może to być także trzoda lub odrobienie pracą w polu. Często rodzina mówi, że to za mało – wtedy przychodząca w konkury familia grzebie w kieszeniach i dorzuca, co ma 🙃

Po „przybiciu targu” dochodzi jeszcze do próby dla młodego – są mu przedstawiane inne wolne dziewczęta z pytaniem, czy może nie woli którejś z nich. Oczywiście że nie – kocha tylko tę jedyną. Na weselach bawią się dwie rodziny, przy alkoholu i tonach ryżu 🙂

Totalnym zaskoczeniem była dla nas informacja, że niezależnie od religii, warstwy społecznej czy części kraju – każdy chłopiec w wieku od trzech lat w górę zostaje obrzezany. Jest to wielowiekowa tradycja oraz powód do świętowania. Według wierzeń ktoś, kto nie zostanie poddany temu zabiegowi, nigdy nie stanie się prawdziwym mężczyzną. Do dziś to jedno z najważniejszych wydarzeń w życiu. Dobrze, że dziewczynkom niczego się nie robi.

Przykładowe ceny:
• Piwo w restauracji: 6–8 zł (duże piwo = 0,65 l)
• Kawa: niecałe 4 zł
• Herbata: 2 zł
• Cola 0,35 l (na stacji benzynowej): 2 zł
• 1 kg bananów: 2 zł
• 3 duże awokado: 2 zł
• Ananas: 3,50 zł
• Obiad w lokalnej restauracji: 12 zł (wielka miska ryżu, kurczak, fasola, surówka oraz – tu przeżyliśmy szok – do popicia gorąca woda po ugotowanym ryżu)
• Stek z zebu: 22 zł
• Carpaccio z zebu: 18 zł

Jutro kilka słów na temat dróg, bo po dzisiejszej jeździe nie mam już nawet siły psioczyć. Chociaż widoki osładzały gorycz trasy.

K12

Adres

Warszawa
Warsaw
02-972

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Lato w podróży umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Lato w podróży:

Udostępnij