07/10/2026
Kiedyś dostałem pytanie od jednego z moich przemiłych rozmówców: taki młody i już na emeryturze, toż to aż nieładnie – to czym pan się na co dzień zajmuje?
Odpowiedziałem: wstaje rano, ubieram kapcie, podlewam sobie kwiaty na balkonie, później idę się wykłócać o kolejkę w lokalnej aptece, alternatywnie wykonuje zadymę kolejkową w Biedrze. Resztę dnia zazwyczaj spędzam na oglądaniu oskarowych dzieł w postaci „Trudnych Spraw”, oraz obserwacji sektorów przed domem z „poduszkowego” stanowiska usytuowanego w oknie.
No bo przecież, co ciekawego może robić człowiek na emeryturze?
Abstrahując od tego tropu myślowego, nasza niezawodna drużyna pierścienia postanowiła, jak każdego roku, pojechać kawałek dalej. Dalej, to znaczy na odległość większą, niż kilometraż do najbliższego CPNu, gdzie cena piwa (z ekologiczną kaucją butelkową) zaczęła być niższa, niż średnia cena litra benzyny nalewanej z dystrybutora.
Zamysł – dojechać i przejechać przez miasto dzielące Europę i Azję, dawną stolicę Bizancjum funkcjonującą kiedyś pod nazwą Konstantynopol, obecnie rozpoznawalną jako Stambuł. Tygiel kulturowy, religijny i ekonomiczny.
Trasa we wstępnym składzie rozpoczęta z Rzeszowa przez Słowację, Węgry z pierwszym postojem w miejscowości Spanty w Rumunii.
Okoliczny folklor w postacie miejsca, brzmiącego jak klasyczny oksymoron, występujący pod nazwą Wesołego Cmentarza. Faktycznie, patrząc na nasze średniowieczne przywiązanie do kolorystyki i smętnych jesiennych dekoracji cmentarnych , to jest to miejsce robiące duże wrażenie na zwiedzających.
Drewniane krzyże nagrobne w niebieskim kolorze, wyrzeźbione sceny z życia zmarłego oraz epitafia – często satyryczne i z humorem opowiadające o jego życiu, tak krótko można opisać to miejsce.
To tak żeby nie było – niedowiarkom odpowiadamy: nie, nie odchodzimy od turystyki funeralnej😊
https://gorydlaciebie.pl/wyprawy/wesoly-cmentarz-w-rumunii/
Kolejny dzień to przejazd po krętych rumuńskich trasach, z niezłą jakością asfaltu tak, aby dojechać do miejsca spania do Bicaz. Miejscowość znana z pobliskiej zapory wodnej, której budowę zakończony w 1960 roku. Zapora wykonana z betonu o wysokości 127 metrów wysokości i 435 metrów szerokości, dzięki której powstało Jezioro Izvorul Muntelui (zwane również Jeziorem Bicaz), które jest największym rumuńskim jeziorem o łącznej powierzeni 33 km kwadratowych. Wody w zbiorniku jakby mniej, w porównaniu do lat poprzednich – nota bene zauważalne w każdym z odwiedzanych, związanych z wodą miejsc.
https://grupabiwakowa.pl/barajul-bicaz
Dzień 3 to głównie przejazd trasami ulokowanymi w Wąwozie Bicaz ulokowanym w Górach Hășmaș. O ile w głównym oknie sezonu turystycznego to miejsce jest szczelnie wypełnione turystami, tak końcem sierpnia da się tam trochę odetchnąć, chociaż o pustych szlakach nie ma mowy. Najbardziej rozpoznawalnym miejscem jest skała Piatra Altarului, o wysokości 1147 m.n.p.m, obecnie zwieńczona krzyżem, natomiast w czasach władzy „Słońca Karpat” znanego powszechnie jako Nicolae Ceaușescu, na wierzchołku przez lata lśniła wielka czerwona gwiazda. Koczowisko po podróży ogarnięte w Lunca Jaristei , nad jeziorem Buzau.
https://rumunia.travel.pl/wawoz-bicaz/
Dzień następny to na początku praca na mięśniach przedramion - czyli winklach, a później w miarę płasko i prosto w drodze do noclegu w bułgarskiej Warnie. Warna – w ogólnym rysie połącznie Zakopanego z Mielnem, z grającym wszędzie w tle niemieckim disco-polo lub jak kto woli listą przebojów śląskich szlagierów, bo brzmi trochę bitowo (basowo) podobnie. Jeśli ktoś odczuwa sentyment do lat 80-tych to polecamy wizytę na osiedlu bloków mieszkaniowych w typie budynków Leningrad – wygląda dokładnie tak samo jak 45 lat temu. Natomiast Bułgarzy – mega fajni goście, ze wspólną dla nas cechą: uśmiech polski do obcego jest taki sam, jak uśmiech Bułgara do obcego. Hotel Havana – godny polecenia.
https://memy.jeja.pl/1000256,polski-usmiech.html
Dzień piąty pokazał, że może wrócić stary, dobry niewątpliwie lubiany przez motocyklistów upał, kiedy to pod kaskiem zaczyna się sezon grzewczy. Trochę wypalania wachy po bułgarskich pagórkach i dojazd bez większych przygód do Starej Reki.
https://www.internationalparks.org/bulgaria/Stara%20Reka
Dzień szósty, w lekko zmienionym składzie ekipa leci na Silviri pod Stambułem. Sezon grzewczy w porównaniu do Bułgarii zaczyna się trochę rozkręcać. Klasycznie, żeby nabyć vinetę na przejazd mostami w Stambule i kawałkiem autostrady, trzeba odbić około 30 km od autostrady – brzmi znajomo?
Dnia siódmego, gdzie ambitny plan zakłada przejazd przez Stambuł i złapanie kilku punktów turystycznych. Męczy Was czasami jazda po Warszawie latem , która ma około 2 mln mieszkańców – proponujemy Stambuł z 15 milionami i kierowcami w stylu śródziemnomorskim (tylko Bejrut lub Kabul może to przebić), dużo dobrej zabawy kierownicą, manetką i hamulcami. Niemniej jednak, most zaliczony, Azja na moto zaliczona, pamiątkowe magnezy nabyte we wreszcie zacienionej, spokojniejszej uliczce.
https://turcjawsandalach.pl/content/most-bosforski
Dalej trasa na południe, w kierunku legendarnej, epicko opisanej przez Homera Troi – nocleg w miescowości Kepez Çanakkale – nie mylić z Kepez w Antalya gdyż klasycznie GPS zwariuje.
https://www.tripadvisor.com/Tourism-g12177669-Kepez_Canakkale_Province_Turkish_Aegean_Coast-Vacations.html
Dzień ósmy - Troja. Jeśli nastawiacie się na wizualne doznania, spodziewając się pejzaży klasy epopei filmowej z 2024, to to radzimy dużą ostrożność. Wyeksponowanie tego legendarnego miejsca w formie oczekiwanej pozostawia … hmm, powiedzmy, że bardzo wiele do życzenia. Bilety dla miejscowych 16 PLN, natomiast dla turystów dewizowych cena w typie „special for you my friend” wynosząca 126 PLN. Nie ma zniżek dla emerytów, weteranów, kart dużej rodziny, legitymacji hodowców drobiu, kart Troja Biedronka Twoja etc. –skandal 😊
https://turcjawsandalach.pl/content/troja
Miała by szybka przerwa na greckim wybrzeżu ale, ze względu na temperaturę piekła na ziemi, szybka decyzja- paka leci na Bułgarię. Tak więc przelotem Turcja, Grecja, Bułgaria. Bułgaria niezmiennie: PGRy, pola, koń, krowa, osioł – zazwyczaj maszerujące sobie samopas, droga na Ostrołękę …
Dzień dziesiąty – plan żeby przedostać się do Rumunii przez Dunaj nie możliwy cdo realizacji, ze względu na niski poziom wody. Alternatywnie - przejazd do miejscowości Ruse, do najbliższego mostu (który o dziwo nie był tym za daleko) i co ciekawe, wjazd na most dla motocyklistów bez potrzeby stania w kolejkach, czy zrzędzenia pod nosami kierowców w ładowanych prądem meleksach marki BMW.
Dni 11, 12 i 13 to latanie po kultowych rumuńskich trasach w Karpatach. Przepięknie, kręto, wysoko, zielono, słonecznie i nareszcie przede wszystkim chłodno. Po drodze gromady przyjaznych misiów, podobnych z urody do misia Uszatka. Tutaj, niestety, z tą jednak niewielką różnicą, że przy bliższym poznaniu prawdopodobnie odgryzą wam rękę, razem z lusterkiem od moto i kawałkiem pośladka. Noclegownia zorganizowana w Satu Mare.
https://romaniatourism.com/pl/satu-mare.html
Ogólnie rzecz ujmując, patrząc na Rumunię to zauważalny jest ogromny postęp w zakresie rozbudowy infrastruktury, gonią Polskę. Poza tym czysto, schludnie, ludzie dbają o okolice – bardzo pozytywnie. I jak to od lat z Rumunami – przyjaźni, otwarci i chętni do pomocy.
Powrót do Ojczyzna dnia 14 klasycznym tranzytem przelotowym z Rumunii przez Węgry i Słowację.
Średnia wykręcona na liczniku 5631 z Rzeszowa, plus reszta p**i z dojazdówkami do domu dodatkowe 300 km .
Pozdrawiamy
STI