Breslau po Wrocławsku

Breslau po Wrocławsku Ciekawostki, informacje oraz historia Wrocławia okraszone pasją.

Podczas porządków na półkach, w moje ręce wpadło mi dosyć wyjątkowa pozycja. Próżno szukać jej w antykwariatach czy inte...
07/08/2026

Podczas porządków na półkach, w moje ręce wpadło mi dosyć wyjątkowa pozycja. Próżno szukać jej w antykwariatach czy internecie.

Jest to bowiem rzecz mocno wyjątkowa. „Kronika”, jak sami autorzy ją nazywają, wydana została w 1995 roku z okazji 50lecia założenia Wrocławskiego Przedsiębiorstwa Przemysłu Spirytusowego „Polmos”.

Publikacja rozpoczyna się od przedmowy ówczesnego dyrektora Adama Szopy, który podkreśla walory i zasadności istnienia zakładu. Następnie jest fragment o historii zakładu, jego funkcjonowanie, zmiany oraz inwestycje. Chwalenie się zdobytymi nagrodami za trunki oraz zwrócenie uwagi na wielkość produkcji. Oko cieszą zdjęcia zakładu z zewnątrz jak i ze środka hal, których próżno szukać w internecie. W publikacji są też zawarte wspomnienia pionierów, którzy w 1945 rozpoczynali swoją pracę we wrocławskim Polmosie.

Po części historycznej znajduje się chyba największy, poza zawartymi informacjami, skarb tej publikacji: etykiety alkoholi produkowanych w tym okresie we wrocławskim Polmosie. Podziwiać możemy, w stanie idealnym, etykiety wódki „Wratislavia”, „Pułaski”, wódki ziołowej „Xiążęca Pępkówka” czy „Bona”, brendy „Winiak Herbowy”, oraz ginu „Koneser”.

Następnie są zawarte przepisy na koktajle czy nalewki aby zakończyć publikację listą pracowników podzieloną na poszczególne lata zatrudnienia.

Jest to niebywale rzadka publikacja. W mojej niemal dwudziestoletniej fascynacji Wrocławiem oraz publikacjami z nim związanych, nie spotkałem się z tą takową. Swoją posiadam z racji tego, że mój śp Ojciec był zatrudniony w tym zakładzie od 1990 roku. Książka przetrwała próbę czasu i obecnie zdobi moją kolekcję będąc na tej najbardziej reprezentatywnej półce ze wszystkich.

Ot taka ciekawostka, w późniejszym wpisie przybliżę historię wrocławskiego zakładu Polmos.

Może ktoś z Was ma wspomnienia związane z zakładem, jeśli tak to zapraszam do dzielenia się nimi w komentarzach.

Cmentarz 11000 Dziewic jest już nam całkiem znany. Pisałem o nim w przeszłości oraz opowiadam o nim przy okazji spacerów...
05/08/2026

Cmentarz 11000 Dziewic jest już nam całkiem znany. Pisałem o nim w przeszłości oraz opowiadam o nim przy okazji spacerów historycznych po Kleczkowie. Jednak był na tym osiedlu jeszcze jeden cmentarz, który był placem grzebalnym nie związanym z żadną parafią.

Mowa dziś o nekropoli Miejskiego Szpitala Wszystkich Świętych (szpital im. J. Babińskiego). Był to plac grzebalny utworzony z powodu dotarcia do granic Wrocławia epidemii cholery na początku lat 30stych XIX wieku. Choroba ta, można rzec, „przypłynęła” oraz „przywędrowała” do Wrocławia z nurtem rzek (na czele z Odrą) oraz poprzez inne szlaki komunikacyjne. Na tereny dzisiejszego Dolnego Śląska przedostała się z Górnego Śląska, a tam przywędrowała wraz z carskim wojskiem, które w tym okresie tłumiło powstanie listopadowe.

Cholera nie szczędziła nikogo dlatego też miasto szybko zaczęło się wyludniać, ponieważ ten kto mógł sobie na to pozwolić uciekał do innych miast na wschodzie Prus. Śmiertelność choroby była dosyć wysoka i sięgała nawet 60% tak więc miasto musiało szybko zorganizować pola grzebalne na cele pochówków zmarłych na Cholerę. Powstały dwa miejsca, pierwsze stworzone bezpośrednio przez magistrat poprzez przeznaczenie na cele grzebalne parceli przy ob. ul Bolesławieckiej i ul. Stacyjnej na Szczepinie oraz drugie z inicjatywy Szpitala Wszystkich Świętych w okolicy Szosy na Trzebnicę na Kleczkowie. Oba miejsca zostały otwarte w 1831 roku i od pierwszych dni istnienia zaczęto zapełniać te pola niemal masowo.

Ciekawostką jest fakt, że pole grzebalne przy Szosie na Trzebnicę było przez pewien czas używane nielegalnie przez jedną z okolicznych parafii. Chodzi tu o parafię 11000 Dziewic, która w latach 40tych XIX w. użytkowała te pole jako parafialny cmentarz. Było to przed utworzeniem drugiej filii ich cmentarza parafialnego, który w 1865 roku został założony nieco na północ od opisywanego miejsca (na terenie Kleczkowa). Oczywiście nie zostało to niezauważone i w 1846 roku parafia św Michała Archanioła powiadomiła magistrat o tym fakcie. Jednocześnie opiniowała aby przyznać im dawne pole grzebalne choleryków na cele cmentarza ich parafii. Władze miasta upomniały parafie 11000 Dziewic, jednocześnie odrzucając prośbę parafii św. Michała Archanioła.

Od roku 1859 szpital Wszystkich Świętych starał się o przyznanie nekropolii na cele szpitalne. Miasto przystało na tę prośbę i niedługo potem, szpital oficjalnie mógł korzystać z tego terenu w celach organizowania pochówków. Pole grzebalne użytkowane było do roku 1886, następnie przez niemal 40 lat nie odbywały się tu pochówki. W latach 20tych XX wieku teren ten, jak i wiele innych pól grzebalnych czy cmentarzy w obrębie miasta, zostało zlikwidowane, a na ich miejsce powstały ogródki Schrebera, które w tym okresie stawały się coraz bardziej popularne.

Profil na Instagramie, po kradzieży konta i zajęciu nazwy, wraca do żywych. Potrzebuje chwili bym go zapełnił treścią, z...
05/08/2026

Profil na Instagramie, po kradzieży konta i zajęciu nazwy, wraca do żywych. Potrzebuje chwili bym go zapełnił treścią, z pewnością będzie na Insta nieco luźniej jeśli chodzi o sposób jego prowadzenia czyli częściej będą witać tu krótsze i swobodne tematy. Jak to mówią pożyjemy-zobaczymy :)

Czas jakiś temu pisałem co przyczyniło się do początku mojej fascynacji historią Kleczkowa oraz Wrocławia, był nim niewą...
21/07/2026

Czas jakiś temu pisałem co przyczyniło się do początku mojej fascynacji historią Kleczkowa oraz Wrocławia, był nim niewątpliwie drugi Cmentarz 11000 Dziewic. Jednak przez całe życie towarzyszy mi również patron ulicy przy której się wychowałem.

Po II wojnie światowej ulice starego Kleczkowa dostały nazwy polskich poetów i pisarzy. Chciałbym przybliżyć ich życiorysy, a nie mógłbym zacząć inaczej niż od patrona (moim zdaniem) najpiękniejszej oraz "mojej" ulicy Emila Zegadłowicza.

Omawiany patron ulicy został nadany dnia 20 grudnia 1945 r. zastępując niemieckiego patrona, pastora Leonharda Davida Hermanna.

Emil Zegadłowicz (20.07.1888 – 24.02.1941) – polski poeta, prozaik, pisarz oraz tłumacz, znawca sztuki.

Emil Zegadłowicz urodził się w 1888 roku w Bielsku-Białej. Swoje dzieciństwo spędził głównie we wsi Gorzeń Górny niedaleko Wadowic, w których w latach późniejszych chodził do gimnazjum. Po ukończeniu szkoły w 1906 roku kontynuował naukę na studiach na kierunkach polonistyki, germanistyki oraz historii sztuki na uniwersytecie w Krakowie, Wiedniu oraz Dreźnie. Z racji złego stanu zdrowia w okresie I wojny światowej uniknął czynnego udziału w walkach.

W latach 1917 – 1922 podjął współpracę z grupą artystyczną „Zdrój” z Poznania, która była reprezentantem nurtu ekspresjonistycznego w literaturze. W roku 1919 przyjął pracę jako urzędnik Ministerstwa Kultury i Sztuki, którą zakończył dwa lata później. W tym okresie został jednym z założycieli oraz redaktorów czasopisma „Ponowa”, poświęconego literaturze i sztuce, w którym propagowano idee regionalizmu i ludowości. W latach 1922 – 1928 powołał do życia regionalistyczną grupę artystyczną „Czartak”, która związana była z kulturą i topografią Beskidów. Jednocześnie wydawane było czasopismo kulturowe o tej samej nazwie. Od 1927 roku zamieszkał w Poznaniu gdzie pracował jako dyrektor programowy poznańskiego oddziału Polskiego Radia oraz był kierownikiem artystycznym Teatru Polskiego Radia. W roku 1933 przeniósł się do Katowic także pełniąc rolę kierownika artystycznego w teatrze. Prócz tego wykładał historię sztuki w Śląskim Konserwatorium Muzycznym. W połowie lat 30-tych redagował gazetę „Wici” należącą do Związku Młodzieży Ludowej. Od tego czasu jego poglądy uległy zmianie na bardziej radykalne. Zbliżył się do obozu lewicy oraz wspierał antysanacyjne działania w środowisku literackim.

Pisarz zmarł na raka gardła podczas II wojny światowej w 1941 roku mając 53 lata. Pochowany został na cmentarzu parafii św Tomasza w Sosnowcu.

Działalność literacka.

Emil Zegadłowicz zadebiutował w wieku 20 lat jako współautor tomu poezji wydanego w 1908 roku pt. „Talenty”. Zaledwie dwa lata później wydał swój samodzielny zbiór wierszy „Nad rzeką”. Można było wyczuć jego zamiłowanie do ekspresjonizmu.
W czasach działania grupy „Czartak” wydał tom ballad pisany stylizowaną gwarą ziemi beskidzkiej, który kilkukrotnie został przełożony na sztukę teatralną. Mimo jego zamiłowania do ekspresjonizmu nie przeszkadzało mu to w pisaniu dzieł w innych nurtach literackich, jak na przykład utwory w tomie „Imagines” zawierające cechy klasycyzujące. Mimo dużej częstotliwości wydawania swoich dzieł nie zyskał w tamtym momencie rozgłosu oraz uznania. Nie okazały się również filarem jego pisarskiej działalności.

W latach 20-tych pisał głównie utwory dramatyczne. Niektóre z nich wprowadzono na deski teatrów dzięki inscenizatorce Stanisławie Wysockiej (min. Lampka oliwna, Głaz graniczny czy Nawiedzeni). Odbiorcy szczególnie docenili w jego twórczości łączenie naturalizmu z elementami ludowego teatru misteryjnego (łącznie tematyki biblijnej z folklorem).
W roku 1927 zaczęły ukazywać się jego powieści z cyklu „Żywot Mikołaja Srebrempisanego”, których kolejne części ukazywały się do niemal końca lat 30-tych. W skład powieści wchodzą cztery tomy: „Godzina przed jutrznią” (1927), „Z pod młyńskich kamieni” (1928), „Cień nad falami” (1929) oraz „Zmory” (1935). Historycy literatury oraz znawcy w tą serię wliczają także utwory „Uśmiech” wydane w 1936 roku (zbiór trzech pierwszych tomów, skrócone przez autora) oraz „Motory” z roku 1938. Jednocześnie nie wszystkie środowiska literackie zaliczają dwie ostatnie pozycje do wspomnianej serii. Wszystkie wyżej wymienione powieści, w momencie wydania, wzbudzały wiele kontrowersji.
Zegadłowiczowi zarzucano pornografię (zbyt naturalistyczne opisy scen erotycznych oraz problemów i przemyśleń dojrzewającego mężczyzny) oraz bluźnierstwa. Utwory te uderzały w tradycje obecne w społeczeństwie. Czytelnicy i znawcy punktowali antyklerykalizm, krytykę szkoły oraz metod wychowawczych. Prócz tego można było doszukać się podobieństw bohaterów do prawdziwych osób żyjących w Wadowicach, co w oczywisty sposób uderzało w ich autorytet. Skutkiem tego wszystkiego był bojkot jego dzieł przez części literatów oraz odebranie mu w 1936 roku honorowego obywatelstwa Wadowic nadanego mu trzy lata wcześniej.

Jedną z jego ostatnich dużych powieści było „Martwe morze” (1939) opisujące przez pryzmat bohatera zmiany jakie kształtowały się w polskim społeczeństwie na przełomie wieków XIX i XX. Ostatnim dziełem napisanym przez niego to dramat „Domek z kart” (1941), który powstał w okresie II wojny światowej, w którym podważa idee rządzącej sanacji oraz wini ich za załamanie się państwa polskiego.

Mimo wielu kontrowersji jego dzieł Emil Zegadłowicz uchodzi za ważnego przedstawiciela literatury okresu dwudziestolecia międzywojennego. Jego twórczość była i jest źródłem adaptacji i inspiracji teatralnych oraz filmowych w tym zekranizowany w 1953 roku przez Erwina Axera dramat „Domek z kart” oraz w 1978 roku przez Wojciecha Marczewskiego powieść „Zmory”.

Do 2017 roku w Gorzeniu Górnym znajdowało się Muzeum Emila Zegadłowicza poświęcone jego osobie, w rodzinnym dworze Emila Zegadłowicza. Przez zły stan obiektu zbiory przeniesiono do muzeum miejskiego w miejscowości Sucha Beskidzka.

Dawne Kino „Ognisko” zna niemal każdy mieszkaniec Wrocławia zamieszkujący jego północną część. Przez dziesięciolecia zap...
16/07/2026

Dawne Kino „Ognisko” zna niemal każdy mieszkaniec Wrocławia zamieszkujący jego północną część. Przez dziesięciolecia zapewniało rozrywkę oraz dbało o rozwój kulturalny okolicznych osiedli. Jako bardzo młody człowiek (początek podstawówki) miałem okazję kilkukrotnie je odwiedzić na seansach przeznaczonych dla dzieci. Niestety załapałem się na samą końcówkę jego działalności, a wspomnienia z tych lat wracają za każdym razem kiedy jestem w jego okolicy.
Obecnie obiekt ten nie pełni roli kina, a sam budynek z roku na rok wygląda coraz mniej atrakcyjnie.

Jednak co ciekawe, pierwotnie nie został wybudowany jako kino.

Jego historia zaczyna się w 1930 roku. Budynek ten powstał jako Dom Parafialny na potrzeby parafii p. w. św. Antoniego, która została utworzona w 1916 roku, a jej kościołem parafialnym został wybudowany w latach 1895-1897 Kościół p. w. św. Antoniego przy obecnej ul. Jana Kasprowicza, który zarządzany jest do dzisiaj przez Franciszkanów. Dom Parafialny świeżo powstałej parafii skupiającej wiernych z osiedli Karłowic, Różanki oraz Sołtysowic posiadał salę widowiskową. W jego wnętrzu znajdowało się również przedszkole. Ciekawostką jest, że obecna forma jest skutkiem przebudowy, która nastąpiła krótko po jego budowie (przebudowano jego frontową część). Mimo, że parafia nosiła patronat św. Antoniego to patronem Domu Parafialnego został św. Józef. Był to często spotykany patron Katolickich Domów Młodzieżowych z racji przypisywanej mu opiekuńczości.

Funkcję Domu Parafialnego pełnił on nie tylko do czasu II wojny światowej ale także po jej zakończeniu. Chociaż nadmienić należy dwuletnią przerwę z racji konfiskaty obiektu przez nowe władze. Franciszkanie drogą sądową odzyskali obiekt w maju 1947 roku jednak zaledwie 8 lat później nastąpiła likwidacja Domu Parafialnego, a władze państwowe przeznaczyły go na znane mieszkańcom Wrocławia Kino „Ognisko”. Funkcjonowało ono do 2003 roku, a jego sala mieściła 321 widzów. Nad wejściem znajdował się neon z nazwą Kina, który dziś można podziwiać na podwórku neonów przy ul. Ruskiej 46. W budynku kina funkcjonowała także biblioteka.

Obecnie, od kilku lat część, w której znajduje się sala kinowa jest własnością prywatną. W 2021 roku wyremontowano jej dach, zabezpieczając ją przed dalszym niszczeniem. W części frontowej znajdują się mieszkania prywatne.

Tak jak pisałem na początku, moje doświadczenie z „Ogniskiem” opiera się jedyne na końcowym etapie jego funkcjonowania. Z pewnością wielu z Was odwiedzało je nie raz, tak więc zapraszam do dzielenia się wspomnieniami w komentarzach.

Ulica Zdzisława Dębickiego 9. Detal na wejściu do kamienicy. Karykatura dozorcy, który najwyraźniej przysnął ale spokojn...
11/07/2026

Ulica Zdzisława Dębickiego 9.

Detal na wejściu do kamienicy.

Karykatura dozorcy, który najwyraźniej przysnął ale spokojnie bo kot nie śpi i czuwa by myszy nie grasowały 😉

Wrocław jest pełen odniesień do czasów minionych, często mijamy przedwojenne budynki czy to kamienice czynszowe czy też ...
30/06/2026

Wrocław jest pełen odniesień do czasów minionych, często mijamy przedwojenne budynki czy to kamienice czynszowe czy też bardziej okazałe obiekty. Jednak czasem historia ta kryje się w rzeczach czy strukturach niewielkich i mało znaczących. Oczywistym jest, że jej śladów w naszym mieście jest jeszcze sporo ale mniej wiemy ile jej jest poza granicami Wrocławia.

Tym razem będzie to przykład z Bielawy.

Niby nic, ot budka z blachy falistej pośród zarośli, jednak gdy się przyjrzymy dostrzec można tabliczkę znamionową, a na niej cząstkę historii Wrocławia.

To co widzicie na zdjęciach to niewielka konstrukcja z blachy falistej skonstruowana i wytworzona przez firmę „Breslauer Wellblech-Fabrik Albert Gassmann G. m. b. H.”, której właścicielem był Pan Albert Gassmann.

Albert Gassmann był wrocławskim przedsiębiorcą pochodzenia żydowskiego. Urodził się 15 listopada 1863 roku w Gliwicach jednak to z Wrocławiem złączył swój los. Księgi adresowe mówią nam, że w latach 20-tych XX w. mieszkał na ulicy Gartenstrasse 51 (ul. Piłsudskiego) w nieistniejącej obecnie kamienicy, jednak w latach 30-tych przy jego nazwisku wspomina się już ulicę Victoriastrasse 104 (ul. Lwowska), kamienica w której mieszkał nie przetrwała do naszych czasów, była to cześć ulicy Lwowskiej, która została zlikwidowana.

Pod koniec wieku XIX był już właścicielem fabryki blach falistych, która znajdowała się przy ulicy Hubenstrasse 78/80 (ul. Hubska). W ich ofercie jak sama nazwa wskazuje była przede wszystkim blacha falista ale także w późniejszym okresie konstrukcje stalowe, cynkowanie, cynowanie oraz ołowianie stali. Firma p. Alberta była ceniona na rynku lokalnym do tego stopnia, że w latach 20-tych XX wieku musiał przeprowadzić się do większego zakładu, który znajdował się przy ulicy Ofenerstrasse 97-101 (obecnie jest to teren przy ul Krakowskiej przy zjeździe/wjeździe na Aleje Wielkiej Wyspy). Oczywiście powodem przeprowadzki był rozwój firmy, która coraz lepiej sobie radziła nie tylko na lokalnym rynku ale też poza jego granicami. Dowodem jest fakt, że on sam oraz jego produkty brały udział w wystawie WUWA we Wrocławiu z roku 1929. Był nie tylko dostawcą elementów ale też wystawcą – w tym okresie promował swój flagowy produkt jakim była dachówka ze stali ocynkowanej, która formowana była w kształt fali. Jego produkty (nie tylko dachówki) były cenione przez Werkbund, ponieważ nosiły cechy nowoczesności, były lekkie oraz ognioodporne.

Alfred Gassmann z pewnością dożyłby swoich ostatnich dni w dostatku i miłości swojej żony oraz syna jednak wszystko zaprzepaściła II wojna światowa, a nawet nieco wcześniej – czystki etniczne III Rzeszy. Jak wspomniałem na początku Alfred był z pochodzenia żydem więc był głównym celem ówczesnych władz. Lata 1938-1939 to apogeum radykalizacji antysemickiej polityki władz Hitlera przejawiający się jawnym terrorem i czystką etniczną na terenie ówczesnej III Rzeszy. W tych latach Alfred Gassmann został pozbawiony majątku jakim była fabryka, jego mieszkanie, inne posiadłości oraz finanse zgromadzone w banku oraz innych spółkach (władze nie zlikwidowały fabryki blach falistych, przeszła w ręce państwa i pod tą sama nazwą produkowała niemal aż do końca wojny).

W wyniku tych wydarzeń Albert Gassmann jego żona Selma oraz ich syn Kurt uciekli z Wrocławia do Holandii aby uniknąć represji ze strony ich własnego narodu. Zamieszkali w Amsterdamie przy ul. Beethovenstraat 103. Jednak nie był im pisany spokój, ponieważ w roku 1940 Holandia kapitulowała przechodząc pod władze Hitlera. Pod okupacją w Holandii rodzina Gassmann’a starała się prowadzić normalne życie jednak szerzony przez niemieckich okupantów antysemityzm skutecznie im to niweczył. W 1942 rodzina Gassmann’a została schwytana oraz zesłana do obozu przejściowego Westerbork znajdującego się na terenie Holandii, następnie przeniesiona do obozu zagłady Auschwitz-Birkenau.

Alfred Gassmann oraz jego żona Selma zostali zamordowani w obozie Auschwitz-Birkenau 10 września 1943 roku, ich syn w 1944 roku.

Tak więc jak widać czasem mało znacząca tabliczka znamionowa może być ciekawą historią czekającą, aż ktoś ją odkopie.

Adres

Wroclaw

Telefon

+48570471919

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Breslau po Wrocławsku umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Breslau po Wrocławsku:

Skróty

Udostępnij