30/06/2026
Wrocław jest pełen odniesień do czasów minionych, często mijamy przedwojenne budynki czy to kamienice czynszowe czy też bardziej okazałe obiekty. Jednak czasem historia ta kryje się w rzeczach czy strukturach niewielkich i mało znaczących. Oczywistym jest, że jej śladów w naszym mieście jest jeszcze sporo ale mniej wiemy ile jej jest poza granicami Wrocławia.
Tym razem będzie to przykład z Bielawy.
Niby nic, ot budka z blachy falistej pośród zarośli, jednak gdy się przyjrzymy dostrzec można tabliczkę znamionową, a na niej cząstkę historii Wrocławia.
To co widzicie na zdjęciach to niewielka konstrukcja z blachy falistej skonstruowana i wytworzona przez firmę „Breslauer Wellblech-Fabrik Albert Gassmann G. m. b. H.”, której właścicielem był Pan Albert Gassmann.
Albert Gassmann był wrocławskim przedsiębiorcą pochodzenia żydowskiego. Urodził się 15 listopada 1863 roku w Gliwicach jednak to z Wrocławiem złączył swój los. Księgi adresowe mówią nam, że w latach 20-tych XX w. mieszkał na ulicy Gartenstrasse 51 (ul. Piłsudskiego) w nieistniejącej obecnie kamienicy, jednak w latach 30-tych przy jego nazwisku wspomina się już ulicę Victoriastrasse 104 (ul. Lwowska), kamienica w której mieszkał nie przetrwała do naszych czasów, była to cześć ulicy Lwowskiej, która została zlikwidowana.
Pod koniec wieku XIX był już właścicielem fabryki blach falistych, która znajdowała się przy ulicy Hubenstrasse 78/80 (ul. Hubska). W ich ofercie jak sama nazwa wskazuje była przede wszystkim blacha falista ale także w późniejszym okresie konstrukcje stalowe, cynkowanie, cynowanie oraz ołowianie stali. Firma p. Alberta była ceniona na rynku lokalnym do tego stopnia, że w latach 20-tych XX wieku musiał przeprowadzić się do większego zakładu, który znajdował się przy ulicy Ofenerstrasse 97-101 (obecnie jest to teren przy ul Krakowskiej przy zjeździe/wjeździe na Aleje Wielkiej Wyspy). Oczywiście powodem przeprowadzki był rozwój firmy, która coraz lepiej sobie radziła nie tylko na lokalnym rynku ale też poza jego granicami. Dowodem jest fakt, że on sam oraz jego produkty brały udział w wystawie WUWA we Wrocławiu z roku 1929. Był nie tylko dostawcą elementów ale też wystawcą – w tym okresie promował swój flagowy produkt jakim była dachówka ze stali ocynkowanej, która formowana była w kształt fali. Jego produkty (nie tylko dachówki) były cenione przez Werkbund, ponieważ nosiły cechy nowoczesności, były lekkie oraz ognioodporne.
Alfred Gassmann z pewnością dożyłby swoich ostatnich dni w dostatku i miłości swojej żony oraz syna jednak wszystko zaprzepaściła II wojna światowa, a nawet nieco wcześniej – czystki etniczne III Rzeszy. Jak wspomniałem na początku Alfred był z pochodzenia żydem więc był głównym celem ówczesnych władz. Lata 1938-1939 to apogeum radykalizacji antysemickiej polityki władz Hitlera przejawiający się jawnym terrorem i czystką etniczną na terenie ówczesnej III Rzeszy. W tych latach Alfred Gassmann został pozbawiony majątku jakim była fabryka, jego mieszkanie, inne posiadłości oraz finanse zgromadzone w banku oraz innych spółkach (władze nie zlikwidowały fabryki blach falistych, przeszła w ręce państwa i pod tą sama nazwą produkowała niemal aż do końca wojny).
W wyniku tych wydarzeń Albert Gassmann jego żona Selma oraz ich syn Kurt uciekli z Wrocławia do Holandii aby uniknąć represji ze strony ich własnego narodu. Zamieszkali w Amsterdamie przy ul. Beethovenstraat 103. Jednak nie był im pisany spokój, ponieważ w roku 1940 Holandia kapitulowała przechodząc pod władze Hitlera. Pod okupacją w Holandii rodzina Gassmann’a starała się prowadzić normalne życie jednak szerzony przez niemieckich okupantów antysemityzm skutecznie im to niweczył. W 1942 rodzina Gassmann’a została schwytana oraz zesłana do obozu przejściowego Westerbork znajdującego się na terenie Holandii, następnie przeniesiona do obozu zagłady Auschwitz-Birkenau.
Alfred Gassmann oraz jego żona Selma zostali zamordowani w obozie Auschwitz-Birkenau 10 września 1943 roku, ich syn w 1944 roku.
Tak więc jak widać czasem mało znacząca tabliczka znamionowa może być ciekawą historią czekającą, aż ktoś ją odkopie.