Łajza w podróży

Łajza w podróży Podróże duże... i te mniejsze też.

🇵🇱 Koniec wycieczki 🇵🇱🔹️Nasłuchałem się o Tonym Haliku, naczytałem Cejrowskiego, naoglądałem Into the Wild (tu akurat ca...
27/11/2024

🇵🇱 Koniec wycieczki 🇵🇱
🔹️
Nasłuchałem się o Tonym Haliku, naczytałem Cejrowskiego, naoglądałem Into the Wild (tu akurat cale szczescie, że moja podróż się inaczej zakończyła) i pomyślałem, że ja też tak chcę i mogę. No jednak nie.
Przed wyjazdem wymyśliłem mnóstwo czarnych scenariuszy co może się wy... wywrócić: denga, malaria, zatrucie pokarmowe, udar słoneczny, problemy z kregosłupem itp. itd. Nic z tych rzeczy się nie stało. Właściwie kompletnie nic złego mi się nie przydarzyło. Nawet mnie nie chcieli zabić w Iranie ani porwać dla okupu w Pakistanie. Raz tylko taksowkarz w Turcji mnie naciagnął na 5 zł, a w Iranie host oszukał na 15 dolarów. Nuda wręcz.
Do głowy kompletnie mi nie przyszło, że wrócę dlatego, że mi tak strasznie smutno będzie. Myślałem, że jak nie mam żony, dzieci i kredytu to jakoś szczególnie mocno nic mnie w Polsce nie trzyma. Pudło! Trzymają wspomnienia, ludzie, miejsca, nawyki, codzienna rutyna, do której miałem taki pogardliwy stosunek i przed którą tak chciałem uciec.
Jak pędziłem przez Iran i Pakistan, jak byłem w ciągłym napięciu czy to się uda, jak ciągle byłem skupiony na planowaniu co dalej to nie do końca miałem przestrzeń, żeby usiąść i zastanowić się jak mi jest z tym wszystkim. A jak miałem przebłyski, że nie najlepiej to powtarzałem sobie, żeby jeszcze wytrzymać, że się przyzwyczaję, że potem w Azji Południowo-Wschodniej będzie już super. No i dotarłem do tego Laosu. I były baseny, był bilard, były darmowe drinki w hostelu (z tym akurat jak sie okazalo trzeba ostrożnie, bo w hostelu obok mojego od mojego wyjazdu zmarło już 6 osób na zatrucie lewym alkoholem), były imprezy, byli super ludzie, były piękne widoki, było mnóstwo innych atrakcji w Vang Vieng. I było też zatrzymanie się i odpoczynek i moment, żeby zrozumieć, że już w ogóle mnie ta podróż nie cieszy.
Najtrudniejsze przejechałem. Pokazałem sobie, że potrafię. Mogłem zagryźć zęby i jechać dalej, bo ta Azja Pd.-Wsch. wydaje się mega łatwa organizacyjnie, tylko po co? No właśnie nie znalazłem żadnej mądrej odpowiedzi na to pytanie, więc się zapakowałem w riksze na dworzec autobusowy, potem w autokar, potem w busa na granicę z Tajlandią, potem w autokar przez granicę, potem w busa na dworzec kolejnowy na nocny pociąg, a potem, po "one night in Bangkok" w samolot i przyleciałem do Polski 1,5 tygodnia temu.
🔹️
Czy mimo tych wszystkich trudności, ciężkich chwil i zmiany decyzji było warto? Było! Oczywiście, że było! Bo jakbym nie pojechał to całe życie bym żałował i zastanawiał się jakby to było. Oczywiście, że było warto, bo i mnóstwo pięknych chwil i niezapomnianych wrażeń było. Co przeżyłem to moje. W ogóle myślę, że warto próbować w życiu. A jak się nie uda, jak się okaże, że to nie to to się spróbuje czegoś innego. Miało być również wiele odpowiedzi w tej podróży, a jest jeszcze więcej pytań. Pytań, na które czuję, że odpowiedzi w Azji nie znajdę.
🔹️
Te ostatnie 1,5 tygodnia w mocno średnim nastroju głównie przespałem albo przesiedziałem w pokoiku w Legnicy u kochanej Babuni, zastanawiając się co dalej, bo czułem, że jeszcze nie chce wracać do Wrocławia na stare tory.
Jedne z najlepszych wspomnień z podróży mam z gór Pakistanu. Tam sobie wtedy obiecałem, że po powrocie (nie wiedziałem, że tak prędkim) będzie ich więcej w moim życiu i więcej lasów i więcej natury.
W piątek wyjeżdżam do Kotliny Kłodzkiej do jednego ze schronisk PTTK, żeby tam pomagać. Czuje, że przyda mi się trochę rutyny i usadowienia w jednym miejscu. Chciałbym tam spędzić całą zimę. Czy mi tam będzie dobrze? Czy znajdę to czego szukam? Nie wiem, ale nie dowiem się póki nie spróbuję.
No a potem zobaczymy co przyniesie wiosna...
🔹️
Pierwszy post z pierwszego dnia podróży (3 miesiące i 1 dzień temu) był z wierszem, więc i wierszem zakończmy te wpisy:

"Powroty"

Po to są właśnie jesienie,
By ludzie jak ptaki
Wracali do siebie,
Do gniazd swych -
Po przytulenie.

By człowiek
Przy cieple drugiego człowieka
Wiosny mógł doczekać.

🇱🇦 VIENTIAN 🇱🇦🔹️"Dzień dla uczniów jednej z prowincjonalnych, laotańskich szkół zaczyna się od krótkiego obmycia rąk i n...
07/11/2024

🇱🇦 VIENTIAN 🇱🇦
🔹️
"Dzień dla uczniów jednej z prowincjonalnych, laotańskich szkół zaczyna się od krótkiego obmycia rąk i nóg w wodzie wypełniającej lej po amerykańskiej bombie z czasów wojny wietnamskiej. Potem przychodzi czas na pierwszą tego dnia lekcję. Dziś do szkoły przyjechała brytyjska grupa MAG (Mines Advisory Group), by przekazać dzieciom dlaczego zakończona niespełna 50 lat temu wojna wciąż jest dla nich zagrożeniem. Gdy przedstawiane są typy bomb, na które dzieci powinny zwracać szczególną uwagę, dziesięcioletni Vieng podchodzi do tablicy, by wskazać te, które rozpoznaje. Zapytany, gdzie je widział, chłopiec odchodzi kilkanaście metrów i wskazuje fragment podwórka szkolnego. Niedaleko za ogrodzeniem, w lesie chłopiec wskazuje drugą bombę i kolejną. Zostaje wezwana grupa, która ma rozbroić niewybuchy."
Powyższy cytat to podobno fragment filmu dokumentalnego - znalazłem w internecie. Zacząłem od niego, bo zrobił na mnie bardzo mocne wrażenie. Opis takiej historii to już nie tylko liczby i fakty z "muzeum", a i tak koło nich trudno przejść obojętnie, taki opis stawia Cię na miejscu tych dzieci i ich rodziców.
Laos to najbardziej zbombardowany kraj na świecie. Między rokiem 1964 a 1973 amerykanie zrzucili na niego 270 milionów bomb kasetowych (2 miliony ton ładunków wybuchowych) w 580 000 nalotach. To tak jakby robić jeden nalot co 8 minut przez 9 lat bez przerwy. Szacuje się, że 10-30% z tego nie wybuchła, czyli 27-81 milionów.
Pojedyncza bomba jest wielkości małej pomarańczy. Do przypadkowej detonacji może dojść, gdy tata orząc pole zahaczy motyką, gdy dzieci wezmą to za piłkę i zaczną rzucać, gdy mama rozpali ogień na ziemi nad bombą, żeby zrobić obiad dla rodziny. Nie zaleca się tu schodzenia ze szlaków. Według niektórych w tym tempie rozminowywanie kraju może zająć jeszcze nawet 150 lat.
Tego wszystkiego można się dowiedzieć w COPE Visitor Center albo na stronie
https://copelaos.org
🔹️
Lot miałem z przesiadką w Bangkoku. 6h czekania, więc po nieprzespanej nocy położyłem się na podłodze i poszedłem chociaż odrobinę odespać. Mimo, że oba loty nie były daleko dystansowe, bo jeden 5h, a drugi 1,5h to w obu dawali obiad - Wizzer i Ryanair mogliby się czegoś uczyć. Za to Thai Airways mogłaby się od nich cen nauczyć - za lot Pakistan-Laos zapłaciłem 2500 zł, a przecież po Azji miało być tanio.
Na lotnisku w Vientian w szale wyrabiania wizy na lotnisku zapomniałem wyciągnąć kartę revoluta z bankomatu, więc wsiorbało. Na szczęście od ręki otworzyli bankomat i się okazało, że nie tylko mi wsiorbało - karty były dwie, ale ten drugi się nie zgłosił. Jak tylko dojechałem do hotelu to padłem odsypiać, bo nieprzytomny byłem. Pod wieczór dojechała Ania i poszliśmy na pierwsze od ponad 2 miesięcy piwko na wesołe miasteczko nad rzekę Mekong. Władowaliśmy się do takiego młyńskiego koła, ale takich rozmiarów, że musiałem siedzieć zgarbiony, a urządzenie napędowe wyglądało jak stary silnik od kosiarki. Przypuszczam, że nie słyszeli o BHP.
Kolejny dzień to był chill z kokosem na basenie w hotelu i wychodzenie tylko na jedzenie. Potem zmieniliśmy hotel na tańszy i bez basenu, ale za to chodziłem na masaże - cena 20 zł za 1h. No i oczywiście dalej na jedzonko: kurczaczki z ryżem, makaroniki, zupki, congee, owocki, naleśniki z bananami i nutellą - pychota. A jaką radość sprawiła zwykła herbata z rogalem w knajpie podobnej do tych co są we Wrocławiu. I próbowałem robali! Aż 3 trzech różnych! Takie to chrupiące, trochę jak orzeszek w chipsie przed tv, ale w smaku to nie umiem porównać. Taka to cudowna nuda była i odpoczynek - bardzo potrzebny, bo mój organizm coś się nie może tu zaaklimatyzowac i czuje się strasznie słaby. Mimo, że Vientian nie powala to, żeby nie było, że tak nic nie robię to wybraliśmy się też zobaczyć jakieś świątynie i do COPE.

🇱🇦 Basen & kokos 🇱🇦🔹️Koniec przygód! Chwilowo... Teraz chill, basen & kokos.Czemu kokosy są dwa? Bo w końcu, jak śpiewał...
03/11/2024

🇱🇦 Basen & kokos 🇱🇦
🔹️
Koniec przygód! Chwilowo... Teraz chill, basen & kokos.
Czemu kokosy są dwa? Bo w końcu, jak śpiewał Osioł, nie "jestem taki sam... jak palec albo coś tam".
Przyleciałem do Laosu spotkać z Anią, moją kumpelą jeszcze z czasów Klub Podróżników BIT . Ale nie, że oboje do BITu należeliśmy. Ania należała. Ja tylko z nimi wszędzie jeździłem. No i raz się zapisać chciałem. Nawet podanie złożyłem. Ania była wtedy w komisji rekrutacyjnej i to właśnie Ona mnie odrzuciła stwierdzając, że się nie nadaje... a jakiś rok później zaczęliśmy się kumplować.
🔹️
A teraz spotykamy się na końcu świata... Ciekawe czy jej głupio? 😜

🇵🇰 PAKISTAN - podsumowanie 🇵🇰🔹️Nie, nie, nie... to nie jest na moje nerwy. Dostałem zawału 2 razy w ciągu 2 godzin. Od j...
01/11/2024

🇵🇰 PAKISTAN - podsumowanie 🇵🇰
🔹️
Nie, nie, nie... to nie jest na moje nerwy. Dostałem zawału 2 razy w ciągu 2 godzin. Od jutra, no dobra, nie od jutra, ale jak wrócę z tej wycieczki, to jeżdżę już tylko do Ciechocinka i to tylko z biurem podróży.
Jadę już na lotnisko taksówką. Zatrzymuje nas wojsko - normalna sprawa, ale pytają mnie o paszport i wizę. W mieście nigdy nie pytali, ale ok. I nagle pytają mnie o NOC. Ten śmieszny papierek - pozwolenie na dalszą podróż, co to w Quettcie wyrabiałem, żebym mógł dojechać do Islamabadu, i co potem chciałem wszystkim pokazać, ale nikt nie chciał oglądać. No ok to grzebię na dnie plecaka i im daje. A koleś do mnie, że to jest zezwolenie ma podróż po Beludżystanie, a nie po Lahore i jestem tu nielegalnie... nogi mi się ugieły i osunąłem się na taksówkę. No prawie. Trochę dramatyzuję, ale w takich sytuacjach wcale nie jestem dzielny. Potem nawet nie rozumiałem co koleś do mnie mówi, odzyskałem "przytomność" dopiero jak powiedział, że jestem jego bratem i mnie puści, ale musimy jechać inną drogą, na około. To taksiarz się wkurzył. To było raz.
Dwa... pomijam to, że cały czas się bałem, że ktoś o to jeszcze spyta. Dwa. Idę po kartę pokładową, a koleś do mnie, że wczoraj musiałem opuścić Pakistan, bo tak jest na wizie. Ja znowu na start prawie zasłabłem, ale tłumaczę mu, że nie, że to są daty graniczne na wizie w jakich musiałem wjechać, a wiza jest ważna 30 dni od daty wjazdu. Zawołał menagera. Menager przyznał mi rację... powinni mu pojechać po premii nieuk jeden!
Tak, więc tylko Ciechocinek...
Dobra, podsumowanie.
🔹️
25 dni
3 900 km (w tym policyjnej eskorty ponad 1000 km)

Pakistan to pomost miedzy islamem, a hinduizmem. Chociaż chyba dużo bliżej mu do Indii, niż do Iranu - nic dziwnego, kiedyś był ich częścią.
Przed przyjazdem naczytałem się, że Pakistan jest trudny do podróżowania. Nawet moja ziomalka-podrożniczka mnie ostrzegała (tak, tak, Ania to o Tobie). Ja tego nie odczułem. Żadnych problemów tu nie miałem, wszystko łatwo się załatwiało. Trudnością może być ogarnięcie na bieżąco (bo to się dynamicznie zmienia), gdzie jakią dodatkową przepustkę trzeba mieć, która firma przewozowa (lub wszystkie) dostała bana na transport turystów, w których miastach nie możesz wyjść bez policji z hotelu itp.
Bardzo pozytywnie jestem zaskoczony, no ale jak tu przyjeżdżać to głównie w góry i ogólnie nie są to relaksujące wakacje all inclusive.
Czuję, że wspomnienia stąd zostaną ze mną na długo. Może i człowiekowi jakoś się uda wyjechać z Pakistanu, ale Pakistan nie wyjedzie z człowieka chyba nigdy.
🔹️
Atrakcje:
- policyjna eskorta (dość niecodzienna atrakcja, ale jaka emocjonująca!)
- Karakorum: Karakorum Highway, Fairy Meadows i Nanga Parbat Base Camp Trek, Karimabad i Ultar Trek, Minapin i Rakaposhi Base Camp Trek, Marsur Rock
- Lahore (?)
🔹️
Transport:
Drogi raczej kiepskie i bardzo kiepskie oraz chyba sporo wypadków.
Górskie drogi na północy to jest osobna historia i sport tylko dla ludzi o mocnych nerwach. Wyprzedzanie za zakrętach tu to norma.
Są dobrej oraz średniej jakości duże autokary dalekobieżne, nawet z łóżkami, ale są też tragiczne minibusy, więc trzeba sprawdzać na co się bilet kupuje. Te drugie rozkłady jazdy raczej nie obowiązują. Tu ciekawostka: Pakistańczycy strasznie często wymiotują w transporcie publicznym.
Do transportu po mieście głównie riksze albo takie minibusiki, co wyglądem kojarzą mi się z karawanami (to nie przypadek patrzac na ich stan techniczny), ale też w dużych miastach autobusy (mało tras) oraz aplikacja do taksówek inDrive (coś jak Uber), gdzie wpisujesz kwotę jaką proponujesz za przejazd, a kierowcy wpisują swoje - trochę licytacja jak na allegro. No i jako taksówkę możesz zamówić motor.
Autostop na północy działa rewelacyjnie (nigdy nie czekałem dłużej niż 10 minut).
🔹️
Płatności:
Karty visa w Islamabadzie działały mi w bankomatach tylko jednego banku - Standard Chartered Bank.
Ogolnie tanio.
🔹️
Noclegi:
Booking działa, są tanie hostele za ok 30 zł łóżko w pokoju wieloosobowym. Warto też zagadać na whatsappie i ponegocjować cenę. Czasem niespodziewanie zabraknie prądu i na północy nie jest to rzadkość, a ciepła woda nie jest standardem. Od jesieni w górach warto też mieć swój dodatkowy śpiwór puchowy, bo ogrzewania brak, a pojedyńcza kołdra nie zawsze wystarcza.
Coachsurfing działa elegancko.
🔹️
Jedzenie:
Bardzo małe porcje 😞 dlatego chicken biriani było moją ulubioną potrawą, bo dawali tyle ryżu, że się wysypywał z talerza. Jak widziałem w jakich warunkach jest trzymane mięso na straganach w ponad 30 stopniach to zostałem prawie wegetarianinem tu. Jak byly jakieś potrawki z warzyw, soczewicy, grochu, ziemniakow itp. to pływało to w tłuszczu. Warto nosić swoją łyżkę ze sobą, bo zazwyczaj nie dają sztućców - je się chlebkiem. Chai mają tu przepyszny, pewnie jest tam kilo cukru, ale trudno. Z ciekawostek to serwują tu na ulicy sok ze świeżo mielonych bambusów - bardzo słodki, całkiem dobry.
🔹️
Bezpieczeństwo:
To zależy jak na to spojrzeć 😀 z jednej strony masz prywatnych ochroniarzy policyjnych, więc niby bezpiecznie, a z drugiej strony to oni raczej dla rozrywki tego nie robią. Tyle broni co tu to nawet w amerykańskich filmach nie widziałem - nawet pan kierujący ruchem w mieście ma karabin. No i zdążają się ataki terrorystyczne - np. pierwszego dnia mojego pobytu na chińskich inżynierów (2 osoby zgineły), a po tygodniu na pakistańskich górników (20 osob zgineło). Pomijając to nie miałem żadnych niebezpiecznych sytuacji, ale też byłem tylko w bezpiecznych miejscach jak Islamabad, góry na północy i Lahore. Jakoś do Peshawaru (przy granicy z Afganistanem), Karaczi (gdzie był zamach) itp. mnie nie ciągnęło.
Osobną historią jest sytuacja polityczna, o której trochę jeden ziomek mi opowiedział. Otóż rząd jest kontrolowany przez wojsko, które to ma olbrzymie pieniądze z mnóstwa biznesów (hotele, sklepy, telefonia itp.). Pokój, np. z Indiami, nie jest na rękę, bo jeśli jest stan zagrożenia to i wojsko jest potrzebne. A wojskowych i policji jest mnóstwo wszędzie. Mnóstwo jest też szkół wojskowych. No i wiadomo jak w takich sytuacjach, lepiej źle się nie wypowiadać publicznie o wojsku, bo może Ci się coś złego stać.
🔹️
Ubiór:
Na blogach pisali, że warto kupić ich strój i się wtopić w tłum. Ja tak nie zrobiłem i chodziłem w długich spodniach trekingowych - no trochę gorąco. Szorty to tylko w hostelu. Za to przestałem sie golić, więc zarosłem brodą i podobno wygłądałem jak miejscowy. W ogóle to ja mam miedzynarodową urodę - gdzie nie pojadę to mowią, że wygladam prawie jak lokals: Rumunia, Bułgaria, Gruzja, Maroko, teraz i tu. Pakistan jest głównie islamski, więc Panie dalej często w hidżabach, czadorach i burkach.
Jeśli chodzi o second handy odzieżowe to Pakistan jest bardzo eko pod tym względem i można spotkać wiele "stoisk" że stertą ubrań i butów do ponownego użytku.
🔹️
Inne:
Sporo osób tu gada po angielsku.
W górach na północy podobno działa tylko jedna sieć komórkowa - Escom.

🇵🇰 LAHAUR 🇵🇰🔹️Ostatnie 2 dni, ostatnie miasto.Dojechałem tu najbardziej ekskluzywnym autokarem jaki w życiu widziałem z ...
01/11/2024

🇵🇰 LAHAUR 🇵🇰
🔹️
Ostatnie 2 dni, ostatnie miasto.
Dojechałem tu najbardziej ekskluzywnym autokarem jaki w życiu widziałem z podziałem na 1 i 2 klasę i ekranami w zagłówkach, nawet coca-colą częstowali podczas podróży. Jak już mówiłem Pakistan to kraj kontrastów.
Po dotarciu na miejsce trzeba było odnaleźć swój hotel w pobliżu starego miasta. Dojechałem tam metrem, ale nie takim zwyczajnym podziemnym, tylko nadziemnym - znajduje się na takim wiadukcie z 10 metrów nad ulicą.
Znalezienie hotelu nie było takie proste. Najpierw trafiłem do nie tego hotelu co trzeba, więc spytałem, gdzie znajdę mój, a oni, że ten mój to od 2 lat jest nieczynny. Co ku***?! Przecież 2 dni temu zarezerwowałem pokój! Idę szukać! Po drodze już znalazłem numer i napisałem na whatsappie "Hello?"... po chwili odpisali "Hi". Czyli działa myślę! Znalazłem! Drzwi otwarte. Wchodzę! Jest recepcja, jest Pan w recepcji, pracownicy się krzątają. Czyli otwarty, uffff... Zagaduję do Pana z recepcji, za chwilę się okaże, że menager i mówię mu jaka "zabawna" sytuacja, że konkurencja kłamie, że Wasz hotel jest nieczynny od 2 lat, a Pan mi na to, że to prawda, że jest w trakcie remontu. Co ku***?! Początkowo się lekko zdenerwowałem, no tak już mam. Ale.po chwili myślę: to na spokojnie trzeba. Pan zaprosił na milk tea i przystąpiliśmy do negocjacji. Finalnie dostałem pokój, który akurat nie jest w remoncie za 50% ceny z bookingu, tylko że bez śniadania.
Nie uwierzycie, ale wieczorem nie znalazłem żadnej imprezy halloweenowej na mieście 😞
🔹️
Pobudka, na śniadanko na miasto i na zwiedzanie. Nie jestem pewny czy nazwałbym to miasto turystycznym, no ale mają parę budynków, które można nazwać zabytkami, a nawet i muzeum i zoo oraz ogród botaniczny. No dobra, trochę turystycznie jest, bo sprzedają magnesy z Pakistanu.
Obręb Starego miasta to oczywiście labirynt uliczek i jeden wielki bazar. Ale nie taki bazar jak można znać z np. Marakeshu czy Istambułu - ten nie jest turystyczny, jest "prawdziwy". Najważniejsze meczety, fort i park znajdują się na oddzielnym terenie przyległym do obszaru bazaru.
Miałem cały dzień czekania na lot, więc nawet do muzeum (podobno dużo eksponatów związanych z buddyzmem) się chciałem wybrać, ale akurat w piątki zamknięte.
Tak minął ostatni dzień w Pakistanie.

🇵🇰 Trudna nauka odpuszczania 🇵🇰🔹️NIE DOSTAŁEM WIZY DO INDII.Wczoraj byłem wściekły, bo nie widzę w tym żadnego sensu, ty...
31/10/2024

🇵🇰 Trudna nauka odpuszczania 🇵🇰
🔹️
NIE DOSTAŁEM WIZY DO INDII.
Wczoraj byłem wściekły, bo nie widzę w tym żadnego sensu, tylko zwykłą głupotę i złośliwość. Dzisiaj już się cieszę na zmianę planów i nową, inną przygodę.
🔹️
Właściwie należy napisać "nie dostałem drugiej wizy do Indii", bo pierwszą przyznali mi jeszcze w ambasadzie w Warszawie - mam ciągle w paszporcie (taka pamiatka z nieodbytej wycieczki), ale ważną do 06.10, mimo, że we wniosku napisałem, że do Indii planuję przybyć 15.10. Bez komentarza.
Czemu tym razem nie przyznali? Nie wiem Andrzej nie wiem. To znaczy wiem... bo Ambasada Indii w Pakistanie od kilku miesięcy nie przyznaje wiz do Indii. Bo nie lubi Pakistanu. No, ale ja nie jestem z Pakistanu przecież. Nie ważne, przyszło Ci głupio do głowy tu przyjechać to też nie dostaniesz.
Przedwczoraj dostalem e-maila, że paszport do odebrania, wiec wczoraj z rana, mimo gorączki i nieprzespanej nocy wskoczyłem pełen nadziei w białą, lnianą koszulę i pognałem po decyzję. Visa not granded.
Wszyscy mówili, że nie dostaniesz i mieli rację. Tyle w tym temacie.
Skąd biała koszula, co? 😃 A bo miała być jako ochrona przed palącym słońcem pustyni, gdy będę ją przemierzał na wielbłądzie z karawaną kupców. No tak się nie stało, wielbłądy są wyjątkowo niewygodne, boli pupa od nich, nie polecam. Ale koszula się jeszcze przyda, bo doszły mnie słuchy, że jakieś weselicho się szykuje w Azji... nie wiem w co się ubiorę, ale przynajmniej mam koszulę.
🔹️
Dobra, co dalej? Miała być podróż lądem. Nie będzie. Nie ma jak. Jedyna inna opcja to Chiny, ale tam od 3 dni Karakorum Highway zasypane i nie ma przejazdu. Trzeba się z tym pogodzić i odpuścić. Będzie podróż samolotem. Gdzie? Niespodzianka. Ale na pewno już nie do Indii, na Indie się obrażam chwilowo. Nie jadę tam. Kropka. Zaraz zawijam się do Lahore, a jutro wieczorem na lotnisko.
Podobno trzeba być elastycznym. No to będę. I skupiać się na pozytywach. No to będę! Pozytyw akurat jest duży, bo lecę do ziomalki, co to ucieka przed jesienią z Polski. Do zobaczenia Ania!
🔹️
To na koniec jeszcze, żeby zachować jakąś ciągłość opowieści w tym pamiętniczku to jak wróciłem z gór.
Chciałem wrócić, jak przyjechałem, czyli autokarem. Obleciałem cały dworzec i nikt się nie zgodził. Okazało się, że policja zabroniła przewożenia turystów autokarami na Karakorum Highway. Dlaczego? Znowu Andziej nie wiem. Próbowałem miejscowych podpytać to usłyszałem tylko "don't question it - this is Pakistan". No ok.
To poszedłem do firmy, która przewozi samochodami osobowymi, a nie autokarami. Tu już można. Gdzie sens, gdzie logika? Pojechaliśmy.
Droga Kararkorum Highway tylko z nazwy jest autostradą - wiele fragmentów to szutrówka, dziury, zalane górskimi potokami albo zasypane kamieniami odcinki. Pan kierowca był fanem bollywoodzkich teledysków. Puszczał je przez 12h. Najpierw komedia, potem dramat. Ta dziedzina "sztuki" wykracza poza moje wszelkie ramy zrozumienia dla odmienności innych kultur. Przejeżdżaliśmy też przez Balakot - miasto zniszczone przez trzęsienie ziemi w 2008 i odbudowane.
🔹️
Jak się zakumplowalem z ziomkami z "kawiarni" pod moim hostelem, to trzeba wyjeżdżać - najpierw za chai mnie kasowali 150, a teraz już tylko 70.
🔹️
Na koniec bajka, którą kiedyś Prezes opowiedział na spotkaniu firmowym:
"Był sobie kiedyś biedny chiński chłop, który miał tylko syna i starą klacz. Cała wieś litowała się nad nim jaki on jest biedny. On na to odpowiadał, to wcale nie wiadomo, czy to dobrze, czy to źle.
Pewnego dnia stara klacz uciekła. Wieś lamentowała, taki biedny ten chłop i jeszcze mu klacz uciekła. On na to odpowiadał, to wcale nie wiadomo, czy to dobrze, czy to źle.
Po kilku dniach klacz wróciła a za nią przybiegł przepiękny ogier. Cała wieś ożywiła się, zazdroszcząc chłopu jego nowego pięknego ogiera. On na to odpowiadał, to wcale nie wiadomo, czy to dobrze, czy to źle.
Syn, młodzieniec, próbował ujeździć konia. Niefortunnie jednak spadł i złamał nogę. Cała wieś znów żałowała chłopa, że syn nogę sobie złamał. On na to odpowiadał, to wcale nie wiadomo, czy to dobrze, czy to źle.
Tymczasem poza maleńką wsią rozpętała się wojna i cesarz potrzebował młodych mężczyzn do armii. Wszyscy młodzi poszli do wojska tylko syn chłopa, ze złamaną nogą został we wsi. Wieś zazdrościła chłopu takiego obrotu sprawy. On na to odpowiadał, to wcale nie wiadomo, czy to dobrze, czy to źle."
I tak samo z moją wizą... nie wiadomo, czy to dobrze, czy to źle.
Mądry ten Prezes 😉

🇵🇰 Say goodbye, czyli o Muminkach i aktualizacji 🇵🇰🔹️Wiecie o co chodzi z tą aktualizacją przekonań? Ja długo nie wiedzi...
29/10/2024

🇵🇰 Say goodbye, czyli o Muminkach i aktualizacji 🇵🇰
🔹️
Wiecie o co chodzi z tą aktualizacją przekonań? Ja długo nie wiedziałem, aż ktoś bardzo mądry mi powiedział, że tego nie robię. A robić to warto, bo wtedy się mniej człowiek szarpie niepotrzebnie ze sobą.
Świat się zmienia - ok, żadne to spektakularne odkrycie, ale my też się zmieniamy - i tu już odkrycie może być całkiem spektakularne. Wczorajsza prawda nie musi być dzisiaj prawdziwa. I nie chodzi mi o zmiany kursu złotówki względem dolara czy zmiany prognozy pogody. Chodzi mi o zmiany naszych wartości, potrzeb, poglądów, zasobów. One też się zmieniają wraz z nami i warto czasem przystanąć i sprawdzić stan aktualny tego wszystkiego.
No ale dobra - od ogółu do szczegółu - czemu ja w ogóle o tym? Otóż od zawsze moją ulubioną dobranocką są (zgadza się, "są", a nie "były", bo dalej oglądam na YouTubie) Muminki. No i chyba nie muszę w tych okolicznościach mówić jaka postać jest tą najważniejszą... Od zawsze tak jak on chciałem spakować swój plecak, zabrać namiot i ruszyć przed siebie w świat.
*********************************************
Przerywnik:
"- Dokąd idziesz?
- Nie wiem - odpowiedział Włóczykij
Drzwi zamknęły się i Włóczykij wszedł w las. Miał przed sobą sto mil ciszy."
Tove Jonson - Dolina Muminków w listopadzie
**********************************************
Na studiach dalej jeszcze tak chciałem i tak teoretycznie mogłem, ale tego nie zrobiłem. I to marzenie przeleżało kolejne 10 lat w szufladzie. I teraz w końcu zostało z niej wyciagnięte i się spełnia!
Tylko, że przed wyjazdem zapomniałem sprawdzić na ile ono jest aktualne. Bo przez te 10 lat zdążyłem zaliczyć złamanie kręgosłupa w dwóch miejscach, trochę ogólna werwa mi zmalała, zwiększył się za to poziom nieufności do świata itd.
Przechodząc do meritum - nie mam już ani siły ani ochoty dźwigać 17 kg plecak w 30-stu paru stopniach i spać w namiocie broniąc się przed atakami komarów i mrówek. Może ta wyprawa już nie będzie wyglądać tak poetycko, ale trudno, ja zostaje z plecakiem niecałe 13 kg, spanie w hostelach i na coachsurfingu też jest przygodą (poznaje się tam więcej ciekawych osób niż w swoim namiocie), a namiot (i parę innych rzeczy) wraca do domu pocztą pakistańską (za niebagatelną kwotę 160 zł!) - say goodbye! A mnie jakoś tak lżej na sercu.
🔹️
Tak, można było ten post napisać w jednym zdaniu, można też w ogóle było go nie pisać, bo wysyłka paczki to nie jest jakaś pasjonującą sprawa warta opisywania, ale siedząc w Islamabadzie, w którym nie ma co zwiedzać, i czekając na decyzję ws. mojej wizy, mam bardzo dużo wolnego czasu i mi się nudzi, a poza tym ostatnio słucham podcastu Tu Okuniewska (niesamowicie koi mnie jej głos) i spodobał mi się taki storytelling (jak Ona to sama nazywa).
Pozdrawiam, do usłyszenia w kolejnym odcinku.
🔹️
Ale, ale... to jeszcze Wam opowiem jak się taką paczkę tu wysyła, bo to też zabawna sprawa.
Jak już Wam pisałem Islamabad jest w kratkę podzielony na sektory. Szukając właściwej placówki pocztowej biegałem po sektorze "najważniejszych instytucji" takich jak ministerstwa, sąd najwyższy, ambasady itp. Mogę sobie wyobrazić, że Warszawa podczas powstania była podobnie obwarowana - na ulicach zasieki, druty kolczaste, betonowe bloki, kolczatki na jezdni, ogrodzenia pod napieciem, kamery, o armii ludzi z karabinami to już nie wspomnę, bo to standard tu. Czołgu na ulicy tylko brakowało. No ale w końcu znalazłem co szukałem i dowiedziałem się jak to ogarnąć.
Kolejnego dnia cały ranek oklejałem karton taśmą, tak, żeby nawet 1 cm^2 kartonu nie został odkryty, bo zgaduję, że nikt z troską i wrażliwością do mojej przesyłki nie podejdzie podczas jej podróży. Nastepnie z pogwałceniem wszelkich przepisów BHP jadąc motor-taxi i trzymając paczkę zamiast motoru dojechałem, gdzie dojechać chciałem i z motoru nie spadłem. Jak mi się znudzi w IT to może zostanę kaskaderem? Po odnalezieniu właściwego okienka zebrała się komisja 4 panów i 1 pani i kazali otworzyć, po czym było przeszukiwanie i obwąchiwanie każdej rzeczy (skarpetek również... mieli szczęście, że czyste). Okazało się, że krople żołądkowe, mały JBL oraz czołówka nie dostają zgody na podróż i zostają. Bywa i tak. Następnie w kolejnym okientu trzeba było to nadać. Czynność tę utrudniały 2 rzeczy: chwilowy brak prądu i przerwa obiadowa. Pan w końcu zapakował moją paczkę w taki śmieszny bawełniany kubraczek i zaszył. I po co ja to tak oklejałem? Na kubraczku marketem trzeba było napisał nadawcę i adresata, w listy przewozowe nikt się tu nie bawi. Już myślałem, że witam się z gąską po czym... wywaliło internet czy tam serwer i nie można było zarejestrować paczki w jakiejś lepszej usłudze EMS. Po kolejnej godzinie czekania zdecydowałem się zaryzykować i wysłać to najzwyczajniejszą pocztową przesyłką.
🔹️
Żegnałem się z paczką jakbyśmy się mieli już nigdy nie zobaczyć. Ciekawe czy dojdzie? Czy może odkryje w sobie duszę podróżnika i stwierdzi, że Pakistan-Polska to dla niej za mało, że ona chce dalej i pojedzie hen w świat. A może jej się tak w Pakistanie spodoba, że tu zostanie?
Może już nigdy nie dowiemy się jak potoczyły się jej losy...

🇵🇰 KARAKORUM - SKARDU & Marsur Rock Trek 🇵🇰🔹️Tym razem, żebym się nie przemęczał to ja siedziałem na krawężniku, a stopa...
26/10/2024

🇵🇰 KARAKORUM - SKARDU & Marsur Rock Trek 🇵🇰
🔹️
Tym razem, żebym się nie przemęczał to ja siedziałem na krawężniku, a stopa łapała mi policja. Bardzo mili Panowie, nasi mundurowi mogliby się czegoś nauczyć o podejściu do "klienta". Podróż się nieco skomplikowała, ponieważ niedawno drogę zasypała lawina i została tylko częściowo odkopana, więc przejazd był mocno utrudniony, ale dojechałem do Skardu.
Po drodze, jadąc wzdłuż wąwozu rzeki Indus i patrząc na drugą stronę, na kamienne domy na zboczu góry bez drogi tam prowadzącej, bez mostu, zastanawiałem się jak ludzie tam żyją. Szczególnie w zimie. Czy im ciężko? Czy są szczęśliwi? Co robią w wolnym czasie? Co robią na co dzień? Czy chcieliby żyć inaczej? Czy mają jakieś marzenia? Jakie? Jakie mają troski to sam jestem w stanie zgadnąć.
Pomyślećby można, że jak góry to świeże powietrze? No nie zawsze. Tutaj powietrze, mam wrażenie, chrzęściło mi między zębami jak piasek. To mieszanina pyłu z gór i spalin ze starych, zdezelowanych, mało "eko" silników, która nie może stąd uciec, bo jest w kotlinie otoczonej przez góry.
Wskoczyłem na nowy poziom Coachsurfingu, ponieważ zatrzymałem się w hotelu na 3 noce zadarmo i jeszcze śniadania dostałem. Jak? Normalnie. Wpisałem w apkę wyprawę do Skardu, a właściciel hotelu sam do mnie zagadał, że zaprasza w gościnę. Oczywiście hotel standard pakistański, ale darowanemu koniu w zęby, pod ogon ani nigdzie indziej się nie zagląda. Właściwie to miał chłop szczęście, że mnie zaprosił, bo w pojedynkę odparłem nagły atak agresywnych kóz z ulicy, które wtargnęły bezprawnie na teren hotelu przez niedomknietą bramę i bez litości zaczęły pożerać aksamitki (takie ogrodowe pomarańczowe kwiatki).
🔹️
Drugiego dnia z uwagi na to, że zapowiadali lekkie opady, postanowiłem się nie oddalać za bardzo od hotelu, ale z drugiej strony ile można siedzieć na krześle i słuchać podcastów psychologicznych. To wybrałem się do "centrum". Pierwszy punkt to fort Kharpocho na wzgórzu - zgodnie z oczekiwaniami bez szału. Za to niedaleko na stadionie odbywało się "Agroculture Business Expo 2024". Po naszemu to takie targi zdrowej żywności (nie licząc stoiska z pizzą) i handmadu. Zakupiłem tam dżem morelowy dla swojego gospodarza w podzięce za gościnę, mam nadzieję, że podobny w smaku do tego, którym się zachwycałem w poprzedniej wiosce. I pierwszy raz zobaczyłem jak rosną orzeszki ziemne - Wy pewnie też wcześniej nie widzieliście to Wam zrobiłem zdjęcie.
🔹️
Piąteczek, początek weekendziku, to ja się wybrałem na wycieczkę. Tu kolejny raz chciałbym, ale obiecuję, że to już ostatni, rozpłynąć się nad autostopem level Pakistan. W pierwszą stronę pierwszy autostop się zepsuł, samochód w sensie. No bywa i tak. Właściciel nie wygłądał na zaskoczonego. Nie ma tego złego, od razu zabrał mnie i podwiózł Pan urzędnik, który jechał tylko do swojego biura, ale zawiózł mnie do kolejnego miasta, ponieważ "jestem ich gościem". Tak, jestem gościem w ich kraju, gościem mile widzianym, gościem witanym z uśmiechem na ustach, gościem budzącym ciekawość (ale nienachalną) gościem za którego czują zbiorową odpowiedzialność. Czy my się jakkolwiek przejmujemy obcokrajowcem spotkanym na ulicy? Czy czujemy za niego odpowiedzialność jak za swojego gościa w swoim domu? Czy przyszlo nam kiedyś do głowy dać nieznajomemu spotkanemu w autobusie swój numer i zaproponować, żeby dzwonił jeśli będzie potrzebował jakiejkolwiek pomocy? No ja sobie nie przypominam, żeby mi przyszło.
Wróćmy do autostopu. Jak już z głównej ulicy odbiłem w stronę szlaku i miałem zamiar tam dojść pieszo to sam zatrzymał się jeep, żebym wsiadał. No jak już Pan Los sam mi podsuwa pod nos takie możliwości, żebym się nie przemęczał to głupio byłoby nie skorzystać. I miło to z jego strony, bo jak się później okazało podejście pod górę było prawie pionowe - poprzednie dwa base campy to niedzielny spacer był. W drodze powrotnej za to złapałem najpierw małą ciężarówkę na szutrowej górskiej drodze - za nic bym się jej tam nie spodziewał, a kierowca umiejętnościami nie ustępował kierowcom jeepów na Fairy Meadows, droga miejscami też była podobna. Na koniec do docelowego miasta podwiózł mnie złapany na stopa motocyklista.
No dobra, ale wróćmy na szlak. Tutaj chciałbym zwrócić uwagę na pakistańską przedsiębiorczość. Z uwagi, że droga prowadziła przez czyjś "ogródek" (nie wiem czy tak było od początku czy została celowo zmodyfikowana) to jego właściciel postawił sobie w nim krzesełko, wydrukował bilety i zaczął je sprzedawać. Wątpię, że zarząd gór pakistańskich o tym miał pojęcie, skoro nawet do Fairy Meadows nie było biletów. No ale ok, niech będzie, nie będę się wykłócał o 7 zł. Potem była mordęga w górę, a droga taka, że lepiej się nie poślizgnąć. Doszedłem! Brawo ja! Wdrapałem się na Marsur Rock - chyba najbardziej instagramową skałę w Pakistanie i przy użyciu samowyzwalacza w aparacie cyknąłem sobie zdjęcie w jednej z moich ulubionych poz, czyli "narysuj mnie jak jedną, ze swoich francuskich dziewczyn" (klasyk). Schodząc w dół, gdy szlak się rozdwajał, zastosowałem metodę na Jasia i Małgosię i okruszki chleba, tylko, że zamiast okruszków były odciśnięte moje podeszwy w pyle. Czemu u nas w górach jest ziemia, a tu był tylko paskudny, duszący pył? Po zejściu, gdy przy zupełnym braku czujności wygrzewalem się na słońcu na łące, chrupiąc zasłużone ciastka i słuchając podcastu Sznurowadła myśli, zostałem brutalnie napadnięty od tyłu przez gang rogaczy! Dzięki mojej błyskawicznej i zdecydowanej reakcji uratowałem siebie i wszystkie ciasteczka. Gdy chodzi o jedzenie to potrafię być bohaterski. A z rogaczami się zaprzyjaźniłem.
🔹️
Jednak góry to moje miejsce/miejsca na świecie. Odpocząłem tu przez 11 dni i nabrałem sił do dalszej podróży. Po powrocie powinno ich być więcej w moim życiu.
Tutaj za 2 tygodnie sezon się kończy, zamykają hotele, restauracje, sklepy z pamiątkami i wyjeżdżają stąd. Na mnie też przyszedł czas, żeby wracać...
I tutaj mały spoiler: policja, ze względów bezpieczeństwa (???!), zabroniła wszystkim firmom transportowym przewozić turystów z Gilgit do Islamabadu, więc właściwie nie mam jak wrócić. Coś się wymyśli...
Tak minął drugi miesiąc podróży.

Adres

Wroclaw
54-530

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Łajza w podróży umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij