27/11/2024
🇵🇱 Koniec wycieczki 🇵🇱
🔹️
Nasłuchałem się o Tonym Haliku, naczytałem Cejrowskiego, naoglądałem Into the Wild (tu akurat cale szczescie, że moja podróż się inaczej zakończyła) i pomyślałem, że ja też tak chcę i mogę. No jednak nie.
Przed wyjazdem wymyśliłem mnóstwo czarnych scenariuszy co może się wy... wywrócić: denga, malaria, zatrucie pokarmowe, udar słoneczny, problemy z kregosłupem itp. itd. Nic z tych rzeczy się nie stało. Właściwie kompletnie nic złego mi się nie przydarzyło. Nawet mnie nie chcieli zabić w Iranie ani porwać dla okupu w Pakistanie. Raz tylko taksowkarz w Turcji mnie naciagnął na 5 zł, a w Iranie host oszukał na 15 dolarów. Nuda wręcz.
Do głowy kompletnie mi nie przyszło, że wrócę dlatego, że mi tak strasznie smutno będzie. Myślałem, że jak nie mam żony, dzieci i kredytu to jakoś szczególnie mocno nic mnie w Polsce nie trzyma. Pudło! Trzymają wspomnienia, ludzie, miejsca, nawyki, codzienna rutyna, do której miałem taki pogardliwy stosunek i przed którą tak chciałem uciec.
Jak pędziłem przez Iran i Pakistan, jak byłem w ciągłym napięciu czy to się uda, jak ciągle byłem skupiony na planowaniu co dalej to nie do końca miałem przestrzeń, żeby usiąść i zastanowić się jak mi jest z tym wszystkim. A jak miałem przebłyski, że nie najlepiej to powtarzałem sobie, żeby jeszcze wytrzymać, że się przyzwyczaję, że potem w Azji Południowo-Wschodniej będzie już super. No i dotarłem do tego Laosu. I były baseny, był bilard, były darmowe drinki w hostelu (z tym akurat jak sie okazalo trzeba ostrożnie, bo w hostelu obok mojego od mojego wyjazdu zmarło już 6 osób na zatrucie lewym alkoholem), były imprezy, byli super ludzie, były piękne widoki, było mnóstwo innych atrakcji w Vang Vieng. I było też zatrzymanie się i odpoczynek i moment, żeby zrozumieć, że już w ogóle mnie ta podróż nie cieszy.
Najtrudniejsze przejechałem. Pokazałem sobie, że potrafię. Mogłem zagryźć zęby i jechać dalej, bo ta Azja Pd.-Wsch. wydaje się mega łatwa organizacyjnie, tylko po co? No właśnie nie znalazłem żadnej mądrej odpowiedzi na to pytanie, więc się zapakowałem w riksze na dworzec autobusowy, potem w autokar, potem w busa na granicę z Tajlandią, potem w autokar przez granicę, potem w busa na dworzec kolejnowy na nocny pociąg, a potem, po "one night in Bangkok" w samolot i przyleciałem do Polski 1,5 tygodnia temu.
🔹️
Czy mimo tych wszystkich trudności, ciężkich chwil i zmiany decyzji było warto? Było! Oczywiście, że było! Bo jakbym nie pojechał to całe życie bym żałował i zastanawiał się jakby to było. Oczywiście, że było warto, bo i mnóstwo pięknych chwil i niezapomnianych wrażeń było. Co przeżyłem to moje. W ogóle myślę, że warto próbować w życiu. A jak się nie uda, jak się okaże, że to nie to to się spróbuje czegoś innego. Miało być również wiele odpowiedzi w tej podróży, a jest jeszcze więcej pytań. Pytań, na które czuję, że odpowiedzi w Azji nie znajdę.
🔹️
Te ostatnie 1,5 tygodnia w mocno średnim nastroju głównie przespałem albo przesiedziałem w pokoiku w Legnicy u kochanej Babuni, zastanawiając się co dalej, bo czułem, że jeszcze nie chce wracać do Wrocławia na stare tory.
Jedne z najlepszych wspomnień z podróży mam z gór Pakistanu. Tam sobie wtedy obiecałem, że po powrocie (nie wiedziałem, że tak prędkim) będzie ich więcej w moim życiu i więcej lasów i więcej natury.
W piątek wyjeżdżam do Kotliny Kłodzkiej do jednego ze schronisk PTTK, żeby tam pomagać. Czuje, że przyda mi się trochę rutyny i usadowienia w jednym miejscu. Chciałbym tam spędzić całą zimę. Czy mi tam będzie dobrze? Czy znajdę to czego szukam? Nie wiem, ale nie dowiem się póki nie spróbuję.
No a potem zobaczymy co przyniesie wiosna...
🔹️
Pierwszy post z pierwszego dnia podróży (3 miesiące i 1 dzień temu) był z wierszem, więc i wierszem zakończmy te wpisy:
"Powroty"
Po to są właśnie jesienie,
By ludzie jak ptaki
Wracali do siebie,
Do gniazd swych -
Po przytulenie.
By człowiek
Przy cieple drugiego człowieka
Wiosny mógł doczekać.