08/06/2024
2024.06.01 – 04, Japonia – skrócony program obowiązkowy zaliczony :-)
Tokyo, Kioto, Nara, Osaka, Himeji i Koyasan - zaliczyliśmy skrócony program obowiązkowy po Japonii. Uwinęliśmy się w niecałe dwa tygodnie. I jakby ktoś niespecjalnie chciał się z Japonią mierzyć dłużej to w zupełności wystarczy. Teraz będziemy mieli czas da siebie. Tak nic specjalnie nie planować tylko zanużyć się w Japonii, bez pośpiechu na luzie bez spiny.
Z Kioto, zahaczając wręcz o bajeczny zamek w Himeji, spaliśmy w Osace. I choć miasto nie oferuje specjalnych „atrakcji turystycznych" to samo jest dość autentyczne i jeszcze w miarę do ogarnięcia, mówimy oczywiście o którejś z dzielnic. Kilka zdjęć z kolorowej Osaki dołączyliśmy. Folklor Panie co niemiara. W Osace trafiliśmy na świetną suszarnię, taką starodawną z wykrzykującą obsługą i limitem porcji. Zjedzą wszystko, zamykamy. Świetne doświadczenie, zważając dodatkowo na fakt, że jest taniej niż we WRO!!!.
Następnie podjechaliśmy do buddyjskich mnichów w góry, do klasztoru. Tam przecudnie się rozchorowaliśmy na przydługawej ceremonii porannej – czegoś tam. Przepraszam za dość dużą ignorancję ale "nie będziesz miał cudzych ....". Mnisi próbowali nas także nakarmić, dwa razy, postawili przed nami pierdylion miseczek, w których nic specjalnie nie było do jedzenia, to znaczy coś tam było ale według mnie, nie do zjedzenia. Ale to są mnisi, oni może to lubią lub też … taki ich los. Ale gwoli ścisłości, klimat miejsca był nieziemski. W Koyasan jest też cmentarz. Cmentarze na Świecie są i mogą być interesujące. Ten w Koyasan jest nad wyraz ciekawy i nie chodzi wcale o pomniki ubrane w czapki.
Z Koyasan, z noclegiem w nadmorskim miasteczku Wakayama, w którym dokładnie nic nie ma oprócz zamku, wróciliśmy do Osaki poznawać kolejną dzielnicę jeszcze większego kiczu. Oni tu mają wypożyczalnie płyt DVD! Co prawda po obejrzeniu okładek tych płyt można by na nowo rozpocząć swoją przygodę z seksem lub w ogóle sobie uświadomić, że żadnej przygody jeszcze w życiu się nie przeżyło w tym temacie, dlatego ambitnych poszukiwaczy "detali" nie brakowało. Coś oni z tym seksem mają nie "halo". Kupiliśmy także patyk z 45 g wołowiny za niecałą stówę i spróbowaliśmy najlepszej wołowiny na Świecie. Zdziwiłem się jak ten „Światowy" przysmak na sam koniec przyrządzania, koleś opala mi palnikiem gazowym??!!, ale smak miała zjawiskowy.
I już nam zwiedzania wystarczyło. Jedziemy w miejsca, które na Świecie kochamy, w góry, w Japońskie Alpy z etnicznymi wioskami.