18/08/2014
Drugi dzień naszej podróży Gdziekolwiek.
Niewiele brakowało, a wróciłybyśmy do domów.
Kładąc się spać wyniknął konflikt, z którego powagi nie zdawałam sobie sprawy. Powiedziałam kilka niewłaściwych słów i nie powiedziałam tych właściwych. Następnego dnia rano Karolina chciała wracać do Kielc. Na szczęście udało się konflikt załagodzić i kontynuowałyśmy naszą przygodę. W planie było wspólne wyjście z Marianem do Muzeum Powstania Warszawskiego. Niestety, ze względu na duże opóźnienia wywołane wieloma czynnikami, nie udało nam się tam dotrzeć. Zanim jeszcze wyruszyłyśmy w dalszą podróż (coś koło 15) Marian pokazał nam swoją firmę i podrzucił na metro. Jakby ktoś był zainteresowany naklejkami na samochody to zapraszam na:
https://www.facebook.com/Stickerbombapl?fref=ts
Próbując się wydostać z Warszawy dojechałyśmy autobusem aż do Piaseczna i dopiero tam zaczęłyśmy łapać stopa. Dzięki pomocy Łukasza bardzo szybko znalazłyśmy się w Górze Kalwarii. Tam, jak to często nam się zdarza, udałyśmy się do sklepu z odzieżą używaną. Upolowałyśmy kilka ciekawych zdobyczy i udałyśmy się na zupę, bo jakoś tak reklama nas skusiła. Pojadły, odpoczęły i ruszyły dalej. Tym razem już nie szło nam tak dobrze. W końcu zatrzymał się tir. Dawno nie jechałyśmy tirem. Co ciekawe, większość kierowców, którzy nas zabierają mówi, że zwykle nie zabierają na stopa, że to taki wyjątek. Tym razem było podobnie, Pan Krzysztof, który był kierowcą tira powiedział, że tylko ze względu na naszą dziwną tabliczkę z napisem „Gdziekolwiek” się zatrzymał. Pan Krzysztof okazał się niezwykle sympatycznym i ciekawym człowiekiem. Opowiadał nam o swoich podróżach, pokazywał zdjęcia, mówił o rodzinie. Pan Krzysztof jest tam sympatyczny, że nawet jak go policja zatrzymała za przekroczenie dozwolonej prędkości (a trzeba pamiętać o tym, że jedna z nas, a konkretnie ja, byłam tam nielegalnie, bo nie było warunków do przewożenia dwóch pasażerów) to skończyło się tylko na słownym pouczeniu. Nasz kierowca później nawet stwierdził, że to my mu przyniosłyśmy szczęście.
Robiło się późno. a my nie miałyśmy pomysłu gdzie mamy się zatrzymać na noc. Po rozmowie z naszym kierowcą okazało się, że jedzie przez Bałtów. Mi ta nazwa mówiła dokładnie nic, ale Karolina kojarzyła, że tam jakiś park dinozaurów jest i inne atrakcje. Poszperałyśmy w necie i znalazłyśmy sobie niedrogi nocleg w Bałtowie. Pożegnałyśmy się z naszym wspaniałym kierowcą i ruszyłyśmy pod górę gdzie znajdował się pensjonat (nie wiem czy pensjonat to właściwe słowo). Jak dotarłyśmy na miejsce to było koło 20. (Tak sobie myślę ile my mogłybyśmy przejechać gdybyśmy wyruszały o 8 rano a nie o 15….:P) Zostawiłyśmy rzeczy, ogarnęłyśmy się i wyszłyśmy coś zjeść. Weszłyśmy jeszcze do sklepu w obawie, że gdy będziemy wracać to będzie zamknięty. Chodziłam potem z taką reklamówką, która była sczególnie zabawna dla Karoliny :D. Znalazłyśmy pizzerie. Pustą pizzerie. Miło, że była otwarta. Zamówiłyśmy pizze i usiadłyśmy na zewnątrz. Międzyczasie pojawiło się trzech chłopaków, którzy podobnie jak my weszli i zamówili pizze. Tyle tylko, że już nie wyszli. Była piękna pogoda, w końcu pojawili się jacyś ludzie, ale co z tego skoro i tak nie można pogadać. :D Mówię zatem do Karoliny, żeby poszła do nich i zapytała się czy nie mają czasem ochoty się do nas dosiąść. Tylko, że jest taka sytuacja, że od zadań specjalnych jestem ja. Karolina nie wierzyła, że do nich podejdę (ciekawe :D). Ja nie podejdę? No to poszłam. Wchodzę do środka, a oni stoją od razu przy drzwiach i grają na automatach. Hm, sądziłam, że sobie usiedli w środku, a teraz to jest zrozumiałe dlaczego nie wyszli na zewnątrz. Dziwna sytuacja, no ale muszę coś powiedzieć. Moja wypowiedź zaczęła się mniej więcej tak: „aaaa, eeee aha, dobra już nic” :D Tyle, że jeden z nich zaczął rozmowę to powiedziałam, że weszłam żeby im się zapytać czy boją się komarów, że siedzą w środku, ale, że nie siedzą tylko grają to nie ma tematu. I od słowa do słowa się do nas dosiedli. Okazało się, że jeden z nich pracuję w tym parku rozrywki i obiecał, że załatwi nam jakieś zniżki! To było coś! :D W końcu ze względu na ten park zdecydowałyśmy się spędzić noc właśnie tutaj. Pojedli, popili, pograli w cymbergaja i każdy poszedł w swoją stronę.
Iz.