Superfemka Projekt

Zadzwoń Wskazówki dojazdu Strona internetowa Kontakt: firmę

Superfemka Projekt Autorskie projekty i kameralne wyjazdy dla KOBIET. Unikalne wyprawy rowerowe i trampingowe dla koneserek niebanalnych podróży. Chcesz do nas dołączyć?
(323)

Chillout'y relaxacyjne i krótkie ucieczki w świat. Superfemka Projekt to autentyczna idea dla nietuzinkowych KOBIET które poszukują w podróżach czegoś więcej, niż odhaczania punktów z kart przewodników i drinka z palemką. Wyprawy i wyjazdy mają charakter trampingowy, często surowy, aby być jak najbliżej natury, kultury lokalnej i prawdziwej odsłony kraju w którym się znajdujemy. Poznajemy świat na rowerach albo ruszamy z plecakiem w siną dal. Uwielbiamy noce w hamaku na karaibskich plażach, albo rozbicie namiotu pośród palm na japońskim wybrzeżu. Taką formułę kochamy i nią zarażamy. Więcej możesz przeczytać tutaj >>>>> https://superfemka.pl/nasze-kobiece-aktywne-wyprawy-styl-oraz-idea/

nasze motto brzmi '' poznać, poczuć, doświadczyć''

Szerokim łukiem omijamy tzw. słynne punkty turystyczne, zamki, muzea, kościoły i inne tego rodzaju sztuczne byty. Interesuje nas życie, bycie w drodze i ludzie których spotykamy. Dobrze czujemy się w zgodzie z naturą i przyrodą. To taka nasza kwarantanna od miejskiej dżungli. Odkrywamy kolejne punkty mapy, opisujemy zdarzenia, trasy, polecamy szczególne miejsca do przeżywania niesamowitych przygód. daj znać, gdziekolwiek jesteś :)

A wiecie, że można przeżyć w Japonii prawdziwą rowerową przygodę, ale bez sakw, codziennego pakowania i przemieszczania ...
02/11/2026

A wiecie, że można przeżyć w Japonii prawdziwą rowerową przygodę, ale bez sakw, codziennego pakowania i przemieszczania się z całym dobytkiem na rowerze? Kilka dni na dwóch kółkach, piękne trasy i elektryczne wspomaganie, które daje trochę więcej komfortu. A cała reszta wyprawy? to jest BOMBA!

To propozycja dla tych z Was, które lubią rower, ale niekoniecznie mają ochotę na pełnowymiarową wyprawę rowerową. Tutaj rower jest częścią większej przygody, a nie naszym jedynym środkiem transportu. Wypożyczamy rowery na miejscu i super to działa.

Jednym z największych hitów całego programu jest Shimanami Kaido. Trzy dni na rowerach ze wspomaganiem elektrycznym, podczas których przemierzamy wyspy Morza Wewnętrznego Seto. Czekają na nas spektakularne mosty, turkusowa woda, małe porty, nadmorskie drogi i widoki, przy których co chwilę chce się zatrzymywać. Nie bez powodu dziewczyny z poprzednich edycji wspominały tę część jako jedną z największych atrakcji całej wyprawy. Dla wielu była prawdziwą wisienką na torcie!

A potem Naoshima – niezwykła wyspa sztuki, którą odkrywamy na zwykłych rowerach. Kręcimy się po wyspie, zaglądamy w jej zakamarki, podziwiamy niezwykłą architekturę, instalacje artystyczne i nadmorskie krajobrazy. To zupełnie inny wymiar zwiedzania!

Ale, dziewczyny, nie myślcie sobie, że Bomba kręci się tylko wokół rowerów. O nie! 😉

Mamy tu dziki festiwal Sanja Matsuri w Tokio, spotkania z kobietami Morza Ama, kajaki, dzikie wyspy, świątynie, nadmorskie miasteczka, lokalne jedzenie, klimatyczne noclegi i japońskie onseny. Jest natura, sztuka, kultura, ocean i mnóstwo miejsc, do których pewnie same nie trafiłybyście podczas pierwszej podróży do Japonii.

Będziemy też sporo chodzić, wspinać się po świątynnych schodach, odkrywać, smakować i doświadczać. Bo Bomba to aktywna wyprawa i zdecydowanie nie jest to wyjazd na leżak! 😉

BOMBA JEST DLA CIEBIE, JEŚLI:

• Lubisz aktywnie podróżować i nie boisz się ruchu.
• Podoba Ci się rower, ale niekoniecznie marzy Ci się wielodniowa wyprawa z sakwami.
• Lubisz wygodę, ale nie chcesz rezygnować z przygody.
• Fascynuje Cię Japonia i chciałabyś zobaczyć ją również od mniej oczywistej strony.
• Lubisz łączyć naturę, kulturę, sztukę, lokalne smaki i trochę szalonych pomysłów.

Powiem Wam szczerze – Bomba to jeden z tych programów, w których naprawdę dużo się dzieje. Jest różnorodnie, aktywnie, czasami zaskakująco, a przede wszystkim bardzo japońsko!

Jeśli jeszcze nie zaglądałyście do tego projektu, koniecznie nadróbcie zaległości. Przyjrzyjcie się programowi, bo naprawdę warto!

tutaj program wyprawy 👉https://superfemka.pl/japonia-bomba



🚲 660 kilometrów. 16 dni przez Shikoku i 7 kobiet które zgrały się tak, jakby znały się od lat.Jesteśmy już w Polsce. I ...
23/10/2026

🚲 660 kilometrów. 16 dni przez Shikoku i 7 kobiet które zgrały się tak, jakby znały się od lat.

Jesteśmy już w Polsce. I powiem Wam jedno — to był KOSMOS ❤️
Za nami 16 dni niesamowitej rowerowej przygody po moim ukochanym Shikoku, z nowymi miejscami, zakamarkami, doświadczeniami. Bo ja naprawdę nie potrafię robić w kółko tego samego. 😁 Za każdym razem dokładam coś nowego. Szukam, kombinuję, odkrywam. Chcę, żeby Shikoku zaskakiwało również mnie. Bo przecież każda robota musi dawać satysfakcję, prawda? A ja zdecydowanie nie należę do osób, które lubią „klepać” jeden schemat.

Ale tym razem było jeszcze coś.

GRUPA. Dziewczyny po prostu… rezonowały. ❤️ Tak idealnie się ze sobą zgrały, że aż miło było na to patrzeć. Śmiech, luz, wspólne tempo, wspólne zachwyty i ta niesamowita energia między nimi. I wiecie, co jest w tym wszystkim ciekawe - Ja nie dobieram kobiet do siebie według jakiegoś psychologicznego algorytmu. 😂 Nie tworzę grupy na zasadzie: „ta pasuje do tej, ta do tej, a ta absolutnie nie może być z tamtą”. Dobieram kobiety do wyprawy, do stylu podróżowania, do kraju. Staram się je wcześniej poznać, porozmawiać, wyczuć człowieka. Mam chyba całkiem niezłą intuicję i przede wszystkim staram się, żeby świadomie wybierały. A potem… życie robi swoje i tutaj zrobiło robotę doskonale. ❤️

Dziewczyny miały ze sobą po prostu świetny czas. Dużo śmiechu, dużo wspólnych momentów i — co dla mnie bardzo ważne — ogromną frajdę z bycia razem, choć nie zawsze jest taka pełna symbioza całej grupy. A zdradzę Wam jeszcze jeden mały sekret Superfemki. Dziewczyny na moich rowerowych wyprawach startują od zera. Nie znają się wcześniej. Nie przyjeżdżają w gotowych paczkach przyjaciółek, duetach czy tercetach. I bardzo mi na tym zależy.

Dlaczego? Bo chcę dać każdej z nich dokładnie tę samą przestrzeń. Bez gotowych układów, bez „my znamy się od 15 lat”, bez tworzenia grupki w grupie. Wszystkie zaczynają w tym samym miejscu i dopiero podczas wyprawy budują swoje relacje. Dziewczyny wchodzą do grupy jako obce sobie osoby, a po kilku dniach zaczynają funkcjonować jakby znały się od dawna. Śmieją się razem, pomagają sobie, gadają godzinami i tworzą swój własny mikroświat.

A Japonia?

No cóż… znowu nas zaskoczyła. 😁

Pogodą, która przez większość wyjazdu była po prostu bajeczna. Miałyśmy w zasadzie tylko półtora dnia deszczu. A reszta? Jesień, która zachowywała się jak lato. Lekko przebarwione już wzgórza, mega ciepło i takie widoki, przy których człowiekowi naprawdę nie chce się wracać do Polski.

I ten moment, kiedy zaczynasz myśleć:

„Naprawdę już musimy wyjeżdżać?”

Ale był jeszcze jeden bardzo ciekawy element tej wyprawy.

SAKWY. 😁

Była jedna dziewczyna, która na co dzień jeździ na gravelu. Bez obciążenia, dynamicznie gdzieś tam po wzgórzach Beskidu — A tutaj nagle sakwy, bagaż, trochę inne tempo i…odkrycie, że rower może służyć nie tylko do pokonywania kilometrów i jej konkluzja na koniec : żałuje że tak późno je założyłam...

Była też i druga, też z gravelem i też się ''rozpięła'' i pełną piersią chłonęła Japonię - a bardziej dosłownie konsumowała ;)

Bo moje wyprawy nigdy nie są wyłącznie o jeździe. To jest poznawanie kraju. Turystyka. Jedzenie. Ludzie. Miejsca. Kultura. Widoki. Zatrzymanie się. Czasem pogadanie. Czasem po prostu popatrzenie. Oczywiście mamy program. Oczywiście trzeba jechać. Ale nie po to lecimy na drugi koniec świata, żeby odhaczać kolejne kilometry.

Cieszę się, że dziewczyny mogły zobaczyć, że rower można wykorzystać również w trochę inny sposób. Wolniej. Uważniej. Z większą frajdą.

No i oczywiście…ten październik....

🍊 KULTURA MANDARYNKI.

To chyba jeden z motywów przewodnich tej wyprawy. I tym razem mocno do nas przyległ i jakoś dużo wszedzie było tego mandarynkowego świata. I kiedy człowiek zaczyna się temu przyglądać, to nagle okazuje się, że Japonia ma nie tylko kulturę wiśni, ale też — całkiem serio — kulturę mandarynki jesienią i truskawki wisoną.

Odmian jest masa. Smaki, kolory, wielkości… i oczywiście testowanie wszystkiego, co tylko dało się przetestować. 🍊

A skoro już jesteśmy przy japońskich „kulturach”, to nie mogę nie wspomnieć o naszej kolejnej:

🚲 KULTURZE WORA ROWEROWEGO.

To w sumie nadaje się na osobny temat. 😂Bo Japonia ma tę niesamowitą cechę, że każda rzecz, każda zasada, każdy sposób robienia czegoś potrafi być tak pięknie opakowany, opisany i zorganizowany, że po chwili człowiek zaczyna mówić:

„Tak, to jest właśnie kultura.”

No więc kultura wora rowerowego została przez nas zgłębiona bardzo dokładnie i poraz pierwszy i na bank nie pewne elementy tej kultury zostaną wprowadzone na stałe do wypraw.

A teraz?

Wracam do rzeczywistości.

Chociaż… nie na długo. 😉

Za chwilę znowu lecę do Japonii. Tym razem nie na dwóch kołach, tylko na czterech. 🚗

To będzie mój debiut i jestem bardzo ciekawa, jak to wszystko zadziała. A teraz jeszcze sezon się nie skończył. Jest FULL PRACY — bieżącej, zaległej i tej, która już czeka za rogiem. 😉

A jeśli marzy się wam taka mandarynkowa Japonia. To wiecie, gdzie mnie znaleźć. ❤️

Shikoku — dziękuję.
Dziewczyny — dziękuję.
I do zobaczenia na kolejnej wyprawie. 🇯🇵🚲❤️



Jak zwykle moje życie popłynęło swoim wartkim, rwącym biegiem jak jakaś górska rzeka. Ostatnią tegoroczną Superfemkową w...
22/10/2026

Jak zwykle moje życie popłynęło swoim wartkim, rwącym biegiem jak jakaś górska rzeka. Ostatnią tegoroczną Superfemkową wyprawę, naszą kultową Petardę, zakończyłyśmy dopiero kilka dni temu, a ja już piszę do Was z Singapuru, do którego wróciłam na ponad tydzień, po prawie 7 latach od przeprowadzki do Tokio. Ach, ile tu emocji! Ale nie o tym dzisiaj. Wróćmy na chwilę do Petardki, bo warto zostawić tu po niej ślad ❤️

To była nasza 4. edycja Petardy, więc niby ta sama trasa, wszystko znajome, a jednak jak zwykle było zupełnie inaczej. Każda grupa jest inna, inna energia, inne potrzeby, zainteresowania i marzenia. Zupełnie nowa przygoda i… wyzwanie ;)

Zacznijmy „po japońsku”, czyli od pogody 😉 Bo w Japonii, zamiast zaczynać rozmowę od pytania „Co słychać?”, często zaczyna się właśnie od komentarza o pogodzie. Aura, pomimo deszczowych prognoz, znów nam dopisała! Październik jest fantastycznym czasem na podróże do Japonii!

Trasa obejmowała nasze sprawdzone hity – m.in. okolice Fuji, szlak Nakasendo i festiwal w Takayamie, no i oczywiście moje Tokio. Ale tym razem zajrzałyśmy też w nowe miejsce – do Ainokury, mniejszej i spokojniejszej niż coraz bardziej turystyczne Shirakawa-go, słynącej z tradycyjnych domów z charakterystycznymi, stromymi dachami krytymi strzechą. A do tego wzięłyśmy udział w miniwarsztatach wytwarzania japońskiego papieru washi.

A to przecież nie wszystko! Spałyśmy w dawnej szkole na japońskiej prowincji, w świątyni i w kwaterze dla pielgrzymów. Wskoczyłyśmy w kimona, buszowałyśmy po sklepach ze starociami, a nawet zaliczyłyśmy kawaii kawiarnię, bo przecież Japonia ma tyle różnych twarzy, że szkoda byłoby ograniczać się tylko do jednej. ;)

Było też trochę ponadprogramowej sztuki. Z częścią grupy wybrałam się do muzeum sztuki w Matsumoto, rodzinnym mieście słynnej Yayoi Kusamy, a w Tokio ponownie udało mi się zdobyć dla zainteresowanych dziewczyn bilety na spektakl kabuki. Oba doświadczenia nie są częścią programu wyprawy, ale… piękno naszych wypraw tkwi właśnie w spontaniczności i dopasowywaniu planów do zainteresowań uczestniczek podczas czasu wolnego. Bo skoro mogę spełnić czyjeś marzenie, to przecież czemu nie? Czy nie po to mam wytatuowane na nadgarstku „bring joy”? ❤️

A skoro już o marzeniach… Lunch w restauracji specjalizującej się w słynnej rybie fugu, której przygotowaniem zajmują się odpowiednio licencjonowani specjaliści, bo nieprawidłowe usunięcie toksycznych części ryby może doprowadzić do śmiertelnego zatrucia, też nie był w planie. Ale był marzeniem jednej z uczestniczek. A skoro grupa była wyjątkowo chętna do smakowania wszelkich smaków japońskiej kuchni (Boże, czego myśmy nie jadły! To naprawdę była kulinarna Petarda :D), to przecież warto było spróbować.

Petarda utkana jest z niezwykłych, unikatowych doświadczeń, których można doświadczyć właśnie w Japonii. Nam nie chodzi o zrobienie zdjęć na Instagram, ale o przeżycie czegoś prawdziwego. RAZEM.

A skoro już o niezwykłościach… Miałyśmy niesamowite szczęście podejrzeć rytuał oczyszczenia przy wodospadzie na świętej górze Mitake. Udało nam się również trafić na pokaz tańca Awa Odori w dzielnicy Tokio - Asakusa. Oj, naprawdę dużo się działo! Zapraszam na fotorelację.

PS. Zbieramy grupę na kwietniową Petardkę 2027! Zostało jeszcze kilka miejsc. Kto jest chętny na przeżycie Wielkiej Przygody? Link do szczegółów wyprawy w komentarzu.

Niektórych podróży nie da się opowiedzieć w kilku zdaniach i na kilku zdjęciach. ❤️ Dlatego do porannej kawy dorzucamy W...
21/10/2026

Niektórych podróży nie da się opowiedzieć w kilku zdaniach i na kilku zdjęciach. ❤️ Dlatego do porannej kawy dorzucamy Wam dziś coś jeszcze — porządną porcję Japonii i trochę apetytu na kolejną Petardę w kwietniu 2027 🧨 Przeczytajcie, obejrzyjcie zdjęcia i dajcie się trochę wciągnąć w Japonię pełną miejsc, smaków, spontanicznych pomysłów i dobrych chwil.
A jeśli po tej lekturze poczujecie niedosyt, to bardzo dobrze,
a tutaj znajdziecie więcej 👇

https://superfemka.pl/japonia-petarda-bogactwo-wszystkiego-i-bardzo-wyjatkowego/



🚲 REST DAY 💜 Dzisiaj tylko 24 kilometry! Ale żeby nie było – to nie jest tak, że jedzie sobie po idealnym płaskim. Jeste...
13/10/2026

🚲 REST DAY 💜 Dzisiaj tylko 24 kilometry!
Ale żeby nie było – to nie jest tak, że jedzie sobie po idealnym płaskim. Jesteśmy na zachodnim wybrzeżu, gdzie są piękne, wysokie klify, więc trochę trzeba się powspinać. A przy 27 stopniach każdy podjazd ma zupełnie inny wymiar. 🥵🚲

Jesteśmy w prefekturze Ehime, czyli w krainie mandarynek. A tutaj mandarynki są wszędzie: świeże owoce, soczki prosto z lokalnych owoców, mandarynki, soczki, żele, cukierki ciasteczka 🍊🍊🍊

Wczoraj dziewczyny dostały trochę wolności – i dzisiaj też ją mają. ❤️

Każda może zrobić ten dzień po swojemu. Można pojechać spokojnie, bez żadnego ciśnienia, zrobić sobie plażing, zatrzymać się gdzieś po drodze, pojechać dłuższą trasą albo po prostu dojechać do celu o tej porze, o której ma się ochotę.

A my dzisiaj na zachodnim wybrzeżu, w okolicach Uwa, w przepięknym miejscu, gdzie pensjonat mamy dosłownie przy samej plaży. 🌊

Tylko cztery pokoje i zawsze cały pensjonat dla siebie. ❤️

Do tego pyszne śniadanko, morze za oknem i oczywiście 🍊 SOCZKI.

A najlepsze? Prognoza aż do końca wyjazdu pokazuje słońce, ciepło i kolejne kąpiele.

Czyli oficjalnie ogłaszam:

REST DAY rozpoczęty.
24 kilometry, trochę podjazdów, trochę plaży, dużo mandarynek i jeszcze więcej luzu.
Odpoczywamy tak intensywnie, jak tylko potrafimy. 😂🚲🌊🍊

Urodziny w Japonii, w gronie kobiet, które jeszcze kilka dni temu były sobie obce. ❤️I wiecie co? Właśnie za takie chwil...
10/10/2026

Urodziny w Japonii, w gronie kobiet, które jeszcze kilka dni temu były sobie obce. ❤️

I wiecie co? Właśnie za takie chwile kocham te nasze kobiece podróże.

Na początku każda przyjeżdża ze swojego świata. Z własną historią, doświadczeniami, przyzwyczajeniami i swoim codziennym życiem. A potem ruszamy razem w drogę i wystarczy kilka dni, żeby coś zaczęło się zmieniać. Nagle gadamy o wszystkim. O życiu, miłości, facetach, dzieciach, radościach i rozczarowaniach. Opowiadamy sobie historie, których nie opowiada się każdemu, śmiejemy się do łez i czasem same nie możemy uwierzyć, co nam się przydarza. 😂

Dzisiaj dotarłyśmy do Tosa Taisho, małej miejscowości na japońskiej prowincji, gdzie właśnie trwa święto lalek Hina. Wystawy są dosłownie wszędzie — w oknach prywatnych domów, w sklepikach i lokalnych budynkach. Zaglądamy do tych małych światów, podziwiamy lalki i możemy poczuć Japonię, która niekoniecznie trafia na okładki przewodników. Taką zwyczajną, lokalną, bliską ludziom. I to jest niesamowite, że możemy być tutaj, nie tylko oglądać tę kulturę z daleka, ale naprawdę poczuć ją od środka. 🇯🇵

A wieczór? Zaczął się od siedzenia na krawężniku i dwóch butelek sake z lokalnego browaru. 😁 Do tego japońskie przekąski, między innymi ośmiorniczki i inne lokalne specjały. Takie nasze małe preludium do tego, co miało wydarzyć się później.

Bo potem była izakaya i prawdziwa kulinarna uczta! Grzyby shiitake, krewetki, kurczak, oczywiście nihonshu, czyli japońskie sake, i fantastyczna atmosfera. Zaprosiłyśmy do wspólnej kolacji naszego gospodarza, dzięki czemu wieczór stał się jeszcze bardziej wyjątkowy. Było dużo rozmów, śmiechu, smakowania i poznawania kolejnych kawałków Japonii — tej prawdziwej, lokalnej, z dala od turystycznego zgiełku. ❤️

A gdzieś pomiędzy tym wszystkim dzieje się jeszcze coś innego. Zaczynamy odkrywać siebie nawzajem, poznawać swoje światy i historie, czasem zaskakujące nawet dla nas samych. Znika skrępowanie, znika potrzeba robienia dobrego wrażenia. Możemy być sobą, bez spiny, bez oceniania, bez udawania, że nasze życie zawsze jest poukładane.

I chyba właśnie to jest w tych kobiecych wyjazdach najfajniejsze. Ta energia, która pojawia się między nami. To, jak z dnia na dzień obce sobie kobiety zaczynają się poznawać, otwierać na siebie i być sobie coraz bliższe. Bez wielkich deklaracji, bez planowania. Po prostu dzięki wspólnej podróży, rozmowom, śmiechowi i byciu razem.

Dzisiaj miałyśmy też wyjątkowy powód do świętowania — urodziny jednej z naszych dziewczyn. I pomyślałam sobie, że może właśnie tak zaczynają się fajne relacje i głębsze znajomości. A najlepsze? Już słyszę, jak dziewczyny umawiają się na kolejne wspólne wyjazdy! 😍 Czyli coś chyba z tego naszego spotkania zostanie na dłużej.

Bo przecież jedziemy poznawać świat, odkrywać nowe miejsca i przeżywać przygody. A po drodze poznajemy siebie nawzajem. I czasem właśnie to okazuje się najfajniejszą częścią całej podróży.

Wszystkiego najpiękniejszego dla naszej Jubilatki! ❤️ A nam wszystkim życzę jeszcze wielu takich wieczorów, spontanicznych pomysłów, wspólnych śmiechów i kobiet, przy których można po prostu być sobą.

Bo Japonia Japonią, ale ta kobieca energia to jest dopiero coś! 🥂🌸

Japonia uczy elastyczności. A słońce nie bierze jeńców! ☀️🚴‍♀️ 27 stopni w cieniu i pełne słońce - to wiadomo że smażymy...
09/10/2026

Japonia uczy elastyczności. A słońce nie bierze jeńców! ☀️🚴‍♀️ 27 stopni w cieniu i pełne słońce - to wiadomo że smażymy się jak krewetki. Weszły kąpiele w zatoczkach, trochę mniej naparzania przed siebie, żeby zdążyć na ostatni punkt i więcej korzystania z tego, co akurat mamy pod nosem. 😎

Odpuściłyśmy halę targową, która żyje głównie w ciągu dnia, który dzisiaj miał dla nas inny plan. Kiedy dajemy sobie więcej luzu, mniej się spinamy i dostosowujemy do tego, co przynosi dzień, to ta podróż smakuje zupełnie inaczej.

Czasem wyjeżdżamy bardzo wcześnie, czasem coś przesuwamy, coś zmianiamy. A czasem po prostu snujemy się dłużej, bo tak wychodzi mądrzej i fajniej.

A najlepsze jest to, że kiedy coś wypada, bardzo często w zamian pojawia się coś zupełnie nowego. I dzisiaj właśnie tak było.

Na targ rybny w Kure wpadłyśmy dosłownie last minute. Wiadomo, koniec dnia to już po zawodach — mycie stoisk, porządki, powoli finał handlu. Ale mam tu swoje miejsce, gdzie już mnie znają i gdzie zawsze można kupić świeżą rybkę na wynos.

No i proszę! Wjechało katsuo tataki, czyli opalane bonito, z którego słynie tutejsza zatoka, do tego sashimi, japońskie sake — tym razem mętne, niefiltrowane — i nawet jakieś chipsy się znalazły. 😂

Zrobiłyśmy sobie kolację na naszym cudownym tarasie z widokiem na zatokę. Wieczorem było jakieś 20 stopni, więc warunki idealne. No, może kolacja była trochę na brudasa, bo przecież cały dzień na rowerach, ale hej! Była wcześniej kąpiel w oceanie, więc aż tak źle nie było. 🤣

A jednak nie ma to jak gorący onsen! Wskoczyłyśmy w yukaty i dosłownie kilka kroków dalej czekała na nas relaksująca kąpiel. Baseny wewnętrzne i zewnętrzne, ciepła woda i ten błogi moment, kiedy już nigdzie nie trzeba jechać.

Takie zakończenie dnia to ja szanuję! ❤️

A słońce? Grzechem byłoby nie skorzystać z takiej pogody i nie wskoczyć do oceanu. To też jest część tej podróży. Nie tylko kilometry, kolejne miejsca i atrakcje, ale właśnie takie chwile, których nie da się zaplanować.

Po drodze trafiłyśmy też na wystawę w Susaki poświęconą kataklizmom. To było niesamowite doświadczenie i zupełnie inny rodzaj spotkania z Japonią. Taka podróż to przecież nie tylko piękne widoki i dobre jedzenie, ale też poznawanie historii, doświadczeń i sposobu myślenia ludzi, którzy tu żyją.

Bo podróż to ciągłe odkrywanie. Dajemy sobie przestrzeń na spontaniczność, a wtedy okazuje się, że nawet jeśli coś nie idzie zgodnie z planem, wcale nie tracimy. Czasem właśnie wtedy zyskujemy najwięcej.

A jutro ruszamy dalej, w kierunku rzeki Shimanto. I coś czuję, że będzie super! 🇯🇵🚲

Słoneczko przyjemnie przygrzewa, jest naprawdę milusio i pogoda po prostu nas rozpieszcza. Po drodze miałyśmy zaplanowan...
08/10/2026

Słoneczko przyjemnie przygrzewa, jest naprawdę milusio i pogoda po prostu nas rozpieszcza. Po drodze miałyśmy zaplanowane miejsce związane z Mitsubishi i dzielnicę samurajów, a później trochę pokręciłyśmy się po tej bardziej wiejskiej Japonii. I właśnie tam odkryłyśmy ogromnego bananowca z wielkim kwiatem, wokół którego uwijały się pszczoły. Zatrzymałyśmy się oczywiście, bo trudno przejechać obojętnie obok takiego widoku.
Były też lody bakłażanowe, więc jak zwykle po drodze znalazło się coś, czego pewnie nie spróbowałybyśmy nigdzie indziej.

Później ruszyłyśmy już w stronę Kochi i trasa była naprawdę przepiękna. Najpierw jechałyśmy wzdłuż oceanu, a później wjechałyśmy w zalesiony teren, gdzie droga prowadziła wśród wysokich drzew. Praktycznie nikogo, pusto i cicho, a drzewa nad nami dawały nam piękny cień. Taki odcinek, na którym człowiek po prostu jedzie i chłonie to, co ma wokół.

I właśnie po drodze trafiło nam się Sea House – ten charakterystyczny budynek nad samym oceanem, który już wcześniej mijałam, ale jakoś nigdy nie udało mi się wejść do środka. Tym razem było otwarte, więc oczywiście nie mogłyśmy odpuścić. Weszłyśmy na górę, usiadłyśmy przy stoliku dosłownie z nosem przy szybie i wypiłyśmy kawę, patrząc prosto na ocean. To był jeden z tych momentów, kiedy po prostu siedzimy i niczego więcej nie trzeba. 🌊☕️

Później dojechałyśmy do Yasu Park i tam już był totalny relaks. Chwila chillotu, leżenie na deskach na promenadzie, odpoczynek i łapanie tego pięknego dnia. Bez pośpiechu, bez napinania się, po prostu jesteśmy sobie razem i korzystamy z tego, co mamy.

A potem na chwilę odczepiłam swój wagonik i zrobiłam mały rekonesans, co jeszcze ciekawego mamy w okolicy, i właśnie wtedy znalazłam miejsce poświęcone Ekinowi – lokalnemu artyście, którego ogromne obrazy inspirowane teatrem kabuki są pełne dramatu, miłości, zemsty, śmierci i bardzo mocnych emocji.

Samo oglądanie jego prac jest tutaj częścią całego doświadczenia. Najpierw krótkie wprowadzenie, a później wchodzimy do ciemnej sali i każda z nas dostaje do ręki lampion. 🏮 To miejsce odtwarza atmosferę, w jakiej dawniej oglądano prace Ekina podczas nocnych świąt i pokazów. Przy świetle lampionów te wielkie obrazy wyglądają zupełnie inaczej. Spędziłyśmy tam ponad godzinę i naprawdę zrobiło to na nas ogromne wrażenie.

I właśnie takie małe odkrycia lubię najbardziej, bo zależy mi, żeby za każdym razem dawać dziewczynom coś więcej. To przecież nie jest tylko jazda na rowerze. To jest poznawanie Japonii na wielu płaszczyznach i wszystkimi zmysłami – przez krajobraz, jedzenie, sztukę, historię, ludzi, zapachy i smaki. Chcę, żeby każda z uczestniczek dostała naprawdę tysiąc procent Japonii. ❤️

I chyba właśnie za to najbardziej lubię te nasze wyjazdy. Mam plan, ale zawsze zostawiam sobie trochę miejsca na to, co pojawi się po drodze. Bo czasami wystarczy jeden mały skręt, żeby znaleźć coś, czego zupełnie nie miałyśmy w planie. ❤️

A wieczór zakończyłyśmy w miłej izakaya, z tutejszym legendarnym tataki katsuo, po prostu niebo w gębie.

☀️ Mamy SŁOŃCE.I nagle peleryny lądują na dole, UV na twarz, czapeczki, daszki, a całe ciało wystawiamy wreszcie do słoń...
07/10/2026

☀️ Mamy SŁOŃCE.

I nagle peleryny lądują na dole, UV na twarz, czapeczki, daszki, a całe ciało wystawiamy wreszcie do słońca! 😂☀️

W końcu mamy to, na co czekałyśmy!

Wygląda na to, że przestało padać i wygląda na to, że słońce będzie towarzyszyć nam już do końca. Tego oczywiście nie wiemy, ale na razie zażywamy nie tylko kąpieli słonecznych na rowerach, ale również kąpieli w Oceanie Spokojnym. 🌊☀️

Tak jak rok temu – Japonia nas rozpieszcza. I wiecie co? Warto było nawet zmoknąć przez te półtora dnia, żeby teraz dostać w nagrodę słońce, temperaturę, oceaniczną bryzę i tę cudowną aurę.

No to jedziemy dalej…

🌊 TEBAJIMA – WYSPA, NA KTÓREJ CZAS PŁYNIE INACZEJ

Dopłynęłyśmy na Tebajimę. Rowery zostały w porcie, bo to był naprawdę malutki statek pasażerski i na bank byśmy się z rowerami nie zmieściły. Zresztą wcześniej ustalałam to z gospodarzem – rowery zostają.

I tutaj po raz kolejny Japonia pokazała swój HIGH LEVEL, jeśli chodzi o bezpieczeństwo.

Naprawdę można zostawić rzeczy i odejść. Bez stresu. Bez kombinowania. Bez przypinania roweru do wszystkiego, co wystaje z ziemi. 😂

A najlepsze jest to, że w Japonii czasami nawet jak coś zgubisz, to po dwóch czy trzech dniach… się znajduje.

To jest po prostu zupełnie inna kultura bezpieczeństwa.

A potem zaczęłyśmy po prostu włóczyć się po wyspie.

Bo Tebajimy nie da się chyba zwiedzać inaczej.

Chodziłyśmy między starymi domami, małymi uliczkami i zakamarkami, zaglądałyśmy tam, gdzie normalnie turysta pewnie nawet nie zajrzy. Poznawałyśmy wyspę, jej mieszkańców i jej historię.

Bo to jest stara wyspa rybacka – z historią, duszą i swoim własnym rytmem życia.

Nie ma tutaj ruchu samochodowego, nie ma pośpiechu, nie ma turystycznego zgiełku.

Jest ocean, stare domy, łodzie, małe uliczki i życie, które toczy się swoim tempem.

I wyobraźcie sobie, że dziewczyny wyczaiły nawet jakąś samoobsługową chałupę, w której sprzedawana była porcelana za jakieś absolutne grosze.

No i wiadomo…

OBŁOWIŁY SIĘ. 😂

Wzięły porcelanę, różne cuda, jakieś historie, rzeczy, których normalnie człowiek zupełnie się nie spodziewa znaleźć na takiej maleńkiej wyspie.

I to właśnie było w Tebajimie niesamowite.

Bo tam mieszka około 30 osób.

Trzydzieści.

Nie trzy tysiące. Nie trzydzieści tysięcy.

Trzydzieści osób.

To jest miejsce, do którego naprawdę się nie trafia przypadkiem.

To jest taki krem de la crème Japonii – Japonia, której nie zobaczycie podczas zwykłej wycieczki z Tokio, Kioto czy Osaki.

I chyba właśnie dlatego zrobiła na nas takie wrażenie.

Po prostu czuć było, że znalazłyśmy się w totalnie innej rzeczywistości.

Cisza. Spokój. Maleńka wyspa. Ocean. I jakaś niesamowita magia.

Nasz guesthouse okazał się całkiem nowym domem. Jego właściciel jest Anglikiem, który mieszka w Japonii już od 40 lat. Kupił trzy budynki, wyremontował je, miał na nie swój pomysł i przede wszystkim naprawdę wtopił się w lokalną społeczność.

W prowadzeniu tego miejsca pomaga mu Yamash*ta, Japończyk, który jest jego prawą ręką.

I ta współpraca jest naprawdę ciekawa, bo działa w obie strony.

Właściciel korzysta z tego, że Yamash*ta zna lokalną społeczność, język i japońskie realia. To jest bardzo ważne, bo Japończyk raczej nie przyjedzie do obiektu, który prowadzi wyłącznie cudzoziemiec. Potrzebny jest ktoś lokalny, kto zna ludzi, język i potrafi się z nimi porozumieć.

Ale Yamash*ta też z tego bardzo dużo czerpie – uczy się od niego angielskiego, poznaje inne podejście do prowadzenia biznesu i ma kontakt z ludźmi z całego świata.

Czyli każdy daje coś od siebie i każdy coś z tej relacji bierze.

To właśnie Yamash*ta przyjechał po nasze bagaże do portu, a potem zaprowadził nas do pensjonatu – w zasadzie jedynego takiego miejsca na wyspie.

Wieczorem miałyśmy przepyszną kolację.

I naprawdę czułyśmy, że jesteśmy gdzieś bardzo, bardzo daleko od tego całego świata.

🚴‍♀️ PORANEK – DZIKIE WYBRZEŻE PACYFIKU

Rano zaczęło się słonecznie.

Wyruszyłyśmy dalej wzdłuż dzikiego wybrzeża Pacyfiku. Małe zatoczki, wioski, pojedyncze domy, maleńkie przystanki…

I trafiłyśmy do Michi-no-Eki – takich japońskich stacji przydrożnych dla podróżnych.

I tam zaczęło się nasze kolejne śledztwo.

TUŃCZYK. 😂🐟

Bo wiecie już, że mamy tutaj lekkiego wpierdolca na punkcie ryb.

W Japonii tuńczyk jest grany praktycznie codziennie.

W lodówce zobaczyłam dwa rodzaje. Jeden tańszy, drugi droższy.

No i zaczęło się doktoryzowanie.

Czym się różnią? Dlaczego jeden kosztuje więcej? Co to właściwie jest?

Okazało się, że jeden to tuńczyk żółtopłetwy, a drugi błękitnopłetwy.

No a skoro wieczorem miałyśmy być w miejscu, gdzie można było zrobić z tego porządne sashimi, to oczywiście…

kupiłyśmy jednego i drugiego.

Bo przecież trzeba zrobić badania porównawcze. 😂

🍣 WIECZÓR – ONSEN I WIELKI TEST TUŃCZYKA

Dojechałyśmy do naszego kolejnego, absolutnie zajebistego pensjonatu, praktycznie tuż przy oceanie.

Ale zanim zabrałyśmy się za sashimi, pojechałyśmy jeszcze na rowerach do onsenu.

I tutaj muszę powiedzieć jedno:

czekałam na ten onsen trzy lata.

Trzy lata był w remoncie!

Trzy lata czekałam, żeby móc w końcu tutaj wejść.

A teraz: wieczór, rowery, około 20 stopni, w dzień 25–26°C, ocean, ciepłe powietrze, bryza…

Bajka. Po prostu bajka.

Wróciłyśmy do pensjonatu i wtedy przyszedł czas na nasz eksperyment.

Nasza gospodyni Shiing pokroiła nam oba tuńczyki na sashimi.

Żółtopłetwy kontra błękitnopłetwy.

Do tego dostałyśmy jeszcze kasztany.

Usiadłyśmy przy stole, piwko, sashimi, rozmowy…

I kolejny raz pomyślałam sobie:

po to właśnie jeździmy do Japonii.

🌋 MUROTO – ŚLADAMI KŌBŌ DAISHIEGO

Następnego ranka ruszyłyśmy dalej w stronę przylądka Muroto.

Trafiłyśmy do cudownego geoparku, w miejsca, po których wędrował i nauczał Kōbō Daishi, czyli Kūkai.

Byłyśmy wysoko w świątyni, oglądałyśmy mandale, poznawałyśmy historię tego miejsca i chłonęłyśmy atmosferę, bo to naprawdę jest wyjątkowy zakątek Shikoku.

I tego dnia postanowiłyśmy:

NIE SPIESZYMY SIĘ.

Miały być słynne krewetki w tempurze, ale lokal zamykał się o 14:00.

Mogłyśmy gnać, patrzeć na zegarek i pedałować tylko po to, żeby zdążyć.

Ale po co?

Odpuściłyśmy krewetki.

I całe szczęście, bo w zamian dostałyśmy Kiragawę.

🍝 KIRAGAWA – LUNCH, KTÓRY SAM SIĘ WYDARZYŁ

Trafiłyśmy do Kiragawy, do starego japońskiego domu prowadzonego przez przesympatyczną parę.

I okazało się, że mają tylko cztery porcje lunchu.

A nas – wiadomo – osiem. 😂

No więc z czterech porcji zrobiło się osiem.

Podzielili, rozdzielili, ogarnęli i nagle wszystkie siedziałyśmy przy stole.

I dostałyśmy… makaron z Toskanii.

W Japonii.

Na Shikoku.

W starym japońskim domu.

No bo dlaczego nie? 😂

I wiecie co?

W zupełności nam wystarczyło, bo my tutaj naprawdę CAŁY CZAS JEMY.

To jest jakieś szaleństwo.

Śniadanie, ryba, lunch, przekąska, coś z konbini, sashimi, kasztany, kolejny lunch…

NON STOP JEDZENIE.

Ale właśnie dlatego tak bardzo kochamy Japonię. ❤️

🏖️ A POTEM… OCEAN

Po Kiragawie dalej absolutnie nie zamierzałyśmy się spieszyć.

Pogoda była zajebista.

Słońce.

Ocean.

I tuż przed Nahari trafiłyśmy na plażę.

Pustą.

Kompletnie pustą.

No to…

weszłyśmy do oceanu. NAGO. 😂🌊

Nikogo nie było.

Woda cudowna.

Słońce.

Pacyfik.

Czy można lepiej zakończyć rowerowy dzień?

🌅 I JESZCZE TEN ZACHÓD SŁOŃCA…

Ale Japonia postanowiła dorzucić nam jeszcze jeden prezent.

Dzisiejszy dzień zakończył się zajebistym zachodem słońca.

Mogłyśmy na niego patrzeć może przez… cztery i pół minuty. 😂

Bo tutaj słońce naprawdę znika błyskawicznie.

Ale przez te kilka minut było niesamowite.

Pomarańczowe.

Ogniste.

I towarzyszyło nam już praktycznie do samego końca drogi.

Niebo zrobiło się całe pomarańczowe, ocean łapał ostatnie światło, a my jechałyśmy dalej przed siebie.

I pomyślałam sobie, że chyba trudno byłoby wymyślić lepszą końcówkę tego dnia.

Do celu dojechałyśmy około 18:00.

Teoretycznie w planach była jeszcze izakaya.

Ale jesteśmy w starym, klimatycznym zajeździe, mamy do dyspozycji całe zaplecze, mamy japońskie kraftowe piwko i mamy siebie.

Więc siedzimy.

Bajdurzymy. Pijemy piwko. Degustujemy.

A za naszymi plecami…

KRĘCI SIĘ PRANKO. 😂

Pierwsze od początku wyjazdu!

Zobaczcie, ile wytrzymałyśmy. 😂

A najlepsze jest to, że prognozy pokazują nam lampę przynajmniej do 13 października. ☀️☀️☀️

I to tutaj, na Muroto, gdzie taka pogoda wcale nie jest oczywistością.

Tak więc półtora dnia moknięcia oficjalnie uznajemy za zapłacone.

Teraz odbieramy nagrodę.

☀️🚴‍♀️🌊 Słońce. Rowery. Pacyfik. Japonia.

I jedziemy dalej. ❤️🇯🇵

Adres

Podleśna 5
Zabki
05-091

Telefon

+48603119050

Strona internetowa

Powiadomienia

Bądź na bieżąco: wyślemy Ci e-mail, gdy Superfemka Projekt opublikuje nowości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu, a subskrypcję możesz anulować w dowolnym momencie.

Kontakt: Firmę

Wyślij wiadomość do Superfemka Projekt:

Skróty

Udostępnij

Kategoria

Biura Podróży w pobliżu