10/05/2026
Jak było? Znowu cudownie i znowu inaczej. Bo jeśli ktoś lubi nie tylko „być gdzieś”, ale naprawdę poznać miejsce od środka, z historią, ciekawostkami i całym kontekstem to będzie zadowolony.
Ta wyprawa do Japonii była dokładnie taka — intensywna, pełna bodźców i doświadczeń, odkrywania, nowych miejsc na noc, ale też… smaków 🍜nie sposób wymienić wszystkich dań, ale jedno jest pewne, że to kulinarna podróż i kalorii się tutaj nie liczy, ba!ta kuchnia to cudowna i zdrowa dieta! I jeszcze wam coś zdradzę – coś co po raz pierwszy się przydarzyło – grupa totalnie nie alkoholowa 😊 może ze 2 razy piłyśmy piwo i sake, a poza tym wzór i to mi się strasznie podobało, zero pustych kalorii i tracenia czasu na coś, co nie jest zupełnie potrzebne.
Pogoda nie zaskoczyła, wszystko w normie. Dwa razy deszcz, poza tym bez anomalii, w sam raz na rower. Wyprawa bez żadnych kontuzji, awarii (poza jedną dętką) idealnie. Każdego dnia ogarniałyśmy lunch przed sjestą — co w Japonii jest kluczowe, bo knajpy potrafią się zamknąć na kilka godzin i otworzyć dopiero około 18-19. Trzeba to po prostu dobrze zaplanować. A wieczorami… druga runda 😄 Czasem restauracje, czasem szybkie opcje z kombini, ale najczęściej kończyłyśmy w izakayach— i to już była czysta kulinarna przygoda. Małe talerzyki, różne smaki, testowanie wszystkiego po trochu. Czyli dokładnie to, co w podróżach najlepsze.
A teraz perełka organizacyjna tej wyprawy 😂 Po raz pierwszy miałam uczestniczkę, którą powinnam pokazywać jako wzór minimalizmu — sakwy po 15 litrów. Tak, 15! Dla porównania standard to raczej 2 × 30 litrów, czyli razem 60… ale to też jest bardzo OK! Ważne żeby zapakować się max do połowy, bo potem płacz...
ale co robią niektóre z Was... Pakują „na wszelki wypadek” 😅 a ja poytam się po co? Potem efekt bywa przewidywalny — po trzech dniach wysyłamy paczkę rzeczy zbędnych. Tym razem było to… aż 25 kg 🙈 ale to nie jest norma każdej wyprawy, to chyba dopiero trzeci raz..i nie jest to zachęta do tego żeby brać więcej. To raczej przestroga, żeby nie brać....
Niektóre wiozą jak te wielbłądy ten swój zbędny balast, nic nie kupują bo miejsca brak...albo się ograniczają...
Ja rozumiem nowicjuszki, biorą za dużo, bo nie wiedzą. „Stare wygi” biorą za dużo, bo są zapobiegliwe 😄 A potem przyjeżdżamy na miejsce i okazuje się, że połowa rzeczy była kompletnie niepotrzebna. Dlatego mój złoty standard to jedno — minimalizm. Naprawdę. Tam są pralki, suszarki, wszystko działa, można spokojnie ogarniać pranie co drugi dzień/trzeci dzień. Sklepy też są i można zawsze coś złapać, bo ciuchy tańsze niż w PL, Nie ma sensu wozić ze sobą dodatkowych kilogramów, które potem są tylko balastem i zajmują cenne miejsce w sakwach, bo o to się tu rozchodzi…ZAKUPY! ale też jazda z takim obciążeniem może nie być przyjemna, choć ja akurat lubię czuć kilogramy w sakwach, ale zakupowe 😂 Odzież rowerowa, noże, duperelki, kosmetyki, ręczniki, świetna jakościowo matcha, herbata, smaki japońskie i słodycze — ceny kuszą, jakość robi swoje i nagle te duże sakwy zaczynają mieć sens 😉
I tak właśnie wygląda ta podróż — nie tylko przez kilometry, ale przez smaki, doświadczenia i masę małych momentów, które składają się na coś naprawdę wyjątkowego.
Już teraz wiem, że będę tęsknić za Japonią ❤️
Ale… październik to kolejna wyprawa. Kolejne przygody. Jeszcze bardziej, jeszcze głębiej.
I bardzo się na to cieszę — bo lubię nowe rzeczy, lubię wyzwania w podróży, lubię odkrywać. I mam nadzieję, że właśnie tak będzie ✨Dziękuję moim uczestniczkom za wspólną podróż...i czekam na kolejne odważne super kobiety :)